Recenzje
Akademia piłkarska #1. Gra się zaczyna
Czym jest sukces? Co o nim świadczy? Czy jest to osiągnięcie celu, a może droga, którą trzeba przejść? A może jesteśmy w stanie osiągnąć sukces nie docierając do tego miejsca, do którego zamierzaliśmy dojść? Leo to dwunastoletni chłopiec, miłośnik piłki nożnej, czołowy gracz lokalnej drużyny futbolowej. Mieszka z tatą, młodszą siostrą i jaszczurką o imieniu Messi. Chłopiec ma wiele marzeń, ale nie podejrzewa, że jedno z nich tak szybko się ziści. Zostaje wypatrzony przez skauta jednej z drużyn Premier League i pomimo trudności trafia na letnią akademię piłkarską do Londynu. To spełnienie marzeń chłopca, który jednak dosyć szybko zderza się z rzeczywistością. Gwiazda lokalnej drużyny, wśród najlepszych z całego świata, zaczyna wątpić w swoje umiejętności. I tu zaczyna się walka - przede wszystkim o siebie i o jak najdłuższe utrzymanie się w drużynie. Stawka jest wysoka - spośród wszystkich uczestników, zaledwie jedenastu zostanie w Londynie. Czy Leo będzie do nich należał? Tego Wam nie zdradzę! Powiem Wam za to, że książka bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. I choć nie jestem fanką piłki nożnej, to ani przez chwilę nie czułam przesycenia piłkarską terminologią. Autor wykreował świetnych bohaterów i stworzył pełną akcji historię, od której ciężko było mi się oderwać. Jednak nie to mnie urzekło w tej opowieści. "Gra się zaczyna" to przede wszystkim historia o marzeniach, determinacji, wytrwałości, walce z przeciwnościami i własnymi słabościami. T. Z. Layton pokazał jak wiele trzeba wysiłku, pracy, poświęceń, a nawet bólu, żeby dążyć do celu, który i tak nie zawsze uda się osiągnąć. Ta lektura to świetna lekcja, która przypomina, że w życiu nie zawsze wszystko się udaje. A postać Leo pokaże młodym czytelnikom, że warto walczyć do samego końca, choć zakończenie tej historii okaże się inne niż można by się spodziewać :)
Dziennik Nel
Do wesela się zagoi
Q: Jaka była Twoja pierwsza myśl po przebudzeniu? Ta historia otula jak ciepły koc w środku zimy - spokojna, miękka, a jednocześnie pełna emocji, które rozgrzewają od środka. Relacja Sutton i Hugh zaczyna się od chłodu i dystansu, ale z każdą kolejną stroną coś zaczyna się między nimi zmieniać. Ona - żywiołowa, trochę chaotyczna, niosąca na barkach więcej, niż powinna. On - wycofany, uporządkowany, zamknięty w swoim świecie. Dwa przeciwieństwa, które w zimowej scenerii powoli uczą się siebie nawzajem. „Do wesela się zagoi” to jednak coś więcej niż tylko romantyczna historia. To opowieść o zaufaniu, o tym, jak trudno jest wpuścić kogoś do swojego świata, kiedy życie nauczyło cię radzić sobie samemu. O tym, że miłość nie zawsze pojawia się w idealnym momencie. Czasem przychodzi wtedy, gdy jesteśmy zmęczeni, zagubieni i zupełnie niegotowi, by ją dostrzec. I właśnie to sprawia, że ta historia jest tak bardzo prawdziwa i bliska. Styl autorki pozostaje lekki i naturalny. Dialogi brzmią swobodnie, relacje między bohaterami rozwijają się płynnie, a humor pojawia się dokładnie tam, gdzie trzeba - przełamując bardziej emocjonalne momenty. Książkę czyta się szybko, niemal jednym tchem, ale zostawia po sobie coś więcej niż tylko chwilową przyjemność. To ciepło, które zostaje na dłużej i sprawia, że chce się wracać myślami do tej historii. Najbardziej poruszyło mnie to, jak bardzo ta opowieść jest życiowa. To nie tylko romans, ale też historia o odpowiedzialności, zmęczeniu codziennością, lęku przed kolejnym rozczarowaniem i ogromnej potrzebie bycia dla kogoś ważnym. Może nie jest idealna, może momentami przewidywalna, ale ma w sobie coś niezwykle autentycznego. A na koniec - naprawdę liczę na historię Prestona. Czuję, że Autorka zostawiła tu przestrzeń na jego losy i może zobaczymy jak miłość wpływa na jego działania.
