ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Fragile Shadow

Fragile Shadow - Wiktoria Larsson 5/5 ⭐ Szczerze mówiąc nie przepadam za debiutami autorów, rzadko kiedy można trafić na perełkę, wśród tak wielu debiutów, jednak zawsze daje szansę następnym historię autora. Debiut Wiktorii, okazał się być dla mnie perełką, czego się nie spodziewałam. Zaczynając ją czytać podchodziłam neutralnie, bez oczekiwań, złego nastawiania się , po prostu zaczęłam. Przeczytałam ją bardzo szybko , książka jest krótka, a przez jej treść się wręcz płynie. Styl pisania jest naprawdę przyjemny. Jeśli chodzi o bohaterów to WOW, Wiktoria stworzyła ich genialnie. Postać Lory, dziewczyny z problemami, pełnej bólu i strachu jest osobą naprawdę dobrze wykreowaną, czuć jej ból i emocje na każdym kroku ale i radość i nowe doświadczenia, które zdobywa. Zaś Azrael gwiazda szkoły, przystojny , mimo iż na początku trochę irytujący to naprawdę cudowny chłopak. Postacie poboczne również klasa, idealnie wpasowanii w klimat historii. Problemy jakie opisuje autorka są ciężkie, na początku lepiej zapoznać się z ostrzeżeniem, czy to na pewno książka dla was. Motyw przemocy w szkole , psychiatryka, śmierci, samobójstw są ciężkie, lecz ważne by je poruszać i uświadamiać co się dzieje. To historia, która łamie, doprowadza do łez i bólu, pokazuje jak cienka potrafi być granica człowieka przed upadkiem. Opowieść o Azraelu i Lory zawładnęła moim sercem i zostanie w nim na długo. Wiktoria zrobiła w tym debiucie świetną robotę, jeszcze raz gratuluję wydania i czekam na kolejne historię.

zaczytana_w_snach_ Citak Amelia

Kill me First

„Kill Me First” to książka, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Od pierwszych stron wciąga w mroczny świat płatnych zabójców i szybko buduje napięcie. Osobiście uwielbiam ten motyw, a jeśli dodamy do tego silną główną bohaterkę, która nie pozwala sobie wejść na głowę, to jak dla mnie - połączenie idealne! 🖤 Mallory Morrigan to osiemnastoletnia, odważna i nieposkromiona (do czasu) dziewczyna, która rozpoczyna nowy rozdział swojego życia w Portland. Wychowuje ją ojciec - Marcus - będący jej mentorem, przewodnikiem i nauczycielem zawodu. Mallory, trenująca sztuki walki i samoobronę, pragnie w pełni oddać się swojemu przeznaczeniu i stać się tak doskonała jak jej ojciec. Ogromny plus za dobrze rozpisane wątki walk oraz pierwszych zleceń. Pewnego razu, podczas wieczornego spotkania Marcusa z ludźmi z innej organizacji, bohaterka poznaje bruneta o granatowych oczach, który niebezpiecznie wywróci jej życie do góry nogami. Azrael, przejawiający psychopatyczne zachowania (podobnie jak Mallory), zasiewa w niej ziarno ciekawości - chęć poznania go od tej drugiej, nieco cieplejszej strony. Muszę przyznać, że ich pierwsze zbliżenie było jak wybuch nieaktywnego wulkanu: niespodziewane, niebezpieczne, ociekające czystym pożądaniem, bez absolutnie żadnej kropli miłości. Prawdziwa eksplozja emocji. Ich zmysłowo-konfrontacyjne dialogi, przekomarzania i prowokacyjne zachowania były wprost uzależniające - zdecydowanie mogłoby być tego wątku więcej. Wątek powracającego demona z przeszłości, narastającego niebezpieczeństwa i otwierającej się rany został niezwykle dobrze rozpisany, choć wiele pozostaje dla czytelnika tajemnicą. Rozdziały z perspektywy prześladowcy głównej bohaterki podsycały ciekawość, budowały napięcie i wprowadzały subtelny dyskomfort. Pokusiłabym się o stwierdzenie, że ta historia muska gatunek dark romance, dlatego polecam ją czytelnikom o mocniejszych nerwach. Skończyłam czytać z ogromną chęcią wykrzyczenia: „Ale jak to?! ” I choć można zacząć domyślać się, kto stoi za wiadomościami, nagraniami i prezentami, odpowiedź wciąż nie jest jasna. Końcowe rozdziały dostarczyły tyle akcji, że przestałam ufać komukolwiek - każdy stał się dla mnie podejrzany. Uwielbiam debiuty, które potrafią pochłonąć od pierwszej strony, emocjonalnie przeorać, wypluć i zostawić czytelnika w osłupieniu. Drugiego tomu będę wyczekiwać jak pierwszych ciepłych dni po mroźnej zimie, a autorce biję brawo. 👏

