Recenzje
Autopromocja. Pokaż, na co Cię stać - szefowi, podwładnym i klientom
„Autopromocja”, jak sam tytuł mówi, to książka o promowaniu samego siebie. Czyli o czymś, na co większość osób nie będących przedsiębiorcami wzdryga się ze wstrętem :) Napisana przez dwie specjalistki ds. Public Relations, porusza kwestie dotyczące tego, co możemy zrobić dla zbudowania i zadbania o swoją reputację, wypromowania siebie, itp.
Niektóre fragmenty książki były dla mnie nudne jak flaki z olejem, ale zrzucam to na karb tego, że nie jestem w obszarze autopromocji zupełną świeżynką, co nieco wiem na ten temat i stosuję. Niektóre były nie do zaakceptowania, np. porada typu „siedź w pracy dłużej niż inni, żeby szef widział jak ciężko pracujesz” – ja jestem zwolenniczką ROWE. A niektóre były całkiem w porządku, np. doceniam, że autorki napisały rozdział o wyglądzie zewnętrznym. Bo wygląd jest ważny, więc warto o tym mówić, a nie udawać, że tylko kompetencje się liczą.
Książka zawiera wiele przykładów i anegdotek z życia. Czasami średnio trafionych i bardziej pasujących do realiów amerykańskich niż polskich, no ale trudno się temu dziwić. Autorki podają przykłady, jak to drobnymi prezentami (typu czekoladki na walentynki dla dziennikarza, itp.) sobie zaskarbiły czyjąś sympatię. Wiem, że to działa, bo ludzie kochają prezenty i gratisy, choć na zewnątrz będą udawali, że są ponad to. Jednak muszę przyznać sama przed sobą, że dziwnie mi się to czytało, możliwe, że nie jestem gotowa na porady rodem z przekupnej Rosji. Możliwe też, że nie doceniam wagi PR-owych zachowań i może świeżynką nie jestem, ale daleko mi też do poziomu specjalisty.
Książka przydatna, ale raczej dla osób, które dopiero chciałyby zacząć uprawiać autopromocję.
Niektóre fragmenty książki były dla mnie nudne jak flaki z olejem, ale zrzucam to na karb tego, że nie jestem w obszarze autopromocji zupełną świeżynką, co nieco wiem na ten temat i stosuję. Niektóre były nie do zaakceptowania, np. porada typu „siedź w pracy dłużej niż inni, żeby szef widział jak ciężko pracujesz” – ja jestem zwolenniczką ROWE. A niektóre były całkiem w porządku, np. doceniam, że autorki napisały rozdział o wyglądzie zewnętrznym. Bo wygląd jest ważny, więc warto o tym mówić, a nie udawać, że tylko kompetencje się liczą.
Książka zawiera wiele przykładów i anegdotek z życia. Czasami średnio trafionych i bardziej pasujących do realiów amerykańskich niż polskich, no ale trudno się temu dziwić. Autorki podają przykłady, jak to drobnymi prezentami (typu czekoladki na walentynki dla dziennikarza, itp.) sobie zaskarbiły czyjąś sympatię. Wiem, że to działa, bo ludzie kochają prezenty i gratisy, choć na zewnątrz będą udawali, że są ponad to. Jednak muszę przyznać sama przed sobą, że dziwnie mi się to czytało, możliwe, że nie jestem gotowa na porady rodem z przekupnej Rosji. Możliwe też, że nie doceniam wagi PR-owych zachowań i może świeżynką nie jestem, ale daleko mi też do poziomu specjalisty.
Książka przydatna, ale raczej dla osób, które dopiero chciałyby zacząć uprawiać autopromocję.
karierapodkontrola.pl Beata Rzepka, 2013-07-26
Joga dla bystrzaków
Te z pozoru niewinnie wyglądające ćwiczenia potrafią nieźle wykończyć. Co jest największym paradoksem - wykończyć fizycznie, a odprężyć psychicznie. Joga to nie tylko zwykła gimnastyka dla utrzymania kondycji. Joga ma tak głęboko zakorzenioną tradycję wywodzącą się z Indii, że właściwie można traktować ją jako styl życia. Żadne inne czynności fizyczne nie wniosą tyle dobrego dla naszego ciała i jednocześnie duszy, co joga. Istnieją pozycje, wskazane na konkretne dolegliwości, dla kobiet, mężczyzn, ciężarnych czy osób starszych. Jeśli ktoś jest uprzedzony do jakichkolwiek ćwiczeń fizycznych, bo pamięta nieprzyjemne zajęcia z wychowania fizycznego i stres, że nie wykonuje się czegoś tak sprawnie i szybko jak pozostali w grupie, to może odetchnąć z ulgą. Joga skupia się na jakości wykonanego ćwiczenia czyli tzw. pozycji ale zawsze według osobistych możliwości jogina czy joginki, bo tak właśnie mówi się o osobach praktykujących jogę. Dzięki temu można uzyskać całkowite odprężenie, oczyścić się ze wszystkich stresów i nabrać sił psychicznych na najbliższe dni.
