ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Fotografowanie kobiet. 500 kreatywnych ujęć

Mam przed sobą nowość wydawnictwa Helion zawierającą zbiór 500 fotografii kobiet. Autorka, Michelle Perkins, zebrała w jednej książce prace fotografów mody, cenionych fotografów portretowych i reklamowych. Znajdziemy tu przykłady różnych stylizacji i aranżacji. Całość materiału pogrupowano (w rozdziałach) w zależności od tego, jak duża część postaci została ujęta w kadrze. Dodatkowo w ramach ujęć podzielono portrety na leżące, stojące i siedzące. Jak pisze autorka we wstępie, książka ma być iskrą, inspiracją w te dni, gdy nie mamy tzw. weny twórczej i nie jesteśmy kreatywni. Fotografowanie kobiet w 99% składa się ze zdjęć. Pozostały 1% to wstęp oraz zamieszczone na końcu najważniejsze reguły pozowania. Są tu konkretnych wskazówki, jak upozować modelkę, aby wyglądała najkorzystniej. Książkę uzupełnia także spis fotografów, których zdjęcia w niej figurują.

Mam pozytywne odczucia po zapoznaniu się z tą publikacją. Zdjęcia są dobrej jakości. Sensowny jest podział ze względu na ujęcia. Przydatne są także wskazówki na końcu książki. Fotograf musi mieć świadomość, czym zaowocuje błędne ustawienie modelki. Musi posiadać także wiedzę, jak te błędy wyeliminować. Mam tylko jedno zastrzeżenie. Podtytuł książki brzmi: 500 kreatywnych ujęć. Ilości się nie czepiam, natomiast czy te zdjęcia są faktycznie kreatywne? Moim zdaniem są przeciętnie poprawne. Wszystko jest starannie dopracowane, poczynając od makijażu, aż do ułożenia ciała kończąc. Jest to niewątpliwy plus tych fotografii. Ale jeśli chodzi o kreatywność to, mówiąc kolokwialnie, Ameryki nikt nie odkrył. Znalazłam kilka portretów, które są inne i które mogę nazwać oryginalnymi. Doświadczony fotograf raczej z tej książki nie skorzysta, bo wszelkie triki i ułożenia są mu dobrze znane. Natomiast osoba początkująca, jak najbardziej może posiłkować są tą publikacją. Na początku pracy z portretem może z czystym sumieniem czerpać z niej pomysły. Publikacja zdecydowanie przeznaczona dla początkujących.
ateliora.com Iwona Zielińska-Frołow

Fotografowanie ludzi. O tworzeniu prawdziwych portretów

Chris Orwig jest już znany polskim fotografującym czytelnikom. Wydawnictwo Galaktyka w 2010 roku wydało jego Poezję obrazu. Nowe spojrzenie na kreatywną fotografię. Teraz mam przed sobą kolejną książkę jego autorstwa pt. Fotografowanie ludzi, która ukazała się w wydawnictwie Helion. Na tylnej stronie okładki zamieszczono zdanie: „Genialne źródło o fotografowaniu ludzi”. No to zobaczmy, czy jest to prawda.

Już na wstępie autor uświadamia czytelnikowi, że jego zadanie to nie tylko czytanie ze zrozumieniem, ale przede wszystkim wcielenie teorii w praktykę. Całość materiału zamieszczonego w książce została podzielona na pięć tematycznych części: 1. Podstawy, 2. Opowiadanie, 3. Kontakt, 4. Ćwiczenie czyni mistrza, 5. Samodzielność, czyli zrób to po swojemu. W każdym rozdziale w ramach ćwiczeń zamieszczono do wykonania samodzielnie lub z niewielką pomocą przyjaciół trzydzieści fotograficznych eksperymentów.
W części pierwszej autor stara się uświadomić czytelnikowi, że nie najdroższy i najnowszy sprzęt decyduje o jakości zdjęcia. Osobowość fotografa, jego wrażliwość, styl, wytrwałość, otwartość serca i umysłu wpływają na zdjęcie. Nie zaszkodzi znać podstawy fotografowania. Ale to wszystko. W części drugiej Chris Orwig ucieka się do analogii. Pokazuje, że zasady obowiązujące w beletrystyce, poezji i literaturze faktu mają zastosowanie w fotografii portretowej. W części trzeciej autor uświadamia czytelnikowi, że tworzenie portretu danej osoby, to zaglądanie do jego wnętrza. Bezwzględnie potrzebne jest tu zaufanie i empatia. Bez tego zdjęcie będzie puste. Zaleca, aby spróbować swoich sił jako model i stworzyć kilka autoportretów, które mają ukazać kim jesteś. W części czwartej Orwig uświadamia ogromną rolę jaką pełni światło (preferuje naturalne, zastane), głębia ostrości, kompozycja, perspektywa. W rozdziale ostatnim, piątym, autor zamieścił niepisany kodeks portrecisty. Książka jest bogato ilustrowana, a każde zamieszczone zdjęcie opatrzono informacją o aparacie, obiektywie i przysłonie.

