Recenzje
Aberracja mroku
Tak dawno nie czytałam książek Moniki, a przecież to właśnie jej twórczość była jedną z pierwszych, po które sięgnęłam jeszcze na Wattpadzie. Ta historia była dla mnie jak powrót do domu. Można powiedzieć, że Renese Astor ma wszystko, czego pragną inni - niezwykłą urodę, za którą każdy się ogląda. Dla niej jednak to prawdziwe przekleństwo. W jej życiu pojawia się tajemniczy Jasver, który proponuje dziewczynie udawany związek, by mogła uwolnić się spod kontroli ojca tyrana. Renese szybko zauważa, że przy mężczyźnie czuje się bezpiecznie, co zdarza się jej niezwykle rzadko, a granica między udawaniem a prawdą zaczyna się zacierać. Autorka doskonale wie, jak stworzyć męską postać, w której można się zakochać. Jasver jest tajemniczy, opiekuńczy i „trochę” zaborczy, ale jednocześnie niesamowicie gorący. To czysta obsesja i miłość, która zdarza się niezwykle rzadko. Przyciąga jak magnes, a opisy fascynacji Renese doskonale oddają jego wyjątkowość. Czy facet może być jednocześnie słodki, gorący i męski? Monika udowodniła, że zdecydowanie tak. Renese to moja słodka, skrzywdzona dziewczyna, która potrzebowała jedynie odrobiny miłości. Jej zauroczenie Jasverem rozwijało się powoli, ale właśnie dlatego tak świetnie obserwowało się rodzące między nimi uczucie. Wszystkie jej „pierwsze razy” odbywały się na jej warunkach i w odpowiednim dla niej czasie. Od początku czuła się przy nim bezpiecznie. Ich wspólne pasje, swoboda, z jaką zachowywali się w swoim towarzystwie, drobne gesty i słowa - to wszystko niezwykle mnie rozczulało. To historia o uczuciu silniejszym niż miłość, o obsesji wykraczającej poza schematy, o poczuciu bezpieczeństwa przy odpowiedniej osobie, ale także o trudnych relacjach rodzinnych. Mam ogromną nadzieję, że powstaną kolejne części o braciach Jasvera, bo ich „przypadłość” jest niezwykle ciekawa i z chęcią przeczytałabym więcej na ten temat. Bardzo polecam „Aberrację mroku” - książkę, w której piękno i obsesja zostały połączone w niezwykle intrygujący sposób.
Hokej, duma i uprzedzenie
4/5 ⭐ Hokej, duma i uprzedzenie - @liarileyauthor ✨Podróż w czasie✨ ✨Układ✨ ✨Epoka regencji✨ „Choć żałobna czerń nie była jej ulubionym kolorem, szybki przegląd faktów uświadomił jej, że wdowieństwo niesie ze sobą wiele korzyści.” Co byście zrobili, gdybyście nagle cofnęli się w czasie o 200 lat? W takiej sytuacji znalazł się Tucker. Teraz, razem z Lizzy musi wymyślić, jak wrócić do swoich czasów, jednocześnie pomagając dziewczynie w planie zostania wdową. Już po opisie wiedziałam, że ta historia może mi się spodobać, bo co może być lepszego niż czasy regencji i zagubiony w nich współczesny hokeista? Jeśli nie byłoby dobrze, to chociaż zabawnie, prawda? Na szczęście szybko przekonałam się, że nie mam czym się martwić, bo bawiłam się genialnie ♥️ Sam pomysł na historię okazał się świetny, a jego realizacja jeszcze lepsza. Choć schemat jest dobrze znany, tutaj tchnięto w niego trochę świeżości. Układ miał być prosty — ona potrzebuje męża, który niedługo zniknie w niewyjaśnionych okolicznościach, on zrobi wszystko, by wrócić do swoich czasów. Jednak, jak to zwykle bywa, gdy w grę zaczynają wchodzić uczucia, wszystko się komplikuje. Tuck, traktuje Lizzy z szacunkiem i cierpliwością, której nie miała okazji zaznać przy mężczyznach z „jej czasów”. Daje jej wybór, motywuje do działania i sprawia, że dziewczyna zaczyna wierzyć w siebie. Mimo że nowo poznany mężczyzna wydaje się początkowo dziwny i irytujący, Lizzy postanawia mu pomóc. Poznajemy tu zwyczaje i etykietę wyższych sfer, a także niejednokrotnie zirytować się tym, jak traktowano kobiety. Klimat regencyjnej Anglii wciąga od pierwszych stron, a całość doprawiona jest dialogami adekwatnymi do epok bohaterów. Możecie sobie wyobrazić, jak zabawne są przekomarzanki między panną z 1812 roku a mężczyzną z naszych czasów 🤣 Bawiłam się świetnie i jeśli lubicie takie klimaty — łapcie śmiało. Choć nie ma tu za dużo hokeja, nie odbiera to frajdy z czytania. Dodatkowych emocji dodają bohaterowie poboczni — rodzinę Lizzy najchętniej wymazałabym z pamięci, ale jej ciotka i przyjaciółka są cudowne.
