Recenzje
17 śmiertelnych błędów szefa. Wydanie II rozszerzone
Czy szefowie popełniają błędy? Pewne jest, że niewielu chce się do nich przyznać. Znamy prezesów, dyrektorów czy kierowników, którzy są przekonani, że raczej się nie mylą. Jeśli firma źle działa, to w ich mniemaniu odpowiedzialni za to są pracownicy, czyli ogon tej ryby, a nie jej głowa. Jest to bardzo mylny pogląd - przekonuje Rafał Szczepanik, autor wydanej właśnie przez Helion książki „17 śmiertelnych błędów szefa".
Wszystkie błędy zostały wymienione w drugiej, poradnikowej części książki. Znajdziemy tam przykłady błędnego działania, objawy, które sygnalizują, że błąd wystąpi, jego konsekwencje, ale też podpowiedzi: co należy zrobić, aby złemu zapobiec i naprawić szkody.
Część pierwsza natomiast to wartko napisana kryminalna powieść menedżerska.
Rzeczpospolita a.k. ,2010-12-16
Chroń swoje nerwy. Rzecz o tym, jak współpracować z palantami. Wydanie II
Podtytuł książki - jak współpracować z palantami - na pewno zainteresuje wielu pracowników. Bo przecież każdy, kto ma dłuższy staż w firmie, przynajmniej raz określił tak kolegę z pracy, klienta czy szefa. Szczególnie wtedy, gdy miał problem na tyle poważny, że zdecydował się o nim napisać do autora popularnej kolumny z poradami dotyczącymi relacji pracowniczych. Tym autorem jest Ken Lloyd, amerykański konsultant ds. zarządzania kadrami i komunikacji, który swe porady publikuje w kilku gazetach w USA. Problemy czytelników i drukowane odpowiedzi zebrał w książce "Chroń swoje nerwy".
Mogłoby się wydawać, że problemy amerykańskich pracowników niewiele mają wspólnego z polskim, młodym jeszcze, kapitalizmem. Nic bardziej mylnego. Upychanie w firmie niezbyt kompetentnych członków rodziny właściciela, zbędne szkolenia czy ordynarni szefowie - to praktyki uniwersalne. Podobnie jak porady autora, które często dotyczą ludzkich emocji; a te czy to w Polsce, czy w USA są bardzo podobne.
Porady Lloyda nie dość, że praktyczne (zwykle jest kilka wariantów rozwoju sytuacji), dobrze się czyta Autor pisze z dystansem, niekiedy z lekką złośliwością, a jego komentarze do opisywanych sytuacji mogą dodać otuchy, gdy np. komentuje problem czytelnika, którego szef przypisuje sobie jego zasługi. Takie zachowanie szefa w jasny sposób świadczy o tym, że nie rozumie nawet najbardziej podstawowych aspektów bycia skutecznym menedżerem - mówi autor.
