Recenzje
Zaburzenia lękowe. Jak naturalnie przywrócić spokój i harmonię
Ja często w takich chwilach zakładam słuchawki i włączam sobie ulubione piosenki. Problem, który dotyka bardzo dużą część ludzkości zarowno dzieci jak i dorosłych czyli zaburzenia lękowe. Niestety zaburzenia lękowe i stres mają znaczący wpływ na nasze codzienne fukcjonwanie. Radzenie sobie z lękiem to trudny i żmudny proces, który wymaga cierpliwości i zrozumienia. Autorka Ewa Wądołowska w swojej książce przedstawia różne sposoby i metody na obniżenie poziomu lęku, które są poparte badaniami naukowymi. Dzięki temu możemy lepiej poznać swoje emocje i nauczyć się je kontrolować, a także poprawić jakość swojego życia oraz stan psychiczny. Autorka zwraca uwagę, że na poziom lęku wpływ mają różne czynniki, takie jak nieodpowiednia dieta, zła higiena snu, brak aktywności fizycznej. Podkreśla, że małe kroki, takie jak zmiana diety, naturalne metody takie jak zioła jak i suplementacja mogą zmienić nasz psychiczny stan. Rozmowa z kimś bliskim lub zaufanym może pomóc zmniejszyć napięcie, uporządkować chaotyczne myśli oraz poczuć się lepiej w trudnej sytuacji. Książka jest napisana prostym i zrozumiałym językiem, dlatego uważam, że ta pozycja jest odpowiednia dla wszystkich, którzy chcą poszerzyć swoją wiedzę na ten temat.
Victor. Tylko moja
„Victor” to historia pełna emocji, bólu i namiętności, ale przede wszystkim jest to opowieść o ludziach, którzy zostali mocno poturbowani przez życie. Niby mafia, jest kilka mocniejszych scen, ale autorka bardziej skupia się na relacji i emocjach głównych bohaterów. Julia to bohaterka, której los nie oszczędzał. Jej codzienność to walka z przeszłością i własnymi demonami. Victor zaś to mężczyzna, który wzbudza strach. Jest zimny, bezwzględny i niebezpieczny. Typowy rosyjski pakhan pozbawiony uczyć. Ale czy aby na pewno? Relacja między Julią, a Victorem jest dość skomplikowana. Jest między nimi napięcie i mnóstwo sprzecznych emocji. To historia o dwóch zranionych duszach, które pochodzą z totalnie różnych światów, a jednak coś ich do siebie ciągnie. W tej części autorka dodała więcej mroku, ale nadal mafia jest tylko tłem. Stworzyła historię, która pokazuje, że nawet w najciemniejszym miejscu może pojawić się iskra nadziei. Pokazuje też, że każdy z nas ma szansę na miłość. Czytało mi się szybko i przyjemnie, choć po kilku pierwszych stronach miałam nadzieję dostać narwanego mafiosa 😉 Styl autorki jest przyjemny. Jest prosto i na temat. W bardzo wciągający sposób pokazuje relacje między bohaterami, ich słabości i pragnienia.
Pusty dom w Sewilli
🖋 O czym Sutton porzuca studia i wraca do rodzinnego domu w Sewilli. Ten jednak okazuje się pusty, a w korytarzu jest ciało nieznanego mężczyzny oraz tajemniczy Aarón Ferro, który twierdzi, że chce jej pomóc. 📝 Moja opinia To książka pełna niespodzianek, w której czytelnik szybko zostaje wrzucony w wir wydarzeń. Od samego początku Sutton znajduje się w sytuacji ekstremalnej - pusty dom, zniknięcie rodziny i nieoczekiwane spotkanie z Aarónem Ferro. Historia toczy się dynamicznie, a kolejne odkrycia i tajemnice sprawiają, że ciężko oderwać się od lektury. Mamy tu kryminał, akcję, a nawet wątki romantyczne. To mieszanka, która momentami była dla mnie trochę chaotyczna i wprowadzała lekki zamęt. Jednak trzeba przyznać, że zwroty akcji zaskakują, a każdy kolejny krok Sutton sprawia, że coraz bardziej angażujemy się w jej losy. Całość czyta się bardzo płynnie. Autorka ma naprawdę lekkie pióro, pozwalające szybko przebrnąć przez kolejne rozdziały. Historia może wydawać się momentami nieco pokręcona, ale zarówno pomysł na fabułę, jak i jej całokształt oceniam jednak pozytywnie. 👉 Dla kogo Dla czytelników lubiących mieszankę kryminału i romansu. Idealna dla osób, które lubią dynamicznie rozwijającą się akcję.