Loveisin_thebooks77 Kruszyńska Monika

Jesteś wystarczająca. Odblokuj swoją moc i uwierz w siebie

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki, która trafiła w moje ręce w idealnym momencie - a może po prostu w każdym momencie byłaby idealna? Mowa o poradniku „Jesteś wystarczająca”, który czyta się jak długą, szczerą rozmowę z przyjaciółką. I właśnie taką recenzję chcę Wam dziś przekazać - bez sztucznego zachwytu, ale z mocnym przekonaniem, że to lektura potrzebna wielu z nas. Dla kogo jest ta książka? Najpierw szczera diagnoza Autorka zaczyna od prostego, ale niezwykle ważnego pytania: Czy często myślisz „muszę bardziej, muszę więcej, muszę mocniej”? Czy karzesz się za bycie „nie dość” - mądrą, spokojną, piękną, silną? Jeśli choć raz w życiu odpowiedziałaś na to „tak”, to już wiesz - ta książka jest dla Ciebie. Nie ma tu podziału na wiek, zawód czy status. To książka dla każdej kobiety, która gdzieś w głębi nosi przeświadczenie, że dopiero kiedy stanie się idealna, zasłuży na odpoczynek, miłość czy akceptację. Główna myśl: „wystarczająco” to nie „za mało” Kluczowe słowo tej książki to właśnie „wystarczająca”. Autorka (Sylwia, której historia przewija się przez cały tekst) pokazuje, jak latami goniła za wyimaginowaną doskonałością, aż w końcu zrozumiała, że nie musi być idealna - i że wcale nie chce. Że można po prostu być wystarczającą - tu i teraz. To nie jest postawa rezygnacji czy lenistwa. To przestrzeń na oddech, na życie w zgodzie z sobą, na docenienie tego, co już mamy i kim jesteśmy. Co znajdziemy w środku? Nie tylko teoria Książka jest cienka, ale treściwa. Nie ma tu lania wody - są za to: · Historie kobiet w różnym wieku - prawdziwe, poruszające opowieści, które pokazują, że nie jesteśmy same w swoich wątpliwościach. · Filozofia kaizen w życiu codziennym - czyli metoda małych kroków, znana z biznesu, ale tu pokazana jako narzędzie łagodnej zmiany w życiu osobistym. · Ćwiczenia i afirmacje - konkretne narzędzia, które pomagają odkryć swoje wartości, zatrzymać się i usłyszeć własne potrzeby. · Spokojne, ale mocne przesłanie: możesz być silna i prosić o pomoc. Masz prawo mówić „nie”. Masz prawo odpuścić. Dlaczego ta książka różni się od innych poradników? To nie jest kolejna pozycja, która każe ci „się rozwijać”, „stawiać cele” i „być lepszą wersją siebie”. Wręcz przeciwnie - zaprasza cię do zatrzymania się. Do uznania, że już teraz jesteś wartościowa. Że nie musisz zdobywać kolejnych certyfikatów, ważyć mniej czy mieć idealnego domu, żeby czuć się dobrze. Czytając, miałam wrażenie, że autorka mówi do mnie jak do przyjaciółki: „Hej, widzę, jak się męczysz. Może już czas odpuścić?”. Moje osobiste odczucia - dlaczego to dotarło? Przyznam się Wam - mam tatuaż z napisem „always enough”. Zrobiłam go, żeby pamiętać, że jestem wystarczająca. A jednak… życie czasem tak przyspiesza, że te słowa gdzieś uciekają. Ta książka przypomniała mi o nich. Uporządkowała myśli, uspokoiła i dała poczucie, że mogę być dla siebie bardziej czuła. Jeśli też łapiesz się na tym, że: · porównujesz się z influencerkami, · czujesz, że musisz robić więcej, bo inaczej „nie zasłużysz”, · twój wewnętrzny krytyk nie daje ci spokoju, · perfekcjonizm odbiera ci radość z małych rzeczy… …to ta książka może być dla ciebie bezpiecznym przystankiem. Czy warto przeczytać? Zdecydowanie tak. Nawet jeśli część treści wyda ci się znajoma (bo którą z nas nie dotyka kwestia poczucia własnej wartości?), to sposób, w jaki autorka o tym mówi, jest wyjątkowo autentyczny i empatyczny. To nie suchy poradnik - to zaproszenie do łagodności wobec siebie. Idealna na: · wieczór, gdy czujesz się przytłoczona, · chwilę zwątpienia, · lub po prostu jako reminder: jesteś ważna taka, jaka jesteś. „Jesteś wystarczająca” to książka, która nie naprawia, a przytula. Nie każe ci się zmieniać - zaprasza cię do zaakceptowania. W świecie, który ciągle wymaga więcej, to przesłanie jest bezcenne. Dajcie sobie szansę ją przeczytać. A potem - dajcie sobie prawo być wystarczającymi. Bo naprawdę nie musimy być idealne. Wystarczy, że jesteśmy. Ocena: 9/10 (Dla każdej, która potrzebuje usłyszeć, że już jest dość dobra.)

