Recenzje
Bez rozwagi. Chestnut Springs #4
„Bez rozwagi” to czwarty tom serii „Chestnut Springs”, który skupia się na historii Theo i Winter. Rany! Nawet nie wiecie, jak bardzo czekałam na tą książkę. Po zapowiedziach i zagranicznych tik tokach czułam, że to będzie genialna historia i wcale się nie myliłam! Chyba mam swojego ulubieńca numer jeden od Elsie. Ta historia pochłonęła mnie od pierwszych stron i sprawiła, że nie mogłam się oderwać a tym bardziej - nie chciałam kończyć tej historii. Cały czas chciałam więcej i z każdą kolejną stroną, byłam coraz bardziej zafascynowana tą historią. Uwielbiam styl pisania Elsie Silver, który jest bardzo lekki i przyjemny, dzięki czemu przez jej książki się płynie. Dodatkowo klimat tej serii jest tak świetny, że to coś niesamowitego. Fabuła skupia się na relacji naszych bohaterów. Kiedy Winter spotkała Theo, nosiła jeszcze nazwisko Valentine, choć już wiedziała, że to małżeństwo jest zakończone. Odkrycie, że mężczyzna, którego kochała i za którego wyszła z miłości, okazał się zadufanym w sobie typem, zburzyło jej poukładany świat. Dzięki temu jednak Winter odzyskała coś bezcennego: kontrolę nad własnym życiem. I dlatego postanowiła odciąć się od przeszłości, wyjechać i rozpocząć pracę w małym, prowincjonalnym szpitalu w Chestnut Springs. Chciała prostego życia bez komplikacji. Theo Silva, seksowny ujeżdżacz byków, cieszył się zasłużoną sławą kobieciarza. Zauważył śliczną blondynkę na stacji benzynowej. Wydawało mu się, że puściła do niego oko. Szybko się przekonał, że dziewczyna ma ostry temperament i nie przebiera w słowach, gdy coś jej się nie spodoba. A po tym, co przeszła w małżeństwie, raczej żaden facet nie miał u niej większych szans. Ale Theo był uparty. Chciał zdobyć jej zaufanie i zawsze być obok niej. Jednak życie nie zawsze układa się tak, jak tego chcemy i oboje się o tym przekonali. Ubóstwiam to, jak zostali tu wykreowani bohaterowie! Winter to dość ostrożna i zimna w stosunkach międzyludzkich kobieta. Po tym co przeszła, trudno się dziwić, że jest jaka jest. Chce naprawić relacje ze swoją młodszą siostrą, jednak nie do końca wie, jak się za to zabrać. Doceniłam jednak jej starania i przyjemnie się obserwowało jak siostry, krok po kroku naprawiały swoją relację. Winter nie chce się do nikogo szczególnie zbliżać, zwłaszcza do facetów, jednak Theo nie jest mężczyzną, który łatwo się poddaje. Oj nie! Przysięgam, pokochałam go miłością nieskończoną. Jest on całkowitym przeciwieństwem Winter - miły, wygadany, pewny siebie, rodzinny i totalnie towarzyski. Potrafi skraść serce każdego i szczególnie się przy tym nie starając. To tworzy między nimi taki kontrast, dzięki czemu jeszcze lepiej widać, jak bardzo do siebie pasują i jak wzajemnie się uzupełniają. Bardzo podobało mi się to, jak oboje zostali przedstawieni jako rodzice. Winter oddała swoje serce córeczce i była w stanie zrobić dla niej wszystko. Theo tak samo - był takim cudownym ojcem, który pomagał w czym tylko mógł Winter i zrobiłby dla swoich dziewczyn wszystko! Totalnie mnie tym rozczulał! Winter i Theo całkowicie skradli moje serce i sprawili, że cudownie spędziłam czas czytając „Bez rozwagi”. Jestem pewna, że jeszcze nie raz wrócę do tej historii, bo naprawdę jest tego warta. Gorąco polecam!❤️