Rzeczpospolita Anita Błaszczak, 2010-12-16
Zakazana retoryka. Podręcznik manipulacji
Wąż, żmija, czy cokolwiek to jest, rozpełza się po okładce. Dla kogoś takiego jak ja, kogoś z ofidiofobią, to skuteczny odstraszasz i powód by tej książki nie ruszać. Ale wewnątrz znajduje się coś zakazanego, jak mówi nam tytuł. Z jednej strony lęk, z drugiej ciekawość. Na szczęście to drugie zwyciężyło i niepewnie wzięłam książkę do rąk. Nie żałuję. Autorką książki jest Gloria Beck - filozof, germanistka, specjalistka ds. pracy oraz pedagog dorosłych. Podczas seminariów wciąż była zasypywana pytaniami na temat manipulacji. To zainspirowało ją do napisania książki. Już na wstępnie dowiadujemy się, że nie powinniśmy przywiązywać się emocjonalnie do innych, gdyż to utrudnia działanie. Jesteśmy mniej skuteczni gdy na kimś nam zależy. Nie ma tu wahania, owijania w bawełnę. Wszystko jest podane konkretnie i pewnie. „Ofiara” - tylko tym jest dla nas inna osoba, której użyjemy by dotrzeć do celu. Może się to wydać okrutne, ale dużo w tym prawdy. Manipulujemy sobą nawzajem codziennie, nieraz nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Czas wreszcie robić to świadomie. Skuteczniej niż dotychczas. Podręcznik. To słowo od razu przywodzi na myśl wspomnienie szkoły. Jednak kojarzy się również z usystematyzowaną wiedzą. Tak jest i tutaj. Panuje tu ład i porządek, co rzadko się zdarza w tego typu publikacjach. Na samym początku opisany jest sposób korzystania z książki. Następnie wymienione techniki manipulacji. Nie rozsypane byle jak, tylko podzielone na kategorie w taki sposób, byś szybko mógł odnaleźć to, co w danej chwili jest Ci potrzebne. Przykładowo: chcesz umówić się z kobietą. Przeglądasz kategorie i jest: „Wprowadzić kogoś w określony nastrój” i dalej, „żeby zażądać określonego zachowania”. Mamy tutaj dwie opcje: technikę manipulacji słownej i technikę współczucia. Wybieramy to, co nam najbardziej odpowiada, i do dzieła! Jak wybrać technikę? Nic prostszego. Każda jest opisana dokładnie i szczegółowo. W dodatku wzbogacona o przykłady. Każda z nich znajduje się w osobnym rozdziale. Zawiera opis, cele które można dzięki niej osiągnąć, informacje jak działa. A także „wybór osoby docelowej” czyli mówiąc prościej, wytłumaczenie kto nadaje się na naszą ofiarę. Dla tych, którzy mają dylemat w kwestii etyki, została stworzona „skala etycznych wątpliwości”. Techniki oznaczone są w skali od 1 do 10. Pod nimi wymienione są punkty nad czym należy się zastanowić, jak np. „wykorzystywanie czyjegoś zaufania”. Ale spokojnie, są też techniki, które mają zero punktów, dzięki czemu nie są krzywdzące. Sama konstrukcja książki i to, że nie trzeba jej czytać po kolei sprawia, że trudno się od niej oderwać. Gdy natomiast zagłębimy się w jej treść, ciężko będzie nam ją wyrwać z rąk. Wąż z okładki przestał być dla mnie straszny, wręcz się z nim zaprzyjaźniłam, gdyż jest to najlepsza książka jaką ostatnio przeczytałam. I nawet jeśli nie chcesz manipulować, warto sięgnąć po tą pozycję, chociażby po to, abyś po raz kolejny nie stał się czyjąś ofiarą. Bo może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale już niejednokrotnie nią byłeś.
www.instagram.com/katherine_the_bookworm/ Agnieszka Pilecka
Prawo przyciągania. 5 prostych kroków do zdobycia bogactwa (lub czegokolwiek innego). Wydanie II uzupełnione
