ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Cassian. #2. Bracia Torrino

Już od pierwszych stron wiedziałam, że to będzie opowieść o bólu, sile i walce o miłość  a ja, jak wiadomo, mam ogromną słabość do skrzywdzonych bohaterek. Luna to dla mnie idealny przykład kobiety, która przeszła przez piekło w miejscu, które powinno być jej azylem. Dom, w którym powinna czuć się bezpieczna, stał się źródłem traumy. Przyznaję szczerze ☝🏼 Cassiana na początku nie polubiłam. I to delikatnie mówiąc. Były momenty, kiedy miałam ogromną ochotę walnąć go tą książką w łeb 🤣 Dostał kobietę, która chciała zbudować z nim kochającą, bezpieczną rodzinę. Lunę, która opiekowała się i wspierała jego synów z poprzedniego małżeństwa, dawała z siebie wszystko i potrzebowała jednego … oparcia. Zamiast tego dostała upokorzenie, zdradę i brak szacunku. Czytało się to z bólem i złością. Ale… i tu pojawia się ten moment, który uwielbiam najbardziej 😜 Chwila, w której do Cassiana zaczyna docierać, co tak naprawdę zrobił swojej żonie. Gdy po raz pierwszy widzi nie tylko swoje błędy, ale i konsekwencje. Zaczyna się starać, zabiegać o Lunę i choć długo mu nie wybaczałam, coś mi mówiło, że będzie potrafił zawalczyć Późniejsze wydarzenia są rozrywające serce. Autorka nas nie oszczędzała 🥺 są straty, jest ból nie do opisania, są kłamstwa, które niszczą wszystko, co jeszcze stało na nogach. I właśnie wtedy Cassian po raz pierwszy… nie odpuszcza. To moment, w którym ku mojemu własnemu zaskoczeniu zaczęłam mu kibicować. To historia o tym, że miłość to nie tylko uczucie, ale wybór ☝🏼 Czasem spóźniony💔 I choć książka nie zostawiła mnie ze złamanym sercem, to jednocześnie mam ogromny niedosyt. Chciałabym jeszcze co najmniej 200 stron ich historii, bo kiedy zamknęłam książkę, wcale nie miałam ochoty się z nimi żegnać. Jeśli lubicie emocjonalne historie, trudne relacje, bohaterki, które mimo wszystko się nie łamią, oraz mężczyzn, którzy muszą spaść na samo dno, żeby zrozumieć, co naprawdę jest ważne to musicie poznać ich historię 🤩

