Recenzje
Ciało mówi, umysł słucha. Nowa droga do wolności od przewlekłego bólu i niepokoju
„Ciało mówi, umysł słucha” to książka, która zostaje w głowie na dłużej. I to nie dlatego, że jest „ładnie napisana”, tylko dlatego, że zmienia sposób patrzenia na siebie i swoje ciało. Autorka pokazuje coś, co intuicyjnie wielu z nas czuje, ale rzadko potrafi nazwać - że nasze ciało nie działa w oderwaniu od emocji. Że napięcia, ból czy różne dolegliwości często są czymś więcej niż tylko „problemem fizycznym”. To sygnały. Największą wartością tej książki jest dla mnie to, jak łączy wiedzę naukową z praktyką. Nie ma tu lania wody ani pustych haseł. Są konkretne przykłady, historie i wyjaśnienia, które sprawiają, że zaczynasz rozumieć, skąd mogą brać się pewne reakcje organizmu. To też nie jest książka, która daje jedną prostą odpowiedź na wszystko. Raczej uczy uważności i zachęca do przyjrzenia się sobie głębiej - swoim emocjom, schematom i temu, co ciało próbuje nam powiedzieć. Czyta się ją dobrze, ale to nie jest lekka lektura na jeden wieczór. To raczej książka, przy której warto się zatrzymać, pomyśleć i czasem wrócić do fragmentu drugi raz. Dla mnie to była bardzo wartościowa pozycja. Taka, która porządkuje pewne rzeczy w głowie i daje nowe spojrzenie na relację ciało-umysł. Jeśli ktoś chce lepiej zrozumieć siebie, to naprawdę dobra droga. Polecam
Do wesela się zagoi
Mój zachwyt nad książkami Pani Skrzydlewskiej już w ogóle mnie nie dziwi. Porozmawiajmy. Oficjalnie mogę powiedzieć, że Ludka Skrzydlewska tworzy romanse, które nie zawodzą. Umieszcza w nich lekkość, cudowne więzi i nieoczywiste połączenia charakterów, a co najważniejsze naturalnie wplata w historię trudny społecznie temat, empatycznie go opowiadając. Sutton poznaje Hugh w noc sylwestrową dość niefortunnie i w stroju dinozaura. Nie przypadają sobie do gustu, ale to nie stanowi problemu dla towarzyskiej Susie - adopcyjnej córki Sutton. Szybko okazuje się, że pierwsze spotkanie to dopiero początek, ponieważ ta dwójka ma zorganizować wesele swoich przyjaciół. Sutton i Hugh to ogień i woda, zorganizowanie i chaos, a przy tym ogromne uczucia i piękne emocje. Cała trójka, bo Susie jest równie ważna, buduje wspaniałą historię, rodzinę i obraz niezachwianego wsparcia. Znajdziesz tutaj wszystko to, co możesz sobie wymarzyć w słodkim, uroczym romansie. Przepiękne chwile przeplecione z przeciwnościami losu, walkę o bliskich, wspierających przyjaciół i sporo dinozaurów. Ode mnie bezapelacyjne 5 gwiazdek w pięciostopniowej skali. Mam nadzieję, że Ty też poznasz Susie, Sutton i Hugh i zachwycisz się ich historią tak mocno, jak ja.