Książka „Joga dla bystrzaków” to kolejna książka z serii popularnych poradników i podręczników. Jest świetna zarówno dla osób zaznajomionych już z techniką jogi, ale nadaje się też idealnie dla osób chcących dopiero zacząć swoją przygodę z jogą. Ja należałam do tej drugiej grupy i już pierwsze strony zachęciły mnie do praktyki. Ten poradnik przedstawia wszystko, o czym powinno się wiedzieć, ćwicząc jogę. Warto zapoznać się z krótką historią i tradycją, żeby lepiej zrozumieć całą ideę, ale bez obaw- jest ona opisana bardzo zwięźle i sensownie, nie ma mowy o nudzie. Oprócz takich podstawowych informacji znajdziemy też praktyczną wiedzę przydatną przed pierwszymi ćwiczeniami- m.in. jak się ubrać, co często jest wielkim problemem zwłaszcza, jeśli chodzi o panie. Już na samym początku książki umieszczony został mini przewodnik po niej, czyli oznaczenia pomagające łatwo odnaleźć informacje ważne, mniej ważne, te obowiązkowe i ciekawostki. Dzięki temu nie trzeba czytać całej książki za jednym zamachem, a daje to możliwość sięgnięcia do niej, kiedy tylko zechcemy, np. by przypomnieć sobie konkretną pozycję, albo odnaleźć informacje o medytacjach.
„Joga dla bystrzaków” to idealny przewodnik po całej sztuce jogi, bo tak można nazwać ćwiczenia fizyczne połączone z medytacjami dla ducha wraz z głęboką tradycją. Książka napisana jest ciekawie i przystępnie, a jej przejrzysty podział specjalnie oznakowany nie pozwala się pogubić. Mogę ją szczerze polecić wszystkim, którzy chcą się przekonać do jogi, a swój egzemplarz będę pożyczała przyjaciołom.
Książka „Joga dla bystrzaków” to kolejna książka z serii popularnych poradników i podręczników. Jest świetna zarówno dla osób zaznajomionych już z techniką jogi, ale nadaje się też idealnie dla osób chcących dopiero zacząć swoją przygodę z jogą. Ja należałam do tej drugiej grupy i już pierwsze strony zachęciły mnie do praktyki. Ten poradnik przedstawia wszystko, o czym powinno się wiedzieć, ćwicząc jogę. Warto zapoznać się z krótką historią i tradycją, żeby lepiej zrozumieć całą ideę, ale bez obaw- jest ona opisana bardzo zwięźle i sensownie, nie ma mowy o nudzie. Oprócz takich podstawowych informacji znajdziemy też praktyczną wiedzę przydatną przed pierwszymi ćwiczeniami- m.in. jak się ubrać, co często jest wielkim problemem zwłaszcza, jeśli chodzi o panie. Już na samym początku książki umieszczony został mini przewodnik po niej, czyli oznaczenia pomagające łatwo odnaleźć informacje ważne, mniej ważne, te obowiązkowe i ciekawostki. Dzięki temu nie trzeba czytać całej książki za jednym zamachem, a daje to możliwość sięgnięcia do niej, kiedy tylko zechcemy, np. by przypomnieć sobie konkretną pozycję, albo odnaleźć informacje o medytacjach.
„Joga dla bystrzaków” to idealny przewodnik po całej sztuce jogi, bo tak można nazwać ćwiczenia fizyczne połączone z medytacjami dla ducha wraz z głęboką tradycją. Książka napisana jest ciekawie i przystępnie, a jej przejrzysty podział specjalnie oznakowany nie pozwala się pogubić. Mogę ją szczerze polecić wszystkim, którzy chcą się przekonać do jogi, a swój egzemplarz będę pożyczała przyjaciołom.
dlaLejdis.pl Katarzyna Picz, 2013-07-24
Mapy myśli w biznesie. Jak twórczo i efektywnie osiągać cele przy pomocy mind mappingu
Mapy myśli są dynamicznym narzędziem biznesowym, służącym do zarządzania czasem, projektami, a także porządkującym informacje dzięki zastosowaniu naturalnego dla mózgu sposobu ich zapisu. Nasz umysł pracuje najwydajniej, kiedy pozwalamy mu działać w możliwie najbardziej naturalny sposób. Taki sposób opisuje autorka Map myśli w biznesie.
Wykorzystanie mind mappingu jest niezwykle skuteczne w kreowaniu pomysłów, nowych koncepcji i rozwiązań. Sprzyja twórczemu myśleniu i daje nieskończone możliwości pobudzania kreatywności. Katarzyna Żbikowska, od wielu lat wielbicielka i propagatorka tego narzędzia, w przyjazny i ciekawy sposób przedstawia podstawy kreatywnego notowania, praktyczne zastosowanie map myśli i płynące z nich korzyści. Radzi także, jak uniknąć pułapek związanych z ich stosowaniem. Szybkie dostrzeganie tego, co najważniejsze, wydobywanie istotnych wskazówek z szumu informacyjnego oraz szerokie spojrzenie na problem bez tracenia z oczu szczegółów to z całą pewnością niezastąpione umiejętności w dzisiejszym biznesie.