Blade. Canmore #1
RECENZJA BLADE - MARTYNA MITROWSKA 4,75/5 ,Blade” to historia, o której nic nie wiedziałam, ale bardzo zaintrygowała mnie m.in. przez motyw łyżwiarstwa figurowego, który jest jednym z moich ulubionych. Dodatkowo widziałam wiele naprawdę przekonujących cytatów, czy bardzo dobrych opinii o tej historii, które skłoniły mnie, aby sięgnąć po tę pozycję. I O MÓJ BOŻE jak ja dziękuje za to, że mogę zrecenzować ,,Blade” dla was i za każdy cytat, bo dzięki temu trafiłam na historię, która totalnie mnie zachwyciła i jest moją polecajką dla was. Ma ona w sobie coś niezwykłego, co przyciągało mnie i nie mogłam się od niej oderwać. Z pozoru prosta historia, jednak porusza ona wiele trudnych tematów i opisuje wiele ciężkich sytuacji, które sprawiają, że jest ona jeszcze bardziej emocjonalna. Jednak w tym smutku, znajdujemy wiele pięknych chwil, które sprawiały uśmiech na mojej twarzy. Autorka w moim odczuciu świetnie poradziła sobie z opisem z każdej sytuacji. Zarówno tych pozytywnych, jak i tych, które łamały serce. To naprawdę niełatwe zadanie, aby w przystępny i odpowiedni sposób dla czytelnika opisać sceny delikatne, a jednocześnie z emocjami i bólem, który się przewija przez nie. Pomysł na fabułę, wydarzenia, które miały miejsce, ale także czyny, których podejmowali się bohaterowie - moim zdaniem rewelacjaaaaaaaaaaa. Ja tego małego grubaska przeczytałam jakoś w 4 dni ( i to siadając tylko wieczorem) więc to chyba pokazuje, jak się wciągnęłam hahaha. Nie mogłabym nie wspomnieć o bohaterach szczególnie o jednym, czyli Fanie Reynoldsie. To, co on robił później, szczególnie dla takiej jedynej dziewczyny… NO SKRADŁO MOJE SERCE PO PROSTU. I to naprawdę nie są wysokie standardy, gdy chłopak po prostu pamięta, co lubisz, dba o ciebie i chcę dla ciebie jak najlepiej. To są drobne rzeczy, które robią wielką rzecz i ja ,,topnieje” jak czytam takie sceny. Jednak główna bohaterka, czyli Maeve LeBlanc tak samo jest cudowna. Jest niezwykle silną dziewczyną, która jak na swój wiek o WIELE za dużo przeszła i po ostatnim rozdziale, śmiem stwierdzić, iż jeszcze przejdzie. Podziwiałam ją za to, ale jednocześnie pragnęłam wesprzeć ją. Choć dziwnie to brzmi, to myślę, że książkary jak najbardziej zrozumieją to, ponieważ historie, które czytamy to nie tylko literki na papierze, a momenty, gdy utożsamiamy się z bohaterami i razem z nimi przeżywamy ich życie. I ja się właśnie tak czułam - jako osoba z boku, która wszystko obserwuje, ale nic nie może zrobić. Oprócz tej dwójki, drugoplanowi bohaterowie, jak przyjaciele czy rodzina odegrali ogromną rolę i niejednokrotnie namieszali w historii. Niektórzy są na mojej czarnej liście, ale kim oni są, zostanie moją słodką tajemnicą na razie hihi, a inni sprawili uśmiech na twarzy i chwilę radości. Ja już deklaruje, iż nie mogę się doczekać drugiego tomu, gdyż zakończenie ,,Blade” totalnie zaskoczyło mnie i ,,zmiotło mnie z planszy”. Przysięgam, spodziewałam się wszystkiego, ale nie tego. To było jak ostateczny krok do zniszczenia wcześniej posklejanego uroczymi scenami serca. Niemniej jednak i tak kocham tę historię i zachęcam was wszystkich, aby zapoznać się z nią :) PS. Motyw chorego brata to czysty ból, ale relacja między nimi to zdecydowanie coś niespotykanego i fantastycznego.
