Recenzje
Bezwzględnie Twój. Królewscy fae z Edenu #1
,,Bezwzględnie Twój" to nie jest książka, po którą sięga się, by poszerzyć swoje horyzonty czy zagłębić się w zbudowany od podstaw świat fantazji. Autorka podkreśla, że celem tej książki jest przede wszystkim rozrywka i uważam, iż taką rolę w stu procentach spełnia. Bawiłam się świetnie i przeczytałam ją praktycznie jednym tchem (co może być też poniekąd zasługą krótkich rozdziałów). Warto od razu zaznaczyć, że nie jest to typowe fantasy. To przede wszystkim romans z wątkiem fantastycznym. Czy mi to przeszkadzało? Absolutnie nie. Byłam na to przygotowana i właśnie za to doceniam tę książkę. Od razu mamy przedstawione jak działa świat, czego mamy oczekiwać. Jeśli już miałabym się do czegoś przyczepić... Cóż, słowo ,,majteczki". Nie jestem w stanie podać innego słowa, które wzbudzałoby we mnie równie mocne zdegustowanie, a tutaj pojawia się, niestety, kilka razy. Jeśli chodzi o bohaterów, to ich decyzje są niezrozumiałe, a wahania nastroju Rennicka, to temat, na który mogłabym napisać rozprawkę. Jest zaborczy, zazdrosny, nadopiekuńczy... Czasami wydawało mi się, jakby żył w kompletnie innym świecie i nie miał jakiegokolwiek pojęcia na temat kobiet. Amelia zaś, wydaje się bardzo podatna na wpływy innych ludzi i łatwowierna. Nie wiem, czy jestem w stanie przytoczyć inne jej cechy osobowości. Potwierdza to, że książka skupia się, przede wszystkim, na relacji głównych bohaterów, a nie na rozwijaniu świata, postaci czy wydarzeń pobocznych. Mimo wielu uwag, mam świadomość, że ta historia została stworzona po to, by zapewnić czytelnikowi rozrywkę. Doskonale spełnia tę rolę - bawiłam się świetnie. Podsumowując: jeśli szukacie czegoś lekkiego do pochłonięcia ,,na raz", to sięgnijcie po tę pozycję. Natomiast, jeśli oczekujecie uniesień, rozbudowanego świata i wielowątkowej fabuły, spróbujcie z inną książką. PS. Dedykacja wzięła mnie z zaskoczenia...
Recenzownik. Mój książkowy journal
𝓡𝓮𝓬𝓮𝓷𝔃𝓸𝔀𝓷𝓲𝓴. 𝓜ó𝓳 𝓴𝓼𝓲ąż𝓴𝓸𝔀𝔂 𝓳𝓸𝓾𝓻𝓷𝓪𝓵 ~ 𝓜𝓪𝓻𝓽𝓪 𝓢𝔃𝓽𝓪𝓷𝓭𝓪𝓻-𝓑𝓲𝓮𝓵𝓪𝔀𝓼𝓴𝓪 𝓞𝓬𝓮𝓷𝓪: ⭐⭐⭐⭐⭐/𝟓 Nim przejdę do recenzji bardzo, bym chciała jeszcze raz podziękować wydawnictwu za wysłanie egzemplarza do recenzji. Recenzownik jest wykonany PRZECUDOWNIE. Gołym okiem widać jego dopracowanie i wkład włożony w jego utworzenie. Każdy element jest idealnie wkomponowany, przez co tworzy to przepiękną całość. „Mój Książkowy Journal” był dla mnie kompletnym zaskoczeniem, ale w tym pozytywnym znaczeniu. Nigdy nie ciągnęło mnie do adnotowania książek czy zaznaczania znacznikami scen lub dialogów. Robienie różnego typu notatek powiązanych z aktualnie czytaną książką było dla mnie obce. Za sam wygląd recenzownika miałam ochotę chwycić książkę i zacząć ją czytać, aby wszystko wpisywać do journalu. Najbardziej zachwycił mnie podział dziennika. Można w nim dzięki temu zapisać absolutnie wszystko: swoje odczucia i myśli podczas czytania, listę DNF-ów, Tracker premier, Top 3 książki z podziałem na jednotomówki i serię, ulubionego autora, wydawnictwo i osoby z bookmedii. Zapiszecie również swoje recenzje, stworzycie herbatki inspirowane książkami z wydawnictwa Beya i wiele wiele innych. To, co wypisałam to naprawdę mały skrawek tego, co kryje się w środku Recenzownika. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest to małe arcydzieło. Marta stworzyła go z myślą o książkarach i nikt nie pożałuje jego zakupu. Słowa zawarte w jego opisie „Journal, jakiego potrzebuje każda książkara!” są stuprocentową prawdą.
