Recenzje
Haunted Hearts
Wampir i łowczyni wampirów. Profesor i studentka. Dla mnie brzmi jak połączenie idealne. Odkąd tylko przeczytałam opis tej książki, wiedziałam, że musi trafić w moje ręce. Wkraczamy do Shadowbrook College, uczelni dla studentów o nadprzyrodzonych zdolnościach. I to właśnie tutaj rozpoczyna naukę Hazel Prescott, która jako młoda łowczyni wampirów, dopiero odkrywa ten świat. A jej życie dodatkowo komplikuje nieziemsko przystojny profesor.. wampir. Autorka stworzyła świat, w który łatwo się zanurzyć i już po kilku stronach wiedziałam, że trudno będzie mi odłożyć tę książkę. Jestem zachwycona, jak zgrabnie połączyła romans z fantastyką. Magia, wampiry, sekrety, zakazany romans.. Zarówno Hazel, jak i Nataniel są świetnie wykreowani. Polubiłam tę dwójkę, choć żałuję, że ich relacja rozwija się tak szybko. Wiecie, jak wielbię slow burn, a tu już po chwili dostajemy ich razem. Ale chemia i pożądanie między nimi aż kipiały, więc jestem w stanie im wybaczyć. Jeśli lubujecie się w mrocznych i SPICY romansach z elementami fantastyki, ten tytuł na Was czeka.
Recenzownik. Mój książkowy journal
Czy zdarzyło ci się kiedyś skończyć książkę i… po czasie nie pamiętać, co tak naprawdę czułaś(eś) po jej przeczytaniu? Albo wrócić po czasie do półki i zastanawiać się, kiedy ja to czytałam? Jeśli choć raz kiwnęłaś(eś) głową to „Recenzownik. Mój książkowy journal” Marty Sztandar-Bielawskiej może być dokładnie tym, co przywróci Twoje czytelnicze wspomnienia. Kiedy wzięłam do ręki „Recenzownik. Mój książkowy journal”, poczułam się trochę tak, jakbym wróciła do czasów, w których prowadziłam swoje pierwsze czytelnicze notatniki. Tego jedynego zeszytu, gdzie zapisywałam ulubione cytaty, wrażenia po lekturze, a nawet szkicowałam wymarzone okładki (zwykle krzywe, ale zawsze robione z miłości do czytania). Ten journal ma w sobie właśnie tę intymną, nostalgiczną nutę - ale jednocześnie jest narzędziem bardzo współczesnym, stworzonym z myślą o osobach, które chcą uporządkować swój książkowy świat. Autorka proponuje nam nie tylko miejsce na recenzje, ale całą przestrzeń do kreatywności. Są rubryki do ocen, pola na cytaty, zadania pobudzające wyobraźnię, listy ulubionych serii, czy strony do planowania wyzwań czytelniczych. To nie jest zwykły planner - to coś pomiędzy bullet journalem, pamiętnikiem książkoholika i kreatywnym zeszytem pełnym pomysłów. Jeśli tak jak ja lubisz mieć dużo miejsca na swobodne pisanie możesz poczuć, że niektóre sekcje są zbyt małe. Jeśli jesteś bardziej „zadaniowa”, znajdziesz tu masę kreatywnych rubryk do uzupełniania… ale jeśli szukasz przestrzeni wyłącznie na klasyczne recenzje, możesz mieć wrażenie, że ilustracji i zabaw jest trochę za dużo. Z jednej strony - to ogromna zaleta, bo journal jest kolorowy, intrygujący, pełen pomysłów. Z drugiej - może być chaotyczny, jeśli wolisz minimalizm i czyste linie. Za to jedno muszę powiedzieć z pełnym przekonaniem: „Recenzownik. Mój książkowy journal” świetnie spełnia swoją główną rolę. Wyciąga z czytelnika kreatywność, zachęca do zabawy literaturą, pozwala przemyśleć swoje czytelnicze wybory i wracać do nich później z sentymentem. Czy jest idealny? Nie. Czy jest pomocny, inspirujący i pięknie wykonany? Zdecydowanie tak. I co najważniejsze - daje przestrzeń, by stworzyć coś swojego. Coś, co odzwierciedla twój gust, twoje emocje i twoje książkowe ścieżki. A tego nie zastąpi żadna aplikacja. Ocena: 8/10
Sklep dla samotnych serc. Riverside Lane #1
Amber zostaje zwolniona ze swojej dotychczasowej pracy. Bez żadnych pretekstów przystała na propozycję swojej matki i postanawia odwiedzić swoją chrzestną. Wprost z miejskiego zgiełku trawia do sennej wsi. Szybko orientuje się, że jej talent i umiejętności dekoratorskie są w stanie pomóc w ratowaniu rodzinnego sklepiku Cathy. A pobyt tam, juz wcale nie wydaje się taki zły. Ale był jeszcze Josh, syn chrzestnej, a ich ponowne spotkanie zdecydowanie nie poszło tak jak powinno. Z czasem między nimi pojawiło się małe uczucie. Jednak Amber niedługo miała wyjechać, nigdy nie planowała zostać tu na stałe. Pomoże w ratowaniu sklepiku i rusza dalej... ale czy na pewno to będzie takie łatwe? Była to zdecydowanie przyjemna historia, jednak nie skradła mojego serca. Czegoś mi tutaj brakowało i sama w sumie nie wiem czego dokładnie 🤭 Dodatkowo mam wrażenie, że styl pisania autorki i sposób w jaki został ułożony tekst na stronie, sprawiały, że ciężko się brneło przez tą książkę. Nie byłam w stanie się wciągnąć i po prostu czytać. Aczkolwiek tak jak mówię nie była to zła książka, była dobra ale mogłaby być lepsza 😁❤️ Bohaterowie zostali dobrze wykreowani, fabuła urocza, momentami zabawna i wzruszająca. Czyli tak naprawdę przyjemne plusy ❤️🩹
