Recenzje
Fever Dream (Emerald Lake #1)
✨➡3.8➡✨ Fajne to było. Pierwsze 100 stron lekka męka, ale potem jak już się rozkręciło to poleciało. Wszyscy wiemy, że kocham styl pisania Elsie i jestem wielką fanką serii Rose Hill, ale ja już mam taką przypadłość z tą autorką, że wychwalam tą serię na prawo i lewo, ale nie mam już aż takich zachwytów nad innym jej seriami. Totalnie nie wiem od czego to zależy, bo nadal mi się to one podobają, ale to nie jest już to wow i niestety w przypadku tej serii jest tak samo. Muszę się przyczepić do tłumaczenia, bo odczuwałam to, że jednak męska ręka tłumaczyła tą książkę i troche mi się to nie spodobało. Niektóre dialogi między bohaterami po prostu nie miały tego uczucia i chemii, które mam wrażenie, że by się pojawiły, gdyby jednak tłumaczyła to kobieta. Nadal wyglądało to tłumaczenie o wiele lepiej, niż w przypadku serii chestnut springs, więc jestem jakkolwiek zadowolona, ale musiałam zahaczyć o ten wątek. Jak chodzi o fabułę to strasznie się bałam tego programu randkowego, bo ja raczej nie przepadam za ukrywaniem związku i udawaniu z kimś innym, ale co mnie pozytywnie zaskoczyło, to ten motyw aż tak mnie nie denerwował i byłam zadowolona z tego, jak to wszystko się toczyło. Wątki pozamykały się w praktycznie w najlepszy możliwy sposób, więc jestem usatysfakcjonowana. Uważam jednak, że ten koniec był trochę za bardzo przyspieszony, mam wrażenie, że całą książkę lekko mówiąc wydłużaliśmy, żeby potem dać mega szybki koniec, no jakby nie. Tez wątek Theo vs Emmet też mógłby byc bardziej rozwinięty, bo ogromnie mnie ciekawiło jak to będzie dalej wyglądało między panami, ale no jest jak jest, więc muszę to zaakceptować. Poza tymi lekkimi minusami to jestem zadowolona z tego jak to wyglądało i podobało mi się to przedstawienie takich programów od backstage’u i ukazanie, że nie wszystko jest zawsze takie kolorowe. Podsumowując nie było to wow, ale bawiłam się fajnie i przyjemnie mi się to czytało. Wciągnęłam się i nawet wywołało to we mnie jakiekolwiek emocje, więc na pewno książka na plus.
Fever Dream (Emerald Lake #1)
Hejka dzis przychodze do was z recenzja ksiazki Fever dream od Elsie Silver. Gdy przeczytałam opis wiedziałam, że ta książka mi się na Maksa spodoba, ponieważ Twórczość Elsie Sliver jest mi juz znana, czytałam kilka jej ksiazke i tak jak fever dream straznie mi sie podobały. Głównymi bohaterami książki są Emmett i Julia których od razu pokochałam. Na początku czują do siebie niechęć a a później to z kolejną stroną coraz bardziej się ta relacja zmienia. Nie chcę za dużo zdradzać, ale napięcie pomiędzy nimi, które czuć gdy się czyta jest dla mnie nie samowite i tylko czekałam na moment ich zbliżenia. Emmett jest dla mnie niesamowitą postacią ponieważ na początku książki wydaje się że jest kompletnie inny, a później podczas czytania dowiadujemy sie o jego lepszej stronie. Strasznie mi się podoba właśnie ten zabieg, no bo w końcu nie możemy oceniać kogoś kogo nie znamy i tylko widzimy jak inni go opisuja. Emmett i Julia spotykają się na planie reality show pod tytułem „Ranczo Romans. Ona jest konsultantką na planie. On bierze udział w programie. Główną tematyką tego reality show, jest to że Emmett musi znaleść miłość. Tego typu programy są mi bliskie, ponieważ czasami dla odmóżdżenia lubię sobie puścić taki i tak jak tego typu reality show i świetnie się bawię to podczas czytania dwa razy bardziej się bawiłam. książka bardzo mi się podobała i polecam ja każdemu. Mam nadzieje ze spodoba wam sie tak jak mi.
Każdy z nas gra w inną grę. 9 typów osobowości i ukryte schematy, które nami rządzą
Mówi się, że ile ludzi, tyle charakterów. I coś w tym jest. Ale mimo różnic można dostrzec pewne powtarzające się schematy zachowań - i właśnie wokół nich zbudowana jest ta książka. Autorzy przedstawiają 9 typów osobowości, pokazując, jak wpływają one na nasze reakcje, sposób myślenia i relacje z innymi. Dzięki temu łatwiej zrozumieć nie tylko innych ludzi, ale także samego siebie. Książka „Każdy z nas gra w inną grę” szczegółowo analizuje każdy z typów osobowości - ich mocne strony, ograniczenia, sposoby reagowania i charakterystyczne mechanizmy działania. Autorzy pokazują też, jak nasze wewnętrzne schematy wpływają na konflikty, codzienne decyzje czy sposób postrzegania świata. W prosty i obrazowy sposób tłumaczą, że często nie widzimy pewnych rzeczy nie dlatego, że ich nie ma, ale dlatego, że patrzymy przez własny „filtr” doświadczeń i cech charakteru. Czy ktoś jest TYLKO jednym typem? Szczerze w to wątpię. Człowiek jest raczej mieszanką różnych cech i schematów, czasem bardziej, czasem mniej widocznych. Ta książka jest jednak na tyle szeroka, że chyba każdy znajdzie w niej kawałek siebie i momenty, które skłonią go do refleksji. Jest napisana całkiem przyjemnie i przystępnie, choć momentami miałam wrażenie, że jest trochę niepotrzebnie rozwleczona - spokojnie mogłaby być krótsza i nic by na tym nie straciła. Czasami miałam poczucie, że pewne rzeczy są powtarzane i wracam do podobnych myśli kolejny raz. Moim zdaniem objętość trochę jej zaszkodziła. Poza tym jednak nie mam większych zastrzeżeń. Dostajemy tutaj naprawdę wartościowy obraz ludzkiej psychiki i ciekawe analizy, które pomagają lepiej rozumieć innych, ale też własne reakcje i zachowania. To dobra okazja do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad sobą, swoimi relacjami oraz tym, dlaczego czasem tak trudno jest nam się porozumieć. Bardzo polecam - choćby po to, by spojrzeć na siebie i innych z trochę innej perspektywy.
