Recenzje
Do wesela się zagoi
Lubicie motyw samotnego rodzica w książkach? Ludka świetnie sobie z tym motywem poradziła. Do wesela się zagoi to bardzo życiowa książka, w której Sutton jest samotną matką, lecz świetnie daje sobie radę w pojedynkę. Zawsze zaradna, pomocna dla innych. Jedyny minus nie potrafi poprosić o pomoc gdy tego potrzebuję. Gdy na jej drodze pojawia się Hugh wszystko się zmienia. Mężczyzn to chodzący kalkulator, dosłownie i w przenośni. Sutton jest jego przeciwieństwem. Ale czy czasem przeciwieństwa się nie przyciągają. Do wesela się zagoi to zabawna historia, już samo zapoznanie się bohaterów było przekomiczne. Dinozaury rządzą choć dawno już wyginęły. Susie jest ich wielką fanką. Hugh też sporo wie na ich temat. Ta mała dziewczynka skradła moje serce ❤️ W książce nie zabrakło tajemnic i intryg, które wiele wnoszą w fabułę. Oczywiście nie zabrakło obecności osób, które występowały w Prędzej piekło zamarznie. Te 2 historię o Silver Springs tworzą całość. I wiecie co lubię te historię o małych miasteczkach, ludzie w nich są bardziej pomocni, bardziej ze sobą zżyci 😉 Gorąco polecam
Ostatni zachód słońca
Livia to dziewczyna, z pochodzenia Włoszka, która w swoim życiu przeszła naprawdę wiele. Zmagała się z nałogiem, niejednokrotnie doświadczyła przemocy, straciła rodziców. Trzeba przyznać, że wraz ze swoim bratem Peterem nie mieli łatwego życia. Na szczęście zawsze u boku mogli liczyć na swoją babcię, kobietę z sercem na dłoni i Lily, najlepszą przyjaciółkę Livii. Kiedy nastaje czas, w którym nasza główna bohaterka wyjeżdża na studia, wydaje się, że może pójść tylko lepiej. Nowe miejsce, nowi ludzie, zupełnie jakby przed dziewczyną otwierały się ścieżki do nowego życia. Jednak los nie ścieli swoich dróg różami, a wręcz podkłada naszej bohaterce kłody pod nogi. Okazuje się, że na jej dotychczasowych studiach nie przykładała się do nauki, a po przeniesieniu się na lepszą uczelnie, jej dotychczasowy proces nauki nie przejdzie. Szybko więc Livia zdaje sobie sprawę, że nauka wcale nie będzie tak łatwa. Sam wątek studiów był dobry, polubiłam go, a co najważniejsze nie został on zapomniany i nie skupiliśmy się tylko na relacjach między bohaterami. Co do tego! W Celestiax poznaje mnóstwo osób, do których grupy dołącza. Od tego momentu pojawia się nam wątek found family, który naprawdę był przyjemny. Lubiłam wyjścia ich ekipy, bo wiązały się z humorem, który zdecydowanie podnosi moją ocenę. W wątku uczelnianym, pojawia się motyw sportowy, ponieważ mamy tutaj koszykówkę. A przedstawione mecze, rozmowy o nich i sami koszykarze (może nie wszyscy) były genialne. Podczas imprezy dla Świeżaków, na naszym celowniku pojawia się Jayden. Przy pierwszym spotkaniu chłopak wydaje się być zadziorny, ale zabawny. Kiedy przez przypadek Livia natyka się na niego w łazience, wywiązuje się między nimi charakterna wymiana zdań, klasyczna w przypadku zapoznania głównych bohaterów. Ze spotkania na spotkanie okazuje się jednak, że chłopak kryje w sobie o wiele więcej, niż można byłoby przyznać. Chociaż zaczęli się poznawać, ich relacja nie nabierała tempa. Spotykali się ze znajomymi, czasami sami (to musiały być dziwne zbiegi okoliczności), a ich zbliżenia, jeśli się pojawiały, były nagłe. Co do samego bohatera... Miałam wrażenie, że Jayden w niektórych sytuacjach reagował zbyt gwałtownie. Poza tym karty, które zostały odkryte na przestrzeni ostatnich pięćdziesięciu stron wprowadziły mały chaos. Myślę, że ten wątek mógłby zostać rozpisany na kilka stron więcej. Sama relacja głównych bohaterów mogłaby być "bardziej". Po prostu bardziej, bo ja podczas czytania nie odczułam ten chemii, której oczekiwałam (zabawna gra słów). Mamy również wątek nałogu Olivii. Znamy zalążki jego historii, które potrafiły złapać za serce. Widzimy również jak bardzo dotknęło to jej bliskich. Jak ich to zniszczyło. To, jak bardzo Peter wraz z Lily pilnowali dziewczyn, było jak miód na moje serce. Jednak nałóg nie był jej jedyną zmorą. Olivia boryka się z zaburzeniami odżywiania, które są dla niej okropnie