ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Obudź swoją kreatywność. Jak aktywować twórczy potencjał umysłu

Poza pisaniem poradników, Dagmara Gmitrzak zajmuje się również socjologią, a ponadto jest trenerką rozwoju osobistego, dziennikarką a także terapeutką technik holistycznych. Ukończyła Uniwersytet Warszawski w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych. Na swoim koncie ma pięć książek. Od 2001 roku prowadzi warsztaty rozwoju osobistego oraz szkolenia dla firm.

Jeżeli chcemy tworzyć, ale nie mamy weny twórczej czy też czujemy się wypaleni w swojej obecnej pracy i nie wiemy co mamy zrobić, to najlepiej jest sięgnąć po poradnik pani Gmitrzak. Pisarka przez cały czas przekonuje nas do tego, że życie jest jedną wielką wspaniała przygodą i stawia nam wiele fascynujących możliwości, które nie zawsze wiemy jak mamy wykorzystać. Zadaniem autorki jest pomoc w odnalezieniu swojego wewnętrznego artysty, odbędziemy podróż w głąb własnego umysłu. Przez całą książkę pisarka przekonuje, że każdy z nas posiada szczególny dar, nawet jeśli nie jesteśmy o tym przekonani. Zapewnia, że w każdym z nas kryje się znakomity twórca, ale nie dajemy mu dojść do głosu.

Przede wszystkim autorka pokazuje nam, jak radzić sobie z negatywnym myśleniem. Poznajemy różne typy osobowości i inteligencji ze szczegółowym opisem. Dowiadujemy się czym są lifeaventure i artventure, które pomagają nam spełniać największe marzenia. Dzięki poradnikowi zrozumiemy, na czym dokładnie polega fascynacja innymi osobami. Pisarka zagłębia się w naszym umyśle i odkrywa po kolei wszystkie czakry. Autorka pisze o duchowości, intuicji, inteligencji, świadomości oraz typach osobowości. Jednym słowem – jest to podręczna , podstawowa skarbnica wiedzy z psychologii.

Poradnik czyta się szybko i przyjemnie. Już sama okładka zmusza nas do myślenia. Autorka zadbała również o wewnętrzną estetykę: co chwilę pojawiają się inspirujące cytaty znanych ludzi, w każdym rozdziale znajdziemy różnorodne ćwiczenia, które stymulują umysł. Każda istotna informacja jest oddzielona od tekstu. Pojawiają się różne czcionki o różnej wielkości, dzięki którym łatwiej jest nam się odnaleźć. Każdy szczegół jest przejrzyście wypunktowany, co jest celowym działaniem autorki, które ma za zadanie pobudzenie naszej twórczości.

„Obudź swoją kreatywność” to poradnik jak rozbudzić swojego wewnętrznego, uśpionego twórcę. Autorka zapewnia, że w każdym z nas drzemie potencjał twórczy, a jej książka ma za zadanie go obudzić. Książka jest inspiracją do wprowadzenie zmian w swoim życiu. Mnie zdecydowanie zainspirowała.
ksiazkowy-blog.blogspot.com Klaudia Kwiatkowska, 2013-10-15

Schudnij w zgodzie ze swoją grupą krwi

Książka jest świetnym źródłem wiedzy, nie tylko dla osób chcących schudnąć, ale też takich, którzy pragną żyć zdrowo i być szczęśliwe. Można się z niej dowiedzieć jak działają enzymy trawienne, co to jest Jukka, jak unikać posiłków, które zakwaszają nasz organizm. Dowiemy się także, iż nie powinniśmy się głodzić, ani też przejadać. Jest też kilka słów na temat innych diet, które często wyniszczają organizm.

Ja mam grupę krwi 0, powinnam zatem jeść m.in. wołowinę, wątróbkę, śliwki, figi itd. Z kolei muszę unikać pomarańczy, mandarynek, kalafiora, kukurydzy itd. Oczywiście książka wyjaśnia dlaczego konkretne rzeczy jeść a innych się wystrzegać, wskazuje różne cechy organizmów mających poszczególne grupy krwi.

