Recenzje
Addicted. Związani przeszłością
“Addicted. Związani przeszłością” autorstwa Hope S. Ward Walter Hayes i Thomas Gray przez lata budowali wspólnie imperium hotelowe. Teraz chcą przekazać firmę swoim dzieciom Killianowi Hayesowi i Brealyn Gray. Plan wydaje się idealny aż do momentu, gdy okazuje się, że tych dwoje łączy coś więcej niż tylko przyszłe obowiązki zawodowe, łączy ich wzajemna nienawiść i bolesna przeszłość. Brealyn to silna, inteligentna kobieta, gotowa udźwignąć odpowiedzialność kierowania firmą. Killian jest arogancki, pewny siebie i dokładnie taki, jakiego Brealyn nie chce widzieć u swojego boku. Wspólna praca szybko zamienia się w serię napięć, złośliwych wymian zdań i emocji, których żadne z nich nie chce nazwać. Im dłużej muszą ze sobą współpracować, tym trudniej ukryć to, co zostało niewypowiedziane. Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, a granica między nienawiścią a pożądaniem zaczyna się niebezpiecznie zacierać. „Addicted. Związani przeszłością” to idealna propozycja dla fanów romansów, w których emocje grają pierwsze skrzypce, a napięcie między bohaterami można niemal poczuć fizycznie. Autorka bardzo dobrze buduje relację opartą na konflikcie, a dialogi są cięte, pełne ironii i niewypowiedzianych pretensji, co sprawia, że trudno oderwać się od lektury. Motyw wspólnej pracy w rodzinnej firmie hotelowej dodaje historii realizmu i podkręca dramatyzm — presja obowiązków, oczekiwania rodziców i stare rany tworzą mieszankę wybuchową. Romans rozwija się stopniowo, bez pośpiechu, a napięcie między nienawiścią a rodzącym się uczuciem jest poprowadzone bardzo naturalnie.
Blizna na sercu
Książka jest wydana w małym druku, dlatego treści jest całkiem sporo nawet jak na 287 stron. Jedyny plus w tym, że czytamy ją z przyjemnością i wtedy zaciera się fakt, że najlepiej czytać ją w dzień aby nie mrużyć oczu. Przelatujemy tutaj przez różne czasy, ale w treści jest utrzymywana nasza uwaga. Nieraz podpowiedź ile go minęło, gdyż postacie sami o sobie opowiadają. Czytając byłam zaintrygowana tym jak bohaterzy potrafią być tutaj pewni siebie. Swoim słowem oraz zachowaniem dają nam pewność, że wiedzą co robią, że nie ma niczego pomiędzy tak a nie. Dodatkowo co jakiś czas wrzucona była pewna mądrość, z których najbardziej utkwiła mi jedna: ,,Żadne spotkanie nie jest przypadkowe, a każde wypowiedziane słowo ma jakieś znaczenie w dalszej historii...". To dało mi pewność, że osoba pisząca tą pozycję była nie tylko mądra, ale posiadała sporą wiedzę na temat manifestacji oraz prawa przyciągania. Podobało mi się też to, że w momencie zagrożenia mogli na sobie polegać licząc na wsparcie choćby strefy psychicznej, choć same potrafiły być twarde wtedy, kiedy było to potrzebne. Nie każdy tutaj urodził się w czepku, niektórzy musieli nauczyć się przetrwać swoje młode życie, co poskutkowało tym, że gdzieś wewnątrz nich próbowali komuś coś udowadniać. Za to posiadali niesamowitą smykałkę do rozpoznawania zagrożenia oraz wątłych informacji, którymi byli uraczeni. Naszą główną postacią jest właśnie kobieta po przejściach, która pracując na wydziale kryminalnym pokazała, że ma w sobie czujnik wykrywalności zła. Tym razem jednak trafia na trupa, który z pozoru wygląda jakby stał się nim przez przypadek. Diana jednak wie, że w świecie przypadki nie istnieją. Następnie ze zdziwieniem podchodzi do tematu, kiedy dowiaduje się, że nie będzie pracowała sama. Ta wiadomość nią wstrząsa, choć nadal próbuje zachować pozory profesjonalistki. Do czasu, kiedy w pewnym momencie pęknie... Myślę, że na dalszy ciąg znajomości tych obu czekał każdy z czytelników:-) Kobieta torpeda, tak mogę nazwać Dianę. Imponowała mi swoją stanowczością, choć bywała też uparta z pobudek pokazania, że jej płeć nie oznacza słabości. Ta pozycja udowadnia, że cokolwiek w życiu przeszliśmy rzutuje na całym naszym dorosłym życiu. Napisana z twardością i momentami chamskością. Mocna i głośna, idealna dla tych, którzy czują, że nic ich nie złamie:-)