Trzymasz w swoim ręku książkę, która zmieniła życie tysięcy i tak samo może zmienić Twoje życie w taki sposób i tak, jak Ty tego zechcesz. Wskazówki w niej zawarte dają Ci szczęście, zdrowie, bogactwo i wszystko, czego tylko sobie życzysz. Czy zastanawiałeś się, dlaczego 97% wszystkich pieniędzy znajduje się w posiadaniu jednego procentu ludzkości? Czy też marzyłeś o życiu w luksusie, wydając dowolną ilość pieniędzy na rzeczy, które zawsze chciałeś mieć, ale nigdy nie miałeś możliwości na nie sobie pozwolić, posiadaniu własnego trzy piętrowego domu w wielkim mieście i robieniu tego, co ty naprawdę lubisz bez zmuszania się do czegokolwiek? Zostań Panem swojego życia! Autor dr Joe Vitale -obecnie marketer, copywriter, megagwiazdor, który już posiada wszystko o czym większość z nas nawet nie śmieje marzyć, kiedyś mieszkający na ulicach Dallasa w okrutnej biedzie, dzieli się z Tobą sekretną formułą 5 kroków dla osiągnięcia wszystkiego, czego pragniesz. Zauważ, zaletę uczenia się od praktyka prawa przyciągania (wystarczy spojrzeć na zdjęcie jego luksusowego samochodu Francine), który oczywiście też zna teorię, ale przede wszystkim dzieli się z nami sekretem jak tą teorię skutecznie wykorzystywać w praktyce. Co nowego ujawnia „Prawo przyciągania” autorstwa Joe Vitalego? Odkryjesz skuteczne narzędzie, które tkwi wewnątrz Ciebie i zaprowadzi Cię na drogę sukcesu, bogactwa i dobrobytu. Krótko mówiąc, sekret do szczęścia, poprawy stanu zdrowia, rozwoju firmy i wszystkiego, czego chcesz sprowadza się do: 1) Określenia, czego nie chcesz; 2) Postanowienia, czego chcesz; 3) Oczyszczenia się od blokujących przekonań; 4) Poczucia posiadania już w chwili obecnej; 5) Oddania kontroli. Nie musisz posiadać tą książkę natychmiast i nie myśl, że ona od razu przyniesie wymarzone przez Ciebie rezultaty i szczęście. Wszystko zależy od tego jak bardzo chcesz zmiany. Skuteczność tych 5 kroków jest niezawodna, a przejrzysta i szczegółowa prezentacja każdego kroku pozwala na osiągnięcie wszystkiego i kiedy tylko tego zechcesz. Czy jesteś gotów na tą zmianę, czy chcesz czekać jeszcze dłużej i myśleć o tym, jak by to było mieć to albo tamto? Uwierzyć w siebie - to daleko nie wszystko, dzięki czemu spełniają się twoje marzenia, jest coś większego, co pozwala Ci na zdobycie złotych gór i otwarcia się na płynące dobra ze wszechświata… Szczęście i bogactwo przez cały czas stoją za drzwiami w nadziei, że może kiedyś Ty je otworzysz. A teraz, kiedy wiesz, że masz wybór, co wybierzesz?
www.instagram.com/katherine_the_bookworm/ Sergio Lp
Zakazana retoryka. Podręcznik manipulacji
Wąż, żmija, czy cokolwiek to jest, rozpełza się po okładce. Dla kogoś takiego jak ja, kogoś z ofidiofobią, to skuteczny odstraszasz i powód by tej książki nie ruszać. Ale wewnątrz znajduje się coś zakazanego, jak mówi nam tytuł. Z jednej strony lęk, z drugiej ciekawość. Na szczęście to drugie zwyciężyło i niepewnie wzięłam książkę do rąk. Nie żałuję. Autorką książki jest Gloria Beck - filozof, germanistka, specjalistka ds. pracy oraz pedagog dorosłych. Podczas seminariów wciąż była zasypywana pytaniami na temat manipulacji. To zainspirowało ją do napisania książki. Już na wstępnie dowiadujemy się, że nie powinniśmy przywiązywać się emocjonalnie do innych, gdyż to utrudnia działanie. Jesteśmy mniej skuteczni gdy na kimś nam zależy. Nie ma tu wahania, owijania w bawełnę. Wszystko jest podane konkretnie i pewnie. „Ofiara” - tylko tym jest dla nas inna osoba, której użyjemy by dotrzeć do celu. Może się to wydać okrutne, ale dużo w tym prawdy. Manipulujemy sobą nawzajem codziennie, nieraz nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Czas