Regret Me Not
✨ Moja pierwsza myśl po przeczytaniu pierwszej strony brzmiała po prostu: FAJNE TO! I wiecie co? To uczucie nie opuściło mnie aż do samego końca. „Regret me not” okazało się książką, przez którą dosłownie się płynie. To jedna z tych historii, przy których człowiek siada na chwilę, a nagle okazuje się, że przeczytał kilkaset stron. 💛 Ludka Skrzydlewska stworzyła bohaterów, których naprawdę łatwo polubić. Cove jest spontaniczna, pełna energii i żyjąca chwilą, podczas gdy Cal wydaje się jej całkowitym przeciwieństwem. To właśnie zderzenie tych dwóch charakterów sprawia, że ich relacja jest tak angażująca. Uwielbiam historie, w których bohaterowie początkowo wydają się do siebie kompletnie niepasować, a później okazuje się, że właśnie w tym tkwi ich siła. 🐾 No i Furdinand! Jak można byłoby o nim nie wspomnieć? Ten czworonożny słodziak skradł kawałek mojego serca i dodał historii jeszcze więcej uroku. Niejednokrotnie wywoływał uśmiech na mojej twarzy, a jego obecność prowadziła do zabawnych i rozczulających sytuacji. Ogromnym plusem są też ozdobione psimi łapkami rozdziały, które stanowią uroczy detal i idealnie podkreślają jego ważną rolę w tej historii. 🌲 Alaska stała się dla tej opowieści idealnym tłem. Autorka świetnie wykorzystała klimat miejsca, tworząc scenerię, która dodaje historii wyjątkowego uroku. Czułam się tak, jakbym sama podróżowała razem z bohaterami, obserwując ich rozmowy, sprzeczki i momenty, w których między nimi zaczynało iskrzyć coraz mocniej. 💕 A skoro już o tym mowa, chemia między Cove i Calem jest absolutnie fantastyczna. Nie jest przesadzona ani wymuszona. Rozwija się naturalnie, dzięki czemu każdy wspólny moment bohaterów sprawia ogromną przyjemność. Kibicowałam im od samego początku i z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej angażowałam się w ich historię. 📖 Muszę też pochwalić styl autorki. Naprawdę niesamowicie spodobało mi się jej pióro. Książkę czyta się lekko, dialogi brzmią naturalnie, a całość ma w sobie coś niezwykle przyjemnego i wciągającego. To jeden z tych romansów, przy których trudno znaleźć moment na odłożenie książki. 🥰 Dla mnie „Regret me not” było bardzo pozytywnym zaskoczeniem. To ciepła, romantyczna i pełna uroku historia, która potrafi wywołać uśmiech na twarzy. Warto też wspomnieć o motywie przypadkowego małżeństwa, który był dla mnie czymś dosyć nietypowym i zdecydowanie wyróżniał tę historię na tle innych romansów. Autorka świetnie wykorzystała ten pomysł, tworząc relację pełną emocji, iskier i niezapomnianych momentów. Ja bawiłam się podczas lektury naprawdę świetnie i z ogromną chęcią sięgnę po kolejne książki autorki.