Dziennik Nel
⋆. 𐙚 ˚𝑅𝑒𝑐𝑒𝑛𝑧𝑗𝑎 ,,𝐷𝑧𝑖𝑒𝑛𝑛𝑖𝑘 𝑁𝑒𝑙''. 𐙚 ˚ ✯✯✯✯✯/5 Sięgając po „Dziennik Nel”, byłam bardzo ciekawa, jak ta historia wypadnie w wersji książkowej. Film „Piepzyć Mickiewicza” znam dobrze, więc tym bardziej interesowało mnie, jak będzie wyglądać wszystko z perspektywy Nel. I muszę przyznać, że to było naprawdę ciekawe doświadczenie. Tym razem nie obserwowałam jej z boku, tylko mogłam wejść do jej głowy. Poznać jej myśli, lęki, momenty zwątpienia i to, czego w filmie po prostu nie dało się pokazać tak dokładnie. Nel trafia do nowej szkoły decyzją swojej mamy. Chce być niewidzialna i zacząć od nowa, ale szybko okazuje się, że przeszłość nie znika tak łatwo. Była przyjaciółka, chłopak, który złamał jej serce, szkolne plotki i Dante, z którym już od pierwszego dnia nie jest jej po drodze. Znając film, wiedziałam, czego się spodziewać w niektórych scenach, ale dzięki formie dziennika wszystko miało zupełnie inny ciężar emocjonalny. 🤍 Najbardziej podobały mi się właśnie fragmenty dziennika. Dzięki nim mogłam lepiej zrozumieć Nel, nawet wtedy, gdy nie zgadzałam się z jej decyzjami. Stała się dla mnie bardziej autentyczna, bardziej wrażliwa i po prostu bliższa. Nie odbieram tej książki jako zwykłego powtórzenia filmu. To raczej rozszerzenie znanej historii i spojrzenie na nią od środka. Myślę, że jeśli ktoś lubi świat „Piepzyć Mickiewicza”, ta pozycja pozwoli mu przeżyć go jeszcze raz, ale głębiej. 🎸
Przewodnik po uważności dla dzieci. Jak wspierać dziecko w radzeniu sobie z emocjami i budowaniu odporności psychicznej
„Przewodnik po uważności dla dzieci” autorstwa Jowity Wowczak to wartościowa i bardzo potrzebna książka, która realnie wspiera dzieci w radzeniu sobie z emocjami oraz w budowaniu odporności psychicznej. Autorka w przystępny sposób pokazuje, jak wprowadzać elementy uważności do codziennego życia dziecka, bez presji i nadmiernego teoretyzowania. Dużym atutem książki jest jej psychologiczne podejście - skupienie na rozpoznawaniu, nazywaniu i akceptowaniu emocji. Dziecko uczy się, że złość, lęk czy smutek są naturalne i że można sobie z nimi poradzić w bezpieczny sposób. Zawarte w książce ćwiczenia pomagają w samoregulacji, wyciszeniu, redukcji napięcia oraz rozwijaniu koncentracji i świadomości ciała. Publikacja wspiera także budowanie poczucia własnej wartości i sprawczości u dziecka, a jednocześnie wzmacnia relację dorosły-dziecko poprzez lepszą komunikację emocjonalną i empatię. To nie jest książka „do przeczytania i odłożenia na półkę”, ale praktyczny przewodnik, z którego można korzystać na co dzień - zarówno profilaktycznie, jak i w momentach emocjonalnych trudności. To mądra, ciepła i bardzo potrzebna pozycja dla rodziców, opiekunów oraz wszystkich dorosłych, którzy chcą świadomie wspierać rozwój emocjonalny dziecka.
