ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Korona przeznaczenia. Królestwa Okrith #3

༄ Korona Przeznaczenia Królestwa Okrith tom 3 A.K. Mulford Mam wrażenie, że z każdym kolejnym tomem tej serii autorka schodzi o poziom niżej. Poprzednie dwa tomy skradły moje serce — ten wydał mi się już mocno naciągnięty i nie jestem pewna, czy w ogóle będę miała ochotę sięgać po dalsze części tej serii. Cała akcja poprowadzona była naprawdę chaotycznie. Nie do końca potrafiłam złapać, o co i gdzie chodzi, a główny wątek całego śledztwa był dla mnie dość płytki. Zabrakło mi tu tych ikonicznych akcji i ciekawych momentów z poprzednich tomów. Autorka zbyt mocno skupiła się na relacji głównych bohaterek, działając tym samym na niekorzyść całej fabuły i spłycając najlepsze momenty. Wątek romantyczny zdecydowanie wysunął się tu na pierwszy plan, a tajemnice, bitwy i niebezpieczeństwo były jedynie dodatkiem. Uważam, że zdecydowanie lepiej wyszłoby, gdyby zamienić te elementy miejscami na liście priorytetów i poprowadzić relację romantyczną w tle. Nie było tu żadnych większych plot twistów — wielu rzeczy można było domyślić się dużo wcześniej, co sprawiło, że zamiast czekać z napięciem na dalsze wydarzenia, wyczekiwałam momentu, aż bohaterowie w końcu połączą kropki. Nie lubię zostawiać niedokończonych serii, więc prawdopodobnie i tak w końcu przeczytam następne tomy, ale raczej nie będę wyczekiwać ich z tak wielkim entuzjazmem jak dotychczas.

flowers_in_books Pajka Małgorzata

Surogatka

Zawsze z dużym zainteresowaniem sięgam po książki Penelope Ward, więc wiedziałam, że ta także znajdzie się na moim TBR. Ten tytuł był przyjemny, zaciekawił mnie także! Główni bohaterowie są niczym ogień i woda! A trudny temat, którego musi się podjąć Sigmund: główny bohater, nie daje spokoju! Po pięciu latach od śmierci jego miłości życia, jej rodzice pragną wnuka, a na taką okazję ich córka zamroziła jajeczka. Oni nie wyobrażają sobie innego ojca, niż jego. W dodatku mają już surogatkę! Fabuła już od początku mnie zaintrygowała. Niesamowicie przyjemnie czytało mi się myśli bohaterów po ich pierwszym spotkaniu, a im dalej fabularnie szliśmy, tym więcej myśli oboje mieli na swój temat, w dodatku z biegiem czasu pojawiały się także uczucia. Uwielbiam głównych bohaterów, zwłaszcza widać, że są od siebie różni, ale i tak potrafią się porozumieć i zrozumieć. W dodatku poboczne bohaterowie… matko uwielbiam, a zwłaszcza starszą panią w pensjonacie, gdzie zatrzymała się Abby: główna bohaterka. Najbardziej w fabule podobało mi się zakończenie, które jednocześnie mnie zmiotło z planszy, ale także rozczuliło! 

vera_czyta Biegas Weronika

Podaj dalej

hejka! przychodzę dzisiaj do was z recenzją "𝐏𝐨𝐝𝐚𝐣 𝐃𝐚𝐥𝐞𝐣" autorstwa Isaac'a Fitzsimons'a. Zaczynając poznawać tą historię niekoniecznie wiedziałam, czego mogę się spodziewać, jednakże już od pierwszych stron, fabuła zaczęła przybierać na sile, a ja? Zakochiwać. Kiedy chcemy kogoś poznać, zazwyczaj liczymy na to, że znajomość uda nam się rozwinąć w szkole, parku, kawiarni a nawet w sklepie...cóż, tutaj to wszystko zaczęło się od przypadkowego "potrącenia" autem w pierwszy dzień nowej szkoły po przez rodzicielkę Spencer'a, nieznanego chłopaka na motorze - 𝐉𝐮𝐬𝐭𝐢𝐜𝐞'𝐚 𝐂𝐨𝐫𝐭𝐞𝐬'𝐚 który swoją miłość zawdzięcza piłce nożnej a całe jego życie oddane jest kościele. Natomiast 𝐒𝐩𝐞𝐧𝐜𝐞𝐫 𝐇𝐚𝐫𝐫𝐢𝐬 - utalentowany do gry w piłkę nożną, transpłociowy chłopak. Na pierwszy rzut oka, można by rzec że ta dwójka jest dla siebie stworzona.. i na początku tak było, jednakże niedopowiedziane słowa, tajemnice, strach a przedewszystkim ukrywanie się - było ich największym problemem. 𝑩𝒐 𝒘 𝒋𝒂𝒌𝒊 𝒔𝒑𝒐𝒔ó𝒃, 𝑺𝒑𝒆𝒏𝒄𝒆𝒓 𝒎ó𝒈ł 𝒑𝒓𝒛𝒚𝒛𝒏𝒂ć 𝒔𝒊ę, ż𝒆 𝒕𝒂𝒌 𝒏𝒂𝒑𝒓𝒂𝒘𝒅ę 𝒏𝒊𝒆 𝒋𝒆𝒔𝒕 𝒓𝒐𝒅𝒛𝒐𝒏𝒚𝒎 𝒎ęż𝒄𝒛𝒚𝒛𝒏ą, 𝒂 𝑱𝒖𝒔𝒕𝒊𝒄𝒆 𝒎𝒊𝒎𝒐 𝒐𝒈𝒓𝒐𝒎𝒏𝒆𝒋 𝒘𝒊𝒂𝒓𝒚 𝒘 𝒃𝒐𝒈𝒂 𝒘𝒐𝒍𝒊 𝒎ęż𝒄𝒛𝒚𝒛𝒏? To jakie Spencer dostaję wsparcie od rodziców myślę, że nie jedna osoba mogłaby mu pozazdrościć, gdyż po mimo ujawnienia się przed nimi, dalej okazywali mu swe wsparcie a przedewszystkim miłość. A Aiden? myślę, że każdy z nas, zasługuje na taką przyjaźń, jaką mieli Aiden wraz z Spencer'em. Natomiast Justice? Cóż.., tak bardzo jest mi go żal, mój biedny.., on z swoją orientacją musiał się ukrywać, a jego rodzice pod żadnym pozorem nie potrafili przyjąć tej wiadomości do głowy. Motyw piłki nożnej zdecydowanie był odczuwany i coś czuję, że poznałam swój nowy, ulubiony motyw. Pamiętam momenty jak cieszyłam się jak nienormalna gdy finalnie, udało im się wygrać finał, a ligia dopuściła i wysłuchała Spencer'a. 

