ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Kapłan diabła. Opowieści o nadziei, kłamstwie, nauce i miłości

Najnowsza publikacja Richarda Dawkinsa nie jest tak naprawdę niczym nowym, ale wymaga czytania wciąż na nowo, kiedy rozum zagubi się na tyle, by wątpić i wierzyć w przesłania, a nie dowody. W każdym możliwym znaczeniu. "Kapłan diabła" to tytuł przewrotnie dość nawiązujący do listu Karola Darwina, którego duch unosi się nad tą książką zawierającą teksty z dwudziestu pięciu lat świadomego życia; życia naukowca, ewolucjonisty, racjonalisty i człowieka mądrego mądrością dowodów, umiejętnością głębokiej analizy niezwykłej świata natury i pokorą wobec rozmaitości form życia, wśród których nie jesteśmy nikim, kto miałby prawo nazywać się lepszym. Eseje, recenzje, mowy pożegnalne dla zmarłych przyjaciół, odczyty - wszystko u Dawkinsa przesycone jest darem przekonywania tego naukowca, który nigdy nie wypowiada się kategorycznie, nigdy pod wpływem emocji (z małymi wyjątkami, o czym później), nigdy też nie czyni ze swoich tekstów wykładni prawd, sugeruje jedynie sposoby dochodzenia do prawdy takiej, jaką możemy zrozumieć i objąć naszym mocno ograniczonym umysłem.

Czyta się Dawkinsa znakomicie. Nawet wtedy, gdy jego rozważania z zakresu dziedzin, w których jest ekspertem, brzmią nieco hermetycznie i utrudniają lekturę. Uczony wspomina, że zawsze odczuwa "paniczny lęk przed oślepianiem ludzi nauką". Proponuje postawę dialogu, a nie wykładu. Sugeruje, czasami bardzo dosadnie, ale zawsze pozostawia odbiorcę z własnym przekonaniem o tym, czy przeczytane lub usłyszane jest rzeczywiście warte przyswojenia. Dawkins tak jak Sokal i Bricmont, których książkę "Modne bzdury" przywołuje, kpi z pustosłowia postmodernistycznych naukowców oraz takich sformułowań, jakie mają wywody naukowe czynić narzędziami oślepiania. Pisząc o sprawach trudnych, odnosząc się do wielu zagadnień z dziedziny genetyki, nawiązując do darwinizmu i tego, czym wsparli teorię ewolucji neodarwiniści - oddaje sedno problemów w taki sposób, że możemy się w nich odnaleźć, gubiąc jednocześnie; szukając z autorem wspólnej drogi do zrozumienia. Bo ono bowiem jest najważniejsze - bez względu na to, do jakich aspektów życia i jego historii Richard Dawkins nawiązuje.

Widać, że to człowiek, który umiłował naukę ponad wszystko. Bezwzględny tropiciel myślowych absurdów, obnażający podwójne standardy myślenia, dowodzący luk myślowych i tego, że często nieciągłość uniemożliwia pełny wgląd w problem. Wszystko to z czułością i wrażliwością estety, człowieka o głębokiej kulturze, tolerancyjnego bardziej niż to możliwe (chwilami), ale przede wszystkim pochylonego nad losem natury myśliciela, dla którego każda odpowiedź implikuje kolejny znak zapytania. Wedle Dawkinsa "nauka może być poezją. Może mieć wymiar duchowy, a w pewnym sensie nawet religijny, jeśli odrzucimy skojarzenia z siłami nadprzyrodzonymi". Jakie to wzniosłe i może wydać się piękne. Co jednak, kiedy owa nauka sprowadzi nas do parteru, udowadniając ponad wszystko, że "jesteśmy tak naprawdę napuszonymi małpami, a nasze mózgi są ukształtowane w sposób umożliwiający przeżycie na afrykańskiej sawannie w epoce kamienia łupanego"? Richard Dawkins patrzy na człowieka i jego ewolucję z niezmiennym zadziwieniem; prymitywizm nie jest dla niego źródłem frustracji, bo prymitywne może być pasjonujące. "Kapłan diabła" nie redukuje ludzkiej jednostki do genotypu, choć to o genach dużo jest w tej książce; o możliwościach stojących przed tymi, co potrafią wykorzystać informacje, do których niechętnie sięgamy, bo chcemy wierzyć, że jesteśmy czymś więcej niż zlepkiem genetycznych informacji i spuścizny praprzodków, którym do głowy by nie przyszło, aby okazywać wyższość wobec natury, otaczającego świata. Dawkins porusza się między tym, co pewne i pokazuje grozę wiary w przesłanki, symbole, urojenia umysłu zainfekowanego przekonaniem, iż za stworzeniem stoi jakaś bliżej nieokreślona siła.