Wykorzystanie mind mappingu jest niezwykle skuteczne w kreowaniu pomysłów, nowych koncepcji i rozwiązań. Sprzyja twórczemu myśleniu i daje nieskończone możliwości pobudzania kreatywności. Katarzyna Żbikowska, od wielu lat wielbicielka i propagatorka tego narzędzia, w przyjazny i ciekawy sposób przedstawia podstawy kreatywnego notowania, praktyczne zastosowanie map myśli i płynące z nich korzyści. Radzi także, jak uniknąć pułapek związanych z ich stosowaniem. Szybkie dostrzeganie tego, co najważniejsze, wydobywanie istotnych wskazówek z szumu informacyjnego oraz szerokie spojrzenie na problem bez tracenia z oczu szczegółów to z całą pewnością niezastąpione umiejętności w dzisiejszym biznesie.
Personel i Zarządzanie 2013-08-01
Mapy myśli w biznesie. Jak twórczo i efektywnie osiągać cele za pomocą mind mappingu
Mapy myśli są dynamicznym narzędziem biznesowym, służącym do zarządzania czasem, projektami, a także porządkującym informacje dzięki zastosowaniu naturalnego dla mózgu sposobu ich zapisu. Nasz umysł pracuje najwydajniej, kiedy pozwalamy mu działać w możliwie najbardziej naturalny sposób. Taki sposób opisuje autorka Map myśli w biznesie.
Wykorzystanie mind mappingu jest niezwykle skuteczne w kreowaniu pomysłów, nowych koncepcji i rozwiązań. Sprzyja twórczemu myśleniu i daje nieskończone możliwości pobudzania kreatywności. Katarzyna Żbikowska, od wielu lat wielbicielka i propagatorka tego narzędzia, w przyjazny i ciekawy sposób przedstawia podstawy kreatywnego notowania, praktyczne zastosowanie map myśli i płynące z nich korzyści. Radzi także, jak uniknąć pułapek związanych z ich stosowaniem. Szybkie dostrzeganie tego, co najważniejsze, wydobywanie istotnych wskazówek z szumu informacyjnego oraz szerokie spojrzenie na problem bez tracenia z oczu szczegółów to z całą pewnością niezastąpione umiejętności w dzisiejszym biznesie.
Wykorzystanie mind mappingu jest niezwykle skuteczne w kreowaniu pomysłów, nowych koncepcji i rozwiązań. Sprzyja twórczemu myśleniu i daje nieskończone możliwości pobudzania kreatywności. Katarzyna Żbikowska, od wielu lat wielbicielka i propagatorka tego narzędzia, w przyjazny i ciekawy sposób przedstawia podstawy kreatywnego notowania, praktyczne zastosowanie map myśli i płynące z nich korzyści. Radzi także, jak uniknąć pułapek związanych z ich stosowaniem. Szybkie dostrzeganie tego, co najważniejsze, wydobywanie istotnych wskazówek z szumu informacyjnego oraz szerokie spojrzenie na problem bez tracenia z oczu szczegółów to z całą pewnością niezastąpione umiejętności w dzisiejszym biznesie.
Personel i Zarządzanie 2013-08-01
Matrioszka Rosja i Jastrząb
Poznawanie Rosji jest jak otwieranie matrioszki, każda z lalek jest ciekawa - przekonuje Maciej Jastrzębski w książce "Matrioszka, Rosja i Jastrząb". Można w niej znaleźć opowieści o rosyjskiej historii i kulturze, syberyjskich skarbach i polsko-rosyjskich relacjach.
"Pierwsza lalka jest duża, kolorowa i przykuwa naszą uwagę. Druga jest nieco drobniejsza, zawiera subtelne zmiany różniące ją od tej pierwszej. Trzecia może wydawać nam się brzydka, a czwarta zachwyci nas urodą. Na piątą nie zwrócimy uwagi, ale szóstą będziemy oglądać z wielkim zainteresowaniem. I tak aż do ostatniej, najmniejszej laleczki, która jest naga, bez wizerunków i ozdób. Niektórzy nazywają ją duszą matrioszki" - pisze Jastrzębski, który na co dzień pracuje w Rosji jako korespondent Polskiego Radia.
W swojej książce, będącej połączeniem osobistych refleksji o Rosji z rzetelnymi informacjami radiowego reportera, Jastrzębski opisuje zarówno jej historię, kulturę, jak i codzienne życie jej mieszkańców. W ponad dwudziestu rozdziałach m.in. w "Mieście rubinowych gwiazd", "Strażniczce ruskich tradycji" czy "Wódce, kawiorze i dziewczynach" przewija się od czasu do czasu fikcyjna postać wujka Borki. Borys Anatolijewicz, bo tak nazywa się ów wujek, to postać poświęcona rosyjskim przyjaciołom Jastrzębskiego, którzy zachowując anonimowość opowiadali mu o swoim kraju.
Wspólnie z wujkiem Borką Jastrzębski opowiada o ukrytych diamentach w jednej z syberyjskich rzek, moskiewskim metrze (obok tokijskiego i seulskiego uznawane jest za największe na świecie; jego sieć ma długość prawie 310 km), a także o latach komunizmu w Rosji. Wówczas to Polska jako "okno na Zachód" miała w Rosji bardzo dobry wizerunek. Obecnie o Polsce - jak pisze z żalem Jastrzębski - Rosjanie wiedzą niewiele.