Blade. Canmore #1
𝐁𝐥𝐚𝐝𝐞 - 𝐌𝐚𝐫𝐭𝐲𝐧𝐚 𝐌𝐢𝐭𝐫𝐨𝐰𝐬𝐤𝐚 [𝐰𝐬𝐩𝐨́𝐥𝐩𝐫𝐚𝐜𝐚 𝐫𝐞𝐤𝐥𝐚𝐦𝐨𝐰𝐚] 𝐨𝐜𝐞𝐧𝐚: ∞/5✩ 𝐤𝐚𝐭𝐞𝐠𝐨𝐫𝐢𝐚 𝐰𝐢𝐞𝐤𝐨𝐰𝐚: 16+ Są takie książki, które kupuje się impulsywnie - przez jeden cytat albo krótki fragment, bez czytania opisu. Takie, które trafiają prosto w serce. Dokładnie tak było u mnie z „Blade" i mogę śmiało powiedzieć, że jest to jedna z lepszych historii jakie miałam okazję przeczytać. Historia o dziewczynie, która budowała wokół siebie mury, i o chłopaku, który cierpliwie je burzył. Maeve była dobra w ukrywaniu siniaków, ale nie emocji. Zachodnia Kanada, turystyczne miasteczko, a w nim liceum Canmore, któremu sławę przynosi drużyna hokejowa i reprezentacja łyżwiarzy figurowych. Siedemnastoletnia Maeve LeBlanc, która zrobi wszystko, by pozostać w cieniu swoich tajemnic. Regularnie padająca ofiarą frustracji ojca i pragnąca uchronić przed złem całego świata swojego chorego brata nawet nie zauważa, kiedy wpuszcza do swojego życia kogoś zupełnie obcego. Kogoś, dla kogo po raz pierwszy będzie miała szansę stać się całym światem. Rzeczywistość, w której nikt nie jest tym, za kogo się podaje. Gdzie główną rolę odgrywają pozory, maski i kłamstwa. Gdzie duchy przeszłości przychodzą bez zaproszenia, a traumy sprzed lat wracają bez zapowiedzi. Historię Maeve i Fane'a miałam okazję poznać na Wattpadzie i już wtedy skradła moje serce. W wersji papierowej emocje uderzają jednak jeszcze mocniej. Styl autorki jest lekki i płynny, dzięki czemu książkę czyta się szybko, a fabuła wciąga tak bardzo, że trudno się od niej oderwać. Ogromnym atutem są dla mnie motywy łyżwiarstwa figurowego i hokeju, które nadają historii wyjątkowego klimatu i dynamiki. „Blade" to historia o bólu, nadziei, miłości, traumie i odwadze, by w końcu pozwolić komuś zobaczyć swoje prawdziwe oblicze. To książka, przy której można się wzruszyć, ale też poczuć, jak serce łamie się na kawałki. Z niecierpliwością czekam na drugi tom tej historii, bo po takim zakończeniu nie da się przejść obojętnie.
Do wesela się zagoi
Sutton i Hugh poznają się na imprezie sylwestrowej, tego spotkania nie można uznać za dobrego, gdyż wkrada się tam dużo niechęci. Wszystko się zaczyna zmieniać, gdy mężczyzna nocuje w domu młodej kobiety, i wraz z nią zajmuje się przygotowywaniem ślubu ich najlepszych przyjaciół. Uwielbiam pióro autorki, jej książki są dla mnie zawsze miejscem pełnym komfortu i bohaterów, których nie da się nie lubić. W tym przypadku całe show skradła mała Susie, które oczarowała mnie swoją miłością do dinozaurów, zrozumiem spraw dorosłych ale i otwartością, bo to ona zbliżyła do siebie bohaterów w dużym stopniu. Hugh wycofał się z życia wśród innych, chaos i dźwięki nie pasowały do jego stylu bycia, lecz zbliżenie się do dziewczyn i spędzanie z nimi czasu w domu zmieniło jego przyzwyczajenia, a zamieszanie i dom pełen radości stał się miejscem, którego nie zamierzał opuszczać. Sutton jest ciocią Susie, którą zaadoptowała, gdyż jej biologiczna matka nawaliła. Na jej barkach spoczywa duży ciężar, gdyż jej rodzice kwestionują każdą jej decyzję, obwiniają za wiele rzeczy. Kobieta jest cudowną i wyrozumiałą matką dla małej, stawia jej dobro ponad swoje, pozwala się cieszyć życiem. Pojawienie się Hugh w jej życiu sprawia, że w końcu może się na kimś oprzeć i zostać zaopiekowaną, co jest rozczulające. Więź, która na przestrzeni książki wytwarza się pomiędzy Hugh i Su skradła mi serce, dziewczynka szybko przebiła mury gbura, który dbał o nią, słuchał jej, oprawiał sobie jej obrazki i zatrzymywał naklejki dinozaurów, które mu dawała. Przez tę książkę się płynie, jej czytanie było czystą przyjemnością, a najgorszym momentem było zbliżanie się do końca i rozstania z tymi bohaterami, uwielbiam klimat społeczności i tego jak przyjęli do siebie Hugh, który idealnie dopełnił Sutton i Susie.