Nieprzypadkowo zatem najbardziej wyrazista jest w tej książce część trzecia, w której Dawkins rozprawia się ze wszystkimi religiami. Mocny tytuł "Zainfekowany umysł" wyraźnie wskazuje drogę rozważań o niebezpieczeństwach wiary pod każdą postacią i w każdej możliwej formie. Autor "Boga urojonego" bezlitośnie punktuje absurdy religijne; nazywa religie pasożytami umysłu, przedstawia jako niepokojąco szybko przyswajane mempleksy, które niosą w sobie nie tyle grozę trzymania się sfery urojeń i wyobrażeń, co pustoszą umysły w stopniu dużo bardziej trwałym niż najbardziej nawet inteligentny wirus komputerowy zainfekowane nim systemy operacyjne. Dawkins poddaje się przez chwilę emocjom - mocny i wyrazisty przez to jest esej o religijnej sile sprawczej aktów wrogości, który uczony napisał po atakach terrorystycznych na World Trade Center. Najbardziej irytuje jednak Dawkinsa fakt, że poglądy religijne są uprzywilejowane w społecznym dyskursie; każdą prawdę naukowiec musi udowadniać, każde religijne wierzenie przyjmuje się i często celebruje. Jakże możemy odkryć niesamowitość świata nauki, z którego wywodzi się Dawkins, kiedy szanujemy to, co religijne, a kwestionujemy to, co naukowe?

"Kapłan diabła" to także literackie i te rzeczywiste podróże do Afryki, naszej kolebki; miejsca praprzodków, w którym Dawkins czuje się szczęśliwy, zadziwiony i naiwnie wierzący w siłę tego, co minione, która zwycięży w świecie pędzącym wciąż do przodu. Na końcu mamy tekst najbardziej osobisty, nazwany przewrotnie modlitwą i skierowany do córki uczonego. Cała ta książka jest jej dedykowana. Jako kochający ojciec Dawkins chce swemu dziecku pozostawić wszystko, co najlepsze - spuściznę opartą na umiłowaniu nauki, szacunku do niej, do wszelkich form życia i do niezbadanej wielości. Tej w nas samych i wokół nas, w której buńczucznie wymachujemy coraz to nowymi wynalazkami, wierząc, iż zawsze będziemy gatunkiem uprzywilejowanym i wyróżniającym się. Wyróżniać może nas zdolność do analizy faktów i dowodów na tezy oraz teorie. Szkoda tylko że tego wyróżnika nie potrafimy docenić i szkoda, że taka publikacja jak "Kapłan diabła" może mieć tylu zwolenników, co przeciwników.

Tak jak Richard Dawkins szanuje spuściznę Darwina, tak współczesny człowiek powinien nauczyć się szacunku do nauki; w niej bowiem może kryć się ludzka lepsza przyszłość. Możemy bać się po nią sięgnąć tak samo, jak boimy się ewolucjonistów i mrocznych tajemnic sprzed milionów lat, które czynią nas bezbronnymi wobec faktów. Możemy też uwierzyć, że lepsza przyszłość to przyszłość nauki; tej poetyckiej, w wymiarze duchowym, okrutnej w swej prawdzie, ale prawdzie zawsze służącej rozwojowi.
krytycznymokiem.blogspot.com Jarosław Czechowicz, 2014-01-20

Sprzedaż, zarządzanie i efektywność osobista w 101 praktycznych przykładach

Sprzedaż, negocjacje i zarządzanie to tematy obecne w życiu każdego z nas. Niezależnie od tego czy negocjujesz kontrakty warte miliony euro, termin poprawki czy podział obowiązków w domu, w tej książce znajdziesz mnóstwo przydatnych informacji, które pomogą Ci zmaksymalizować prawdopodobieństwo sukcesu. Sprzedaż, zarządzanie i efektywność osobista w 101 praktycznych przykładach to jedna z najnowszych publikacji wydawnictwa Helion, która sprawdzi się zarówno jako podręcznik dla profesjonalistów jak i źródło inspiracji dla każdego, kto chciałby dowiedzieć się czegoś na temat ludzkich zachowań, ich przyczyn oraz metod osiągania pożądanych zmian. Autorzy udowadniają, że czasami wystarczy naprawdę niewiele wysiłku, by w sposób satysfakcjonujący dla wszystkich stron osiągnąć cel, który dotąd wydawał się być poza zasięgiem.

Autorami publikacji są Andrzej Niemczyk i Bartłomiej Sapała. Obaj mogą pochwalić się imponującym doświadczeniem jako trenerzy biznesu i menedżerowie. Należą do Polskiego Towarzystwa Trenerów Biznesu, które zrzesza praktyków bazujących w swojej pracy na rzetelnej wiedzy empirycznej z zakresu psychologii, socjologii, teorii zarządzania i in. Jako studentka psychologii sama spotkałam się z przypadkami prowadzenia szkoleń na podstawie wątpliwej jakości wiedzy, stąd tym bardziej doceniam wagę tej inicjatywy. Towarzystwo promuje również przestrzeganie standardów etycznych zawodu, co wyraźnie przewija się w omawianej publikacji. Jest to bardzo cenna informacja, gdyż na rynku wydawniczym można znaleźć sporo publikacji zachęcających do stosowania manipulacji w sprzedaży czy negocjacjach.