monisiaczyta Urban Monika

Malbat znaczy zemsta

„MALBAT znaczy zemsta” to grubaśna powieść, która mimo swojej objętości wciągnęła mnie od pierwszych stron. Autorka, Zuzanna Gromadzińska, pisze naprawdę dobrze, nie ma w książce fragmentów nużących, a jej opowieść płynie sprawnie, trzymając czytelnika w napięciu. Muszę także przyznać, że obawiałam się objętości, ale autorka udowodniła, że potrafi stworzyć dobrą powieść i jednocześnie nie zanudzić rozwleczonymi opisami. Akcja toczy się w trudnym, mafijnym świecie, który Gromadzińska wykreowała z dużą precyzją i dbałością o szczegóły. Choć książka pełna jest dialogów, niektóre z nich poświęcone są przyziemnym sprawom, które z jednej strony dodają historii realizmu i swojskości, ale z drugiej mogłyby w moim odczuciu zostać bardziej skondensowane, bez rozwlekania niektórych scen, aby zminimalizować objętość książki i nie rozwlekać niektórych fragmentów. Mimo to widać, że autorka miała konkretny pomysł i udało jej się go świetnie zrealizować. Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie z perspektywy Alice i Christiana, dwójki bohaterów udających małżeństwo, ale czy na pewno to wszystko jest udawane? To między nimi rozwija się wątek romantyczny, który wnosi sporo emocji, ale choć interesujący, nie do końca porwał mnie emocjonalnie. Sama dwójka bohaterów jest sympatyczna i da się ich polubić, jednak relacja romantyczna w moim odczuciu nie była głównym atutem powieści. Historia rozkręca się, gdy Nancy, dawna przyjaciółka bohaterów, zaprasza ich na swój ślub. Na pozór zwykła sytuacja staje się punktem wyjścia do konfrontacji z przeszłością, której wszyscy chcieli uniknąć, a nawet do której nie mieli prawa dopuścić. Byli członkowie organizacji MALBAT, choć związani z nielegalnym światem, tworzyli między sobą więź silniejszą niż obowiązki mafijne, byli dla siebie rodziną i przyjaciółmi. Dla Alice, Christiana i Liama życie poza tą grupą było nudne, a ich tęsknota za dawnym życiem nadała historii dodatkowego wymiaru emocjonalnego. Dlatego kiedy dostają zaproszenie na ślub, z tęsknoty za dawnym życiem, które utracili, mimo niebezpieczeństwa, postanawiają zaryzykować. Pomimo groźnych, drastycznych scen, książka nie jest przytłaczająca. Autorka wplata humorystyczne nuty i barwne postaci, które wprowadzają lekkość i równowagę między dramatem a codziennością. Akcja jest dynamiczna i nie pozwala nam się nudzić, ponieważ tu cały czas coś się dzieje, a napięcie rośnie w miarę poznawania kolejnych wydarzeń i sekretów bohaterów, czy wypadania nieoczekiwanych „trupów z szafy”. Czy książka mi się podobała? Zdecydowanie tak, głównie dlatego, że jest dobrze napisana, wciągająca i pełna zwrotów akcji. Ale z drugiej strony, mój gust czytelniczy sprawia, że czasem czułam lekki przesyt mafijnymi wątkami i porachunkami. Mimo to uważam, że powieść świetnie sprawdzi się wśród osób lubiących ten gatunek, bo jest przystępna w odbiorze, nie przytłacza trudnymi tematami, a jednocześnie oferuje emocjonującą i dopracowaną historię, która potrafi mocno szokować.