doubletroubleromance Nowacka,Jarosz Sylwia,Daria

Kompulsywne objadanie się. Jak zrozumieć problem i skutecznie sobie pomóc

Początek marca wcale nie nastraja do bycia dla siebie miłą, zwłaszcza gdy za oknem aura przypomina rozmokłą bułę, a w głowie kotłuje się milion myśli na sekundę, bo przecież ADHD nie zna pojęcia „cisza nocna” ani „spokojny posiłek”. Kiedy brałam do ręki książkę Marceliny Paprockiej o kompulsywnym objadaniu się, miałam nadzieję, że to będzie ta chwila, w której ktoś poda mi konkretny klucz do szafki ze słodyczami, którą sama przed sobą zamykam na kłódkę, a potem w amoku rozbijam ją siekierą. Niestety, lektura ta zostawiła mnie z poczuciem, że właśnie zjadłam ryżowy wafel - niby coś w ustach było, niby objętość się zgadza, ale w środku dalej wieje pustką. Od dawna mam niemal pewność, że ten cały taniec z jedzeniem, chocholi taniec wokół lodówki, to nie jest tylko kwestia słabej woli, o której lubią grzmieć domorośli dietetycy na Instagramie. To moja rzeczywistość: ADHD sprawia, że regularne i zdrowe posiłki są dla mnie wyzwaniem na miarę zdobycia K2 zimą w klapkach. Nie radzę sobie z trudnymi emocjami w sposób, który opisywałyby podręczniki do mindfulness. Moim sposobem na stres, na przebodźcowanie, na ten cały jazgot świata, jest klasyczny zestaw startowy: cała tabliczka czekolady wciągnięta w trzy minuty, zagryziona czipsami dla przełamania smaku i popita kolą, żeby bąbelki choć na chwilę zagłuszyły lęk. A potem? Potem przychodzi ten moment, którego Paprocka tak bardzo chce nam oszczędzić - wyrzuty sumienia, które ciągną się za mną przez resztę dnia i cały kolejny, jak ciężki, brudny tren od sukni ślubnej. Autorka za punkt honoru postawiła sobie, żebyśmy przestały się linczować. I o ile brzmi to pięknie w teorii, o tyle w praktyce, kiedy siedzisz na podłodze w kuchni wśród papierków po batonach, to zdanie ma siłę rażenia gumowej strzały. Książka bardzo rzetelnie, niemal akademicko, tłumaczy mechanizmy. Wyjaśnia, jakie choroby współistniejące mogą z tym iść w parze, jak biologia splata się z psychiką, dlaczego Twój mózg krzyczy o dopaminę właśnie w formie cukru i tłuszczu. To wszystko prawda, tylko że ja tę prawdę znam z autopsji, a nie potrzebuję potwierdzenia, że mój organizm to skomplikowana maszyna. Potrzebuję instrukcji, jak przestać go psuć co drugi wieczór. Paprocka skupia się na łagodzeniu bólu istnienia, na budowaniu bezpiecznej bańki, w której objadanie się to tylko „trudny mechanizm obronny”. Może i jest to książka, która ma załagodzić poczucie winy, ale mam nieodparte wrażenie, że to takie głaskanie po głowie w momencie, gdy dom stoi w ogniu. Jasne, miło usłyszeć, że nie jestem zła, że nie jestem leniwa, że to chemia mózgu. Ale co mi po tej wiedzy, gdy ręka sama sięga po paczkę chipsów? Autorka proponuje budowanie nawyków żywieniowych jako antidotum na chaos, co w przypadku osoby z ADHD brzmi jak ponury żart. Dla nas „budowanie nawyków” to proces, który rozpada się przy pierwszym zgubionym kluczu albo przy zbyt głośnym dźwięku kosiarki u sąsiada. Tutaj zabrakło mięsa, zabrakło konkretnych wskazówek dla ludzi, którzy nie żyją w sterylnym świecie spokojnej autorefleksji, ale w centrum emocjonalnego cyklonu. Ciągłe powtarzanie mantry o nielinczowaniu się staje się po pewnym czasie irytujące, bo sugeruje, że problemem jest nasza reakcja na objadanie się, a nie sam fakt, że niszczymy sobie zdrowie i samopoczucie. To jest ta klasyczna psychologiczna pułapka współczesnych poradników - bądź dla siebie dobra, zaakceptuj siebie, nie oceniaj. Ale jak mam nie oceniać sytuacji, w której tracę kontrolę nad własnym ciałem? Autorka próbuje być tak bardzo delikatna, żeby nikogo nie urazić i nie pogłębić traumy, że w efekcie jej przekaz staje się rozmyty i mdły. Brakuje w tej książce uznania, że kompulsywne jedzenie to często brutalna walka, a nie tylko kwestia braku czułości dla samej siebie. Kiedy czytałam o tych wszystkich mechanizmach i chorobach, czułam się, jakbym oglądała film dokumentalny o kimś innym, choć przecież opisano tam moją codzienność. To paradoks - wiedzieć wszystko o swoim problemie i jednocześnie nie dostać ani jednego narzędzia, które przetrwałoby starcie z rzeczywistym atakiem głodu emocjonalnego. Jeśli szukasz w tej lekturze pocieszenia i chcesz usłyszeć, że Twoje kompulsy sprawiają, że jesteś po prostu „wyjątkowo wrażliwa”, to pewnie będziesz zachwycona. Ale jeśli, tak jak ja, masz już dość budzenia się z „cukrowym kacem” i wyrzutami sumienia, które są większe niż Twój apetyt, to ta książka Cię rozczaruje. Bo prawda jest taka, że od samego nielinczowania się nawyki żywieniowe nie wyrosną jak grzyby po deszczu. One wymagają twardej struktury, której Paprocka nie oferuje, woląc zostać w bezpiecznej strefie teoretycznych rozważań. To jest właśnie ten moment, kiedy włącza się mój bezpiecznik: ta książka jest zbyt ładna, zbyt estetyczna i zbyt grzeczna, by mogła pomóc komuś, kto wieczorami toczy wojnę domową z własnym cieniem przy otwartej lodówce. Możemy sobie tłumaczyć mechanizmy do rana, możemy cytować badania o dopaminie, ale dopóki jedyną radą jest „zbuduj nawyki”, to równie dobrze mogłybyśmy czytać horoskopy. Brakuje tu uznania dla absurdu tej sytuacji - tego, jak komicznie i tragicznie jednocześnie wygląda dorosła kobieta, która próbuje kolą popić wstyd po zjedzeniu zapasu słodyczy na cały tydzień. Paprocka pisze o tym, jakby to był delikatny kłopot z nastrojem, a nie destrukcyjny nałóg, który potrafi zdemolować pewność siebie na lata. Dlatego ta recenzja nie będzie pochwalna. Nie potrzebujemy więcej wyrozumiałości, która rozgrzesza nas z braku działania. Potrzebujemy kogoś, kto powie: „Tak, to, co robisz, jest bez sensu, niszczy Cię i oto jak możesz spróbować to przerwać, nawet jeśli Twój mózg z ADHD podpowiada Ci coś zupełnie innego”. Zamiast konkretu dostałyśmy watę cukrową - jest puszysta, różowa i znika po pierwszej sekundzie kontaktu z rzeczywistością. I tak jak po prawdziwej wacie cukrowej, po lekturze zostaje tylko lepki niesmak i świadomość, że znowu dałyśmy się nabrać na obietnicę łatwego rozwiązania, które polega na tym, by „po prostu przestać się linczować”. Tylko że lincz to nie jest wybór, to reakcja obronna na bezradność, której ta książka ani nie rozumie, ani nie potrafi uleczyć. Można przeczytać, żeby wiedzieć, co nauka mówi o naszych przypadłościach, ale nie licz na to, że po ostatniej stronie Twoja relacja z lodówką nagle stanie się partnerska. Dalej będziesz tam stać, dalej będziesz czuć ten impuls, a książka będzie leżeć na półce jako kolejny dowód na to, że teoria rzadko kiedy radzi sobie z praktyką życia w ciągłym emocjonalnym niedosycie. I to jest chyba najbardziej ironiczne - napisać książkę o objadaniu się, która sama w sobie jest tak jałowa, że po jej przeczytaniu masz ochotę iść do kuchni i zjeść coś konkretnego, bo te 1500 słów o nielinczowaniu się tylko podbiło Twój apetyt na prawdziwą zmianę, której tu nie znajdziesz. Pozostaje nam więc dalej walczyć z tymi naszymi adhd-owymi demonami, wiedząc już, że nikt nas nie uratuje za pomocą ładnie sformułowanych zdań o akceptacji. Musimy same znaleźć sposób na te wieczorne maratony z czekoladą i czipsami, bo Marcelina Paprocka najwyraźniej nigdy nie poczuła tego specyficznego pieczenia w przełyku, które miesza się ze smakiem koli i goryczą porażki, której żadne „nie linczuj się” nie jest w stanie osłodzić. To jest ten mniej estetyczny, ale prawdziwy obraz walki, o którym ta książka milczy, pudrując rzeczywistość warstwą psychologicznej poprawności, która w starciu z realnym problemem okazuje się być tylko kolejnym, pustym wypełniaczem czasu między jednym napadem a drugim.

