Recenzje
Aberracja mroku
Jasver Langford to jeden z tych bohaterów, którzy nie muszą mówić wiele, żeby przyciągać uwagę. Im mniej o nim wiadomo, tym bardziej chce się odkrywać kolejne warstwy jego historii. I właśnie na tej tajemnicy w dużej mierze opiera się siła „Aberracji mroku”. Przez całą książkę unosi się mroczny, elegancki klimat pełen sztuki, niedopowiedzeń i emocji, które zamiast wybuchać od razu, powoli narastają. Motyw udawanego związku nie jest tu tylko pretekstem do romansu. To punkt wyjścia do historii o pragnieniu wolności, zaufaniu i walce z demonami przeszłości. Renese od pierwszych stron pokazuje, że uroda potrafi być bardziej przekleństwem niż darem. Jej determinacja, by wyrwać się spod kontroli ojca, sprawia, że łatwo kibicować jej w tej nierównej walce. Największym atutem książki jest relacja głównych bohaterów. Nie ma tu błyskawicznej miłości ani przesadnego tempa. Wszystko rozwija się stopniowo, dzięki czemu każde spojrzenie, rozmowa czy drobny gest mają znaczenie. Jasver pozostaje zagadką niemal do samego końca, a jego opanowanie i troska świetnie kontrastują z aurą niebezpieczeństwa, która go otacza. Bardzo spodobało mi się również wplecenie motywu sztuki. Obrazy, galeria i artyści tworzą klimat, który wyróżnia tę historię spośród wielu romansów. Nie jest to tylko dekoracja, ale element budujący charakter całej opowieści i nadający jej wyjątkowy styl. Autorka pisze lekko i wciągająco, dlatego strony znikają naprawdę szybko. Choć momentami chciałoby się zajrzeć do głowy Jasvera i lepiej zrozumieć jego motywacje, brak jego perspektywy jednocześnie podsyca ciekawość i sprawia, że tajemnica pozostaje żywa niemal do końca. „Aberracja mroku” to historia dla osób, które lubią powolnie rozwijające się uczucie, mroczny klimat, bohaterów z bagażem doświadczeń i odrobinę obsesji zamkniętej w romantycznej opowieści. To książka, która nie stawia na nieustanną akcję, lecz na atmosferę, napięcie i emocje dojrzewające z każdą kolejną stroną. Jeśli szukacie romansu z nutą tajemnicy i pięknie wykreowanym klimatem, zdecydowanie warto dać jej szansę
Fake Closeness
„Fake Closeness” autorstwa Pospolitej zainteresowało mnie już samym swoim opisem. Motywy fake dating, szkolnej rywalizacji oraz relacji od nienawiści do miłości zapowiadały historię pełną emocji i właśnie to dostałam. Sophia i Asher znają się od lat, ale zamiast przyjaźni od początku łączyły ich wzajemne docinki i niechęć. Z czasem okazuje się jednak, że za ich zachowaniem kryją się bolesne doświadczenia i problemy, z którymi każde z nich próbuje radzić sobie na swój sposób. Sophia zmaga się z depresją, zaburzeniami odżywiania i trudną relacją z matką, natomiast Asher żyje pod ogromną presją rodziny, która nie akceptuje jego wyborów i traktuje go jak czarną owcę. Kiedy chłopak proponuje Sophii pewien układ, ich relacja zaczyna stopniowo się zmieniać. Największym atutem tej książki jest lekki i przystępny styl autorki, dzięki któremu historię czyta się bardzo szybko. Relacja głównych bohaterów potrafi rozbawić, wzruszyć i wywołać wiele emocji, a poruszane tematy, takie jak niska samoocena, problemy rodzinne, depresja czy zaburzenia odżywiania, dodają tej historii głębi i sprawiają, że jest bardziej życiowa. Najbardziej polubiłam Ashera. To bohater, który mimo własnych problemów nie przestaje troszczyć się o innych. Chętnie przeczytałabym więcej rozdziałów z jego perspektywy, ponieważ jego historia wydawała mi się niezwykle interesująca i miała jeszcze spory potencjał do rozwinięcia. Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona wad. Momentami tempo wydawało mi się zbyt spokojne i brakowało mi mocniejszych zwrotów akcji. Niektóre wątki, jak uzależnienie od alkoholu, aż prosiły się o większe rozwinięcie, natomiast biznesowo-polityczna część fabuły momentami wydawała się mało wiarygodna, szczególnie biorąc pod uwagę wiek bohaterów. Chwilami zabrakło mi również silniejszej chemii między Sophią i Asherem. Mimo tych drobnych zastrzeżeń uważam, że „Fake Closeness” to przyjemna i emocjonalna historia, która łączy humor z trudniejszymi tematami. Fani motywów fake dating, slow burn, szkolnych relacji oraz bohaterów z trudną przeszłością z pewnością znajdą tutaj coś dla siebie. To książka, która potrafi skłonić do refleksji, ale jednocześnie zapewnia kilka godzin naprawdę dobrej rozrywki.