Po lekturze tej książki, mogę powiedzieć, że to nie jest zwykły podręcznik o fotografowaniu ludzi. Autor zachęca do tworzenia sztuki, do czucia się artystą. Jak sam pisze we wstępie: „Sztuka to proces odkrywania, eksperymentowania i zabawy” (s. 11). Stara się ułatwić czytelnikowi znalezienie własnego punktu widzenia. Uczy, jak kreować autentyczne, przejmujące w swojej wymowie portrety. Każdy, kto spróbował wykonać portret innej osoby doświadczył, że to nie jest takie proste jakby się wydawało. Sama to odczułam i niejednokrotnie złościłam się, że wykonane przeze mnie zdjęcie nie mówi nic o drugiej osobie, jest nijakie. Po tej lekturze wiem jakie błędy popełniłam. Byłam tylko zwykłym pstrykaczem, nie zastanawiałam się nad tym, co chcę przekazać. Jaką historię pragnę opowiedzieć. Do serca wzięłam sobie nauki Orwiga, m.in.: fotografuj z namysłem. Zamieszczone w książce ćwiczenia są bardzo pomocne. Pomogą nauczyć się, m.in. jak planować sesję, jak nawiązać kontakt z modelem. Pierwszy raz zetknęłam się z praktyką, aby fotograf rysował wizualną mapę swojej osobowości, a takie zadanie jest zalecane przez Orwiga. Ćwiczenie to ma za zadanie pobudzić umysł do kreatywnej pracy. Podjęłam wyzwanie i na kartce papieru wypisałam zgodnie z instrukcją: trzydzieści opisujących mnie przymiotników, tragedie i straty jakich doświadczyłam, swoje pasje, zainteresowania i cele. Było to dla mnie bardzo ciekawe doświadczenie. Całe ćwiczenie trochę przypominało mi tworzenie mapy marzeń. Przemawiające są do mnie cytaty zamieszczone w książce, pozornie nie związane z fotografią. Uważam, że zdanie zamieszczone z tyłu okładki, a zacytowane przeze mnie na początku recenzji, jest jak najbardziej prawdziwe. Podręcznik inny, ale bogaty w treść. Polecam wszystkim zainteresowanym fotografią zarówno amatorom, jak i profesjonalistą. Jednym słowem, kolejna fotograficzna pozycja warta uwagi.
ateliora.com Iwona Zielińska-Frołow

Batman i filozofia. Mroczny rycerz nareszcie bez maski

Obecnie granice między kulturą wysoką a kulturą masową się zacierają, a kino rozrywkowe coraz częściej pretenduje do miana kina ambitnego, co widać na przykładzie trylogii o Mrocznym Rycerzu Nolana. Kultura popularna obecnie podbija również uniwersytety – badacze coraz częściej zajmują się analizą jej wytworów i związanych z nią zjawisk. Owocem takiego trendu jest „Batman i filozofia. Mroczny Rycerz nareszcie bez maski”. Czy Mroczny Rycerz i poszukiwanie mądrości tworzą w tym wypadku zgrany duet?

„Batman i filozofia” to zbiór dwudziestu esejów, które są podzielone na sześć działów. Pierwsza część poświęcona jest motywacji bohatera i jego moralnym wyborom, między innymi temu, dlaczego Batman nie zabija Jokera oraz refleksji, czy stworzenie Robina było słuszne. Druga część poświęcona jest porządkowi społecznemu i rządom w Gotham, a trzecia pochodzeniu Batmana. W dziale czwartym analizowana jest tożsamość Mrocznego Rycerza, z kolei w piątym na wybory Batmana autorzy patrzą z perspektywy egzystencjalizmu i taoizmu. Szósta, ostatnia część, jest poświęcona Batmanowi i jego relacjom z bliskimi – Alfredem, Robinem i Supermanem.

