ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Akademia piłkarska #1. Gra się zaczyna

 „Akademia piłkarska” to naprawdę wciągająca i bardzo przyjemna historia, szczególnie dla wszystkich młodych fanów futbolu! Poznajemy Leo - zwyczajnego chłopaka z wielkimi marzeniami, który kocha piłkę nożną całym sercem. Jego pasja jest wręcz zaraźliwa. Dzięki temu bardzo łatwo go polubić i kibicować mu w drodze do spełnienia marzeń. Motyw wyjazdu na obóz piłkarski i walki o miejsce w drużynie jest naprawdę inspirujący. Pokazuje, że za marzeniami trzeba iść, nawet jeśli nie zawsze jest łatwo. Książka porusza takie tematy jak ambicja, determinacja, wiara w siebie, ale też codzienne trudności takie jak szkoła, relacje czy zwykłe dziecięce rozterki. Dużym plusem jest lekki, humorystyczny styl - czyta się ją szybko i z uśmiechem. Leo jako narrator wypada bardzo naturalnie, momentami zabawnie, a jego przemyślenia są autentyczne i bliskie młodemu czytelnikowi. To książka, która nie tylko bawi, ale też motywuje i pokazuje, że każdy może spróbować zawalczyć o swoje marzenia, niezależnie od tego, skąd pochodzi i jaki jest. Dla fanów piłki nożnej będzie to zdecydowanie porywająca historia, pełna emocji, sportowego klimatu i marzeń o wielkiej karierze. ⚽

Reading_by_Liwia Ziółkowska Liwia

Ciało pod kontrolą. Jak zdrowo się ruszać, mniej męczyć i dbać o swój dobrostan

Wydłuża się dziś nie tylko długość życia, lecz także - co brzmi znacznie mniej optymistycznie - czas, który wielu ludzi spędza w ograniczonej sprawności. Coraz częściej mamy do czynienia z sytuacją, w której lata zyskane dzięki postępowi medycyny nie idą w parze z jakością codziennego funkcjonowania. Ból pleców, sztywność stawów, przewlekłe zmęczenie czy brak elementarnej wydolności stają się doświadczeniem powszechnym, i to nie tylko wśród osób starszych. Nie mówiąc już oczywiście o chorobach cywilizacyjnych. Współczesny tryb życia - siedzący, pośpieszny, oderwany od naturalnego rytmu ruchu - sprawia, że ciało przestaje być sprawnym narzędziem, pozwalającym czerpać garściami z życia, a zaczyna być źródłem ograniczeń. W tym kontekście książka „Ciało pod kontrolą. Jak zdrowo się ruszać, mniej męczyć i dbać o swój dobrostan” autorstwa dr Dariusza Harmacińskiego, wpisuje się w potrzebę dbania o siebie i odpowiedzi na podstawowe pytanie: jak żyć, by zachować sprawność możliwie najdłużej. Autor tego poradnika - fizjoterapeuta, trener, wykładowca i szkoleniowiec - stawia na użyteczność lektury, która pozwala nie tylko zrozumieć swoje ciało, ale i odzyskać nad nim kontrolę. Tym samym nie jest to publikacja, którą czyta się dla samej refleksji nad swoim życiem czy intelektualnej przyjemności, lecz raczej narzędzie do pracy nad sobą. Harmaciński proponuje czytelnikowi konkret: zestawy prostych testów pozwalających ocenić własną sprawność, ćwiczenia możliwe do wykonania w warunkach domowych oraz wskazówki dotyczące codziennych nawyków. Nie ma tu miejsca na przesadnie rozbudowaną teorię - każda część podporządkowana jest praktyce. To podejście pozwala zarówno zdobyć podstawową wiedzę na temat swojego ciała, jak i podjąć pracę z nim. Książka składa się z sześciu części, z których pierwsza przybliża nam pięć filarów zdrowia (odżywianie, regeneracja, aktywność fizyczna, emocje oraz relacje), omawia siedem wzorców ruchu człowieka i pozwala spojrzeć na ciało jako system. Część druga traktuje o ruchu jako naturalnej formie ekspresji człowieka oraz o bólu, który jest sygnałem alarmowym. Część trzecia dotyczy odżywiania się i suplementacji, czwarta przyczyn obrzęków i sposobów radzenia sobie z nim, zaś piąta (najbardziej praktyczna) strategii terapeutycznych i treningowych. Szósta część omawia zasady skutecznej współpracy z pacjentem/lekarzem/trenerem i zawiera takie zagadnienia, jak komunikacja, psychologia bólu, interpretacji badań obrazowych czy wykonywania USG. Autor dużą wagę przykłada do elementów, które we współczesnej kulturze ruchu bywają lekceważone. Zamiast skupiać się wyłącznie na sile czy wyglądzie, zwraca uwagę na mobilność, zakres ruchu, prawidłowe oddychanie i postawę ciała. Podkreśla, że to właśnie te fundamenty decydują o tym, czy człowiek porusza się sprawnie i bez bólu. W jego ujęciu ruch nie jest czymś odświętnym, zarezerwowanym dla siłowni czy treningu, lecz naturalną częścią dnia - czymś, co powinno towarzyszyć pracy, odpoczynkowi i zwykłym czynnościom. Taki sposób myślenia przywraca właściwe proporcje: zamiast intensywnych, lecz krótkotrwałych zrywów proponuje systematyczność i umiar. Na uwagę zasługuje również język książki. Harmaciński pisze w sposób przystępny, unikając specjalistycznego żargonu, co czyni publikację dostępną dla szerokiego grona odbiorców. Widać tu doświadczenie autora, który potrafi przekładać wiedzę na praktyczne wskazówki bez zbędnego komplikowania przekazu. To ważna cecha, ponieważ wiele współczesnych poradników zdrowotnych cechuje albo hermetyczna terminologia, albo zbyt powierzchowne ujęcie tematu. Warto zauważyć, że Harmaciński przypomina o czymś, co przez lata było oczywiste: ciało wymaga regularnego ruchu, ale ruch ten nie musi być ani skomplikowany, ani spektakularny. Wystarczy konsekwencja i świadomość własnych ograniczeń. Autor nie obiecuje szybkich efektów ani radykalnych przemian, co w dzisiejszym świecie - zdominowanym przez kulturę natychmiastowych rezultatów - można uznać za przejaw uczciwości. W szerszej perspektywie książka wpisuje się w potrzebę odzyskania kontroli nad własnym ciałem, która została w dużej mierze utracona w wyniku cywilizacyjnych przemian. Choć nie znajdziemy tu rewolucyjnych tez, to właśnie jej zachowawczy, uporządkowany charakter i proste reguły życia mogą okazać się największą zaletą. Ostatecznie „Ciało pod kontrolą. Jak zdrowo się ruszać, mniej męczyć i dbać o swój dobrostan” to książka, która proponuje coś rzadkiego we współczesnych czasach i kulturze szybkich rezultatów: spokojną, konsekwentną pracę nad sobą zamiast pogoni za efektownymi rozwiązaniami. Nie jest to lektura, która zachwyca rozmachem czy oryginalnością, ale taka, która może realnie wpłynąć na codzienne funkcjonowanie czytelnika - pod warunkiem, że potraktuje on zawarte w niej wskazówki poważnie i faktycznie wdroży zmiany. I być może właśnie w tym tkwi jej największa wartość.
QulturaSlowa Justyna Gul