Titek na placu zabaw
Jako poszukiwaczka wartościowych książek dla dzieci oraz jako mama, zawsze zwracam uwagę na grafikę, która jeśli o książki dla dzieci chodzi, jest równie ważna co sam tekst. Są takie tytuły, które od pierwszego spojrzenia przyciągają ilustracjami. Nie dlatego, że są krzykliwe czy przeładowane szczegółami, ale dlatego, że mają własny charakter. Tak właśnie jest w przypadku książki „Titek na placu zabaw” autorstwa Uli Młodnickiej z ilustracjami Agi Waligóry. Bohaterowie są bardzo charakterystyczni, trochę zabawni, trochę nietypowi, ale przez to wyraziści. Przyznam, że cała rodzina Titka skojarzyła mi się z sympatyczną rodziną Wielkiej Stopy, co od razu złowiło mnie jak rybę na haczyk, przez ciągoty do wszelkich legend, podań i fantastyki. Zwykła historia, która dla dziecka wcale nie jest zwykła Bardzo lubię książki opowiadające o codziennych sytuacjach z życia dzieci. Dorośli często traktują je jako coś oczywistego, tymczasem dla kilkulatków wyjście na plac zabaw potrafi być prawdziwą przygodą pełną emocji, nowych doświadczeń i wyzwań. Zdarza się, że place zabaw są również przygodą dla rodziców, ale o tym za chwilę. Właśnie dlatego proste historie uważam za wartościowe. Pokazują sytuacje, które dzieci znają z autopsji, pomagają nazwać emocje i uczą, jak odnaleźć się w różnych okolicznościach. Każdy autor przedstawia podobne wydarzenia na swój własny sposób, zwracając uwagę na inne aspekty dziecięcego świata w zależności od własnej wrażliwości i spojrzenia na rodzicielstwo. W książce „Titek na placu zabaw” szczególnie spodobało mi się pokazanie przygotowania do wizyty na placu zabaw. Tata Titka jeszcze przed wejściem przypomina dzieciom najważniejsze zasady bezpieczeństwa. Muszę przyznać, że sama jako mama nie zawsze robię to w tak świadomy sposób, a to prosty pomysł, który może naprawdę wiele zmienić. Zamiast reagować dopiero wtedy, gdy pojawi się problem, dziecko już wcześniej wie, czego się od niego oczekuje. Bardzo podobało mi się również konsekwentne egzekwowanie tych zasad przez tatę bohatera. Titek na placu zabaw to nie jest wyłącznie opowiadanie dla dzieci W środku znajdziemy również praktyczne wskazówki skierowane do rodziców i opiekunów. Dotyczą one wspólnych wizyt na placu zabaw, budowania samodzielności dziecka oraz wspierania go w relacjach z rówieśnikami. „Plac zabaw dla jednych jest miejscem relaksu, a dla innych codziennym treningiem umiejętności społecznych.” Dla części osób wyjście na plac zabaw może wydawać się czymś zupełnie zwyczajnym. Jednak rodzice dzieci nieśmiałych, wysokowrażliwych, lękowych czy mających trudności w kontaktach społecznych doskonale wiedzą, że czasem jest to prawdziwe wyzwanie. Nowi ludzie, konieczność czekania na swoją kolej, dzielenie się przestrzenią, zaczepki, hałas, tłok czy nieprzewidywalne sytuacje - wszystko to wymaga od dziecka wielu umiejętności społecznych. Dlatego każda publikacja, która pomaga także rodzicom wspierać dzieci, jest dla mnie cenna. Dodatkowa atrakcja dla dzieci Miłym dodatkiem jest ukryty w książce kod QR prowadzący do wesołej piosenki o Titku. Takie elementy zwykle bardzo podobają się dzieciom i sprawiają, że bohaterowie wychodzą poza karty książki. Opinia mamy i czterolatka Mnie osobiście „Titek na placu zabaw” bardzo się spodobał. To ciepła, mądra i estetycznie wydana książka, która w naturalny sposób łączy zabawę z edukacją społeczną. Jednak nie ukrywam, że powoli najważniejsze na temat literatury dziecięcej są obecnie opinie mojego czteroletniego syna, który... szybko polubił Titka i jego rodzinę, z zainteresowaniem słuchał historii, a po zakończeniu lektury stwierdził, że chciałby poznać kolejne przygody bohaterów. Przyznam szczerze, że poprzednich bestsellerowych książek autorki o Pinku, w naszym domu akurat nie znajdziecie, dlatego z bohaterami wydawnictwa Czytalisek dopiero się poznajemy. Jeśli jednak kolejne części będą utrzymane na podobnym poziomie, Titek z pewnością zostanie z nami na dłużej. Dla kogo jest „Titek na placu zabaw”? Jeśli szukacie książki dla przedszkolaka, która opowiada o tym, co jest bliskie dzieciom, pomaga rozmawiać o zasadach bezpieczeństwa, wspiera trening umiejętności społecznych, zawiera wskazówki również dla rodziców, ma oryginalne i przyjemne dla oka ilustracje - to „Titek na placu zabaw” zdecydowanie zasługuje na uwagę.