Król Umbry. Przeklęte królestwo Vinculi #1
Nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki, bo miałam już okazję przeczytać „Bezwzględnie twój” - tytuł, który zbierał bardzo mieszane opinie ze względu na fabułę skoncentrowaną głównie na… hm, TEJ FABULE (spicy). Jak być może pamiętacie, mi się nawet podobało, więc byłam ciekawa „Króla Umbry”, zaczynającego zupełnie nową serię Jamie Applegate Hunter. I muszę przyznać, że bardzo pozytywnie się zaskoczyłam. Po pierwsze - jest fabuła! (I mam tu na myśli tę, której brakowało w poprzedniej książce. I tak, ta druga też jest :D) Może nie jakoś mocno rozbudowana i wielowątkowa, ale sam pomysł na nią uważam za naprawdę oryginalny - no bo słuchajcie: główna bohaterka widzi kolory dusz. I po tym, kiedy jest niemal naocznym świadkiem zab0jstwa swojej siostry bliźniaczki, postanawia wymierzać sprawiedliwość na własną rękę i z zimną krwią m0rduje wszystkich, którzy mają czarną duszę. Czyli osoby pozbawione jakiejkolwiek moralności i skrupułów. Takie, które po śmi3rci nie mają żadnej szansy na odkupienie. A kto ma szansę? Ci, których dusza jest przynajmniej w odcieniach szarości. Tak jak Rory. Kiedy zostaje uznana za winną kilkunastu m0rderstw, dziewczyna trafia do Królestwa Umbry - miejsca, w którym zesłani odsiadują swój wyrok za popełnione przestępstwa. Lata spędzone w wiecznej ciemności mają być wystarczającą karą, ale to nie wszystko… Ci, którzy wracają z Umbry do prawdziwego życia, nie pamiętają spędzonych w niej chwil. Są pozbawieni wszystkich wspomnień. Przyznajcie sami - to brzmi GENIALNIE. Nie czytałam jeszcze fantastyki z podobną fabułą, więc pierwszą połowę książki pochłonęłam w zasadzie na raz. Miała swój mroczny i tajemniczy klimat, do tego badass bohaterkę i dynamiczną akcję, która nawet nie miałam pojęcia, w jaką stronę zmierza. I moja ciekawość utrzymała się mniej więcej do momentu, w którym zaczęła rozwijać się relacja romantyczna… A szkoda, bo ona też miała ogromny potencjał. Dziewczyna, która pozbywała się czarnych dusz i Król Krainy, do której trafiali przestępcy z tymi o odcieniach szarości. Miałam nadzieję, że będzie to trochę bardziej slow burn, biorąc pod uwagę początek relacji bohaterów, ich wzajemną niechęć do siebie i nieustanne próby sił. Ta dynamika była super, dopóki nie pojawiła się pierwsza spicy scena i nagłe uczucia, po których zarówno Caius, jak i Rory szybko zapomnieli o swoich pierwotnych planach i powodach, dlaczego powinni unikać swojego towarzystwa. Ja wiem, że to lekka fantastyka i może gdyby fabuła od początku wydawała się taka jak w poprzednim tytule, wybaczyłabym jej więcej, ale JAK MOŻNA BYŁO ZMARNOWAĆ TAKI POTENCJAŁ? To znaczy, nie chodzi mi o to, że książka okazała się jakaś bardzo zła, bo bawiłam się na niej dobrze, ale mogłaby być dużo lepsza. Serio. Gdyby tylko autorka konsekwentnie budowała tę relację bohaterów i zostawiła ich charaktery w spokoju, aby Rory mogła być dalej niezależną i silną laską, a Caius bezwzględnym i mrocznym typem rządzącym krainą przestępców, ocena byłaby dużo wyższa. Trochę odjęłam za to, że dziewczyna szybko zmiękła, a on momentami zachowywał się jak dziecko… Jeżeli był tam jakikolwiek age gap (a ponoć był, bo król miał co najmniej pół wieku?), to zupełnie nie było tego czuć. Bardzo podobała mi się dynamika książki - tak jak już wspomniałam, nie ma tu dużo wątków, akcja rozwija się szybko, nie jest rozwleczona i przez to też czyta się ekspresowo. Autorka oszczędziła nam dokładnych i długich opisów, ale nie miałam żadnego problemu z wyobrażeniem sobie krainy mroku i jej mieszkańców. Dialogów też jest więcej niż takich wewnętrznych rozterek bohaterów i refleksji, także „Króla Umbry” można zaliczyć do tej lżejszej i mało wymagającej fantastyki. Kto nie lubi czasem po taką sięgnąć? Ostatnio przymykałam oko na tłumaczenia spicy scen powieści z tego wydawnictwa, bo o tyle, o ile na „majteczki”, „muszelki” i te inne tradycyjne dziwne słowa jestem już uodporniona, tak tutaj… „głowica” mnie pokonała. Było tego więcej, ale daruję szczegóły sobie i Wam - po prostu scenom 18+ poświęcałam minimum uwagi. Nie były wybitne (delikatnie mówiąc), ale domyślam się, że to bardziej kwestia tłumaczenia niż źle napisanej książki. I hope. Tak jak już wspomniałam, najmocniejszą stroną jest fabuła i jestem ciekawa jak autorka poprowadzi ją w drugim tomie. Zakończenie „Króla Umbry” ma ogromny potencjał i mam nadzieję, że tym razem kontynuacja dowiezie to, czego troooszkę zabrakło mi tutaj. Mogę nawet powiedzieć, że nie mogę się doczekać - wciągnęłam się w tę historię na tyle, że gdybym czytała po angielsku, pewnie sięgnęłabym po oryginał. W sumie polecam, ale pamiętajcie, że to bardzo specyficzny tytuł.