Frenemy. Przyjaciel czy wróg?

𝐑𝐞𝐜𝐞𝐧𝐳𝐣𝐚 𝐤𝐬𝐢ąż𝐤𝐢 𝐩𝐭. „𝐅𝐫𝐞𝐧𝐞𝐦𝐲. 𝐏𝐫𝐳𝐲𝐣𝐚𝐜𝐢𝐞𝐥 𝐜𝐳𝐲 𝐰𝐫ó𝐠?” Erika Monroe, uczennica z ostatniej klasy liceum, ma już szczegółowe plany na przyszłość. Jej celem jest nauka w college’u Stanforda. Jest to ogromny wydatek, dlatego dziewczyna wie, że będzie jej potrzebne stypendium. Jedyną szansą na jego zdobycie jest zlecenie od nowej dyrektorki. Ma za zadanie dostarczyć dowody, które przyczynią się do wyrzucenia pewnego ucznia, Chase’a Thatchera. Wszystko idzie zgodnie z planem, dopóki chłopak nie ukazuje swojej wewnętrznej samotności i wrażliwości. Erika musi zmierzyć się ze swoimi kłębiącymi się myślami oraz ważnymi decyzjami. „Frenemy. Przyjaciel czy wróg?” to cudowna powieść z wątkiem strangers to lovers. Fabuła była spójna i ciekawa, co sprawiało, że książkę czytało się w szybkim tempie. Erika, Chase oraz ich grupa znajomych zostali idealnie wykreowani, dlatego każdy z bohaterów miał swoje charakterystyczne osobowości. W powieści znajdziemy ważne wątki, poruszone w lekki sposób, oraz puentę płynącą z tej historii. „Frenemy. Przyjaciel czy wróg?” to wspaniała książka, która definitywnie zasługuje na 5/5 ⭐
TikTok Kozak Karolina

