ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Akademia piłkarska #1. Gra się zaczyna

 „Akademia piłkarska” to naprawdę wciągająca i bardzo przyjemna historia, szczególnie dla wszystkich młodych fanów futbolu! Poznajemy Leo - zwyczajnego chłopaka z wielkimi marzeniami, który kocha piłkę nożną całym sercem. Jego pasja jest wręcz zaraźliwa. Dzięki temu bardzo łatwo go polubić i kibicować mu w drodze do spełnienia marzeń. Motyw wyjazdu na obóz piłkarski i walki o miejsce w drużynie jest naprawdę inspirujący. Pokazuje, że za marzeniami trzeba iść, nawet jeśli nie zawsze jest łatwo. Książka porusza takie tematy jak ambicja, determinacja, wiara w siebie, ale też codzienne trudności takie jak szkoła, relacje czy zwykłe dziecięce rozterki. Dużym plusem jest lekki, humorystyczny styl - czyta się ją szybko i z uśmiechem. Leo jako narrator wypada bardzo naturalnie, momentami zabawnie, a jego przemyślenia są autentyczne i bliskie młodemu czytelnikowi. To książka, która nie tylko bawi, ale też motywuje i pokazuje, że każdy może spróbować zawalczyć o swoje marzenia, niezależnie od tego, skąd pochodzi i jaki jest. Dla fanów piłki nożnej będzie to zdecydowanie porywająca historia, pełna emocji, sportowego klimatu i marzeń o wielkiej karierze. ⚽

Reading_by_Liwia Ziółkowska Liwia

Akademia piłkarska #4. Walka o mistrzostwo

,,Akademia piłkarska #4. Walka o mistrzostwo" od @czytalisek_wydawnictwo to świetna, pełna emocji historia o marzeniach, sporcie i walce o swoje miejsce. Od pierwszych stron wciąga w świat młodych piłkarzy, gdzie liczy się nie tylko talent, ale też charakter i wytrwałość. Leo nie ma łatwo - musi zmierzyć się z silnymi rywalami, zmianami w drużynie i własnymi słabościami. Najbardziej podoba się to, że książka pokazuje prawdziwą stronę sportu. Są sukcesy, ale też stres, zwątpienie i trudne decyzje. Postać Gorana dodaje historii napięcia i sprawia, że rywalizacja staje się jeszcze ciekawsza. To nie jest tylko opowieść o meczach, ale o tym, jak radzić sobie z presją i nie poddawać się. Język jest prosty i dynamiczny, dzięki czemu czyta się bardzo szybko i z dużą przyjemnością. Finał dostarcza mnóstwo emocji i zostaje w głowie na długo. To idealna książka dla młodych fanów piłki nożnej i wszystkich, którzy lubią historie o walce i spełnianiu marzeń. [Współpraca recenzencka] #czytalisek #akademiapiłkarska #książkidladzieci #piłkanożna
Boys.books Ceregra Marta

Do wesela się zagoi

To jest dokładnie taka książka, jaką bierzesz, kiedy chcesz się trochę wyluzować, a nie myśleć o sensie życia przez trzy dni. „Do wesela się zagoi” od Ludki Skrzydlewskiej to lekka obyczajówka z romansem, ale nie taka totalnie cukierkowa raczej coś w stylu: życie daje w kość, ale jakoś się to wszystko układa. Historia kręci się wokół Sutton i Hugh. Ona trochę przytłoczona życiem i obowiązkami, on raczej zamknięty w sobie i poukładany aż za bardzo. Klasyka: dwa różne światy, które wpadają na siebie i zaczyna się coś dziać. Brzmi znajomo? No brzmi, ale to niekoniecznie minus, bo autorka ogarnia ten schemat całkiem sprawnie. Największy plus tej książki to klimat. Małe miasteczko, trochę dramatu, trochę ciepła, trochę humoru. Czyta się szybko i bez bólu i serio, można połknąć w jeden wieczór. Dialogi są naturalne, bohaterowie nie są sztuczni jak z reklamy pasty do zębów, tylko mają swoje problemy i czasem robią głupoty (czyli jak normalni ludzie). Nie ma tu jakichś wielkich plot twistów ani akcji jak w thrillerze. To raczej historia o relacjach, o tym, że każdy coś przeżył i trochę się boi kolejnego rozczarowania. Ale właśnie przez to jest to takie…życiowe. Czy coś przeszkadza? Jeśli ktoś nie lubi przewidywalnych romansów, to może trochę kręcić nosem, bo wiadomo mniej więcej, w którą stronę to idzie. Ale jeśli wchodzisz w to dla klimatu i emocji, to raczej będziesz zadowolony.
_..wyczytany.._ Dzięgielewski Sebastian