Nigdy nie mów nigdy
Penelope Ward po raz kolejny zabrała mnie w emocjonalną podróż z której nie chciałam wracać. Niestety, wszystko co dobre szybko się kończy. Carly po śmierci ojca zmarłego narzeczonego postanawia zająć się jego młodszym bratem, który wymaga szczególnej troski. Na ten sam pomysł wpadł przyjaciel nie żyjącego narzeczonego. Oboje się nie lubią i mają o sobie jaj najgorsze zdanie. Żadne z nich nie zamierzam zrezygnować z opieki nad Scottem, więc we troje zamieszkają w maleńkim domku. Na początku miedzy nimi dochodzi do wielu spięć, jednak z każdym dniem coraz lepiej odnajdują się w opiece nad Scottiem.. Postać Scottiego jest absolutnie porywająca i kradnie całą uwagę. Niesamowite jak autorka zgrabnie połączyła ze sobą motywy takie jak strata bliskiej osoby, opieka nad autystycznym dzieckiem, chemia, pożądanie... To wszystko jest ze sobą harmonijnie i zgrabnie połączone. Czytelnik łapie się za serce ze wzruszenia i jest na granicy płaczu, żeby na następnej stronie wybuchnąć śmiechem. Uwielbiam Penelope Ward za to łączenie. Na każdym rozdziale kipiid emocji. I w całej powieści czuć takie przyjemne, otulające ciepełko.
Regret Me Not
Motyw udawanych związków jest dla mnie jednym z najciekawszych w literaturze obyczajowej. Bohaterowie zaczynają od gry pozorów, jednak z czasem zazwyczaj odkrywają, że ich uczucia są prawdziwe. Dlatego od początku wiedziałam, że ta książka ma duże szanse mi się spodobać. Cove jest zadowolona ze swojego życia. Mieszka ze swoim psem, pracuje jako krawcowa, po godzinach szyje ubrania dla córki swojej przyjaciółki, a w wolnym czasie skacze ze spadochronu. Stara się żyć chwilą, wierząc, że każdy problem prędzej czy później rozwiąże się sam. Niestety jeden z nich wraca do niej jak bumerang, a jest nim jej przypadkowy mąż, Calloway. Calloway to sztywny i poukładany księgowy, zawsze ubrany w perfekcyjnie skrojony garnitur. Nie jest kompletnie w jej guście. Poznali się dwa lata wcześniej w Las Vegas podczas imprezy zaręczynowej jego brata. Po kilku drinkach wzięli ślub, a później wylądowali razem w hotelowym pokoju. Następnego dnia Cove uciekła i od tamtej pory więcej się nie widzieli. Teraz Calloway wraca z propozycją układu. Zgodzi się na rozwód pod jednym warunkiem: Cove pojedzie z nim na Alaskę i będzie towarzyszyć mu podczas ślubu jego brata. Żadne z nich nie spodziewa się jednak, że ten prosty układ może skomplikować rodzące się między nimi uczucie. Ostatnio literatura obyczajowa jest dla mnie idealną formą odpoczynku, głównie dlatego, że mam naprawdę mało czasu. Lubię sięgać po historie, które nie wymagają ciągłego analizowania fabuły, a jednocześnie zapewniają świetną rozrywkę. I właśnie to otrzymałam podczas lektury tej książki. Fabuła skupia się przede wszystkim na relacji Cove i Callowaya. Ich małżeństwo początkowo jest tylko formalnością, jednak z każdą wspólnie spędzoną chwilą okazuje się, że uczucia między nimi wcale nie są udawane. Bohaterowie stopniowo poznają się, uczą się siebie nawzajem i odkrywają, że mimo wielu różnic doskonale do siebie pasują. Ogromnym plusem książki jest humor. Kilka razy dosłownie śmiałam się na głos. Uwielbiam takie połączenie romantycznych emocji z lekkimi, zabawnymi dialogami. Autorka ma bardzo swobodny styl pisania, dzięki czemu przez tę historię dosłownie się płynie. Strony przewracają się same i nawet nie odczuwa się długości książki. Choć fabuła jest dość przewidywalna, w ogóle mi to nie przeszkadzało. Bohaterowie są wyraziści i różnią się od siebie charakterami, dzięki czemu ich relacja wypada bardzo naturalnie. Zakończenie również zostało dobrze poprowadzone i pozostawiło mnie z poczuciem satysfakcji. To była naprawdę świetna i lekka historia, z którą spędziłam bardzo miło czas. To relaks w najczystszej postaci, a ja bawiłam się wyśmienicie. Jeśli szukacie przyjemnej książki na letnie upały, koniecznie sięgnijcie po „Regret Me Not”.