ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Tysiąc szklanek herbaty. Spotkania na Jedwabnym Szlaku

W ubiegłym wieku dosyć popularne było podróżowanie autostopem. Teraz już się to rzadko zdarza. Mało który kierowca zdecyduje się zabrać objuczoną tobołami nieznaną mu grupę turystów. Znane są też przypadki porwań, a nawet zabójstw polskich podróżników i naukowców na zamorskich szlakach. Dlatego wielkie uznanie należy się Robertowi Maciągowi i jego żonie Annie, którzy podążyli śladem kupców po słynnym Jedwabnym Szlaku. Po powrocie swoje relacje postanowili opublikować. Dzięki temu możemy teraz wziąć do ręki i skosztować „Tysiąc szklanek herbaty”.

Ludzie żyjący na współczesnych terenach Jedwabnego Szlaku w niczym nie przypominają przodków czerpiących korzyści z przejazdu karawan bogatych kupców. Często przymierają głodem, jednak potrafią się podzielić tym, co jeszcze mają z nieznajomą parą z Polski. Często porozumiewali się na migi, bo przecież znajomość jakiegokolwiek europejskiego języka nie jest w Chinach, Turkmenistanie, czy w jakimkolwiek azjatyckim kraju powszechna.

Wbrew pozorom wymowa gestów, spojrzenie prosto w oczy i serdeczny uśmiech, wystarczą człowiekowi do porozumienia się w najważniejszych sprawach. Ktoś, kto jest w drodze, w trakcie podróży jest traktowany jak reszta śmiertelników pracujących w pocie czoła na to, aby nie zabrakło w rodzinie chleba. Miejscowi widzą w przybyszach aniołów odmieniających swoją obecnością, przynajmniej przez chwilę, ich szarą rzeczywistość.

Para rowerzystów z Polski nie protestowała gdy zatrzymywano ich prosząc o pozostanie jeszcze przez dzień lub dwa. Podczas porannych, codziennych i wieczornych rozmów przy szklankach herbaty mieli okazję poznać wielką, bezinteresowną życzliwość gospodarzy i ich tęsknotę za innością, za poznawaniem nowych ludzi. Ci zachwyceni rozmową (bez słów) ludzie z wdzięczności za pojawienie się autorów książki w ich przestrzeni, często nie brali od nich żadnej zapłaty. Zapewne wypili oni na trasie podróży o wiele więcej, niż tysiąc szklanek herbaty, ale tylko tyle opowieści zmieściło się na kilkuset stronach książeczki z kolorowymi fotografiami ze szczęśliwie odbytej podróży.

Te zdjęcia przyciągają, szczególnie te, na których widać ludzi. I ich uśmiech promieniujący i i przepełniający całe ciało. Każda z tych postaci jest równie ciekawa, jak sfotografowane przez autorów panoramy miast, małych miasteczek i zapadłych wsi. Można by nawet powiedzieć, że w oczach tych ludzi odbija się ten krajobraz, w którym żyją. Lektura tej książki, to bardzo piękne przeżycie, którego długo nie zapomnę.
lekturyreportera.pl Ewa Krzysiak, 2012-04-22

Tysiąc szklanek herbaty. Spotkania na Jedwabnym Szlaku

Tę książkę poleciłabym przede wszystkim osobom, które są nieufne wobec nieznanego: obcych krain, cudzych ludzi, odmiennych kultur. Które wybrałyby się w podróż podobną do tej, jaka odbył Robb Maciąg, ale się boją. Niech zaufają autorowi – on poprowadzi czytelnika bezpieczną ścieżką.

To była miłość od pierwszego wejrzenia. Wiedziałam, że przypadniemy sobie do gustu z książką Maciąga, jeszcze zanim zaczęłam ją czytać. Zakochałam się w grafice – tak innej od reszty książek podróżniczych – minimalistycznej, a zarazem wszystko mówiącej. W niezwykłym, bo poziomym, a nie pionowym formacie. Podobnym do tego, w jakim zazwyczaj wydaje się albumy fotograficzne. I wreszcie, zakochałam się w wykonanych przez autora i jego małżonkę zdjęciach: pięknych portretach ludzi spotykanych podczas ośmiomiesięcznej podróży Maciągów przez Bliski Wschód, Azję Centralną i Chiny.

Maciągowie pojechali na rowerach śladami dawnego Szlaku Jedwabnego. Przez regiony, których rozwój napędzał handel między Wschodem a Zachodem. Miejsc dawniej bogatych i kwitnących, a dziś – przezywających w większości okres przekwitania. Spotkali ludzi, którzy mimo, że sami niewiele posiadali, dzielili się tym przybyszami z daleka. Ugościli ich, przyjęli pod swój dach i na pewno zarazili miłością do herbaty – trunku popularnego we wszystkich krajach leżących wzdłuż dawnego Szlaku.

