Recenzje
Coffee on Ice
Mason Crawford, kapitan drużyny hokejowej. Po ciężkim sezonie, w którym Jedi drużyna odpada z rozgrywek walki o Puchar Stanleya jest rozczarowany. Jako kapitan marzy o zdobyciu go jeszcze przed trzydziestką, a godzenie się z porażka nigdy nie przychodziło mu z łatwością. Mason nie spodziewał się też nagłej informacji o zmianie trenera. Dodatkowo sprawę komplikuje fakt, że ich nowym trenerem ma zostać mężczyzna, którego doskonale zna, a ich drogi rozeszły się w przeszłości w dość chłodnych stosunkach. Nie pomaga też fakt, że Mason pamięta jego córkę, z którą niegdyś się przyjaźnił, gdy trenowała łyżwiarstwo figurowe. Pomimo dzielącej ich różnych wieku, świetnie się ze sobą dogadywali. Avery Swanson, nigdy nie lubiła wyróżniać się pośród tłumu. Nie jest to jednak tak proste, kiedy za ojca ma się jednego z najlepszych trenerów hokeja w kraju. Dziewczyna woli spędzać czas w swoim pokoju, na uczelni i kawiarni, w której pracuje. Ukrywa też pewien sekret, którym nie chce dzielić się ze światem. Pewnego dnia Mason wpada na dziewczynę i oblewa ją kawą. Wydaje mu się znajoma, jednak nie może sobie przypomnieć skąd może ją znać. Czy przypadkowe oblanie kogoś kawą, może odmienić życie ? "Coffee on Ice" to przesłodka, urocza historia slow Burn, od której nie sposób się oderwać- to niezaprzeczalny fakt. Mason to chodząca green flaga to też niezaprzeczalny fakt. A Patrick- to po prostu urocza wisienka na torcie tej historii. Lekka, przyjemna książka na jednen wieczór. A mimo to, czegoś mi brakowało... Jednak mimo wszystko, miło spędziłam z nią czas i jeśli jeszcze jej nie znacie to zapoznajcie sie ;)
Puck Off
"Puck off" to już trzecia część serii o hokeistach Nafciarzy z Edmonton opowiadająca nie tylko o sportowej rywalizacji, ale także o miłości, osobistych problemach bohaterów oraz marzeniach. Tym razem poznajemy Rosie - specjalistkę PR zajmującą się social mediami Nafciarzy oraz Szweda Matta Carlssona, nowy nabytek drużyny z Edmonton. Do pierwszego spotkania tej dwójki dochodzi w samolocie z Europy do Kanady i od razu między nimi iskrzy. Ale to miało być jednorazowe zbliżenie, a ich drogi miały się rozejść zaraz po wylądowaniu, jednak los bywa przekorny. Ta historia jest nieco przewidywalna, ale nie stanowi to żadnego problemu, gdyż zamysłem tej książki jest oddanie romantycznego napięcia, pełnego pasji i namiętności oraz emocji, których akurat nie brakuje. Chemia między bohaterami jest wyczuwalna i nie da się ukryć, że bardzo szybko zaczyna łączyć ich coś więcej. Mamy więc historię o szybko rozwijającym się uczuciu, które początkowo jest skrzętnie ukrywane, nawet przed przyjaciółmi. Perypetiom miłosnym bohaterów towarzyszy świetnie oddana atmosfera hokejowego świata, w którym pasja, adrenalina i sportowa rywalizacja są mocno uwypuklone, ale jednocześnie nie przyćmiewają głównego wątku uczuciowego. "Puck off" to także opowieść o przyjaźni, o sile drużyny, wsparciu i zaufaniu. Choć jest to typowy comfort read, to autorka nie boi się poruszać trudniejszych tematów, dzięki czemu nie robi się zbyt słodko i cukierkowo. To ciepła, przyjemna historia, która bawi, wzrusza, rozczula i pozostawia nas z uśmiechem na twarzy. Relacja głównych bohaterów przedstawiona jest z wyczuciem i naturalną bliskością, a na ich drogę ku szczęściu patrzy się z nieskrywaną przyjemnością. To piękna, odurzająca i świetnie napisana historia romantyczna, pełna drobnych wzruszeń, intymności i bezsprzecznie wyczuwalnych emocji. Bardzo lubię całą serię o hokeistach Nafciarzy, dla których można stracić głowę. Jeśli powstanie jeszcze jedna część, to na pewno przeczytam!
