ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Redemption of Sins

𐙚 Podeszłam do tej książki z pozytywnym nastawieniem, zwłaszcza że główny bohater jest żołnierzem, a ja bardzo lubię tę tematykę. Niestety, jedynym uczuciem, które towarzyszyło mi po zakończeniu lektury, była ulga, bo na prawdę męczyłam się podczas czytania. 𐙚 Pierwszym elementem, który wprowadził mnie w chaos, było wprowadzenie zbyt wielu bohaterów pobocznych. Nie byłam w stanie zapamiętać ich imion, zwłaszcza że były one do siebie bardzo podobne. 𐙚 Zwróciłam również uwagę na błędy logiczne, które pojawiły się w książce. Musiałam co chwilę wracać do danej strony i ponownie czytać konkretne sytuacje, ponieważ nie łączyły się one z tym, co zostało wcześniej przedstawione. Na przykład bohater najpierw jedzie po jedzenie do McDrive’a, a stronę później informuje kobietę, że ma dla niej chińszczyznę. 𐙚 Miałam wrażenie, że fabuła w ogóle nie posuwa się do przodu. Owszem, relacja między głównymi bohaterami na nowo się rozwijała, ale co chwilę poruszane były te same tematy, które zostały już wcześniej wyjaśnione, przez co czułam déjà vu. Czułam, że czytam te same sytuacje tylko z dwóch różnych perspektyw. Przykładem takiej sytuacji było poinformowanie bliskich o ich przeszłości. 𐙚 Przez te niedociągnięcia miałam wrażenie, że inne wątki, które mogłyby mieć szansę na ciekawe rozwinięcie, zostały potraktowane powierzchownie lub urwane. Od razu przychodzi mi na myśl wątek dotyczący byłego chłopaka głównej bohaterki i całej sytuacji z nim związanej (nie chcę spoilerować). 𐙚 Kiara i Killian byli w porządku, a sceny z nimi, gdy byli sami, naprawdę stanowiły pozytywny element. Może nie wzbudzili we mnie większych emocji, ale też nie irytowali swoim zachowaniem. 𐙚 Jedynym wątkiem, który zapadł mi w pamięć i który uważam za najlepszy w tej książce, jest zdecydowanie Skye oraz wszystko, co związane z pracą Kiary. To ciekawe rozwiązanie stanowi zdecydowany plus tej historii, a szczerze mówiąc, był to jedyny moment, który naprawdę mnie poruszył i zapadł w pamięć. 𐙚 Nie da się ukryć, że nie stałam się fanką tej pozycji, ale być może ktoś z was znajdzie w tej historii coś dla siebie.

heria_czyta Goclon Oliwia

Regret Me Not

Cove i Cal dwa lata wcześniej wzięli spontaniczny ślub w Las Vegas, po czym każde z nich wróciło do swojego życia. Kiedy jednak ich drogi ponownie się krzyżują, Cal proponuje Cove pewien układ, który wymaga od nich udawania szczęśliwego małżeństwa podczas rodzinnego wyjazdu na Alaskę. Problem w tym, że granica między udawaniem a prawdziwymi uczuciami zaczyna się coraz bardziej zacierać. Bardzo lubię romanse z motywem małżeństwa z przypadku i tutaj ten wątek naprawdę mi się podobał. Od początku byłam ciekawa, jak potoczy się relacja Cove i Cala, bo już przy pierwszych wspólnych scenach było widać, że coś między nimi jest. Najbardziej kupiło mnie jednak to, jak różni byli ci bohaterowie. Cove jest żywiołowa, impulsywna i często działa pod wpływem chwili, a Cal to jej kompletne przeciwieństwo. Właśnie dzięki temu ich wspólne sceny wypadały idealnie. Ich rozmowy były zabawne, momentami urocze, a czasem po prostu wywoływały uśmiech. Cal zdecydowanie skradł moje serce. To jeden z tych bohaterów, którzy nie muszą być przesadnie idealni, żeby ich polubić. Podobało mi się, jak troszczył się o Cove i jak cierpliwy był wobec niej. Nie był typowym książkowym bad boyem i chyba właśnie dlatego tak dobrze się go czytało. Z kolei Cove wnosiła do tej historii mnóstwo energii i sprawiała, że przez całą książkę coś się działo. Ogromnym plusem był dla mnie klimat Alaski. Bardzo lubię, kiedy miejsce akcji jest czymś więcej niż tylko tłem, a tutaj naprawdę czułam ten klimat. Zaśnieżone krajobrazy, rodzinna atmosfera i wspólnie spędzany czas sprawiły, że czytało mi się tę historię jeszcze przyjemniej. Podobało mi się też to, że książka nie skupiała się wyłącznie na romansie. Ważną rolę odgrywały tutaj relacje rodzinne i poczucie bliskości między bohaterami. Dzięki temu historia miała w sobie dużo ciepła i nie opierała się tylko na romantycznych momentach. To jedna z tych książek, które czyta się bardzo lekko. Ciągle miałam ochotę przeczytać jeszcze jeden rozdział, a potem kolejny. Bawiłam się przy niej świetnie, kilka razy się uśmiechnęłam i przez cały czas kibicowałam głównym bohaterom. Jeśli ktoś lubi romantyczne historie z dużą dawką chemii między bohaterami, świetnymi dialogami i przyjemnym klimatem, to zdecydowanie warto dać tej książce szansę.