Książka zawiera także wiele ciekawych wskazówek, można np na lodówkę przykleić kartkę z napisem "Od 18.00 nieczynne" :). Jest też dużo tabel - np o posiłkach z określonym ph a także jadłospisy dla każdej grupy krwi. Na końcu książki umieszczono przepisy na konkretne dania dla danej grupy wraz z wartością kaloryczną :)

Podoba mi się, że książka nie karze nam się głodzić lub odmawiać sobie np w całości węglowodanów czy nabiału. Nie podobają mi się diety, które wskazują, że należy jeść tylko białko albo tylko owoce egzotyczne itd. Ogólnie można jeść produkty z każdej grupy należy się jednak wystrzegać konkretnych pojedynczych produktów z każdej grupy, w ten sposób możemy pomóc naszemu organizmowi pozytywnie wpływając na metabolizm.
madziakowo.blogspot.com 2013-09-09

Schudnij w zgodzie ze swoją grupą krwi

"Schudnij w zgodzie ze swoją grupą krwi" Doroty Augustyniak-Madejskiej i Bożeny Biernot to książka dla osób, które próbowały zrzucić zbędne kilogramy ale bez skutku. To poradnik, który pomoże uniknąć błędów popełnianych przy odchudzaniu oraz zaakceptować siebie. Pomoże zrozumieć, że wiedza i akceptacja to klucz do harmonii. Książka zawiera porady jak zmobilizować się do działania i co zrobić, żeby nasze odchudzanie było efektowne. Czym różni się od innych książek o podobnej tematyce? Przede wszystkim tym, że mówi o chudnięciu w zgodzie z własną grupą krwi. Pisana jest przez dwie autorki. W pierwszych rozdziałach dowiadujemy się jak zmotywować się do działania oraz co musimy wiedzieć przed rozpoczęciem odchudzania, żeby sobie nie zaszkodzić i uniknąć efektu jo-jo. Dowiadujemy się jakie są najczęściej popełniane błędy podczas zrzucania błędnych kilogramów. W kolejnych rozdziałach przechodzimy do omówienia jak należy się odchudzać przy poszczególnych grupach krwi oraz dlaczego moją one tak duże znaczenie.

Na końcu poradnika znajdują się przepisy na proste potrawy, które sami możemy przygotować (np. śniadania). W prawym górnym rogu danego przepisu znajduje się informacja, dla jakiej grupy krwi jest to odpowiednie danie. Znajdziemy tam m.in przepis na sałatkę z rukoli i szpinaku lub filet z okonia i sałatką rzymską.

W książce jest również przykładowy jadłospis dla poszczególnych grup krwi w postaci tabelek.

Uważam, że poradnik jest dobrze przemyślany. Przepisy są ciekawe, myślę, że sama je wykorzystam i przyrządzę coś dla siebie. Poszczególne grupy krwi są dokładnie omówione. Mimo wszystko stwierdzam, że to nie jest książka dla mnie. Nie zainteresowała mnie na tyle, żebym nie mogła się od niej oderwać. Wręcz przeciwnie, trudno mi było przez nią przebrnąć. Książka zawiera wiele cennych informacji, niemniej jednak nie interesowało mnie czytanie po kolei o każdej grupie krwi i o tym co powinny jeść/robić posiadacze danej grupy a czego nie powinny. Czytanie o enzymach, bakteriach acidofilne,Rhodiola rosea jest zupełnie nie dla mnie.. Gdybym potrzebowała takich informacji poszukałabym gdzie indziej. Mimo to, w książce są rozdziały, które dobrze motywują do działania, równocześnie pomagając zaakceptować siebie takimi jakimi jesteśmy. Myślę, że wielu z Was książka by zainteresowała, chociażby ze względu na przydatne przepisy lub chęć spróbowania schudnięcia w zgodzie ze swoją grupą krwi.
czytamysobie.blogspot.com 92ana, 2013-07-07

Uwolnij swój język. Jak zacząć konwersację i zdobyć przyjaciół

Prawie każdy człowiek potrzebuje konwersacji zarówno w świetle biznesowym, jak i prywatnym. One potrzebne są zawsze, bo cały czas ich używamy. Często jednak nie wiemy jak dobrze je zacząć, bądź zakończyć i jesteśmy wtedy lekko zagubieni. Nawet blogger będąc na Targach musi wiedzieć jak zacząć rozmowę z wystawcą, jak osiągnąć w konwersacji zamierzony cel i jak pozostawić siebie w pamięci rozmówcy. Każda rzecz zależy od umiejętności konwersacji, więc powinno się wiedzieć jak dobrze ją rozpocząć – a w tym może pomóc właśnie książka Dona Gabora.