Milionerka i barman
Milionerka i barman to kolejna książka od Roksany, która nie opowiada o bogactwie, ale o pustce, które pieniądze nie są w stanie zakryć. Poznajemy dwa różne światy barmana Olivera i córeczkę tatusia Zoe, która nie tylko opływa w luksusy, ale ma wysokie mniemanie o sobie. Ich spotkanie było zaskoczeniem, a raczej to jak się rozwinęło. Miałam wrażenie, że to spotkanie było, jak grom z jasnego nieba dla Zoe i niesamowicie drażniła mnie swoim zapędami bogacza. To był moment, kiedy główna bohaterka, potrzebowała dużo czasu by mnie do siebie przekonać. Sama nie wiem, skąd brak tej chemii między nami, ale Oliviera pokochałam, ale Zoe no cóż miała swoje momenty, nie było tak, że im dalej w las, to gorzej. Jednak przez jej jakby wewnętrzne rozdarcie, tym co powinna, a tym czego pragnie, było jak prowadzenie małej dziewczynki za rączkę. Sama nie wiedziała czego chce? Możliwe , a może takie miało być odczucie. Jako kobieta z dobrego domu, której nic nie brakowało. Chociaż, z drugiej strony była samodzielna i wystarczalna, odczuwałam jej pewność siebie, ale na granicy z arogancją, co było dla mnie niekomfortowe. Pierwsze wrażenie, ona chciała go zepsuć, nie zwracała uwagę, na różnice ani otoczenie Olivera, ważne byłoby zdobyć. To było irytujące. Wręcz błagałam o jej krok w dobrą stronę. W pewnym momencie, wydarzyło się tyle rzeczy, że zastanawiałam się, jak ona to znosi. Jak się w tym odnajduję. Niesamowite, bo mimo że nie polubiłam Zoe, ona wzbudzała mnóstwo różnorakich emocji we mnie. Oliver mi imponował i wzbudzał szacunek. Zoe mnie wodziła za nos i to długo. Chyba do tej pory nie wiem, jak mam odczucia co do niej. Chociaż jak ty byś się zachował, mając wszystko na zawołanie i nie mogąc odszukać siebie. Niby Ci nic nie potrzeba, a jednak czujesz taką wyrwę w sercu. Takie satysfakcjonujące rzeczy, od których masz dreszcze, Zoe ich nie miała. No przynajmniej do czasu. Bardzo lubię styl autorki, ale nie ukrywam, że odkładałam tą recenzję wciąż i wciąż. Nie czułam tego. Ta książka, wywołała we mnie jakiś bunt, nie i tyle….Byłam w sumie wściekła, nie a fabułę, odrobinę na końcówkę, ale na to, że nie potrafiłam zrozumieć głównej bohaterki i do teraz mam z tym problem. Może uaktywnił się we mnie wewnętrzny Polak by na każdym kroku poczuć nieodpowiednie zachowanie. Nie wiem, wiem, że chleba z tej mąki by nie było. Cała książka miała swoją magię, ale Zoe była dla mnie Voldemortem, który niezależnie co zrobiłby dobrego, nigdy nie wybieli swoich złych uczynków. Nietypowy romans. Tak. Dwa światy, które są trudne i sprzeczne? Oj Tak. Cudowny mężczyzna, który mnie zaskoczył na końcu, wyborem drogi. Dziękuję za możliwość poznania tej historii, moje serce pozostaję przy twojej książce Jeden raz
Pocałunki zamiast słów. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #1
Pocałunki zamiast słów. Vancouver Agitators: miłość na lodzie to pierwszy tom cyklu o tej samej nazwie, autorstwa bestsellerowej Meghan Quinn - opowieść o miłości, która wybucha nagle i bez ostrzeżenia, jak kanadyjska burza. 💥 Fabuła i atmosfera Książka zaczyna się jak klasyczne spotkanie „przeznaczenia”: Winnie Berlin, zmarznięta i zagubiona w środku kanadyjskich gór, trafia pod dach, gdzie mieszka grupa hokeistów z drużyny Vancouver Agitators. Wśród nich jest Pacey Lawes - pewny siebie, magnetyczny bramkarz, który od pierwszej wspólnej chwili czuje do Winnie coś więcej niż tylko sympatia. Ta jedna noc spędzona razem zmienia ich życie na dobre… a przynajmniej tak im się wydaje. Quinn umiejętnie łączy tutaj romans z dynamicznym tłem sportowym - historia toczy się w świecie hokeja, w którym adrenalina i rywalizacja stają się tłem dla rodzącego