Proponuje też prosty eksperyment, który dobrze oddaje atmosferę polsko-rosyjskich relacji. "Wyjdźmy na ulicę dowolnego polskiego miasta. Nie ma znaczenia, czy to będzie Warszawa, Gniezno, Gdańsk czy Włocławek. Zapytajmy pierwszego spotkanego rodaka, o co ma żal do Rosjan. Usłyszymy w odpowiedzi długą wyliczankę. Będą tam rozbiory Polski, powstania narodowe, zdrady, wywózki na Syberię, mord katyński i śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. Odwróćmy teraz sytuację. Stańmy na ulicy któregokolwiek z rosyjskich miast i zapytajmy Rosjan, o co mają żal do Polaków. Ktoś zapewne powie, że wini nas za rok 1920 i wojnę polsko-bolszewicką. Ktoś inny wspomni zdobycie Smoleńska i nasz dwuletni pobyt na Kremlu. Znajdą się i tacy, którzy obwinią Polaków o podburzanie Napoleona do wyprawy na Moskwę. Jednak większość Rosjan, nie znalazłszy w pamięci żadnego powodu do urazy, odpowie szczerze: +Mamy do was żal o to, że wy ciągle macie żal do nas+" - napisał Jastrzębski.
Książkę Jastrzębskiego, która właśnie trafiła do księgarń, opublikowało wydawnictwo Helion. Docenili ją inni dziennikarze, którzy od lat opisują Rosję, m.in. Wacław Radziwinowicz i Ariadna Rokossowska, a także pisarz Janusz Leon Wiśniewski. "Jastrzębski nie tylko wyciąga babę z baby w tytułowej matrioszce. On te baby - symbolizujące Rosję - rozbiera. Niekiedy do naga. Kawioru i koniaku, na szczęście, w tej książce jest mało. Jest za to prawdziwa, pulsująca Rosja" - napisał z uznaniem Wiśniewski.
Pod koniec książki można znaleźć relację z niezwykłego wydarzenia z 15 lutego 2013 r., gdy kosmiczny głaz rozleciał się miliony kawałków i w postaci deszczu meteorytów spadł na miasto Czelabińsk na Uralu. Powstała w wyniku eksplozji fala uderzeniowa uszkodziła 4,5 tys. budynków, a wypadające z okien szkło zraniło prawie 1,2 tys. osób. Do Rosji i do takich wydarzeń jak w Czelabińsku Jastrzębski podchodzi z pokorą i pod koniec książki zauważa z humorem, że "nawet jastrzębi wzrok nie wystarczy, aby przeniknąć wszystkie warstwy skrywające duszę Rosji". Przytacza przy tym fragment filozoficznej maksymy rosyjskiego dyplomaty i publicysty Fiodora Tiutczewa z 1866 r.: "Umom Rossiju nie poniat, w Rossiju można tolko wierit" (z ros. "Rozumem Rosji nie ogarniesz, w Rosję można tylko wierzyć").
Maciej Jastrzębski od wielu lat jest korespondentem zagranicznym Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. Pracował w Mińsku na Białorusi; obecnie mieszka w Moskwie i przekazuje stamtąd najważniejsze informacje dotyczące wydarzeń w Rosji. Jest też specjalnym wysłannikiem Polskiego Radia do Gruzji.
"Pierwsza lalka jest duża, kolorowa i przykuwa naszą uwagę. Druga jest nieco drobniejsza, zawiera subtelne zmiany różniące ją od tej pierwszej. Trzecia może wydawać nam się brzydka, a czwarta zachwyci nas urodą. Na piątą nie zwrócimy uwagi, ale szóstą będziemy oglądać z wielkim zainteresowaniem. I tak aż do ostatniej, najmniejszej laleczki, która jest naga, bez wizerunków i ozdób. Niektórzy nazywają ją duszą matrioszki" - pisze Jastrzębski, który na co dzień pracuje w Rosji jako korespondent Polskiego Radia.
W swojej książce, będącej połączeniem osobistych refleksji o Rosji z rzetelnymi informacjami radiowego reportera, Jastrzębski opisuje zarówno jej historię, kulturę, jak i codzienne życie jej mieszkańców. W ponad dwudziestu rozdziałach m.in. w "Mieście rubinowych gwiazd", "Strażniczce ruskich tradycji" czy "Wódce, kawiorze i dziewczynach" przewija się od czasu do czasu fikcyjna postać wujka Borki. Borys Anatolijewicz, bo tak nazywa się ów wujek, to postać poświęcona rosyjskim przyjaciołom Jastrzębskiego, którzy zachowując anonimowość opowiadali mu o swoim kraju.
Wspólnie z wujkiem Borką Jastrzębski opowiada o ukrytych diamentach w jednej z syberyjskich rzek, moskiewskim metrze (obok tokijskiego i seulskiego uznawane jest za największe na świecie; jego sieć ma długość prawie 310 km), a także o latach komunizmu w Rosji. Wówczas to Polska jako "okno na Zachód" miała w Rosji bardzo dobry wizerunek. Obecnie o Polsce - jak pisze z żalem Jastrzębski - Rosjanie wiedzą niewiele.