booksbygosiach Chmielewska Małgorzata

Suma wszystkich strat. Jak ukształtowało cię dzieciństwo

Suma wszystkich rozczarowań, czyli jak Anna Paluszak zamknęła mnie w szufladzie Miałam nadzieję na błyskotliwą analizę mechanizmów, które nami rządzą, a dostałam zestaw „zadań domowych” z psychologii w wydaniu, które sprawia, że najchętniej wróciłabym do prasowania, mimo że szczerze nienawidzę tej czynności. Anna Paluszak w swojej książce Suma wszystkich strat (Wydawnictwo Sensus) bierze na warsztat nasze dzieciństwo i próbuje nas przekonać, że to, co nazywamy własnym charakterem, jest w rzeczywistości jedynie sumą wyuczonych strategii przetrwania, które wykształciły się lata temu w odpowiedzi na warunki, w jakich dorastaliśmy. Biorąc do ręki egzemplarz od razu w oczy rzuca się okładka utrzymana w odcieniach zieleni, niestety, na tym kończą się powody do wizualnego świętowania. Autorka serwuje nam intensywny, wręcz przytłaczający kurs „pracy z przeszłością”. Całość opiera się na analizie tzw. „stylów charakteru”, gdzie każdy z nich ma swoje precyzyjnie przypisane warunki powstania w dzieciństwie oraz specyficzne mocne i słabe strony. Paluszak prowadzi czytelnika przez zestaw quizów i ćwiczeń - zarówno do samodzielnej pracy, jak i do wykonywania w parze - które mają na celu zidentyfikowanie, ile danego stylu w nas drzemie. I tu pojawia się mój największy problem z tą pozycją. Dla kogoś, kto traktuje wycieczki do własnego dzieciństwa jak wizytę u dentysty bez znieczulenia, jest to droga przez mękę. Zamiast oferować bezpieczną przestrzeń na swobodną refleksję, autorka konsekwentnie zamyka czytelnika w gorsecie teorii. Książka opiera się na sztywnym szufladkowaniu: jeśli nie radzisz sobie z prośbą o pomoc, nie potrafisz okazywać słabości albo panicznie boisz się odrzucenia, książka błyskawicznie znajdzie odpowiednią „etykietę” dla Twoich mechanizmów. Pauli’s fuse: Oczywiście, pewnie zaraz znajdzie się stado fanek, które napiszą w komentarzach, że „ta książka zmieniła ich życie” i „otworzyła oczy”. Jasne, dziewczyny. Jeśli Waszym marzeniem jest definiowanie się przez to, co działo się, gdy miałyście pięć lat i wypełnianie kwestionariuszy przy porannej kawie zamiast spokojnego czytania, to bawcie się dobrze. Ja jednak wolę definicje, które buduję sobie sama, w oparciu o to, kim jestem teraz, a nie te wycięte z poradnika dla „zagubionych dorosłych”. Czy ta książka komukolwiek pomoże? Pewnie tak. Jeśli lubicie zagłębiać się w zakamarki własnej traumy, uważacie, że każde Wasze dorosłe potknięcie ma źródło w przedszkolu i czujecie ogromną potrzebę bycia przypisaną do konkretnego modelu „mechanizmu przetrwania”, Suma wszystkich strat będzie dla Was idealnym przewodnikiem. Dla mnie jednak ta pozycja okazała się jedynie dowodem na to, że czasami najlepiej jest po prostu zostawić przeszłość w spokoju i nie dać się zamknąć w żadnej psychologicznej szufladzie. Nawet jeśli szuflada ma przyjemny, kojący, zielony kolor okładki, wciąż pozostaje ciasnym, ograniczającym pudełkiem, w którym nie ma miejsca na oddech i autentyczną spontaniczność. Może lepiej wydać te pieniądze na kawę z przyjaciółką albo nową włóczkę na chustę? Efekt terapeutyczny będzie zdecydowanie szybszy, a na pewno mniej nużący niż przerabianie po raz kolejny tego samego, dziecięcego bagażu. Zdecydowanie wolę podróż w przeszłość i dzieciństwo pod okiem profesjonalisty - jeśli oczywiście komukolwiek udałoby się mnie do tego nakłonić, a uwierzcie, nie jest to łatwa sprawa.