joannazak.autorka Żak Joanna

Podaj dalej

"Podaj dalej", czyli opowieść o młodym transpłciowym i queerowym chłopaku 🏳️‍⚧️⚽️ Spencer ma 15 lat, jest trans, jest gejem i w końcu może zacząć od nowa. Po prześladowaniach w poprzedniej szkole rozpoczyna naukę w Oakley - prywatnej placówce, gdzie nikt nic o nim nie wie. Decyduje się zachować swoją tranzycję w tajemnicy. Nie będzie to jednak proste, zwłaszcza ze względu na formalności związane z dołączeniem do drużyny piłkarskiej, a także rodzące się między nim a jednym z kolegów z drużyny uczucie. Zawsze z ciekawością sięgam po książki z transpłciową reprezentacją, szczególnie że na polskim rynku wciąż jest ich niewiele. "Podaj dalej" wypada naprawdę dobrze, a Spencer nie jest jedynym transpłciowym bohaterem, który pojawia się na kartach tej historii. Książka pokazuje trudności młodego chłopaka, który poza 'typowymi' nastoletnimi problemami musi mierzyć się także z ciężarem ukrywanej tajemnicy. Na szczęście Spencer może liczyć na wsparcie rodziny i przyjaciół. Bo choć próbuje z pewnymi rzeczami radzić sobie sam, ostatecznie okazuje się, że życie jest łatwiejsze, gdy nie zostaje się z tym wszystkim w pojedynkę. Transpłciowość jest tu oczywiście tematem centralnym, ale to zdecydowanie nie jedyny wątek. Pojawia się motyw bycia queerowym w wierzącej rodzinie, wątek miłosny, perspektywa rodziców i ich zmagań, a także ważny motyw przyjaźni i drużyny. Każdy z tych elementów pełni swoją rolę i dopełnia całość. Czytając "Podaj dalej" warto mieć na uwadze różnice między miejscem akcji, czyli Stanami Zjednoczonymi, a Polską, gdzie kwestie formalne związane z tranzycją potrafią wyglądać zupełnie inaczej. Istnieją też ogromne różnice indywidualne między osobami transpłciowymi i niektórzy mogą uznać Spencera za szczęściarza - dzięki blokerom hormonów przyjmowanym od okresu dojrzewania oraz testosteronowi nie musi martwić się chociażby o gruczoł piersiowy (jeden z głównych czynników dysforycznych u trans mężczyzn) ani o ogólny passing. "Podaj dalej" czyta się bardzo szybko, fabuła jest płynna i wciągająca. Pewne elementy wydają się odrobinę zbyt pompatyczne i wyidealizowane, ale taki zapewne był zamysł. Choć historia nie urzekła mnie w stu procentach, była to naprawdę dobra lektura, która w przystępny i empatyczny sposób pokazuje życie transpłciowych nastolatków.

nikainthebooks - bookstagram Ledzińska Dominika