Proponuje też prosty eksperyment, który dobrze oddaje atmosferę polsko-rosyjskich relacji. "Wyjdźmy na ulicę dowolnego polskiego miasta. Nie ma znaczenia, czy to będzie Warszawa, Gniezno, Gdańsk czy Włocławek. Zapytajmy pierwszego spotkanego rodaka, o co ma żal do Rosjan. Usłyszymy w odpowiedzi długą wyliczankę. Będą tam rozbiory Polski, powstania narodowe, zdrady, wywózki na Syberię, mord katyński i śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej. Odwróćmy teraz sytuację. Stańmy na ulicy któregokolwiek z rosyjskich miast i zapytajmy Rosjan, o co mają żal do Polaków. Ktoś zapewne powie, że wini nas za rok 1920 i wojnę polsko-bolszewicką. Ktoś inny wspomni zdobycie Smoleńska i nasz dwuletni pobyt na Kremlu. Znajdą się i tacy, którzy obwinią Polaków o podburzanie Napoleona do wyprawy na Moskwę. Jednak większość Rosjan, nie znalazłszy w pamięci żadnego powodu do urazy, odpowie szczerze: +Mamy do was żal o to, że wy ciągle macie żal do nas+" - napisał Jastrzębski.
Książkę Jastrzębskiego, która właśnie trafiła do księgarń, opublikowało wydawnictwo Helion. Docenili ją inni dziennikarze, którzy od lat opisują Rosję, m.in. Wacław Radziwinowicz i Ariadna Rokossowska, a także pisarz Janusz Leon Wiśniewski. "Jastrzębski nie tylko wyciąga babę z baby w tytułowej matrioszce. On te baby - symbolizujące Rosję - rozbiera. Niekiedy do naga. Kawioru i koniaku, na szczęście, w tej książce jest mało. Jest za to prawdziwa, pulsująca Rosja" - napisał z uznaniem Wiśniewski.
Pod koniec książki można znaleźć relację z niezwykłego wydarzenia z 15 lutego 2013 r., gdy kosmiczny głaz rozleciał się miliony kawałków i w postaci deszczu meteorytów spadł na miasto Czelabińsk na Uralu. Powstała w wyniku eksplozji fala uderzeniowa uszkodziła 4,5 tys. budynków, a wypadające z okien szkło zraniło prawie 1,2 tys. osób. Do Rosji i do takich wydarzeń jak w Czelabińsku Jastrzębski podchodzi z pokorą i pod koniec książki zauważa z humorem, że "nawet jastrzębi wzrok nie wystarczy, aby przeniknąć wszystkie warstwy skrywające duszę Rosji". Przytacza przy tym fragment filozoficznej maksymy rosyjskiego dyplomaty i publicysty Fiodora Tiutczewa z 1866 r.: "Umom Rossiju nie poniat, w Rossiju można tolko wierit" (z ros. "Rozumem Rosji nie ogarniesz, w Rosję można tylko wierzyć").
Maciej Jastrzębski od wielu lat jest korespondentem zagranicznym Informacyjnej Agencji Radiowej Polskiego Radia. Pracował w Mińsku na Białorusi; obecnie mieszka w Moskwie i przekazuje stamtąd najważniejsze informacje dotyczące wydarzeń w Rosji. Jest też specjalnym wysłannikiem Polskiego Radia do Gruzji.
Gazeta Wyborcza 2013-07-28
Matrioszka Rosja i Jastrząb
Rosja wciąż nieznana... O Rosji pisze się dużo i chętnie. Bez względu na to, jak wiele już napisano i bez względu na liczebność historii, w których duch Rosji za każdym razem i straszy, i fascynuje, zawsze warto poczytać, posłuchać, poznać lepiej.
Bo paradoks Rosji polega na tym, że po upadku ZSRR otworzyła się na świat, ale wciąż dla tego świata jest zagadką.
Również dla nas, Polaków, będących historycznie w orbicie wpływów wschodniego sąsiada przez dłuższy czas i tym samym teoretycznie wiedzących lepiej o tym, kim ten sąsiad jest. Symbolika tytułowej matrioszki z książki Macieja
Jastrzębskiego jest o tyle interesująca, że w gruncie rzeczy nie wiemy, ile kolorowych babuszek otworzył autor; do wnętrza ilu z nich sięgnął, by przyjrzeć się kolejnej. To książka, w której opowieści rodzą się z samych siebie i napisana ze swadą historia państwa, narodu i obszaru geograficznego, któremu przyglądamy się z zaciekawieniem, nie wiedząc, ile jeszcze można odkryć.
Jastrzębski nie otworzył ostatniej matrioszki. Trudno uznać, do której tak naprawdę dotarł. Widać natomiast, że jego imperatywem było przede wszystkim słuchanie i zapamiętywanie, dzięki temu otrzymujemy zbiór barwnych opowieści, który nie może się zdecydować na to, czy być poważny, czy też może wesoły. Bo o Rosji po prostu nie da się opowiadać jednoznacznie. Była, jest i będzie niezgłębiona. Takie publikacje jak „Matrioszka Rosja i Jastrząb” tylko to potwierdzają. W naprawdę uwagi wartym stylu.