Słodka Melody
⋆˚𝜗𝜚 𝐒Ł𝐎𝐃𝐊𝐀 𝐌𝐄𝐋𝐎𝐃𝐘 𝜗𝜚˚⋆ „ᴢᴀᴄɪꜱᴋᴀᴍ ᴅᴌóń ɴᴀ ᴢᴌᴏᴛᴇᴊ ᴢᴀᴡɪᴇꜱᴢᴄᴇ ꜱᴌᴏɴᴇᴄᴢɴɪᴋᴀ.ᴄʜᴄɪᴀᴌʙʏᴍ ᴢᴇʀᴡᴀć ɢᴏ ᴢᴇ ꜱᴡᴏᴊᴇᴊ ꜱᴢʏɪ ɪ ᴍóᴄ ᴏ ɴɪᴇᴊ ᴢᴀᴘᴏᴍɴɪᴇć.ᴀʟᴇ ᴛᴏ ɴɪᴇᴡʏᴋᴏɴᴀʟɴᴇ.ᴏɴᴀ ᴊᴇꜱᴛ ᴡꜱᴢʏꜱᴛᴋɪᴍ ɪ ɴɪᴇ ᴛʏʟᴋᴏ ɴᴀꜱᴢʏᴊɴɪᴋ ᴍɪ ᴏ ɴɪᴇᴊ ᴘʀᴢʏᴘᴏᴍɪɴᴀ.„ 𝐒ł𝐨𝐝𝐤𝐚 𝐌𝐞𝐥𝐨𝐝𝐲 ~ 𝐙𝐮𝐳𝐚𝐧𝐧𝐚 𝐊𝐮𝐥𝐢𝐤 Nie spodziewałam się, że ta historia będzie tak cudowna. Była to moja pierwsza styczność z twórczością Zuzi i już wiem że napewno nie będzie ostatnią. Styl autorki jest lekki, płynny, ale pełen emocji. Przepłynęłam przez tę książkę, a jednocześnie czułam, że każda scena zostawia we mnie ślad. To książka o żałobie. O stracie. O tym momencie, kiedy świat nagle przestaje być kolorowy, nawet jeśli wszyscy wokół udają, że wszystko jest w porządku. „Słodka Melody” przypomina, że możemy pękać. Możemy się gubić. Możemy nie wiedzieć, co dalej. Ale to nie odbiera nam prawa do miłości. Melody Woods była słońcem. Dziewczyną, która rozświetlała każdy pokój. Kochała malować, tworzyć, cieszyć się drobiazgami. Była wdzięczna za życie, za rodzinę, za chwile. A potem przyszła strata. I jej blask zaczął gasnąć. Wątek żałoby po ukochanej babci został pokazany tak prawdziwie, że momentami brakowało mi tchu. Bo utrata bliskiej osoby to nie jest jeden wielki dramatyczny moment. To codzienność. To pustka przy stole. To cisza, która boli bardziej niż krzyk. Czytając, czułam wszystko. Smutek. Złość. Bezsilność. Ale też nadzieję. Bo ta historia nie mówi, że ból znika. Ona mówi, że z czasem uczysz się z nim żyć. I to nie czyni cię słabszym. To czyni cię człowiekiem. Jordan Sawyer… Cichy. Zamknięty. Zawsze gdzieś z boku. Momentami trudny do zniesienia. Ale pod tym wszystkim kryje się chłopak, który od lat kochał w ciszy. Który nie umiał mówić, więc wybierał milczenie. Który nie potrafił wyznać uczuć, więc chował je głęboko, aż zaczęły go przytłaczać. Chłopak, który dokuczał jej w dzieciństwie, a ona nigdy nie wiedziała dlaczego. Tylko że on widział zawsze tylko ją. Od lat nosił jej zgubiony naszyjnik z słonecznikiem. Od lat walczył z uczuciem, którego nie umiał nazwać. Ich relacja nie jest szybka. Nie jest łatwa…To slow burn, który buduje napięcie z drobiazgów, przypadkowego dotyku, zbyt długiego spojrzenia, chwili, w której jedno z nich prawie coś powie… To jest miłość, która dojrzewa w bólu. Która rodzi się w chaosie. Która nie jest idealna, ale jest prawdziwa. Najbardziej rozwaliło mnie to, jak bardzo oni są dla siebie wsparciem, nawet kiedy nie potrafią tego nazwać. Jak bardzo próbują być silni osobno, a okazuje się, że najmocniejsi są razem. Ta książka ma w sobie coś ciepłego i jednocześnie rozdzierającego. Jak wspomnienie, do którego wracasz z uśmiechem i łzami w oczach. . „Słodka Melody” to historia o dojrzewaniu. O stracie. O miłości, która przychodzi powoli, ale zostaje na długo. To książka, która boli… ale w ten dobry sposób. I jestem pewna, że wielu z Was pokocha Mel i Jordana tak jak ja.