Titek i magia świąt
Życzę Wam rodzinnych Świąt pełnych dziecięcej radości, śmiechu, małych zachwytów i tej magii, która rodzi się w prostych momentach - przy byciu razem. My pakujemy się właśnie do dziadków, a do torby z książkami (bo oczywiście bez tego ani rusz) ląduje „Titek i magia świąt”. Bo wieczorne czytanie musi być. I koniec. To jedna z tych książek, które idealnie wpisują się w świąteczny czas, ale nie próbują go lukrować na siłę. Jest ciepło, rodzinnie i bardzo blisko dziecięcych emocji. Titek czeka, niecierpliwi się, uczestniczy w przygotowaniach, obserwuje dorosłych i uczy się, że magia świąt nie siedzi w prezentach, tylko w wspólnych chwilach. Dokładnie tak, jak w prawdziwym życiu. Uwielbiam tę serię za to, że nie moralizuje, a jednocześnie daje ogromne pole do rozmów z dzieckiem - o czekaniu, emocjach, tradycjach i byciu razem. Tekst jest prosty, spokojny, a ilustracje pełne detali, które dzieci naprawdę oglądają, a nie tylko „przelatują”. To idealna książka na wieczorne wyciszenie po całym dniu świątecznego zamieszania. Jeśli szukacie historii, która nie krzyczy „ŚWIĘTA!”, tylko delikatnie je opowiada - Titek robi to bardzo dobrze. A przy okazji daje rodzicom pretekst, żeby na chwilę zwolnić.
Titek i magia świąt
W Wigilię Titek - ciekawski i pełen energii przedszkolak - nie mógł doczekać się momentu otwierania prezentów. Kiedy mama krzątała się w kuchni, a czas dłużył się niemiłosiernie, rodzice postanowili zaangażować Titka i jego siostrę Tosię w przygotowania: pieczenie pierniczków, ubieranie choinki czy nakrywanie do stołu. Dzięki temu dzień minął szybko, a prezenty pojawiły się pod choinką zupełnie niespodziewanie 🎁✨️ To ciepła opowieść o oczekiwaniu na Wigilię, radzeniu sobie z emocjami i wspólnych przygotowaniach, które potrafią zamienić długie czekanie w świetną zabawę. W serii znajdziecie aż 5 tomów pełnych mądrych historii, prostych wskazówek i ćwiczeń, które pomagają dzieciom zrozumieć siebie i świat. My bardzo polecamy i koniecznie musimy nadrobić pozostałe część ❤️
Wioska zagubionych serc. Riverside Lane #2
Przed Państwem ciepła i urocza historia- Wioska zagubionych serc ❤️ Kiedy myślę o życiu na wsi, mam na myśli cudowne kolorowe miejsce, gdzie życie się zatrzymało, ludzie się wspierają, rozmawiają ze sobą, a wokół roztacza się cudownie sielski widok- pola, czysta natura i rozległe obszary zieleni. Czy taka wioska czeka nas w serii Riverside Lane? Tak, dokładnie taka sama. Tutaj każdy ma swoją historię, wspomnienia, problemy. Każdy bohater jest stworzony z głębią. Grupa sąsiadów, którzy widują się codziennie, często pomagają sobie wzajemnie i wspierają się w trudnych chwilach. A w tym wszystkim problemy finansowe kolejnego miejsca. Lucy przyjeżdża do wuja po przeżytym skandalu. Wuj trafił do szpitala, więc ma mu pomagać i przy okazji zatrudnia się w redakcji, której jest właścicielem. Nie wie jednak, jak źle jest z finansami. Nie wie, że jej cudowne miejsce, z którym ma tyle wspomnień może legnąć w gruzach w każdej chwili. Redakcja to nie tylko budynek z ludźmi. To jej dom. W tej wiosce zawsze czuła się jak w domu, kochana i wspierana, bardziej niż przez rodziców. I w tym miejscu może uda się zacząć na nowo? Kocham takie klimaty, gdzie mamy wspaniała historię, taką naprawdę ciepłą, uroczą i wywołująca różne emocje. Tak samo jak przy tomie pierwszym ani razu nie czułam zwątpienia. Tutaj płynęłam z nurtem rzeki i chciałam, aby mnie pociągnął do takiego samego miejsca. Mamy tu wspaniałych bohaterów, mamy pieska, który też szuka swojego miejsca na własną rękę i równie zagubioną Lucy. A zakończenie? Jak zwykle z lekką kraksą i nerwami, niedopowiedzeniem, a w końcu ze szczerą rozmową. Tego potrzebowałam teraz, klimatu małej wioski, imprez tam odbywających sie, uczuć rosnących między bohaterami ❤️