Jeśli chodzi o reporterskie opowieści o Rosji, wystarczy wspomnieć wydaną w ubiegłym roku książkę "14:57 do Czyty" Igora T. Miecika. W konwencji opowieści drogi (czego unika Jastrzębski, snując swe opowieści bardziej z perspektywy przypadkowego świadka i obserwatora) autor publikowanych wcześniej w „Polityce” reportaży daje dowód na to, że jeśli chodzi o rosyjskość tak w ogóle, ważne jest stawianie pytań, bo udzielanie nań odpowiedzi może być co najmniej problematyczne. Miecik snuje dość mroczne opowieści i koncentruje się przede wszystkim na symbolice klatki, w której zamknięty jest naród rosyjski. Maciej Jastrzębski opowie o swoich prywatnych spotkaniach z rosyjskością, a jego książka ma konstrukcję otwartą; to właściwie zbiór faktów bez zasadniczego komentarza i dodatkowo fascynujące opowieści wujka Borki, który będzie przewodnikiem po świecie tak stale intrygującym, co hermetycznie zamkniętym. Dla Polaków, Słowian… co zatem można powiedzieć o zachodniej Europie czy reszcie świata Wędrowanie po całej złożoności Rosji będzie u Jastrzębskiego podzielone na etapy. Po garści truizmów i informacjach, które nie są niczym odkrywczym dla tych, co przez chwilę chociaż interesowali się Rosją wcześniej, przechodzimy do osadzonych na drobiazgach historiach, dzięki którym można snuć refleksje, stawiać pytania, diagnozować i dziwić się. A wszystko przedstawione tak, że do nas należy wybór tego, co naprawdę warto z tej książki zapamiętać.
Co w Rosji jest najlepszym towarem eksportowym Nie jej duch, definiowany na wiele sposób i równie wielokrotnie niewyrażalny. Rosjanie mówią, że „(…) choć mają poezję Puszkina, balet
Majakowskiego, piosenki Wysockiego, kawior i piękne kobiety, to i tak najlepiej sprzedają się ropa i gaz”. Może dlatego, że cała reszta plus mnóstwo jeszcze rzeczy, o jakich opowie Jastrzębski, po prostu sprzedać się nie mogą i nie chcą. „Matrioszka Rosja i Jastrząb” ma nie tyle wskazać to, co w Rosji może być towarem eksportowym. Ta publikacja udowadnia, że problemy, radości, symbole, opowieści czy mentalność mogą być odczytane na miejscu i w żaden sposób nie dotrą do świadomości kogoś z zewnątrz, jeżeli… nie zanurzy się w rosyjskości choć na chwilę. Z całym szacunkiem, podziwem i czasami konsternacją. Bo pojąć to, co wielkie, silne, ponadczasowe i niezniszczalne w Rosji może tylko ten, kto pochyli się nad Rosją z szacunkiem. Tak jak Jastrzębski.
Rosyjska różnorodność ukazana jest symbolicznie jako piramida i koresponduje to z tytułowym symbolem, zwracając uwagę na fakt, iż wszystko jest w jakiś sposób tam ze sobą połączone, wszystko na siebie wpływa nawzajem. Są momenty, kiedy trudno jest się domyśleć, do kogo autor kieruje swą książkę. To dzieje się wtedy, kiedy przypis wyjaśnia, czym jest NKWD czy OBWE. Z jednej strony jest to zatem publikacja dla tych, dla których Rosja naprawdę jest nieznana, ale też dla wszystkich, którzy śledzą jej najnowszą historię, doskonale wiedząc, co wydarzyło się niedawno. Autor skupia się jednak na tym, co jest, chociaż nieobce są mu wycieczki w przeszłość, dzięki którym kontekstowo osadza problematykę dnia codziennego, bo każdy wcześnie rozpoczynany w Moskwie dzień jest dla niego dniem z problemem, nad którym trzeba się zastanowić.
A warto pomyśleć nie tylko o przedstawionych faktach. Nie tylko o złamanych bądź okaleczonych biografiach.
Nie tylko o władzy, która walczy z papierową opozycją i o terrorze strachu wśród tych, którzy niczego się nie boją i których wspomaga wiara oraz Cerkiew, tak usilnie wypierana przez około siedemdziesiąt lat za rządów tych, którzy wierzyli… sami w siebie. Trudne są rozważania o demokracji rosyjskiej, bo i trudno tę demokrację zdefiniować. Sporo spraw rozpatrywanych jest z moskiewskiej perspektywy, z miasta rubinowych gwiazd. I podobnie jak Paryż nie jest wizytówką francuskości w ogóle, tak też ducha prawdziwej Rosji nie odnajduje się do końca w jej stolicy. Mieście, gdzie żyją obok siebie zblazowani bogacze i dorobkiewicze sportretowani gorzko choćby w rosyjskim bestsellerze "DuchLess" Siergieja Minajewa, obok biednych babć mających przeżyć miesiąc za 2000 rubli. Metropolii, która ma specyficzne życie podziemne w labiryntach metra oraz to gdzieś ponad brukiem Placu Czerwonego, nieuchwytne na co dzień, możliwe do poznania tylko dzięki właściwemu pojęciu o tym, czym jest rosyjskie wizjonerstwo i metafizyka. Jastrzębski zakotwiczony jest w Moskwie wyraźnie; wita ją w 1991 roku i ponownie, odmienioną, blisko dwadzieścia lat później. Od jej zaułków, tajemnic, miejskich opowieści i niepowtarzalnego klimatu rozpoczyna swe rosyjskie gawędy. Na czym kończy Nie ma końca. Rosyjskość bez początku i bez zakończenia jest nie tyle efemeryczna, co w niewyrażalny sposobów wieczna.