Muza rockmana

Lubię książki Penelope Ward - myślę sobie, że są idealne na odstresowanie, bo chociaż zwykle nie wbijają w fotel i nie zapadają jakoś głęboko w pamięć, to warto podkreślić, że zwykle są fenomenalnie napisane i zwykle jest jakiś plot twist, wokół którego buduje się całość fabuły. Tak było i tym razem. "Muza rockmana" opowiada o Emily, która poszukuje pewnego sensu i drogi w swoim życiu, przez co trafia na rozmowę o pracę do bycia pomocą w trasie dosyć znanego rockowego zespołu - o którym ona nie wie praktycznie nic, nawet nie jest w stanie przypomnieć sobie, jak wyglądają muzycy. I pech chce, że od razu wpada na jednego z nich... w toalecie, tuż po tym, jak ma wrażenie, że zawaliła rozmowę. Osobą, na którą wtedy wpada jest Tristan - starszy od niej o jakieś piętnaście lat - który jest głównym wokalistą i który czuje przyjemne orzeźwienie, że ktoś nie traktuje go jak wielkiej gwiazdy, a raczej jak normalnego człowieka, więc decyduje on - w sumie za rekrutera - że to właśnie Emily będzie im towarzyszyć w podróży po Ameryce. To nie tak, że od razu dochodzi do jakiegoś romansu - raczej do powolnego poznawania się. I - co pragnę z dumą podkreślić - Penelope Ward nie poszła w taki stereotyp, żeby tytułową "muzą rockmana" była właśnie Emily - ale myślę sobie, że warto ten wątek zgłębić samemu, bo jest on na tyle ciekawy i fajnie opisany, że właściwie akcja najbardziej nabiera tempa, gdy są już położone wszystkie karty na stół. Myślę sobie, że ta autorka ma fajne książki - ale uwierzcie mi, że zaczynam uważać, że motyw różnicy wieku to w przypadku "Muza rockmana" najmniejszy pikuś, jeśli chodzi o potencjalne powody, dla których Emily i Tristan nie powinni być razem: mimo chemii która ich łączy i tego, że naprawdę nie ma tu żadnej przemocy czy toksyczności (bo to mogłoby się wydawać najbardziej oczywistym red flagiem). Oj, jak odkryjecie całą prawdę, którą tu autorka przemyciła, to będziecie pod wrażeniem! Niemniej jednak dodam, że do połowy ta powieść mi się po prostu i najzwyczajniej w świecie dłużyła. Dopiero później, gdy sprawy zaczęły przybierać nietypowy obrót - bo nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek czytała takie połączenie wątków - to dynamika zrobiła się na tyle szalona, że czytałam z wypiekami na twarzy, by dowiedzieć się, jak sytuacja się dalej rozwinie i jak tam się to wszystko ułoży. Trochę narzekam na mały druk i minimalne marginesy - bo jednak nie jest to najbardziej komfortowy układ do czytania w papierze - a już definitywnie w późniejszych porach, gdy oczy są już zmęczone. Niemniej jednak sama historia przedstawiona w "Muza rockmana" wynagradza na tyle, że jeśli tylko macie ochotę na zapoznanie się z tym nietypowym romansem, to powinniście bez wątpienia dać szansę tej pozycji. Jestem ciekawa czym jeszcze zaskoczy nas ta pisarka, bo bez wątpienia będę chciała dalej sięgać po książki jej autorstwa. Mimo że znam pisarzy, których książki czyta mi się lepiej, to Penelope Ward zawsze będzie mi się kojarzyła z takim guilty pleasure i z automatyczną poprawą humoru. Podsumowując: jestem na "tak", chociaż nie jest to najlepsza książka, jaką przeczytałam w kwietniu!
Książkowir Gałęziowska Dominika

Muza rockmana

Dziś przychodzę do Was z opinią książki Penelope Ward, czyli autorki, której książki znam i lubię. Pisze ona gorące romanse i na ogół, podobają mi się jej książki. "Muza rockmana" jednak jakoś do mnie nie przemówiła. Nie wiem dlaczego, ale uważam ją za jedną z najsłabszych z dotychczas przeczytanych. I nie chodzi mi tu o motyw różnicy wieku, jaki tu znalazłam, bo on mi akurat nie przeszkadzał. Emily to dwudziestodwuletnia, która splotem różnego rodzaju okoliczności, zostaje zatrudniona, jako asystentka jednej z bardziej znanych kapel rockowych. On to Tristan, trzydziestoośmioletni wokalista grupy. Ich relacja rozwija się powoli, podczas czteromiesięcznej trasy koncertowej zespołu. Tylko czy mogą sobie na nią pozwolić? Czy są wobec całkiem szczerzy? No cóż... Mnie jakoś nie porwała ta opowieść. Momentami się nudziłam. Chyba trochę zabrakło mi tu emocji. Jakoś nie czułam tego rozwijającego się związku, nie był dla mnie prawdziwy. Jest to opowieść o trudnych przeżyciach, stracie i przeszłości, która jest bolesna i pełna ran. Ale też o chorobie i strachu przed przeszłością. Nie ma w niej zbyt wiele erotyki, co dla mnie akurat jest jej zaletą. Nie jest to zła książka, o czym świadczy pozytywne opinie, ale jak dla mnie, nie była aż taka ciekawa, jak inne książki autorki. A czy czytać czy nie, sami zdecydujcie.
W biblioteczce Renaty Kozłowska Renata