Niedługo przede mną wyjazd . Taki jak każdy inny, jednak może pomóc otworzyć mi dobre drzwi na dalszą przyszłość. Przy pierwszym spotkaniu osób, które tam będą warto zrobić na nich dobre wrażenie. A jak wiadomo dobre pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Potem chciałoby się także dobre wrażenie podtrzymać i po zakończeniu wyjazdu kontynuować znajomość, czy to prywatnie czy bardziej biznesowo. Gdy zobaczyłam tę książkę i jej podtytuł ‘jak zacząć konwersację i zdobyć przyjaciół’ pomyślałam, że jest to coś idealnego dla mnie – po prostu strzał w dziesiątkę. Książka więc trafiła w moje ręce i bardzo mi zależało, żeby przeczytać ją przed wyjazdem. Przecież właśnie taki był jej cel – abym mogła zrobić dobre wrażenie.

Don Gabor w swojej książce używa cennych wskazówek i zwraca uwagę na mowę ciała. Przytoczę zarys jednej z jego koncepcji ‘OCIEPL’. O to Otwarte ręce, C =Ciepły uśmiech, I = Inspirujące potakiwanie, E = Ekstrawertyczne spojrzenie, P = Pochylenie, L = Lekki dotyk. Warto zauważyć, że często stoimy w pozycji ze skrzyżowanymi rękami, co tworzy wizerunek osoby zamkniętej na kontakt. Potem dziwimy się jednak „czemu nikt ze mną nie rozmawia?”. Po prostu przez twoją mowę ciała nie chce zacząć z tobą konwersacji – wydaje jej się, że nie chcesz z nią rozmawiać i dajesz jej to w jasny dla niej sposób do zrozumienia.

„Ćwiczenie umiejętności konwersacyjnych w czasie zapoznawania się z tekstem umożliwi Ci szybkie wykorzystanie wszelkich zamieszczonych tu wskazówek w codziennym życiu oraz poprawi Twoje zdolności komunikacyjne.”

Przyznam jednak, że nie jestem tak śmiała jak autor tego poradnika. Gdy wchodziłabym do restauracji i ktoś właśnie by z niej wychodził, nigdy nie zapytałabym tej osoby np. „Czy to dobry lokal?”. W mojej głowie powstaje wizja tej sytuacji i widzę wyraźnie jak osoba patrzy na mnie jak na kosmitę po czym kręcąc głową odchodzi bez odpowiedzi, dając mi do zrozumienia że jestem w jakiś sposób gorsza i jak śmiałam zadać jej takie pytanie. Cóż, może autorowi w Ameryce udaje się wtedy zacząć konwersację, ale mi w Polsce raczej by się to nie udało.

Chciałabym także zwrócić uwagę na bardzo dobre wydanie książki i zacząć od okładki. Przyznam, że bardzo mi się ona podoba. Kobieta na okładce ma ładne oczy, a sama grafika okładki i ten brak ust jest czymś, co od razu przyciągnęło moją uwagę. Jak zwykle w poradnikach strony są białe (uch, oczy mnie nadal bolą gdy spróbowałam poczytać książkę w słońcu), a czcionka prosta i czytelna dzięki czemu nie mam problemu z zobaczeniem tekstu i tym, że czcionka może być wyblakła. Bardzo ciekawe także są rysunki, które przedstawiają najważniejsze wskazówki mistrza konwersacji i z pewnością są czymś, co każdy wzrokowiec zapamięta.

„Tej książki nie musisz czytać od deski do deski. Zacznij od przejrzenia spisu treści, oceń, które tematy szczególnie Cię interesują, a następnie zacznij lekturę właśnie od nich.”