Titek i wulkan złości
„Titek i wulkan złości” to książka, po którą sięgnęłyśmy z córką bez wahania, bo seria jest nam już dobrze znana. Lubię to, że Titek pojawia się w tylu różnych częściach. Dzięki temu łatwo stał się u nas kimś w rodzaju znajomego przewodnika po dziecięcych emocjach. Córka od razu go polubiła, a ja doceniam, że każda kolejna książka rozwija ważny temat, nie tracąc przy tym lekkości i zrozumiałego języka. Ta odsłona skupia się na złości. Pokazuje ją w sposób, który nie zawstydza dziecka i nie straszy rodzica. Historia Titka jest prosta, ale trafia w sedno. Dziecko widzi, jak bohater mierzy się z emocjami, które czasem wybuchają jak wulkan. Dzięki temu łatwiej mu zrozumieć, że takie uczucia są naturalne. W trakcie lektury pojawiają się sytuacje znane z codzienności, więc dziecko szybko odnajduje w nich siebie. Pewnie niejednemu z nas zdarzyło się poczuć podobną złość, kiedy coś zapodzieliśmy i nie mogliśmy znaleźć. Titek pokazuje, że takie uczucia są normalne i da się je opanować. U nas świetnie sprawdzają się też zabawy sensoryczne. Wszelkie wysypywanki, masy do ugniatania albo inne proste aktywności bardzo pomagają córce rozładować napięcie. Dzięki temu rozmowy o książce stają się naturalnym przedłużeniem tego, co już znamy z codziennych sytuacji. Podoba mi się też to, że książka nie kończy się tylko na opowieści. Są w niej krótkie ćwiczenia i wskazówki, które pomagają zatrzymać się na chwilę i porozmawiać o tym, co właściwie dzieje się w środku małego człowieka. U nas te momenty stały się dobrym punktem wyjścia do rozmowy o tym, dlaczego czasem jest trudno i co można zrobić, żeby sobie pomóc. Rodzice znajdą tu także komentarze i wyjaśnienia przygotowane przez autorki. Nie są przesadnie rozbudowane, ale dają jasne i praktyczne wskazówki. To ułatwia zrozumienie, skąd biorą się dziecięce reakcje i jak reagować, żeby wspierać, a nie podnosić napięcie. Całość czyta się lekko. Książka buduje poczucie bliskości. Dla nas to kolejna część, która pokazała, że warto wracać do Titka. Jeśli dziecko zmaga się ze złością albo po prostu dużo przeżywa, ta historia potrafi naprawdę pomóc, bo daje konkretne narzędzia i robi to w ciepły, przystępny sposób.
Titek i magia świąt
Święta to jeden z najbardziej wyczekiwanych okresów w ciągu roku. Ale gdy się czegoś bardzo, bardzo pragnie, to czekanie robi się jeszcze trudniejsze. I gdy w grudniu wszędzie zaczynają rozbrzmiewać świąteczne przeboje, świat zdaje się skrzyć od różnobarwnych światełek, po mieście od czasu do czasu przemykają tajemniczy panowie w grubych czerwonych płaszczach, a zabawki i dekoracje świąteczne piętrzą się w sklepach, wówczas każdy zaczyna przebierać nogami w oczekiwaniu na święta. Tylko jak przetrwać ten świąteczny galimatias, gdy ma się tylko kilka lat, wiele marzeń w dziecięcym sercu i luźne pojęcie o czasie… „Titek i magia świąt” to urocza opowieść o czekaniu na wigilijny wieczór, gdy pośród przygotowań mały Titek musi znaleźć zajęcie i cierpliwość by doczekać do kulminacyjnego momentu - wieczoru spędzonego wspólnie z najbliższymi. I tak od samego rana uczestniczy w lepieniu uszek do barszczu, pieczeniu pierniczków, ubieraniu choinki, nakrywaniu do stołu oraz wypatrywaniu pierwszej gwiazdki. Bo wiadomo, że na czekanie najlepsze jest angażujące zajęcie, wtedy czas przyspiesza i nim się obejrzy jest w końcu to, na co tak bardzo się czekało. W tej krótkiej historyjce skrywa się wiele świątecznej magii, ale też prawdy o dziecięcym oczekiwaniu na święta, niecierpliwym, wymagającym zagospodarowania i z prezentami w tle. Nie ma co ukrywać, żebyśmy stawali na rzęsach w tłumaczeniu idei świąt, podkreślaniu istotności bycia razem w tym czasie, to kwestia prezentów dla dzieci zawsze pozostanie ważna. Dobrze, że Ula Młodnicka nie koloruje rzeczywistości i mówi o tym wprost poprzez zachowanie Titka. Pięknie pokolorowała ją natomiast Aga Waligóra, która w ilustracjach zaklęła chyba całą świąteczną magię. Piękne, kolorowe, ciepłe i emanujące niesamowitą bliskością i szczęściem sprawiają, że czytelnik chociaż na te chwile obcowania z książką przenosi się do tego najpiękniejszego, świątecznego czasu. Całość podsumowuje kilka słów do dorosłych, które z pewnością pomogą przygotować dziecko do czasu przedwigijnego oczekiwania. Ten duet twórczyń to zawsze trafny wybór i gwarancja jakości i niezawodności.