się uczucia. Dzięki temu opowieść zyskuje pewną świeżość, odróżniając się od wielu stereotypowych romansów, które ograniczają się tylko do relacji między bohaterami bez „zewnętrznych” emocji. ❤️ Bohaterowie To, co wyróżnia tę książkę, to postacie, które choć archetypiczne - sportowiec z magnetyzmem i kobieta w potrzebie - zyskują dzięki osobistym cechom i historii więcej głębi. Pacey jest typem twardego faceta z miękkim wnętrzem, a jego relacja z Winnie - pełna zabawnych dialogów i wzruszających momentów - sprawia, że łatwo można im kibicować. Ich relacja rozwija się naturalnie, choć nie bez przeszkód. Autorka nie unika sekretów i konfliktów, które komplikują sielankę i sprawiają, że historia jest bardziej angażująca. To nie tylko romantyczne pocałunki - to również odkrywanie siebie nawzajem i mierzenie się z własną przeszłością. 📚 Styl i odbiór Quinn pisze przystępnym, lekkim językiem, który sprawia, że książkę czyta się szybko i przyjemnie. Dynamiczne tempo, emocjonalne wzloty i upojne momenty między bohaterami to cechy charakterystyczne tego romansu. Dla wielu czytelników ta lektura jest świetną odskocznią od codzienności - oferuje zarówno ciepłe emocje, jak i chwilę intensywnej uciechy w świecie fikcyjnej miłości. Według portalu Lubimyczytać.pl średnia ocen cyklu, do którego ta książka należy, oscyluje wokół 6,5/10, co sugeruje, że odbiór wśród czytelników jest raczej umiarkowany - dla jednych to lekka, przyjemna historia, dla innych może brakować jej głębszej literackiej wartości. ⭐ Podsumowanie Pocałunki zamiast słów to romantyczna historia z wyraźnym sportowym akcentem, pełna namiętności, sekretów i emocjonalnych wzlotów. To idealna książka dla miłośników romansów, którzy szukają lekkiej, wciągającej opowieści o miłości, która może zaskoczyć zupełnie niespodziewanie - a potem już jej nie puścić.
Addicted. Związani przeszłością
RECENZJA : „Addicted. Związani przeszłością” to historia, która od pierwszych stron mocno mnie wciągnęła i sprawiła, że czułam dosłownie wszystko naraz: złość, smutek, napięcie, ale też ogromną ciekawość. To romans hate-love, w którym nie chodzi tylko o zwykłą niechęć między bohaterami, ale o coś dużo głębszego, o przeszłość, która nie daje o sobie zapomnieć i emocje, które aż kipią między Killianem a Brealyn. Brealyn naprawdę od razu wzbudziła moją sympatię. Jest inteligentna, odpowiedzialna, a przy tym niesamowicie prawdziwa. Bardzo podobało mi się to, że autorka pokazała ją nie tylko jako silną kobietę, ale też jako matkę i osobę, która nosi w sobie dużo bólu. Motyw samotnego macierzyństwa dodał tej historii ogromnej głębi i sprawił, że momentami czytałam ją z ściśniętym sercem. Killian natomiast to bohater, który wywołuje skrajne emocje. Z jednej strony potrafi doprowadzić do frustracji, z drugiej… nie da się przejść obok niego obojętnie. Dla mnie był typem postaci, która ma w sobie mnóstwo ran, a jego zachowanie jest tarczą. Ich relacja jest pełna napięcia, niedopowiedzeń i tej chemii, którą czuć na każdej stronie. Ogromnym plusem była dla mnie również atmosfera wspólnej pracy i przymusowej bliskości. To właśnie te momenty, kiedy muszą ze sobą współpracować mimo niechęci, wypadają tutaj najlepiej. Dialogi iskrzą, emocje narastają, a ja miałam wrażenie, że wystarczy jeden krok, żeby wszystko wybuchło. Styl Hope S. Ward jest lekki, ale jednocześnie niesamowicie emocjonalny. Tę historię czytało mi się bardzo szybko. Potrafiła złamać serce, by chwilę później dać nadzieję. To książka o bólu, żalu, drugich szansach i uczuciach, od których czasem nie da się uciec. Dla mnie „Addicted. Związani przeszłością” to romans, który zostaje w głowie na długo po zakończeniu. Jeśli lubicie hate-love, biurowe napięcie, trudną przeszłość bohaterów i historie, które bolą, ale jednocześnie dają ciepło, to zdecydowanie warto sięgnąć po tę pozycję.