Dług wdzięczności Maciagowie spłacili za pośrednictwem książki. Książki, z której bije ciepło, miłość i zrozumienie dla innego człowieka. Autor nie pozwala sobie na słowa krytyki pod adresem tubylców. Nie wyśmiewa. Nie kpi. Nie osądza. Nawet, gdy podczas podróży nie wszystko idzie zgodnie z planem. Wierzy, że najlepszym sposobem na niepowodzenia jest szczery uśmiech.

„Tysiąc szklanek herbaty” wciąga. Nie mogąc się od niej oderwać, ze dwa razy przegapiłam tramwajowy przystanek, na którym miałam wysiąść, zapomniałam wysłać Parę Bardzo Ważnych Maili, spóźniłam się na kilka spotkań i przez trzy dni z rzędu kładłam się zbyt późno – nawet jak na wrodzona sowę. Najlepiej się jednak książkę czytało z kubkiem herbaty w ręce. Wczuwało się wówczas w klimat maciągowych podróży. Przeżywało emocje towarzyszące bohaterom Opowieści Tysiąca i Jednej Szklanki Herbaty.
radiowww.eu 2012-04-12

Tysiąc szklanek herbaty. Spotkania na Jedwabnym Szlaku

Chciałabym rozdzielić dwie rzeczy. Jedna rzecz to podróż, a druga – pisanie o niej.

Jeśli chodzi o podróż Roberta Maciąga to jest to podróż niesamowita. Inspirująca. Uwalniająca. Oczywiście budząca zazdrość. Zmieniająca mnie w osobę przyklejoną nosem do komputera, która na google maps śledzi kolejne przystanki – małe punkty na mapie, czasem niewidoczne nawet na najbliższych zbliżeniach. A na mapie (prawdziwej), która wisi nad biurkiem przybywa chorągiewek – bo chce i do Iranu i do Tadżykistanu i do Kaszgaru, który w mojej ostatniej podróży przeszedł mi koło nosa budząc tęsknotę za wielkimi bazarami pełnymi prostych, niezmiennych od tysięcy lat gestów. Kiedy czytam nazwy mijanych miast na chwilę wszystko we mnie zamiera – staje serce, wstrzymuje się oddech – jakbym oczekiwała na mały cud zetknięcia z dawnym czasem: Damaszek, Samarkanda, Buchara. Z dolnej szuflady w szafie wyciągam plecak, sprawdzam kieszenie, bezwiednie głaszczę wytarty materiał. Coraz częściej zakładam luźne spodnie kupione w Tajlandii – tak wygodne w podróży – i zamęczam F. pytaniami o to kiedy wreszcie pojedziemy.

Podróż rowerami po jedwabnym szlaku jest absolutnie fantastyczna. Chapeau bas.

Ale już jej opisanie to zupełnie inna sprawa.

Szczerze: książka mogłaby być o wiele lepsza. Jest dobrze napisana, do tego dodane są dobrej jakości zdjęcia. Format trochę mniejszy niż A5 jest dla mnie zaskakujący i trochę nieporęczny, ale z drugiej strony mieści się do małej torebki. Ale oczywiście będzie ale. I to kilka.

Ale pierwsze. Najważniejsze. Ta książka miała szansę być książką naprawdę, naprawdę dobrą. To czego mi zabrakło to pogłębienia historii, które się w niej pojawiają. Mam wrażenie, że Robb Maciąg czasami przerywał wątek w najciekawszym momencie. Kiedy czytamy o syryjskim mężczyźnie, który mówi “Wy z Polski? U nas też by się taki Wałęsa przydał [...] Ale już się nie doczekam. U nas takich od razu zabijają.”, a w następnym akapicie dostajemy wykład o mydle z Aleppo to aż chce się krzyczeć: kurcze blade! Jak można nie pociągnąć takiego wątku! Książka została wydana w 2012 roku, od roku w Syrii trwa powstanie, ludzie są maskarowani przez rządowe siły i na swojego Wałęsę czekają, jak nigdy do tej pory. Można o tym wspomnieć, pokazać co się w Syrii dzieje. Niech podróż będzie odskocznią, pretekstem do opisywania świata, a nie samej podróży. To jest jej wartość. I ciągle nie wiem, jak autor przejechał przez Dolinę Tornad. Stojąc na przełęczy pomiędzy Tadżykistanem i Chinami w dole zobaczyli drogę, przez którą z lewa na prawo i z prawa na lewo przesuwało się 6 olbrzymich tornad. To dolina śmierci, pełna kości, strachu i przerażających historii. Ale jak pisze sam autor o tym “dowiedzieli się później. Dużo później”. I przechodzi do rozdziału o Chinach zostawiając mnie ze świecącymi oczami i gorączką – jak oni przez te tornada do cholery przejechali???