Fever Dream (Emerald Lake #1)
„Wniosłaś światło w części mnie, które od lat były zapomniane w ciemności”. Największy rywal jej brata. Uratował ją… Teraz ma patrzeć na to jak szuka miłości swojego życia. Czemu to tak bolało? On nie chciał pokochać ani jednej osoby więcej, ale musiał uratować swoje ranczo. Ten program był mu potrzebny. Zamiast patrzeć na uczestniczki to jej szukał wzrokiem. Dlaczego? Spojrzenia pełne ognia, delikatny dotyk, skradzione pocałunki i długie rozmowy. To rozumu powinni słuchać, nie serca. Mogą stracić zbyt wiele… A może to wszystko wcale nie jest takie ważne, kiedy pojawia się miłość? „Wiem, że igram z ogniem”. Slow burn Najsłodsza tortura w świecie romansów. Nie spodziewałam się, że czytając książkę Elsie Silver będę musiała tak długo czekać na pocałunek. To mnie powoli wykańczało. Napięcie, chemia, bliskość, pragnienie, dreszcz związany z tym jak zakazane było to uczucie. „Bo dla niej? Mógłbym spłonąć”. Ja też płonęłam. Płomienie powoli opanowywały moje ciało, a ja rozkoszowałam się ich ciepłem. Potem nastąpił wybuch, a ja byłam stracona, znów zakochana. Elsie wie, jak sprawić, by na mojej twarzy pojawił się uśmiech, na policzkach najczerwieńszy z rumieńców, a w brzuchu motyle, i jest w tym doskonała. Jednym zdaniem potrafi uderzyć prosto w moje serce. Kocham to. Po raz kolejny stworzyła miejsce z niesamowitym klimatem, do którego zapragnęłam się przenieść już na zawsze. Napisała historię miłosną, która sprawiła, że byłam niesamowicie podekscytowana, wzruszona, poruszona i szczęśliwa, tak po prostu. Sama znów zaczęłam marzyć. To było piękne. Julię pokochałam za charakterek, przebojowość i ambicję. Cudownie pomysłowa i zadziorna! Dla mnie była takim wulkanem pozytywnej energii. Nadała tej książce świeżości i młodzieńczego szaleństwa. Pokochałam jej relację z rodziną, ten śmiech i ucisk w sercu. Oprócz iskry w oku miała też swoje demony. Ta noc sprzed dwóch lat… Zmieniła tak wiele, a w tym to jak zaczęła postrzegać rywala swojego brata. Od tego właśnie się zaczęło… Emmett to postać, której byłam szalenie ciekawa, bo czytając serię Chestnut Springs nie byłam jego fanką. Czułam do niego ogromną niechęć i byłam piekielnie ciekawa tego, co zrobi autorka, by sprawić, że się w nim zakocham. Okazało się, że było dwóch Emmettów: Bush i Brandt. Ten pierwszy był kreacją dla świata, a drugi był prawdziwy. Zaskoczył mnie swoją wrażliwością, tym jak się przejmował, jak walczył o rodzinne ranczo. Jego historia troszkę złamała mi serce… „On wierzy, że jest dla mnie ktoś lepszy niż on. I to mnie zabija”. Kolejny kowboj, którego pokochałam. Jest coś niesamowitego w męskiej wrażliwości, która kryje się za jakąś maską. Wzruszyło mnie to. To napięcie między nimi było tak cudownie elektryzujące! Najbardziej