paulapisze.pl Hoppe-Golebiewska Paulina

TIME of reveals

Czekałam na drugą część TIME, odkąd dotarłam do końca „Time of lies”. Już podczas czytania pierwszego tomu, poczułam ogromne emocje względem tej książki i wiedziałam, że długo o niej nie zapomnę. I miałam rację! Po skończeniu tej historii, nie miałam słów. Ciężko było mi złożyć zdanie, które wyraziłoby moje uczucia odnośnie przygód Aurory i reszty przyjaciół. Oczywiście nie dlatego, że były one negatywne. Byłam pod takim wrażeniem, że nie wiedziałam co powiedzieć. Zacznijmy od elementu, niesamowitego w tej książce, czyli od pióra autorki. Jest ono wyjątkowe i chyba pierwszy raz spotkałam się z takim stylem, aczkolwiek bardzo przypadł mi on do gustu! Czasami sięgał wręcz języka poetyckiego, ale nie sprawiało to trudności w odbiorze tekstu. Dzięki właśnie temu aspekcie, przez tę historię się płynie! Oczywiście nie mogę pominąć tak ważnej kwestii, jak bohaterowie. Pokochałam te charaktery od pierwszych stron. Każdy jest inny i przepełniony najróżniejszymi emocjami, które przechodzą na czytelnika. Najbliższa mojemu sercu okazała się Aurora. Zaimponowała mi swoją determinacją i ogromną siłą. Nawet w chwilach słabości, po bardzo ciężkim czasie, w końcu postanowiła przyjąć pomoc. Autorka poruszyła kwestię zdrowia psychicznego, ale przedstawiła to w bardzo dobry sposób. Nie pochwalając czynów, których dokonywała główna bohaterka. Książka skupia się głównie na dwóch rzeczach: Tajemnicach, które spowiły życie Aurory. Relacji romantycznej z Timothym. Obydwie kwestie zostały perfekcyjnie wyważone. Główny bohater pomagał Aurorze odkryć sekrety jej przeszłości, a przy tym niesamowicie ją traktował. Moje serce rozpuszczało się, gdy wchodzili oni w urocze interakcje. Co na pierwszy rzut oka, do Timothyego nie pasuje! Niesamowicie polecam Wam tę historię! Jest to typ książki, który sprawia, że od pierwszej strony, towarzyszy nam uczucie niedosytu. Jeżeli lubicie „Ocean straconych nadziei” oraz serię „Dreadful” to gwarantuje, że TIME, również przypadnie Wam do gustu! 