Zdecydowanie najciekawsze części to pierwsza i ostatnia – dotyczą fundamentalnych kwestii świata przedstawionego, ale pisane są z naukowej perspektywy i wzbogacają jego interpretację. Te eseje rzucają więcej światła na wydarzenia z uniwersum, szczególnie w porównaniu z tekstami z działu czwartego. Poruszony w nim temat tożsamości Batmana ma duży potencjał, ale niestety dywagacje w esejach są naciągane i nic nie wnoszą do naszego rozumienia postaci, a naukowy żargon został w tym rozdziale przedawkowany. Miłym rozluźnieniem jest wywiad z Bat Tzu, który stanowi wprowadzenie do taoizmu i zapewnia chwilę relaksu.

Dwadzieścia tekstów różnych autorów trudno porównywać, jednak kilka z nich wzbudziło moje szczególne zainteresowanie. „Dlaczego Batman nie zabija Jokera?” Marka D. White’a rozprawia się z podstawowym pytaniem, które zadaje sobie chyba każdy fan tego superbohatera. White zestawia ze sobą utylitaryzm i deontologizm, dwie postawy etyczne, i rozważa, którą reprezentuje Batman. Z kolei Brett Chandler Patterson w eseju „Ziemia niczyja. Porządek społeczny w Gotham i Nowym Orleanie” porównuje sytuacje w obu tych miastach dotkniętych klęską żywiołową (trzęsienie ziemi z „No Man’s Land”, huragan Katrina) i pokazuje, że komiksowe wydarzenia mają często więcej wspólnego z rzeczywistością, niż nam się wydaje, a kultura popularna jest odbiciem naszych codziennych lęków. Esej „Alfred, mroczny rycerz wiary” Christophera M. Drohana poświęcony jest dwóm postawom, reprezentowanym przez Bruce’a i jego lokaja, które zostają przeanalizowane z perspektywy filozofii Kierkegaarda. Z kolei Daniel P. Malloy opisuje przyjaźń między Batmanem a Supermanem, posługując się teoriami Arystotelesa i Nietzschego i wyciągając ciekawe wnioski.

Twórcy z lubością posługują się eksperymentami myślowymi. Na początku taka gimnastyka umysłowa jest ciekawa, ale z czasem staje się nużąca, tym bardziej że takie zabawy bywają mało odkrywcze i kuriozalne, jak pytanie o ulubiony smak lodów, który ma ilustrować spór fanów Batmana i Supermana. Wypada to raczej banalnie. Przedstawione koncepcje filozoficzne są opisane rzetelnie i stanowią przystępne wprowadzenie dla laików w świat filozofii. Książka jest jednak zbiorem artykułów i pewne pojęcia są nadmiernie eksploatowane przez autorów, jak na przykład utylitaryzm i umowa społeczna. Za każdym razem teorie są ponownie wyjaśniane, co z jednej strony pozwala utrwalić wiadomości i czyni książkę pewnego rodzaju podręcznikiem do filozofii, a z drugiej może nudzić. Podobnie ma się sprawa z komiksami omawianymi w publikacji. Regularnie czerpane są przykłady z historii „Batman: Rok pierwszy” i „Powrotu Mrocznego Rycerza”. Nie dziwi to, biorąc pod uwagę duży wpływ tych komiksów na uniwersum, jednak sądzę, że spektrum komiksów mogłoby być bardziej poszerzone.

Książka jest dobrze zredagowana i przetłumaczona, natknęłam się na pewną niekonsekwencję – raz mowa o Nightwingu, innym razem o Czarnym Skrzydle, co nawiasem mówiąc nie brzmi zbyt dobrze w uszach fana, przyzwyczajonego do anglojęzycznego wariantu. Moim największym zastrzeżeniem, jeśli chodzi o edycję, jest to, że przypisy pojawiają się pod koniec rozdziałów zamiast na dole każdej strony. Często zawierają one istotne objaśnienia, więc każdorazowe wracanie do ostatniej strony jest niewygodne.