Ale drugie. Slogany. Sporo tu zdań, które gdyby rozwinąć mogłyby zostać we mnie na dłużej. Jednak skrócone do formy jednego zdania: “w drodze pokładamy tyle nadziei”, “wewnątrz wszyscy jesteśmy tacy sami”, “tak, jak przed telewizorem umiera wiara w drugiego człowieka, tak w podróży ta wiara powraca” – zamieniają się w szybko wypadające z pamięci slogany. Tu nawet nie chodzi o rozwinięcie kolejnymi zdaniami, myślami. Tylko o nakreślenie sytuacji, przedstawienie przed oczami czytelnika zdarzenia z podróży, w którym tak się dzieje. Jeśli się to zrobi dobrze komentarz jest już niepotrzebny. Kiedy chodziłam na zajęcia z pisania autorka kilku książek cały czas powtarzała nam “jeśli chcecie coś pokazać nie mówcie, że chcecie to pokazać tylko to opiszcie”.

Ale trzecie. Powtórzenia. Wiem, że ta książka ma być o podróży i bezinteresownej gościnności. Słowo gościnność i herbata pojawiają się – jak dla mnie zbyt często. Ja już zrozumiałam. Ludzie w nieznanych nam krajach są gościnni – i to jest niezwykłe dla nas, którzy żyjemy w świecie ogrodzonym murami i płotami, a do tego bombardowani jesteśmy informacjami o źle czającym się w krajach muzułmańskich. Tylko, że powtarzanie tego bez przerwy mnie osobiście męczy. Wolałabym poczytać więcej o spotkanych ludziach, zagłębić się w ich historie, a nie co chwilę być wyrywana stwierdzeniem “oni są gościnni”. Do tego dużo tu wracających myśli na przestrzeni kilku stron (chociażby o mieszkańcach Pamiru, którzy zbierają krótką trawę) . To są ważne myśli, nie neguję tego, ale czasem trzeba zaufać czytelnikowi, że zrozumie metaforę, dostrzeże szczegół, doceni zgrabne połączenie słów, a nie łopatologicznie mu wszystko wykładać i przypominać.

Ale czwartego nie ma. Naprawdę genialna podróż i przeciętna książka. Miło ją przeczytać, zobaczyć, że ludzie w Polsce potrafią zrobić niezwykłe rzeczy, że u nas też można. Można moje uwagi uznać za czepianie się, bo to trochę jest czepianie się. Ale skoro to trzecia książka Maciąga to naprawdę chce się już czegoś więcej.

Wiem, że łatwo jest krytykować, a trudniej pisać. Dlatego – siedząc w moich luźnych niebieskich spodniach i głaszcząc szwy plecaka – szczerze gratuluję napisania kolejnej książki. I fantastycznej podróży.
smakpodrozy.com 2012-04-16

Tysiąc szklanek herbaty. Spotkania na Jedwabnym Szlaku

(...) Ameryka Południowa i Australia to terytoria popularne wśród backpakerów, ale Polacy docierają tam rzadziej niż do Azji. W tym kierunku po raz kolejny wyprawił się Robert Robb Maciąg i z podróży zdał relację w pięknej książce 7ys/ac szklanek herbaty (wydawnictwo Bezdroża). We wstępie autor pisze: „tak jak przed telewizorem umiera wiara w drugiego człowieka, tak w podróży ta wiara powraca" i każda strona tej opowieści o podróży trasą dawnego Jedwabnego Szlaku od Syrii do Chin tę tezę uzasadnia. To jedno długie spotkanie z ludźmi, a że wzbogacone ich świetnymi zdjęciowymi portretami, tym bardziej wciągające. Optymistyczne, a jednocześnie przytomne spojrzenie autora na świat wyławia z otaczającej rzeczywistości to, co naprawdę ważne. A refleksyjna, spokojna narracja całkowicie pozbawia czytelnika lęku przed egzotycznymi podróżami. (...)
Voyage 2012-05-01

Talent nie istnieje. Droga do praktycznego osiągania mistrzowskich umiejętności

Autor korzystając z ważnych osiągnięć światowej sławy ekspertów, neurologów i psychologów, prezentuje metodę zwaną treningiem celowym, który ma pomóc w zdobywaniu coraz wyższych poziomów zaawansowania w wielu dziedzinach. Publikacja zawiera bardzo konkretne porady dotyczące zbudowania programu celowego ćwiczenia dowolnych umiejętności. W niezwykle przystępny sposób przedstawia, co i jak Czytelnik osobiście może zrobić, aby zdobywać umiejętności w sposób efektywny i doprowadzić je na najwyższy, ekspercki poziom. Jednocześnie książka pokazuje, że nie trzeba mieć żadnych specjalnych zdolności, żeby mieć wybitne osiągnięcia. Wystarczy tylko własna praca wykonywana w przemyślany sposób. Pozycja ta przeznaczona jest dla wszystkich, którzy chcą być mistrzami w swojej branży, oraz osób, od których zależy zdrowy rozwój innych (rodzice, nauczyciele, menedżerowie], by poznali sposoby wspierania podopiecznych w dążeniu do wybitnych wyników.
Personel Plus 2012-04-01