Surogatka
Potrzebowałam tej książki bardziej, niż się spodziewałam. Dzięki niej spojrzałam na niektóre sprawy inaczej i właśnie za to jestem wdzięczna autorce. Sigmunt pięć lat temu stracił żonę. Od tamtej chwili żył jak pusta skorupa, aż do dnia, w którym jego teściowie ogłosili swój plan: chcieli wykorzystać zamrożone jajeczka swojej córki, by na świecie pojawił się ich wnuk. Jedyny warunek Britney brzmiał - ojcem dziecka miał być jej mąż. Po długim namyśle Sig zgodził się. Teściowie mieli zająć się wychowaniem dziecka, a oni znaleźli surogatkę - Abby, młodą Amerykankę, która na czas ciąży miała zamieszkać w Anglii, w pensjonacie należącym do Sigmunta. Na początku mężczyzna traktował ją z dystansem, chłodem i podejrzeniami. Myślał, że zna jej intencje. Ale czas potrafi zmieniać ludzi a pierwsze wrażenia potrafią okazać się bardzo mylące. On - z bagażem emocjonalnym i przekonaniem, że już nigdy się nie zakocha. Ona - delikatna, dobra i dojrzalsza niż można by przypuszczać. Czy mieli szansę, by to się udało? To skomplikowana, a zarazem prosta historia miłosna taka, która leczy duszę. To książka o bólu, stracie, szansie i cudzie. Abby zasługuje na ogromny szacunek. Podziwiam jej empatię, dojrzałość i sposób, w jaki dźwigała odpowiedzialność, jakiej wielu by się bało. Towarzyszymy bohaterom przez całą ciążę, obserwujemy ich rozmowy, obawy, nieporozumienia i rodzące się uczucie... powolne, ciche, ale niesamowicie autentyczne. Czasami bolesna, ale i uzdrawiająca duszę historia dwojga ludzi, którzy po prostu mieli się spotkać. To jedna z tych opowieści, które czyta się sercem. Przeżyjecie całą gamę emocji od smutku, przez wzruszenie, aż po śmiech i strach. A gdy pojawi się nadzieja poczujecie, że warto było przeczytać każdą stronę. Sigmunt swoją opieką, troską i małymi gestami pokazywał, że mimo ran w sercu potrafi się zaangażować. Każdy jego krok mówił więcej niż słowa. Im dalej czytałam, tym bardziej zaczynałam im kibicować. Wiem, że wiele osób nie lubi motywu ciąży czy dzieci, ja go kocham. I tutaj został pokazany w piękny, subtelny sposób. Czy prawdziwa miłość zdarza się tylko raz? Sięgnijcie po tę książkę i sami spróbujcie odpowiedzieć na to pytanie. Ja bardzo polecam.
Prawnik mojej siostry. Daltonowie #1
„Prawnik mojej siostry” okazał się dla mnie zaskakująco wciągającą historią, która od początku pokazała mi, jak skomplikowany potrafi być świat pełen rywalizacji, kamer i pozorów. Czytając ją, czułam, że autorka naprawdę dobrze oddała to napięcie między pragnieniem sukcesu a potrzebą bycia sobą. Kendall szybko zyskała moją sympatię. To bohaterka, która z jednej strony próbuje trzymać gardę, a z drugiej - sama jest zmęczona rolą, w którą została wciśnięta. Wiele jej reakcji wydawało mi się bardzo ludzkich i naturalnych, dzięki czemu łatwo było mi wejść w jej emocje. Czytając, czułam, jak momentami wybory, przed którymi stoi, potrafią być naprawdę trudne. Dominick to typ bohatera, który od razu robi wrażenie. Pewny siebie, ambitny, trochę tajemniczy - ale jednocześnie widać, że Kendall potrafi zachwiać jego chłodnym opanowaniem. Ich relacja miała w sobie dużo chemii, ale nie była przesadzona. Napięcie między nimi było wyczuwalne, ale nie sztuczne, i właśnie to sprawiło, że naprawdę chciało mi się brnąć dalej. Dużo emocji wzbudził we mnie wątek sióstr. Rywalizacja Kendall i Daisy została pokazana w ciekawy, momentami bolesny sposób. Autorka dobrze oddała to, jak cienka potrafi być granica między zazdrością a miłością. Ten motyw sprawił, że książka nabrała dla mnie większej głębi, bo pokazała, że nie wszystko w życiu jest prostym wyborem „tak” albo „nie”. To, co najbardziej mi się spodobało, to fakt, że historia nie była jedynie gorącym romansem. Momentami naprawdę skłaniała do refleksji - o tym, ile jesteśmy w stanie poświęcić dla innych, a ile dla siebie. Książka pokazała mi też, że czasem warto posłuchać własnych emocji, nawet jeśli droga do tego nie jest łatwa. Całość czytało mi się lekko, ale jednocześnie czułam, że autorka prowadzi bohaterów tak, aby coś z tego zostało. Po skończeniu poczułam, że była to historia o wyborach, bliskości, lojalności i o tym, jak trudno czasem znaleźć swoje miejsce w świecie.
Sklep dla samotnych serc. Riverside Lane #1
Amber zostaje zwolniona ze swojej dotychczasowej pracy. Bez żadnych pretekstów przystała na propozycję swojej matki i postanawia odwiedzić swoją chrzestną. Wprost z miejskiego zgiełku trawia do sennej wsi. Szybko orientuje się, że jej talent i umiejętności dekoratorskie są w stanie pomóc w ratowaniu rodzinnego sklepiku Cathy. A pobyt tam, juz wcale nie wydaje się taki zły. Ale był jeszcze Josh, syn chrzestnej, a ich ponowne spotkanie zdecydowanie nie poszło tak jak powinno. Z czasem między nimi pojawiło się małe uczucie. Jednak Amber niedługo miała wyjechać, nigdy nie planowała zostać tu na stałe. Pomoże w ratowaniu sklepiku i rusza dalej... ale czy na pewno to będzie takie łatwe? Była to zdecydowanie przyjemna historia, jednak nie skradła mojego serca. Czegoś mi tutaj brakowało i sama w sumie nie wiem czego dokładnie 🤭 Dodatkowo mam wrażenie, że styl pisania autorki i sposób w jaki został ułożony tekst na stronie, sprawiały, że ciężko się brneło przez tą książkę. Nie byłam w stanie się wciągnąć i po prostu czytać. Aczkolwiek tak jak mówię nie była to zła książka, była dobra ale mogłaby być lepsza 😁❤️ Bohaterowie zostali dobrze wykreowani, fabuła urocza, momentami zabawna i wzruszająca. Czyli tak naprawdę przyjemne plusy ❤️🩹