„Batman i filozofia” nie jest pozycją dla wszystkich fanów Batmana – nie każdemu taka zawartość treści naukowych musi odpowiadać, można nawet posunąć się do twierdzenia, że książka to nie opis zależności pomiędzy Batmanem i filozofią, a lekcja filozofii wyłożona dzięki postaci Batmana. Myślę, że spodoba się studentom oraz absolwentom nauk humanistycznych i społecznych albo osobom zainteresowanym taką tematyką. Książki nie czyta się szybko, warto dawkować lekturę, żeby nią się nią delektować i nie zostać przytłoczonym rozmyślaniami autorów. Bardzo dobrze się dzieje, że coraz więcej książek tego typu jest tłumaczonych na język polski i ma możliwość zaistnienia na naszym rynku wydawniczym.
kzet.pl Anna Wróblewska

Może (morze) wróci

Można nie być podróżnikiem, a wyprawić się w odległe miejsca. Można nie być dziennikarzem ani pisarzem, a napisać piękną książkę o niezwykłych wydarzeniach. Takie rzeczy się zdarzają, potwierdzając tezę, że i w podróżowaniu, i w tworzeniu najważniejsze są odwaga i wrażliwość.

Historia Morza Aralskiego jest jak bajka o żelaznym wilku. Trudno uwierzyć, że byto morze (a właściwie ogromne jezioro) i zniknęło. W dodatku z powodu ludzkiej głupoty i bezpowrotnie. Los tego położonego w Uzbekistanie zbiornika symbolizuje szaleństwo XX wieku: jest w tym bezmyślna działalność ludzi w systemie totalitarnym, nieliczenie się ze społeczeństwem, poczucie wszechmocy władców i bezradność narodów, bezkarna mania wielkości i bezsensowna ofiara z przyrody. A wszystko gdzieś na krańcu świata, w głębi dawnego sowieckiego imperium, w otchłani postradzieckich państw Azji Środkowej, gdzie dyktatura funkcjonuje w demokratycznej masce. Tak daleko, że wydaje się nas nie dotyczyć. A jednak ta historia, wstrząsająca i magiczna zarazem, szczęśliwie zafascynowała Bartka Sabelę, architekta, projektanta, wspinacza. Do tego stopnia, że postanowił pojechać i sprawdzić, jak wygląda morze zamienione w pustynię i jak żyją ludzie, których świat zniknął w efekcie kaprysu władcy. Dzięki tej podróży powstała piękna książka, i to piękna na wielu poziomach. Uwodząca spokojną narracją i łotrzykowskim poczuciem humoru. Poruszająca wrażliwością na spotykanych ludzi i miejsca. Wciągająca intelektualną ciekawością wydarzeń, procesów, historii. Świeża, autentyczna i bezpretensjonalna. A w dodatku sprawiająca przyjemność formą: projektem graficznym i zdjęciami. Po jej lekturze zapewne tłumy nie ruszą nad Morze Aralskie, do Uzbekistanu, ale nie o to chodzi. Już lektura „Może mo(R)że wróci" Sabeli jest wspaniałą podróżą.
Voyage 2013-06-01

Matrioszka Rosja i Jastrząb

Sprytnie skonstruowany tytuł, nawiązujący do „Matki Rosji" i nazwiska autora oraz barwne, wciągające story - to zaproszenie do niekończącej się wędrówki po bezkresnym kraju, choć na początku lat 90. ubiegłego wieku mocno okrojonym przez huragan historii. I właśnie od tej dziejowej burzy rozpoczyna Maciej Jastrzębski swą książkę „Matrioszka Rosja i Jastrząb", przygotowywaną przez Wydawnictwo Helion/Edito.

Dlaczego matrioszka? - Poznawanie Rosji w jakimś sensie przypomina otwieranie matrioszki - tłumaczy Jastrzębski. - Pierwsza lalka jest duża, kolorowa i przykuwa naszą uwagę. Druga jest nieco drobniejsza, zawiera subtelne zmiany różniące ją od tej pierwszej. Trzecia może wydawać nam się brzydka, a czwarta zachwyci nas urodą. Na piątą nie zwrócimy uwagi, ale szóstą będziemy oglądać z wielkim zainteresowaniem. I tak aż do ostatniej, najmniejszej laleczki, która jest naga, bez wizerunków i ozdób. Niektórzy nazywają ją duszą matrioszki... -przypomina autor, korespondent Polskiego Radia. Zapuszczamy się za nim w regiony znacznie odległe od Kremla, choć zwykle pozostające pod jego kuratelą.

Odkrywamy Rosję jako wciąż tajemniczy ląd, z na nowo odkrywanymi relacjami między Polakami i Rosjanami. Zarówno w stolicy, jak i tam, gdzie termometr IwAdlł me odmarza i gdzie spotkamy duchy zesłańców.
POLSKA - DZIENNIK ŁÓDZKI .N, 2013-05-25