Ksiazkowazuzia Kaczmarek Zuzanna

Victor. Tylko moja

„Victor. Tylko moja.” Aleksandry Możejko to porywająca i pełna emocji historia, która szybko wciąga czytelnika i nie pozwala się odłożyć książki. Autorka świetnie łączy intensywny klimat z głębokimi uczuciami, tworząc opowieść, która zostaje w głowie jeszcze długo po przeczytaniu. Narracja jest płynna i przyjemna, a dynamika między bohaterami sprawia, że każda scena jest angażująca - momenty napięcia przeplatają się z tymi bardziej subtelnymi i refleksyjnymi. Postacie mają charakter, własne motywacje i emocje, które czyni je wiarygodnymi i interesującymi.

peaches..smile Siecińska Roksana

Volleyball Heart

To historia, na którą czekałam z dużą ekscytacją, bo jeśli jest coś, co potrafi mnie natychmiast przekonać do sięgnięcia po książkę, to właśnie siatkówka. To sport, który uwielbiam i który zawsze budzi we mnie emocje, więc wizja romansu osadzonego w takim świecie wydawała się wręcz idealna. Rzeczywistość okazała się jednak trochę bardziej stonowana, ponieważ sport faktycznie jest obecny, ale raczej jako delikatne tło niż serce opowieści. Sama książka jest lekką i przyjemną lekturą, którą czyta się szybko i bez wysiłku, choć niestety zabrakło mi elementu, który naprawdę wciągnąłby mnie emocjonalnie. Dodatkowo trudno było mi uwierzyć w wiek bohaterów, ponieważ momentami ich zachowania i sposób prowadzenia relacji bardziej przypominały historię młodszych postaci niż osób po trzydziestce. Fabuła koncentruje się wokół Everly Wilson, dziewczyny od lat zakochanej w siatkówce, która łączy swoją sportową pasję z talentem do pisania, prowadząc media społecznościowe lokalnej drużyny Utah Stingers. Z zewnątrz wydaje się otwarta i poukładana, jednak w rzeczywistości skrywa tajemnicę oraz sporo wewnętrznych niepewności. Na jej drodze staje Ethan Johns, kapitan drużyny siatkarskiej, sportowiec o reputacji chłodnego i zdystansowanego wobec mediów, który niechętnie udziela wywiadów. Ich pierwsze spotkanie nie należy do najbardziej romantycznych, bo kończy się dość boleśnie dla dziewczyny. W teorii mamy tu motyw enemies to lovers, w praktyce jednak jest to raczej subtelne przekomarzanie. Sam pomysł na książkę jest świetny, bo połączenie świata sportu, mediów społecznościowych i prywatnych tajemnic bohaterów ma ogromny potencjał. Wypadło to wszystko jednak trochę średnio. Nie zmienia to faktu, że książkę czyta się naprawdę sprawnie. Styl jest prosty, lekki i przystępny, a humor pojawiający się między bohaterami i postaciami drugoplanowymi dodaje całości przyjemnej energii. To jedna z tych historii, które można pochłonąć w jeden wieczór, traktując ją raczej jako niezobowiązującą rozrywkę niż emocjonalny rollercoaster.

amethyste_reads Kłos Małgorzata