Zaburzenia lękowe. Jak naturalnie przywrócić spokój i harmonię
Krótko, zwięźle i konkretnie - tak można opisać tę książkę o zaburzeniach lękowych. To pozycja dla każdego, kto chce zrozumieć, jak powstaje lęk, kto ma predyspozycje, jakie ma formy oraz czym różni się od depresji. Autorka przedstawia te zagadnienia w przystępny sposób, bez zbędnego rozwlekania. Całość opiera się na krótkich rozdziałach, które przekazują maksimum treści w minimalnej liczbie słów - dzięki temu książka sprawdzi się także u osób, którym trudno jest długo utrzymać uwagę przy lekturze. To nie tylko teoria, ale przede wszystkim praktyczny zbiór strategii wsparcia dla osób mierzących się z lękiem. Znajdziemy tu m.in.: podejścia terapeutyczne, techniki relaksacyjne (np. ćwiczenia oddechowe, dotyk, aromaterapia, gry planszowe, koncepcję blue mind i pracę z żywiołami - ogień, woda.), wskazówki dotyczące diety, suplementacji, ziół i adaptogenów. Ciekawostki - jak choćby wpływ cynamonu na stabilizację poziomu cukru i pośrednio na osłabienie czy nerwowość - dodatkowo wzbogacają całość. Dużym atutem jest to, że wszystko oparte jest na badaniach, a jednocześnie podane w bardzo przystępnej formie. Uwielbiam pozycje, które zawierają ćwiczenia, które pomagają utrwalić wiedzę i przełożyć ją na codzienną praktykę. A tu je znajdziecie ;)
Piekielne miejsce
Są takie książki, które zaczynają się jak obietnica terapii: cisza, natura, nowe życie, oddech. I są takie, które już na pierwszych stronach powinny mieć dopisek: „jeśli wierzysz w spokój, to lepiej usiądź”. „Piekielne miejsce” Anny Wolf należy do tej drugiej kategorii - i robi to z uśmiechem kogoś, kto doskonale wie, że zaraz rozwali ci emocje jak domek z kart. Bo tak, Samantha Baker robi to, co każda rozsądna kobieta po serii życiowych katastrof: pakuje walizki, odcina się od FBI, przeszłości, błędów i emocjonalnego bagna, które ciągnie się za nią jak cień po nieudanej relacji. Montana ma być jej resetem. Nowym początkiem. Tlenem. Tylko że w świecie Anny Wolf „nowy początek” to bardzo eleganckie określenie na „zaraz zacznie się coś jeszcze gorszego”. Na początku jest prawie sielankowo. Cisza, przestrzeń, konie, małe miasteczko, które wygląda jak miejsce, gdzie największym problemem powinno być to, że ktoś źle zaparkował pick-upa. I właśnie wtedy włącza mi się lampka ostrzegawcza: skoro jest tak spokojnie, to znaczy, że zaraz ktoś tu odpali emocjonalną bombę. I nie myliłam się ani trochę. Bo „Piekielne miejsce” to nie jest historia o ucieczce. To historia o tym, że przeszłość ma wyjątkowy talent do znajdowania ludzi, którzy bardzo chcą się zgubić. Samantha może zmienić adres, stan i całe otoczenie, ale nie zmieni faktu, że w środku nadal nosi wszystko to, przed czym próbuje uciec. A to „wszystko” ma imię, twarz i - niestety - bardzo dobry timing. Patrick. Ten człowiek to osobna kategoria problemów. To nie jest bohater, którego się „lubi”. To jest bohater, którego się analizuje, przeklina, a potem i tak czyta dalej, bo coś w nim działa jak emocjonalny narkotyk. Ich relacja z Sam to nie jest romans - to pole minowe, na którym każde słowo może być detonatorem. Przyciąganie i odpychanie? To brzmi zbyt delikatnie. Oni się orbitują, zderzają i rozwalają sobie nawzajem spokój z chirurgiczną precyzją. I najlepsze jest to, że to działa. Bo Wolf ma tę bezczelną umiejętność pisania relacji, które są jednocześnie toksyczne i magnetyczne. Takie, na które patrzysz i myślisz: „nie, absolutnie nie”, a po trzech stronach: „okej, ale jeszcze chwilę”. I zanim się zorientujesz, jesteś po uszy w tej historii, kibicując ludziom, którzy powinni najpierw iść na terapię, a dopiero potem do siebie. Ale żeby nie było - to nie jest tylko romans z problemami. To jest historia, która ma w sobie coś znacznie cięższego. Duszny klimat, napięcie, które wisi w powietrzu jak burza przed uderzeniem, i to nieustanne poczucie, że coś jest nie tak. Że to miasteczko nie jest tak niewinne, jak wygląda. Że ludzie wiedzą więcej, niż mówią. A przeszłość Sam nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa - ona dopiero się rozkręca. Wątek kryminalny wchodzi tu cicho, ale robi dokładnie to, co powinien: rozwala poczucie bezpieczeństwa. I nagle okazuje się, że to, co miało być ucieczką, jest tylko kolejnym etapem gry, w której stawką jest coś znacznie większego niż spokój ducha. Styl Anny Wolf? Dalej ten sam, który uzależnia. Lekki, dynamiczny, z dialogami, które mają więcej napięcia niż niejedna scena akcji. To ten typ pisania, przez który mówisz „jeszcze jeden rozdział”, a potem orientujesz się, że właśnie zaczynasz kolejny. I kolejny. I jeszcze jeden, bo przecież teraz to już nie możesz przerwać. I humor - czarny, złośliwy, momentami wręcz bezczelny. Taki, który pojawia się dokładnie wtedy, kiedy sytuacja powinna być śmiertelnie poważna. I właśnie dlatego działa. Bo życie też tak wygląda - najpierw dramat, potem śmiech, a na końcu zdanie: „serio, to się właśnie wydarzyło?”