Lawendowe lata. Odkryj w sobie moc dojrzałości

„Lawendowe lata” to książka, która najpierw urzekła mnie tytułem i okładką, a później swoim wnętrzem. Dawno nie czytałam lektury tak spokojnej i kojącej. Autorka, @urszula_soltys zaprasza wszystkich (choć szczególnie kobiety) w wieku średnim (powiedzmy tak między 40 a 60 rokiem życia) do wspólnej refleksji nad tym okresem życia. Będzie tu o przemijającej (?) młodości i o starości, która może wzbudzać lęk. Lawenda pojawia się w tytule nie przez przypadek. Roślina ta zakwita dwa razy w roku- na wiosnę i jesienią. Dla autorki stanowi symbol dojrzałości- i my mamy dać sobie szansę, aby ponownie zakwitnąć. I tak krok po kroku, czy też jak to jest w rozdziałach miesiąc po miesiącu, psycholożka prowadzi nas poprzez kolejne zagadnienia, które pomogą nam osiągnąć ten piękny cel. Jest tu o odwadze, by żyć według własnych reguł, o akceptacji tego co już za nami, ale także o tym jak wspomagać swoje ciało i umysł, by służyły nam długie lata (a więc o ruchu, diecie czy ćwiczeniu pamięci). Sama coraz bardziej zbliżam się do magicznej granicy czterdziestu lat i przemyślenia charakterystyczne dla wieku średniego już i u mnie zaczynają się pojawiać. Ten poradnik zdecydowanie przypadł mi do gustu. Wiele rad wezmę sobie do serca, a i książkę zostawię na półce, aby móc do niej wrócić. Podoba mi się załączona lista „odniesienia i źródła wiedzy” obejmująca książki, filmy, artykuły, podcasty, piosenki czy wiersze- na pewno będę chciała po niektóre z nich sięgnąć. „Lawendowe lata. Odkryj w sobie moc dojrzałości” to poradnik, który może stać się wspaniałą inspiracją na dojrzałe życie.
Z_najwyzszej_polki Kawecka Anna

Muza rockmana

Lubię książki Penelope Ward - myślę sobie, że są idealne na odstresowanie, bo chociaż zwykle nie wbijają w fotel i nie zapadają jakoś głęboko w pamięć, to warto podkreślić, że zwykle są fenomenalnie napisane i zwykle jest jakiś plot twist, wokół którego buduje się całość fabuły. Tak było i tym razem. "Muza rockmana" opowiada o Emily, która poszukuje pewnego sensu i drogi w swoim życiu, przez co trafia na rozmowę o pracę do bycia pomocą w trasie dosyć znanego rockowego zespołu - o którym ona nie wie praktycznie nic, nawet nie jest w stanie przypomnieć sobie, jak wyglądają muzycy. I pech chce, że od razu wpada na jednego z nich... w toalecie, tuż po tym, jak ma wrażenie, że zawaliła rozmowę. Osobą, na którą wtedy wpada jest Tristan - starszy od niej o jakieś piętnaście lat - który jest głównym wokalistą i który czuje przyjemne orzeźwienie, że ktoś nie traktuje go jak wielkiej gwiazdy, a raczej jak normalnego człowieka, więc decyduje on - w sumie za rekrutera - że to właśnie Emily będzie im towarzyszyć w podróży po Ameryce. To nie tak, że od razu dochodzi do jakiegoś romansu - raczej do powolnego poznawania się. I - co pragnę z dumą podkreślić - Penelope Ward nie poszła w taki stereotyp, żeby tytułową "muzą rockmana" była właśnie Emily - ale myślę sobie, że warto ten wątek zgłębić samemu, bo jest on na tyle ciekawy i fajnie opisany, że właściwie akcja najbardziej nabiera tempa, gdy są już położone wszystkie karty na stół. Myślę sobie, że ta autorka ma fajne książki - ale uwierzcie mi, że zaczynam uważać, że motyw różnicy wieku to w przypadku "Muza rockmana" najmniejszy pikuś, jeśli chodzi o potencjalne powody, dla których Emily i Tristan nie powinni być razem: mimo chemii która ich łączy i tego, że naprawdę nie ma tu żadnej przemocy czy toksyczności (bo to mogłoby się wydawać najbardziej oczywistym red flagiem). Oj, jak odkryjecie całą prawdę, którą tu autorka przemyciła, to będziecie pod wrażeniem! Niemniej jednak dodam, że do połowy ta powieść mi się po prostu i najzwyczajniej w świecie dłużyła. Dopiero później, gdy sprawy zaczęły przybierać nietypowy obrót - bo nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek czytała takie połączenie wątków - to dynamika zrobiła się na tyle szalona, że czytałam z wypiekami na twarzy, by dowiedzieć się, jak sytuacja się dalej rozwinie i jak tam się to wszystko ułoży. Trochę narzekam na mały druk i minimalne marginesy - bo jednak nie jest to najbardziej komfortowy układ do czytania w papierze - a już definitywnie w późniejszych porach, gdy oczy są już zmęczone. Niemniej jednak sama historia przedstawiona w "Muza rockmana" wynagradza na tyle, że jeśli tylko macie ochotę na zapoznanie się z tym nietypowym romansem, to powinniście bez wątpienia dać szansę tej pozycji. Jestem ciekawa czym jeszcze zaskoczy nas ta pisarka, bo bez wątpienia będę chciała dalej sięgać po książki jej autorstwa. Mimo że znam pisarzy, których książki czyta mi się lepiej, to Penelope Ward zawsze będzie mi się kojarzyła z takim guilty pleasure i z automatyczną poprawą humoru. Podsumowując: jestem na "tak", chociaż nie jest to najlepsza książka, jaką przeczytałam w kwietniu!
Książkowir Gałęziowska Dominika