wreszcie robić to świadomie. Skuteczniej niż dotychczas. Podręcznik. To słowo od razu przywodzi na myśl wspomnienie szkoły. Jednak kojarzy się również z usystematyzowaną wiedzą. Tak jest i tutaj. Panuje tu ład i porządek, co rzadko się zdarza w tego typu publikacjach. Na samym początku opisany jest sposób korzystania z książki. Następnie wymienione techniki manipulacji. Nie rozsypane byle jak, tylko podzielone na kategorie w taki sposób, byś szybko mógł odnaleźć to, co w danej chwili jest Ci potrzebne. Przykładowo: chcesz umówić się z kobietą. Przeglądasz kategorie i jest: „Wprowadzić kogoś w określony nastrój” i dalej, „żeby zażądać określonego zachowania”. Mamy tutaj dwie opcje: technikę manipulacji słownej i technikę współczucia. Wybieramy to, co nam najbardziej odpowiada, i do dzieła! Jak wybrać technikę? Nic prostszego. Każda jest opisana dokładnie i szczegółowo. W dodatku wzbogacona o przykłady. Każda z nich znajduje się w osobnym rozdziale. Zawiera opis, cele które można dzięki niej osiągnąć, informacje jak działa. A także „wybór osoby docelowej” czyli mówiąc prościej, wytłumaczenie kto nadaje się na naszą ofiarę. Dla tych, którzy mają dylemat w kwestii etyki, została stworzona „skala etycznych wątpliwości”. Techniki oznaczone są w skali od 1 do 10. Pod nimi wymienione są punkty nad czym należy się zastanowić, jak np. „wykorzystywanie czyjegoś zaufania”. Ale spokojnie, są też techniki, które mają zero punktów, dzięki czemu nie są krzywdzące. Sama konstrukcja książki i to, że nie trzeba jej czytać po kolei sprawia, że trudno się od niej oderwać. Gdy natomiast zagłębimy się w jej treść, ciężko będzie nam ją wyrwać z rąk. Wąż z okładki przestał być dla mnie straszny, wręcz się z nim zaprzyjaźniłam, gdyż jest to najlepsza książka jaką ostatnio przeczytałam. I nawet jeśli nie chcesz manipulować, warto sięgnąć po tą pozycję, chociażby po to, abyś po raz kolejny nie stał się czyjąś ofiarą. Bo może nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale już niejednokrotnie nią byłeś.
www.instagram.com/katherine_the_bookworm/ Agnieszka Pilecka
126 dni na kanapie. Motocyklem dookoła świata. Wydanie 1
Co może robić motocyklista w zimny, śnieżny, zimowy wieczór? Może zasiąść nad książką z kubkiem gorącej czekolady, kotami na kolanach i muzyką w tle. Takie połączenie to prawie doskonały dla wyżej podpisanej sposób na spędzenie udanego wieczoru. I nawet jeśli nie dysponujecie czekoladą ani kotami, polecam książkę, przynajmniej tę, po którą ostatnio sięgnęłam.
Wyobraźcie sobie faceta, który nie ma prawa jazdy kategorii A. Ba! Nie potrafi jeździć na motocyklu! Nie byłoby w tym, oczywiście, nic dziwnego, gdyby nie to, że pewnego dnia z drugim takim, co na motocyklu jeździć nie potrafi, postanawia właśnie jednośladem wyruszyć na wyprawę dookoła świata. Czy to się może udać? Nie ma takiej opcji - zapewne to często słyszał autor, Tomasz Gorazdowski, i jego partner wyprawowy, Michał Gąsiorowski, gdy szykowali się do podróży dookoła świata. Jednak udało im się osiągnąć zamierzony cel, z czego mogli cieszyć się słuchacze radia, a teraz czytelnicy, którzy sięgnęli lub dopiero sięgną po tę pozycję. Tomasz Gorazdowski napisał książkę o tym, jak należy marzyć i jak spełniać te marzenia, nawet jeśli są one kompletnie dziwne i nie podobne do niczego, o czym do tej pory marzyliśmy. Ale przede wszystkim pisze o podróżowaniu i to w taki sposób, że chce się natychmiast wsiąść na motocykl i pojechać jego szlakiem. No ale spadł śnieg...