pokochałam jednak te szczere, piękne i bolesne rozmowy, zaufanie, oddanie i ból w ich sercach, który sama czułam. Piękna i trudna relacja, ale chyba tak już z tą miłością jest. Moje serce skradła też szalona rodzina Emmetta. Kocham takie klimaty! Kocham ten błysk w oku i dziadków kradnących show! A co do show… Programy randkowe w stylu „Ranczo Romans” to moje guilty pleasure i uważam, że to był świetny pomysł na fabułę. Czytałam o tym i pojawiły się dokładnie takie same emocje jak przy oglądaniu, czyli gniew, szok, rozbawienie, radość, ból no i rumieńce oczywiście, a ja to wszystko kocham! Moją ulubioną książką Elsie jest, i już chyba zawsze będzie, „Bez rozwagi” i dlatego też tak bardzo czekałam na „Fever Dream” z nadzieją, że dostanę trochę więcej Winter i Theo. Dostałam i za każdym razem piszczałam jak nastolatka. Kolejny plus tej książki… Mam wrażenie, że książki Elsie kończą się zbyt szybko, i wcale nie mówię to o niedokończonych wątkach, bo za każdym razem dostajemy pełną historię. Zawsze jest mi mało, chcę o wiele więcej, bo tak cudownie z nimi spędzam czas. Śmieję się głośno i kocham mocno. Dla „Fever Dream” zarwałam nockę i niczego nie żałuję. Mogłabym nie spać przez wiele nocy tylko czytać i spędzać jeszcze więcej chwil w Emerald Lake. Gorąco polecam!
SET LIFE
Bardzo pozytywne zaskoczenie! Od pierwszych stron dałam się wciągnąć w historię i z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej angażowałam się w losy bohaterów. Autorka stworzyła świetnych, wyrazistych bohaterów, których naprawdę da się polubić i którym kibicuje się do samego końca. Między postaciami czuć chemię, a ich relacja rozwija się w sposób, który sprawia, że chce się czytać dalej bez przerwy. Książka ma lekki i przyjemny styl, ale nie brakuje w niej również bardziej emocjonalnych momentów. To historia, która dostarczyła mi wielu emocji i sprawiła, że trudno było mi się z nią rozstać po przeczytaniu ostatniej strony. Zdecydowanie jedna z tych książek, które zostają w pamięci na dłużej.
Titek i kłótnia z Tosią
Rodzeństwo to nie tylko wspólna zabawa, ale także kłótnie. I to zupełnie naturalne. Konflikty między rodzeństwem są częścią codziennego życia wielu rodzin. Towarzyszą im silne emocje złość, frustracja, smutek czy poczucie niesprawiedliwości. Są one trudne zarówno dla dzieci, jak i dla rodziców. „Titek i kłótnia z Tosią” to kolejna wartościowa książka, która z dużą uważnością i empatią oswaja temat konfliktów między rodzeństwem. Autorka pokazuje, że kłótnie nie muszą być czymś złym. Mogą stać się okazją do nauki współpracy, wyrażania emocji, szukania rozwiązań i budowania wzajemnego szacunku. To ciepła historia, która pomaga dzieciom lepiej zrozumieć siebie i innych. Książka do wspólnego czytania i doświadczenia.