Ptaki, które śpiewają nocą
Przyznam wam, że nie miałam żadnych oczekiwań jeśli chodzi o Ptaki. Była to nowa książka Marty, a wszystko co pisze Marta jest zaskakujące, porywające i wzruszające. Ale przejdzmy do fabuły… Na początku poznajemy Austina- jednego z dwójki głównych bohaterów. Mężczyzna rozmyśla w barze o swojej przyszłości i ma wielką ochotę wyrwać się z miasta, w którym przebywa. Wtem widzi kobietę, która wygląda jakby uciekła sprzed ołtarza - w sukni ślubnej, upiętych włosach i makijażu. Savannah na początku niechętnie odpowiada na pytania, które zadawał jej Austin, lecz potem szybko ,,rozkręca się” i opowiada swoją historię jak się tu znalazła. Koniec końców oboje wyruszają w podróż po wszystkich stanach w Ameryce. Jednak nasuwa się zasadnicze pytanie - czy wybuchowy charakter Austina nie doprowadzi Savannah do szału? A może jednak dziewczyna stwierdzi, że jest to zły pomysł zabierając go ze sobą? Książki dzielimy na przeróżne kategorie. Jedni według przypisanych im gatunków, a drudzy wymyślają własne. I ja zdecydowanie zaliczam się do tej drugiej grupy. Ptaki były książką, która skłania do refleksji nad swoim życiem. Nawet krótkie dialogi pomiędzy bohaterami mogły być interpretowane na przeróżne sposoby. Trudno napisać taką książkę, więc jestem niezwykle dumna z Marty, że udało jej się stworzyć takie arcydzieło. Ja podzieliłam tą książkę na trzy części. Można powiedzieć, że na wstęp, rozwinięcie i zakończenie tak jak w rozprawce. Łatwiej było mi zrozumieć i bohaterów, i cały świat, który ich otaczał. Fabuła Ptaków rozkręcała się w normalnym tempie. Ani nie za szybkim, ani nie za wolnym. Oprócz ostatnich kilkudziesięciu stron. O. Mój. Boże. Chyba nigdy się nie przyzwyczaję do tego jak Marta potrafi zaskakiwać czytelników. Ile tam było emocji… Nie jestem w stanie tego opisać, ale uwierzcie mi na słowo 🙏. Podobała mi się postać Savannah. Ona dużo myśli. Nie chce, aby drugiemu człowiekowi stała się krzywda. Znalazłam w niej wiele cech, które i ja posiadam, więc myślę, że bym się z nią dogadała. Od początku wiedziałam, że Austin jest idealnym kandydatem na męża (I TO DOSŁOWNIE). On był totalnym przeciwieństwem Savannah. Energiczny, optymistyczny i romantyczny człowiek. Ale za takimi osobami zawsze kryje się druga strona, prawda? Tak też było w tym przypadku. Austin był dopełnieniem dla Savannah, a ona była dla niego. I to była jedna z przyczyn, dlaczego ich polubiłam. ,,Ptaki, które śpiewają nocą” to opowieść z dużą ilością wspomnień, śmiesznych i uczuciowych momentów, ale także tych co uderzą w was mocniej. Sprawią, że zatracicie się w swoich myślach, czy na pewno to co zrobiliście jest prawidłowe i nie krzywdzicie drugiego człowieka 🤍