Na „126 dni na »kanapie«. Motocyklem dookoła świata” natknęłam się przypadkiem. Moją uwagę przykuła okładka oraz słuszna waga wydawnictwa, spowodowana świetnym papierem kredowym, na którym zostało ono wydrukowane. Jako że nie ocenia się książki po okładce, zajrzałam do środka i tam miło zaskoczył mnie przejrzysty układ rozdziałów, opatrzonych zdjęciami, oraz mapa trasy przejazdu plus bardziej szczegółowe informacje na wewnętrznych stronach okładki. Przystanęłam, czytając i chwilę później wylądowałam przy kasie. Książek o podróżach motocyklem napisano już dość sporo. Najbardziej znany tytuł to pozycja obowiązkowa w biblioteczce każdego globtrotera, czyli Evan McGregor i Charlie Boorman z ich „Long Way Round”, w Polsce znana pod tytułem „Wielka wyprawa. Niezwykła motocyklowa podróż dookoła świata”. To właśnie ich przygody zainspirowały dziennikarza radiowej Trójki do zainicjowania podróży dookoła świata, na którą namówił redakcyjnego kolegę, Michała Gąsiorowskiego. Obaj panowie przemierzyli trasę liczącą w sumie 21 100 km, pokonując ją w 126 dni. W wyprawie mogli im towarzyszyć słuchacze Trójki. W wyniku tej podróży powstało właśnie „126 dni na »kanapie«. Motocyklem dookoła świata”.
Książka podróżnicza powinna być ciekawa, informacyjnie użyteczna, a przede wszystkim musi wnosić coś, czego nie znajdziemy w przewodnikach turystycznych. I tak właśnie jest w przypadku książki Tomasza Gorazdowskiego. Opisy poszczególnych odcinków trasy poprzeplatane są nie tylko zdjęciami, ale również fragmentami maili od słuchaczy Trójki, ciekawostkami dotyczącymi mijanych miejsc, przepisami na drinka czy potrawę Pad Thai, a także linkami, pod którymi czytelnik znajdzie dodatkowe filmy ilustrujące treść. Już samo to sprawia, że „126 dni...” różni się od tradycyjnego przewodnika i przypomina raczej swego rodzaju lekturę multimedialną. Dodatkowym atutem jest fakt, że autor to znany podróżnik, który z niejednego pieca chleb jadł i w niejednym miejscu na naszej pięknej planecie był. To sprawia, że jego ocena odwiedzanych miejsc jest dużo bardziej obiektywna, a wskazówki praktyczniejsze, niż gdyby zachwycał się nimi po raz pierwszy. Gorazdowski nie stroni też od opinii krytycznych i ostro rozprawia się np. z mitami na temat Indii, które większości ludzi kojarzą się ze spokojem i uduchowieniem, a które bohaterom wyprawy ukazały swoje najbiedniejsze i najbrudniejsze oblicze. Na klimat książki składają się także spotkane na trasie osoby - miejscowi oraz słuchacze Trójki, którzy śledzili przejazd dziennikarzy, wychodząc im naprzeciw, pomagając i pokazując nieznane turystom atrakcje. Trasa wybrana przez podróżników wiodła z Warszawy przez Czechy, Słowację, Węgry, Serbię, Bułgarię, Turcję, Iran, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Indie, Tajlandię, Malezję, Singapur, USA, Meksyk, Wielką Brytanię, Francję, Belgię, Holandię i Niemcy z metą w Polsce. Zasadnicza treść książki kończy się tak naprawdę na Wielkiej Brytanii. Dlaczego - nie zdradzę. Z drugiej strony pisanie o Francji, Belgii czy bliskich nam Niemczech nie byłoby zapewne taką atrakcją dla czytelnika, jak szczegółowe relacje z Indii czy Singapuru.