Poczytamy o fortunach
Chodorkowskiego, Bieriezowskiego czy Prochorowa. Także o legendach i baśniach, jakie kryją w sobie skarb innej natury. To coś, czego Rosji nikt i nigdy nie odbierze w przeciwieństwie do pieniędzy, sławy czy wszelkich dóbr, jakimi zachłyśnięto się przy pierwszej fali przypływu kapitalizmu na wschód. O rosyjskim Putinie i o Rosji bez niego. O tajemnicach Kremla i o diamentach ukrywanych przed światem. O rosyjskiej Polonii i o tym, że nasi rodacy żyją tak naprawdę w niezwykłym tyglu nacji, kultur i religii, choć wydaje się, że w
Rosji wszystko jest jednoznaczne i siła tkwi w jednolitości. O wielu innych pasjonujących sprawach. To nie jest jakiś szczególny przewodnik po Rosji, bo przecież Rosja jest krajem, w którym każdy przebywający może napisać swój własny słuszny i przydatny przewodnik. To jeszcze jeden ważny głos przypominający o tym, że choć Rosjanie nie interesują się nami tak, jak tego byśmy chcieli, my raczej powinniśmy być zainteresowani. Jest chyba dużo więcej zagadek i niejasności w ich duszach, by pochłaniać takie książki jak
„Matrioszka Rosja i Jastrząb” z wiecznym apetytem na więcej i więcej.
Bo paradoks Rosji polega na tym, że po upadku ZSRR otworzyła się na świat, ale wciąż dla tego świata jest zagadką.
Również dla nas, Polaków, będących historycznie w orbicie wpływów wschodniego sąsiada przez dłuższy czas i tym samym teoretycznie wiedzących lepiej o tym, kim ten sąsiad jest. Symbolika tytułowej matrioszki z książki Macieja
Jastrzębskiego jest o tyle interesująca, że w gruncie rzeczy nie wiemy, ile kolorowych babuszek otworzył autor; do wnętrza ilu z nich sięgnął, by przyjrzeć się kolejnej. To książka, w której opowieści rodzą się z samych siebie i napisana ze swadą historia państwa, narodu i obszaru geograficznego, któremu przyglądamy się z zaciekawieniem, nie wiedząc, ile jeszcze można odkryć.
Jastrzębski nie otworzył ostatniej matrioszki. Trudno uznać, do której tak naprawdę dotarł. Widać natomiast, że jego imperatywem było przede wszystkim słuchanie i zapamiętywanie, dzięki temu otrzymujemy zbiór barwnych opowieści, który nie może się zdecydować na to, czy być poważny, czy też może wesoły. Bo o Rosji po prostu nie da się opowiadać jednoznacznie. Była, jest i będzie niezgłębiona. Takie publikacje jak „Matrioszka Rosja i Jastrząb” tylko to potwierdzają. W naprawdę uwagi wartym stylu.
Jeśli chodzi o reporterskie opowieści o Rosji, wystarczy wspomnieć wydaną w ubiegłym roku książkę "14:57 do Czyty" Igora T. Miecika. W konwencji opowieści drogi (czego unika Jastrzębski, snując swe opowieści bardziej z perspektywy przypadkowego świadka i obserwatora) autor publikowanych wcześniej w „Polityce” reportaży daje dowód na to, że jeśli chodzi o rosyjskość tak w ogóle, ważne jest stawianie pytań, bo udzielanie nań odpowiedzi może być co najmniej problematyczne. Miecik snuje dość mroczne opowieści i koncentruje się przede wszystkim na symbolice klatki, w której zamknięty jest naród rosyjski. Maciej Jastrzębski opowie o swoich prywatnych spotkaniach z rosyjskością, a jego książka ma konstrukcję otwartą; to właściwie zbiór faktów bez zasadniczego komentarza i dodatkowo fascynujące opowieści wujka Borki, który będzie przewodnikiem po świecie tak stale intrygującym, co hermetycznie zamkniętym. Dla Polaków, Słowian… co zatem można powiedzieć o zachodniej Europie czy reszcie świata Wędrowanie po całej złożoności Rosji będzie u Jastrzębskiego podzielone na etapy. Po garści truizmów i informacjach, które nie są niczym odkrywczym dla tych, co przez chwilę chociaż interesowali się Rosją wcześniej, przechodzimy do osadzonych na drobiazgach historiach, dzięki którym można snuć refleksje, stawiać pytania, diagnozować i dziwić się. A wszystko przedstawione tak, że do nas należy wybór tego, co naprawdę warto z tej książki zapamiętać.