paulapisze.pl Hoppe-Golebiewska Paulina

W jego rękach. Iluzja

✨📖 RECENZJA 📖✨ „W jego rękach. Iluzja” autorstwa Kathleen Bennett to romans mafijny oparty na popularnym motywie „boss i niewinna dziewczyna”, w którym niebezpieczeństwo, tajemnice i silne emocje przeplatają się z rodzącym się uczuciem. To historia skierowana przede wszystkim do czytelników lubiących mroczne romanse, wyrazistych bohaterów oraz relacje rozwijające się w cieniu przestępczego świata. Dwudziestodwuletnia Ayleen Richardson znajduje się w dramatycznej sytuacji życiowej. Jej matka zmaga się z nowotworem, a koszty leczenia stale rosną. Dziewczyna pracuje w pizzerii, jednak zarobki nie wystarczają na pokrycie wszystkich wydatków. Kiedy bratowa Nadine proponuje jej dobrze płatną posadę sekretarki u wpływowego biznesmena, Ayleen decyduje się przyjąć ofertę. Szybko okazuje się jednak, że nowy pracodawca nie jest zwyczajnym przedsiębiorcą. Collin Steward to bezwzględny mafijny boss, człowiek budzący strach i respekt. Ayleen trafia do świata pełnego przemocy, sekretów i niebezpiecznych zależności. Z czasem odkrywa, że wiele rzeczy nie jest tym, czym się wydaje, a osoba, której najbardziej się obawia, zaczyna ją coraz bardziej fascynować. Granica między prawdą a iluzją zaciera się z każdym kolejnym dniem, a Ayleen musi zdecydować, komu może zaufać i jaką cenę jest gotowa zapłacić za bezpieczeństwo swoje i swojej rodziny. „W jego rękach. Iluzja” to wciągający romans mafijny, w którym niebezpieczeństwo, tajemnice i emocje tworzą mieszankę trudną do odłożenia. Historia pokazuje, że czasem to, czego boimy się najbardziej, może całkowicie odmienić nasze życie. Dynamiczna akcja, napięcie między bohaterami oraz liczne sekrety sprawiają, że książkę czyta się z dużym zainteresowaniem. Idealna propozycja dla fanów mrocznych romansów i motywu mafijnego bossa. ⭐ #bookstagram #recenzjaksiążki #romansmafijny #wjegorękachiluzja #kathleenbennett

basik_czyta Koleczko Barbara

Yamal. Najlepsi piłkarze świata

Ten nastolatek w sportowym świecie wyróżnia się swoim talentem. Ale jak zaczęła się jego piłkarska przygoda? Pierwszym klubem, do którego trafił, była La Torreta. To tam został zauważony i zanim skończył 7 lat podpisał umowę z akademią Barcelony. Swój dom rodzinny opuścił już w wieku 12 lat, aby zamieszkać w internecie La Masia. Z racji młodego wieku przygotowania do Euro 2024 łączył ze zdalną edukacją. Nigdy nie zapomniał o miejscu, w którym dorastał. Jego cieszynka po strzelonym golu to ułożenie dłoni w cyfrę 304. Jest to część kodu pocztowego Rocafondy - biednej dzielncy, w której się wychował. W książce możemy prześledzić przebieg najważniejszych meczów w karierze tego piłkarza (w tym drogę do zwycięstwa Hiszpanii podczas Euro 2024). Osobiście po tej lekturze czuję lekki niedosyt. Przytoczone fakty z życia prywatnego tego zawodnika FC Barcelony są bardzo okrojone. Chciałoby się poznać go bardziej od tej niefutbolowej strony. Lektura jest podzielona na krótkie rozdziały. Na końcu mamy zebrane ważne informacje z piłkarskiej kariery Yamala oraz test wiedzy.

biblioteka.maluszka Kosiorowska Katarzyna