bookwithpaulaaa lis Paulina

Titek i magia świąt

U. Młodnicka, A. Waligóra „Titek i magia świąt” To moje pierwsze spotkanie z tym bohaterem. Akcja książeczki toczy się wokół Świąt, ale w centrum znajduje się - cierpliwość i to, w jaki sposób można ją wspierać w codziennych sytuacjach. Znajdziemy tu nie tylko opowieść, ale także pytania, przykłady i proste ćwiczenia, do których warto wracać wspólnie z dzieckiem. Na końcu umieszczono również kilka słów skierowanych do dorosłych - z podpowiedziami, jak wspierać dziecko w rozwijaniu cierpliwości i regulacji emocji. Jak piszą autorki: „To przewodnik po emocjach i codziennych wyzwaniach, który wspiera zarówno dzieci, jak i rodziców.” U nas książeczka bardzo przypadła do gustu mojemu dwuletniemu synkowi - więc nawet nie „polecam”… my po prostu polecamy razem. 🩵 

pani.komunikacyjna Pawlik-Pyda Dominika

Wioska zagubionych serc. Riverside Lane #2

Czy Cranbridge znów mnie otuliło? Tak. I nawet się z tym nie kłóciłam. W Wiosce złamanych serc Alison Sherlock wracamy do Cranbridge, ale tym razem latem. Lucy przyjeżdża tu trochę z obowiązku, trochę z potrzeby ucieczki. Ma zaopiekować się wujkiem Frankiem i… no cóż, szybko okazuje się, że to miasteczko znowu potrzebuje ratunku. Tym razem chodzi o lokalną gazetę The Cranbridge Times, która ledwo zipie, a jej redaktor naczelny Tom wygląda jak ktoś, kto już dawno stracił wiarę, że cokolwiek da się jeszcze naprawić. I jeśli spodziewacie się wielkich dramatów albo historii miłosnej, która wybucha od pierwszego spojrzenia, to od razu mówię nie tutaj. Ten tom to znowu slow burn. I to taki naprawdę slow. Uczucia są gdzieś w tle, między rozmowami, wspólną pracą, codziennością. Bez wielkich deklaracji, bez fajerwerków. Raczej ciche „jestem obok” niż „nie mogę bez ciebie żyć”. I mnie to totalnie kupiło. Lucy nie jest bohaterką, którą wszyscy pokochają. Jest trochę zagubiona, chwilami bezradna, taka… życiowo poturbowana. Ale chyba właśnie dlatego łatwo było mi ją zrozumieć. Tom z kolei to facet zmęczony odpowiedzialnością, który robi swoje, chociaż w środku ma już naprawdę niewiele nadziei. Ich relacja to bardziej leczenie złamanych serc niż klasyczny romans. Najbardziej jednak urzeka mnie w tej książce klimat. Cranbridge znowu żyje własnym rytmem. Jest sielsko, trochę nostalgicznie, bardzo wspólnotowo. Ludzie, którzy może nie zawsze są idealni, ale kiedy trzeba, potrafią się zebrać i pomóc. Jest pies, jest gazeta, są rozmowy i takie małe momenty, które składają się na coś większego. To nie jest książka pełna akcji. Dużo tu zwykłego życia, pracy, prób ogarnięcia rzeczy, które dawno wymknęły się spod kontroli. I wiecie co? To wystarczy. Czytałam ją wieczorami, gdy dom już spał, z herbatą pod ręką, myśląc „jeszcze tylko jeden rozdział”. Idealna lektura na moment, kiedy nie chce się emocjonalnej jazdy bez trzymanki, tylko spokoju. Nie każdemu się spodoba. Ale jeśli lubicie ciepłe historie o drugich szansach, powolnych uczuciach i miasteczkach, które leczą lepiej niż terapia, to Cranbridge znowu zrobi swoje.

NieSprzatamCzytam Kubacka Magdalena