Czy książkę mogę polecić, oraz czy wskazówki Dona Gabora na coś się przydały? Odpowiedzi na to pytanie chyba będę mogła udzielić po tym, jak wrócę z wyjazdu. J Jednak z tego co mogę powiedzieć teraz to uważam, że przedstawione przez autora ćwiczenia mi się przydadzą także w codziennym życiu, a ich zastosowanie przynosi mi korzyści, o które wcześniej musiałam zabiegać długo dłużej.
http://my-books-1220.blogspot.com/ 2013-08-21

"Stary", młodzi i morze. Od Antarktydy do Alaski. Wyprawa wokół obu Ameryk

„Stary”, to nazwa jachtu, pierwszego w dziejach polskiego żeglarstwa, który opłynął dookoła obie Ameryki. Młodzi – jego załoga, najmłodsza jaka w ogóle przepłynęła przylądek Horn na południu kontynentu amerykańskiego i dotarła na Antarktydę, a w kilka lat później z Atlantyku na Pacyfik północną drogą morską. Zaś morze, to te dwa oceany plus Arktyczny i kilkanaście mórz oraz cieśnin.

Autorzy tej fascynującej i dobrze napisanej książki – opowieści o obu wyprawach – przy tym bogato ilustrowanej w większości świetnymi zdjęciami, byli jej uczestnikami. A jeden z nich inicjatorem, organizatorem oraz kapitanem jachtu podczas pierwszego i głównego odcinka drugiego rejsu.

Zafascynowany żeglarstwem od dzieciństwa, chłonący literaturę nie tylko podróżniczą, ale także fachową dotyczącą tej dziedziny oraz ważnych akwenów morskich, już w wieku 14 lat żeglował po Bałtyku na jachcie „Alabaster”, a tuż po uzyskaniu pełnoletniości otrzymał stopień morskiego sternika jachtowego stając się najmłodszym kapitanem jachtowym w kraju.

Zdołał też, wciągając do pomocy przyjaciół i kolegów, a także sponsorów, zrealizować z powodzeniem marzenie życia jakim było najpierw opłynięcie Hornu uważane w żeglarstwie jachtowym za odpowiednik wejścia na Mony Everest w himalaizmie. A następnie przepłynięcie morskiego Szlaku Przejścia Północnego traktowanego jako porównywalne ze zdobyciem drugiego z najwyższych szczytów naszej planety – K-2.

Jako pierwszy, z trzema zimowanymi w lodach Arktyki, pokonał ją w latach 1903-1906 norweski badacz polarny Roald Amundsen. Przed nim nie zdołało tego dokonać, przeważnie z tragicznymi skutkami, 64 inne ekspedycje. Zaś przed polskim „Starym” przepłynęło ją tylko około 50 jednostek, w tym lodołamacze, tankowiec i statki rybackie oraz zaledwie 10 jachtów.

To chyba dobrze pokazuje skalę tego sukcesu dokonanego przy tym podczas jednego sezonu żeglarskiego na wodach Grenlandii, Kanady i amerykańskiej Alaski. Książka dzieli się na dwie części. Każda z nich opisuje w pierwszym przypadku w kilkunastu, w drugim tylko kilku rozdziałach jedną z tych wypraw. Chociaż w opowieści o drugiej trafiają się odniesienia do pierwszej.

Warto dodać, że celem tych rejsów, z których pierwszy trwał rok, nie było tylko przepłynięcie trasy ekstremalnie trudnej na części odcinków, ale także poznanie chociażby pobieżnie krajów w których jacht zatrzymywał się, a przynajmniej portów i ich okolic. A także przeżywanie innych przygód. Na pierwszy rejs zabrano więc m.in. motolotnię, na drugą także sprzęt do wspinaczki po górach lodowych oraz podwodnego nurkowania w warunkach arktycznych.

Korzystając oczywiście z niego i przeżywając nierzadko ryzykowne przygody. Nie wszyscy uczestnicy wyprawy płynęli „Starym” przez cały czas. Niektórzy, już na kontynencie południowo amerykańskim, odłączali się aby lepiej poznać np. Argentynę czy Brazylię, a następnie po kilkunastu czy więcej dniach dołączyć do załogi w uzgodnionym porcie. Zwłaszcza w drugiej wyprawie chyba nikt nie przepłynął całej trasy, gdyż nie pozwalały na to obowiązki w kraju.