. Samantha to bohaterka, która nie jest idealna - i dzięki temu jest świetna. Popełnia błędy, podejmuje decyzje, które potrafią doprowadzić do szału, ale jednocześnie ma w sobie coś, co sprawia, że chcesz dla niej dobrze. Nawet jeśli ona sama robi wszystko, żeby to „dobrze” skutecznie sabotować. A zakończenie? Powiedzmy sobie szczerze - Anna Wolf nie jest typem autorki, która daje czytelnikowi spokojnie zamknąć książkę i iść spać. Ona raczej rzuca cię w ścianę emocji i mówi: „radź sobie”. I ty siedzisz, patrzysz w sufit i zastanawiasz się, czy możesz się jeszcze na nią obrazić, skoro i tak wiesz, że przeczytasz wszystko, co napisze. „Piekielne miejsce” to książka, która udaje, że daje oddech, a tak naprawdę tylko sprawdza, jak długo wytrzymasz bez powietrza. To historia o ucieczce, która nigdy nie jest ucieczką, o uczuciach, które nie znają granic i o tym, że czasem największym zagrożeniem nie są ludzie z przeszłości… tylko ci, których nie potrafisz z niej wyrzucić. Jeśli więc liczysz na spokój - nie tutaj. Ale jeśli masz ochotę na emocjonalny chaos, napięcie, które wchodzi pod skórę, i historię, która zostawia cię z myślą „co ja właśnie przeczytałam i czemu było to takie dobre?” - to witaj. W piekielnym miejscu. Zaskakująco ciężko się z niego wychodzi.
Suma wszystkich strat. Jak ukształtowało cię dzieciństwo
„Suma wszystkich strat...” to pozycja, z której dowiadujemy się o wpływie doświadczeń z dzieciństwa na nasze dorosłe życie i relacje oraz poznajemy więź między ciałem i emocjami a tworzeniem się mechanizmów obronnych. „Twój charakter to nie Ty — to wyuczony w dzieciństwie sposób na przetrwanie. Odkryj, co naprawdę kryje się pod maską codziennych zachowań”. Książka została podzielona na część teoretyczną i praktyczną. Na początku mamy opisy siedmiu stylów wraz z przykładami, jak wygląda życie osoby reprezentującej dany styl. Ta część książki bardzo mi się podobała, bo charakterystyki pomagały lepiej zrozumieć, jak konkretna osoba funkcjonuje w różnych sytuacjach. W każdym rozdziale poznajemy, zarówno mocne, jak i słabe strony osoby reprezentującej dany typ charakteru oraz potencjał, który może w sobie odkryć. Na końcu każdego rozdziału znajduje się quiz z komentarzem do jego wyników, dzięki któremu możemy sprawdzić, w jakim stopniu odnajdujemy się w danym stylu. To nie jedyne ćwiczenie zawarte w tej książce, ale według mnie najciekawsze. Autorka poświęciła wiele miejsca ćwiczeniom dostosowanym do poszczególnego stylu, których jest całkiem sporo. Wśród nich znalazłam kilka interesujących, a niektóre nie przypadły mi do gustu. Warto wybrać te ćwiczenia, które nas zainteresują, myślę, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie. Dzięki połączeniu teorii z praktyką książka jest bardziej wartościowa, gdyż poza uświadomieniem pewnych rzeczy pomaga pracować nad sobą bez oceniania i wpędzania w poczucie bycia gorszym. Analizując wszystkie style zawarte w tej książce, odnalazłam w sobie połączenie kilku z nich. Najbardziej pasuje do mnie styl myśliciela, ale łącze w sobie również cechy z kilku innych stylów i jest to normalne. Autorka wspomina, że najczęściej właśnie jesteśmy połączeniem kilku stylów. To moja druga książka od tej autorki i nie żałuję, że po nią sięgnęłam, bo była jeszcze lepsza niż poprzednia. Pani Anna pisze ciekawie, bez oceniania i przekazuje wartościowe informacje, o których jeszcze nigdzie indziej nie czytałam. Książka będzie idealna dla osób zainteresowanych psychologią, takich jak ja, a także tych, którzy chcą lepiej poznać samych siebie, zrozumieć emocje i schematy działania w życiu codziennym. Uważam, że jest to lektura warta przeczytania przez każdego, im więcej wiemy, tym bardziej świadomie postępujemy i lepiej rozumiemy siebie i innych.