autodestrukcyjne. Za każdym razem, kiedy była o nich mowa, nawet najmniejszy szczegół, moje serce zaciskało się. Nikt nie powinien myśleć o sobie w ten sposób. Jak wiemy Ostatni Zachód Słońca to debiut. I niestety odczułam ten fakt. Wiele wątków było rozpoczętych, ale już nie poruszonych w tym tomie, czasami miałam wrażenie, że wręcz porzuconych. Dlatego też z niecierpliwością czekam na drugi tom, aby przekonać się, jak zostaną one rozwiązane, i czy w ogóle będą. W stylu pisania nie odczułam większych minusów, oprócz standardowych "zapychaczy" na początku książki, bo ze strony na strony, gdzie akcja nabierała tempa było ich coraz mniej. Nie mam pojęcia czy historia była publikowana na Wattpadzie, jednak miałam mnóstwo momentów, w których odczułam, jakby właśnie była jedną z tych książek. Być może to przez okres w jakim była pisana, z tego co się orientuję są to właśnie te lata świetności tej strony. Przeczytałam ją naprawdę bardzo szybko i jest to ogromny plus. Porusza problemy, których powaga jest zachowana przez całą książkę. Towarzyszyło mi mnóstwo emocji podczas czytania, a nawet pojawiły się łzy. Martyna zdecydowanie ma dryg do ujęcia w słowa tych najbardziej bolesnych momentów. Jestem bardzo ciekawa co wydarzy się dalej, bo muszę przyznać, zostaliśmy zostawieni z nielada zagadką.. ocena: 3,5/5
Victor. Tylko moja
„Victor. Tylko moja.” Aleksandry Możejko to porywająca i pełna emocji historia, która szybko wciąga czytelnika i nie pozwala się odłożyć książki. Autorka świetnie łączy intensywny klimat z głębokimi uczuciami, tworząc opowieść, która zostaje w głowie jeszcze długo po przeczytaniu. Narracja jest płynna i przyjemna, a dynamika między bohaterami sprawia, że każda scena jest angażująca - momenty napięcia przeplatają się z tymi bardziej subtelnymi i refleksyjnymi. Postacie mają charakter, własne motywacje i emocje, które czyni je wiarygodnymi i interesującymi.
Victor. Tylko moja
Do wesela się zagoi
Są historie, które zaczynają się od wielkich deklaracji. I są takie, które zaczynają się od… kłótni, dinozaura i szarlotki w twarz. Ta książka zdecydowanie należy do drugiej kategorii. Ludka Skrzydlewska zabiera nas do Silver Springs - miejsca, które jest ciepłe, trochę chaotyczne i pełne ludzi z bagażem doświadczeń. Sutton Clarke nie ma czasu na romantyczne uniesienia. Jej codzienność to obowiązki, praca na kilku etatach i opieka nad siostrzenicą, która stała się całym jej światem. Jest zmęczona, ale nie narzeka. Silna, choć momentami krucha. Hugh Holloway to jej zupełne przeciwieństwo - uporządkowany, zdystansowany i przyzwyczajony do kontroli. Woli Excela niż spontaniczne przyjęcia i zdecydowanie nie planował, że jego pobyt w miasteczku zamieni się w emocjonalny rollercoaster. A już na pewno nie planował spotkania z kobietą w kostiumie dinozaura, która potrafi wywrócić jego spokój do góry nogami. Ich relacja zaczyna się od zgrzytów, nieporozumień i wzajemnej irytacji. Ale pod warstwą docinków szybko zaczyna pojawiać się coś więcej - napięcie, ciekawość, a z czasem… uczucie, które oboje próbują ignorować. Bo każde z nich ma powody, by nie ryzykować. To historia o ludziach po przejściach. O tych, którzy nauczyli się radzić sobie sami i zapomnieli, że ktoś może ich odciążyć. Autorka z wyczuciem pokazuje, jak rodzi się bliskość między dwojgiem dorosłych, którzy nie szukają miłości - ale właśnie dlatego najbardziej jej potrzebują. Dużym atutem książki jest klimat małego miasteczka i galeria barwnych bohaterów drugoplanowych. Jest ciepło, momentami zabawnie, ale też wzruszająco. Pod lekką, romantyczną warstwą kryje się opowieść o odpowiedzialności, stracie i odwadze, by znów zaufać. „Do wesela się zagoi” to romans z motywem enemies-to-lovers, który czyta się z uśmiechem i rosnącym ciepłem w sercu. Idealny dla tych, którzy lubią historie o miłości rodzącej się powoli, wśród codzienności, drobnych gestów i nieoczywistych momentów. Bo czasem najpiękniejsze uczucia pojawiają się wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy. I czasem naprawdę… do wesela się zagoi.