Do portu startu na główny i najtrudniejszy, północny odcinek, jacht przyprowadzili jedni, wrócili z nim przez Kanał Panamski i Atlantyk w większości inni. Cześć pierwsza książki rozpoczyna się opisem bardzo wysokich fal i niezwykle trudnych warunków żeglowania w cieśninie Drake’a na południe od przylądka Horn. Później są opisy powstania pomysłu tego rejsu oraz trudności jakie trzeba było pokonać aby udało się go zrealizować.

Ze znalezieniem sponsorów, gromadzeniem niezbędnych środków – a w grę wchodziło co najmniej 400 tys. zł na tę wyprawę – m.in. w drodze organizowania komercyjnych rejsów tym jachtem z Polski do Portugalii. No i przekonaniem rodzin, aby akceptowali ten pomysł. Przecież średni wiek 8-osobowej załogi wynosił…21 lat! Opisy tego rejsu pełne są informacji o poszczególnych odcinkach, warunkach żeglugi i życia na pokładzie w zmieniających się warunkach klimatycznych i pogodowych.

Odwiedzanych miejsc, spotykanych ciekawych ludzi. O zwiedzanych karaibskich wysepkach, chorobie wysokościowej jaka dopadła uczestników gdy podczas jednego z postojów wybrali się w Andy na wysokość ponad 5 tys. m n.p.m. Wejściu przez tych, którzy chwilowo odłączyli się od załogi, na czynny wulkan Cotopaxi czy latanie przez nich na paralotni. Są opisy pierwszego spotkania – później były następne – z wielorybami.

Problemy z łącznością z rodzinami w kraju, gdy zepsuł się telefon satelitarny, gdy byli ponad tysiąc mil od lądu itp. W tekście znajdują się liczne fragmenty notatek Jacka Wacławskiego i innych uczestników spisywanych podczas rejsu.Nie brak licznych interesująco napisanych scenek z życia na pokładzie i podczas postojów w portach lub innych miejscach. A także ciekawostek.

Zabrany przez jednego z żeglarzy w ramach koniecznego na jachcie sprzętu ponton, okazał się sowieckim produktem, który jego właściciel otrzymał przed laty na… 5-te urodziny. Ale ponton sprawdził się, w drodze powrotnej uczestnicy pływali nim nawet po kanałach Amsterdamu budząc sensację.

Czy o łączeniu się rodziców jednego z żeglarzy z telefonem satelitarnym jachtu będącego na Karaibach w wigilię z budki telefonicznej przed Urzędem Gminy w Istebnej przy temperaturze minus 20º C. Są opisy przepływania przez Kanał Panamski z zepsutym sterem oraz przez wody przybrzeżne Ekwadoru i Kolumbii znane z napadów piratów.

Nieoczekiwanego dla pracowników polskiej stacji im. Arctowskiego na Antarktydzie przycumowanie w jej przystani pierwszego polskiego jachtu z biało czerwoną banderą 1 kwietnia, co potraktowano początkowo jako Prima Aprilis. A następnie gościnne przyjęcie żeglarzy. I ciekawostka z tej bazy: drogowskaz z odległościami: Biegun północny 16.900 km, Waszyngton 11.300 km, Ruda Śląska 14.200 km…Nie brak wątków osobistych.

Np. jeden z uczestników wyprawy Kolumbijce poznanej w mieście Salina w Ekwadorze w rok później oświadczył się na rynku w Krakowie. I relacja z drogi powrotnej. Dzięki rezygnacji z pomysłu płynięcia non stop 5 tys. mil przez Atlantyk, nie tylko zmniejszyły się napięcia i konflikty nieuchronne w takim skupieniu ludzi na niewielkiej przestrzeni jachtu, nierzadko w bardzo trudnych warunkach pogodowych, o czym autorzy też wspominają, zatrzymali się jeszcze na brazylijskim archipelagu Fernando de Naranha, Wyspach Zielonego Przylądka (odbywając tam loty na paralotni nad wyspa São Vincente) i Wyspach Azorskich.