Co w Rosji jest najlepszym towarem eksportowym Nie jej duch, definiowany na wiele sposób i równie wielokrotnie niewyrażalny. Rosjanie mówią, że „(…) choć mają poezję Puszkina, balet
Majakowskiego, piosenki Wysockiego, kawior i piękne kobiety, to i tak najlepiej sprzedają się ropa i gaz”. Może dlatego, że cała reszta plus mnóstwo jeszcze rzeczy, o jakich opowie Jastrzębski, po prostu sprzedać się nie mogą i nie chcą. „Matrioszka Rosja i Jastrząb” ma nie tyle wskazać to, co w Rosji może być towarem eksportowym. Ta publikacja udowadnia, że problemy, radości, symbole, opowieści czy mentalność mogą być odczytane na miejscu i w żaden sposób nie dotrą do świadomości kogoś z zewnątrz, jeżeli… nie zanurzy się w rosyjskości choć na chwilę. Z całym szacunkiem, podziwem i czasami konsternacją. Bo pojąć to, co wielkie, silne, ponadczasowe i niezniszczalne w Rosji może tylko ten, kto pochyli się nad Rosją z szacunkiem. Tak jak Jastrzębski.
Rosyjska różnorodność ukazana jest symbolicznie jako piramida i koresponduje to z tytułowym symbolem, zwracając uwagę na fakt, iż wszystko jest w jakiś sposób tam ze sobą połączone, wszystko na siebie wpływa nawzajem. Są momenty, kiedy trudno jest się domyśleć, do kogo autor kieruje swą książkę. To dzieje się wtedy, kiedy przypis wyjaśnia, czym jest NKWD czy OBWE. Z jednej strony jest to zatem publikacja dla tych, dla których Rosja naprawdę jest nieznana, ale też dla wszystkich, którzy śledzą jej najnowszą historię, doskonale wiedząc, co wydarzyło się niedawno. Autor skupia się jednak na tym, co jest, chociaż nieobce są mu wycieczki w przeszłość, dzięki którym kontekstowo osadza problematykę dnia codziennego, bo każdy wcześnie rozpoczynany w Moskwie dzień jest dla niego dniem z problemem, nad którym trzeba się zastanowić.
A warto pomyśleć nie tylko o przedstawionych faktach. Nie tylko o złamanych bądź okaleczonych biografiach.
Nie tylko o władzy, która walczy z papierową opozycją i o terrorze strachu wśród tych, którzy niczego się nie boją i których wspomaga wiara oraz Cerkiew, tak usilnie wypierana przez około siedemdziesiąt lat za rządów tych, którzy wierzyli… sami w siebie. Trudne są rozważania o demokracji rosyjskiej, bo i trudno tę demokrację zdefiniować. Sporo spraw rozpatrywanych jest z moskiewskiej perspektywy, z miasta rubinowych gwiazd. I podobnie jak Paryż nie jest wizytówką francuskości w ogóle, tak też ducha prawdziwej Rosji nie odnajduje się do końca w jej stolicy. Mieście, gdzie żyją obok siebie zblazowani bogacze i dorobkiewicze sportretowani gorzko choćby w rosyjskim bestsellerze "DuchLess" Siergieja Minajewa, obok biednych babć mających przeżyć miesiąc za 2000 rubli. Metropolii, która ma specyficzne życie podziemne w labiryntach metra oraz to gdzieś ponad brukiem Placu Czerwonego, nieuchwytne na co dzień, możliwe do poznania tylko dzięki właściwemu pojęciu o tym, czym jest rosyjskie wizjonerstwo i metafizyka. Jastrzębski zakotwiczony jest w Moskwie wyraźnie; wita ją w 1991 roku i ponownie, odmienioną, blisko dwadzieścia lat później. Od jej zaułków, tajemnic, miejskich opowieści i niepowtarzalnego klimatu rozpoczyna swe rosyjskie gawędy. Na czym kończy Nie ma końca. Rosyjskość bez początku i bez zakończenia jest nie tyle efemeryczna, co w niewyrażalny sposobów wieczna.
Poczytamy o fortunach
Chodorkowskiego, Bieriezowskiego czy Prochorowa. Także o legendach i baśniach, jakie kryją w sobie skarb innej natury. To coś, czego Rosji nikt i nigdy nie odbierze w przeciwieństwie do pieniędzy, sławy czy wszelkich dóbr, jakimi zachłyśnięto się przy pierwszej fali przypływu kapitalizmu na wschód. O rosyjskim Putinie i o Rosji bez niego. O tajemnicach Kremla i o diamentach ukrywanych przed światem. O rosyjskiej Polonii i o tym, że nasi rodacy żyją tak naprawdę w niezwykłym tyglu nacji, kultur i religii, choć wydaje się, że w
Rosji wszystko jest jednoznaczne i siła tkwi w jednolitości. O wielu innych pasjonujących sprawach. To nie jest jakiś szczególny przewodnik po Rosji, bo przecież Rosja jest krajem, w którym każdy przebywający może napisać swój własny słuszny i przydatny przewodnik. To jeszcze jeden ważny głos przypominający o tym, że choć Rosjanie nie interesują się nami tak, jak tego byśmy chcieli, my raczej powinniśmy być zainteresowani. Jest chyba dużo więcej zagadek i niejasności w ich duszach, by pochłaniać takie książki jak
„Matrioszka Rosja i Jastrząb” z wiecznym apetytem na więcej i więcej.
krytycznymokiem.blogspot.com Jarosław Czechowicz, 2013-07-27