Już sam początek, opisujący przygotowania do wyprawy, powodował u mnie niepohamowane ataki chichotu. Potem było już tylko lepiej. Dziennikarze oglądają charakterystyczne dla danego rejonu miejsca, szukając tematów na kolejne relacje radiowe i przeżywając przygody mniej lub bardziej przerażające albo zabawne. Poznajemy weselne tradycje Bułgarów, czytamy o porannych lotach balonem nad Kapadocją, handlu złotem w Iranie, przeżywamy wypadek motocyklowy, oglądamy hotel Burj al Arab w Dubaju, moczymy nogi w Gangesie oraz masujemy się w tajskim więzieniu i malezyjskim akwarium, a to wszystko poprzeplatane jest awariami: motocykli, kręgosłupa oraz międzyludzkimi i, oczywiście, smakami z różnych zakątków. Gorazdowski ma dar przybliżania wszystkiego, o czym pisze, do tego stopnia, że nie polecam czytania „126 dni...” na czczo. Chłopaki muszą się dobrze odżywiać i robią to z taką intensywnością i radością, że po kilku stronach musiałam zrobić sobie przerwę na kolację - nie można czytać o tych wszystkich pysznościach nie będąc najedzonym, choć pieczone szczury nie są tym, co chce się oglądać przy kanapce... Autor, jako doświadczony podróżnik i znawca kuchni z całego świata, szuka w okolicy ciekawej knajpki, a potem robi się z tego gawęda o polowaniu np. na stek. Ważną kwestią dla tych, którzy „126 dni...” potraktują jako podporę podczas przygotowywania się do dalekiej wyprawy, będą wszystkie wymieniane przez autora problemy „papierologiczne”, wynikające z przemieszczania się poza Unią Europejską. Sprytni policzą, ile może kosztować impreza pt. „Podróż dookoła świata”, przy okazji dowiadując się, co może ich czekać w urzędach celnych, na przejściach granicznych i jak ominąć przeszkody, które zazwyczaj pomijane są przez przewodniki turystyczne. Przyda się także informacja na temat orientacyjnego spalania na poszczególnych trasach, zwłaszcza jeśli czytelnik posiada taki sam motocykl, oraz cen paliwa, a także jego dostępności.
Cóż można dodać? Po przeczytaniu zaczęłam nosić się z poważnym zamiarem zmiany motocykla na coś bardziej turystycznego, na co nie udało się mnie namówić przez czas dłuższy nawet mojemu mężczyźnie. Lektura jest naprawdę lekka i przyjemna w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tych słów - krótko, zwięźle i na temat, okraszone szczególnym poczuciem humoru autora, które bardzo przypadło mi do gustu.
Minusy lektury? Do strony merytorycznej się nie przyczepię, bo zwyczajnie nie byłam na takiej wyprawie, więc nawet jeśli są, pozostaję w błogiej nieświadomości. Natomiast co do treści, to brakuje mi czasem Michała, który występuje tu raczej jako tło lub też ewentualny niezamierzony bohater sytuacji komicznych. Czasem było mi zwyczajnie szkoda redaktora Gąsiorowskiego, gdy po raz kolejny leżał pod swoim motocyklem, co na pewno nie jest miłe dla nikogo, kto kiedykolwiek przeżył taką sytuację (i to jeszcze zapisaną dla potomnych na kartkach tej książki...). Drugim minusem, choć może uznam go za plus, były emocje udzielające się czytelnikowi. Tomasz Gorazdowski pisze z humorem, lekką dozą ironii i, jak wspominałam wcześniej, dużym praktycyzmem, jednak upływający czas i niektóre problemy piętrzące się przed podróżnikami powodowały irytację i wkurzenie, co odbijało się na treści książki, tak samo jak pośpiech związany z ukończeniem podjętej misji w czasie tytułowych 126 dni. To mogło denerwować. I na pewno może zirytować czytelnika, który dusi się z autorem w kolejnych biurach pośrednictwa, u kolejnych celników i biega w upale za kolejnymi pieczątkami, nie potrafiąc cieszyć się otaczającym go pięknem. Za minus uznam również fakt, że książka jest klejona, co, niestety, grozi ryzykiem utraty kartek podczas intensywnego czytania czy wertowania lektury. Mój egzemplarz, który aktualnie czytany jest po raz drugi i wertowany po raz „enty”, nosi już ślady rozgięcia i podejrzewam, że kwestią czasu jest, kiedy któraś kartka się poluzuje, a tego w książkach szczególnie nie lubię.
Podsumowując, polecam! Szczególnie, że zima to świetny czas na to, by przygotować się do nowego sezonu i kolejnych wojaży.
motogen.pl Iza Prochal, 2010-12-03