To tylko przykłady z tej podróży na trasie 22 tys. mil morskich zakończonej na jeziorze Dąbie koło Szczecina dokładnie w rok od jej rozpoczęcia w portugalskim porcie Lagos. Relacja z drugiej wyprawy rozpoczyna się karkołomnym zejściem kilku uczestników z pokładu „Starego” przy pomocy czekanów i raków na niewielką górę lodową u wybrzeży Grenlandii, a następnie przepłynięcia pod nią przez dwu żeglarzy a zarazem płetwonurków.

W chwilę później, gdy wypłynęli spod niej po przeciwnej stronie, z góry sypnął się w to miejsce grad ciężkich brył lodu… Druga część książki napisana jest bardziej dynamicznie, bo i sytuacja często zmieniała się jak w kalejdoskopie. Można dowiedzieć się z niej nie tylko o tym ekstremalnym szlaku morskim, ale także tych, którzy usiłowali go pokonać, lub pokonali, jak Amundsen, wcześniej. Z opisów wynika jednoznacznie, że uczestnicy tej wyprawy mieli niebywale szczęście.

W związku z przedłużającym się przygotowywaniem jachtu do rejsu, rozpoczęli go bowiem z opóźnieniem. Pokonywanie najtrudniejszych odcinków – Cieśniny Bellota uważanej za symboliczną bramę otwierającą od wschodu morski Szlak Przejścia Północnego, a zwłaszcza Cieśniny Simpsena „tak wąskiej, że Amundsen pokonywał ją prowadzony przez Inuitów (Eskimosów) płynących kajakami” odbywali wspólnie z jachtem „Vagabond” z kanadyjskimi Polakami na pokładzie, wzajemnie asekurując się.

A inny trudny odcinek nie tylko z nim, ale za pchaczem długich barek, którego śruby rozdrabniały bryły lodu. Ciekawych wydarzeń opisano mnóstwo. Zwiedzanie muzeum Amundsena w kanadyjskim miasteczku Gjoa Haven, okolic miejsc w których zatrzymywali się oraz nurkowanie do wraku statku Amundsena „Maud” w 1,4 – tys. miejscowości Cambridge Bay.

Czy zwiedzenie cmentarzyska czaszek i kości 40 wielorybów w wiosce Nuigsut, której mieszkańcy mają od 1973 r. prawo łowienia 4 tych wielkich ssaków rocznie, aby mogli przeżyć w tamtych warunkach. Problemy z zejście na ląd w Barrow, pierwszym porcie USA, mimo kończącego się paliwa i wody, gdyż nie dokonali wcześniej odprawy granicznej. A nie mogli jej zrobić, bo przypłynęli drogą północną od strony Kanady i nie było takiej możliwości.

Skończyło się na tym, że podczas załadunku stali po kostki w lodowatej wodzie pilnowani przez policjantkę z ręka na kaburze, ale nie naruszyli amerykańskiego prawa, za co, pomimo posiadania wiz, groziło im więzienie. „Nie stanęli bowiem suchą stopą na ziemi amerykańskiej”. Odprawili się dopiero w Nome, też w niezbyt miły sposób, chociaż funkcjonariusz graniczny w czasie prywatnym okazał się gościnnym i sympatycznym człowiekiem.

Przepłynięcie Przejścia Północno – Zachodniego okazało się w sumie mniej groźne, niż późniejsza awaria steru i sztorm w drodze do Vancouver, który przewrócił „niewywracalny” jacht. Na szczęście na krótko, ale powodując ogromne straty. To kolejne wybrane szczegóły. Czytelników zainteresowanych innymi odsyłam do książki. Jest naprawdę ciekawa nie tylko dla amatorów żeglarstwa i ludzi zainteresowanych podróżami oraz ekstremalnymi przygodami.

Dodam tylko, że w Vancouver zakończyła się północna część tej wyprawy, skąd większość załogi wróciła do obowiązków w kraju, a jej miejsce częściowo zajęli inni. A jej ostateczny finał nastąpił w Szczecinie. Za swoje osiągnięcia załoga została uhonorowana najwyższymi nagrodami żeglarskimi i podróżniczymi w Polsce. Nagrodzony został również film dokumentalny z tej wyprawy „W poszukiwaniu legendy” w reżyserii Konstantego Kulika, który na płycie DVD dołączony jest do egzemplarzy tej książki.
GLOBTROTER INFO Cezary Rudziński, 2013-10-05