Książka, jak wskazuje tytuł, jest zbiorem 101 praktycznych przykładów przyporządkowanych do trzech rozdziałów: sprzedaż i negocjacje, zarządzanie i efektywność osobista. Wszystkie są od siebie niezależne, dzięki czemu książkę można czytać wybierając tylko działy czy tematy interesujące Czytelnika. Każdy z przykładów zawiera wstęp teoretyczny, wnioski oraz zakres sytuacji, w jakich jest szczególnie przydatny. Wszystko krótko, zwięźle i na temat a przy tym napisane niepozbawionym humoru stylem, który sprawia, że książkę tę bardzo przyjemnie się czyta. W części dotyczącej teorii Czytelnik znajdzie odwołania do literatury i przytaczanych wyników badań, co wpisuje się w ideę bazowania na wiedzy empirycznej, nadając publikacji charakter naukowy. Daje to również konkretne wskazówki co do literatury, do której można sięgnąć by zgłębić wiedzę na interesujące nas tematy.

Jeśli mowa o tematach, to muszę przyznać, że ich zakres jest tak szeroki, że nie wyobrażam sobie osoby, która nie miałaby kontaktu chociaż z jednym ze 101 typów sytuacji opisywanych w książce. Jakie znaczenie dla sprzedaży ma odkrywanie prawdziwych interesów klienta? Dlaczego zjawisko zamrożonej konsekwencji może pozbawić pracy wielu ludzi albo sprawić, że utkniesz w korku na wiele godzin? Jak przekonać nastolatkę do czegoś na czym ci zależy? Na czym polega rola obserwatora w negocjacjach? Co tak naprawdę może kryć się pod złością? Jak Eisenhower może pomóc ci skuteczniej zarządzać swoim czasem? Czy da się szybko i skutecznie rozładować emocje niezadowolonego klienta? To tylko niektóre z pytań, na które znajdziesz tu odpowiedzi.

Książkę panów Niemczyka i Sapały polecam wszystkim. Przede wszystkim sprzedawcom i menedżerom, gdyż znajdą w niej praktyczne wskazówki oparte na rzetelnej wiedzy empirycznej z odniesieniami do literatury pomagającej zgłębić omawiane zagadnienia. Opisywane przykłady łatwo zapadają w pamięć, co zwiększa prawdopodobieństwo aplikacji wspomnianych wskazówek we własnej pracy. Publikację tą z pełnym przekonaniem polecam również osobom spoza branży. Choć większość z nas prawdopodobnie nigdy nie będzie uczestniczyła w negocjowaniu kontraktu na miliony euro czy zarządzała setkami ludzi to zdecydowanie warto ją przeczytać. Jestem przekonana, że każdy odnajdzie się w przynajmniej jednej z przytaczanych sytuacji problemowych, a dzięki wiedzy zdobytej podczas lektury, nie popełni kolejny raz tego samego błędu.
moznaprzeczytac.pl Dorota, 2014-01-17

Zwyciężyć znaczy przeżyć. 20 lat później

Książka Aleksandra Lwowa miała swój debiut 20 lat temu. Autor, należący do pokolenia, które w latach 70. i 80, wprowadziło polski himalaizm do światowej ekstraklasy, wznowił i uzupełnił swoje wspomnienia o aktualny komentarz. Po tym, jak w ubiegłym roku po zejściu z Broad Peaku zginęli jego kolega i rówieśnik Maciej Ber-beka oraz młody Tomasz Kowalski, a potem jeszcze Artur Hajzer na Gasherbrumie I, Lwow jeszcze bardziej jest przekonany, że zwyciężyć w górach, znaczy przeżyć. W przeciwieństwie do komisji z Piotrem Pustelnikiem na czele, która oceniała zimową akcję Polaków w Himalajach, Lwów unika moralnego oceniania członków szturmu, którzy przeżyli.

Co się dzieje z ludźmi na wysokości 8 tysięcy metrów, wiedzą tylko nieliczni. Lwów ma na koncie cztery ośmiotysięczniki. Jesienią skończył 60. i uczciwie przyznaje, że jego możliwości dziś kończą się gdzieś na poziomie 7 tysięcy m n.p.m. W książce znajdziemy wierny opis kilku dekad jego zwycięstw i porażek, wiele fotografii, setki nazwisk, także z Olsztyna.
GAZETA OLSZTYŃSKA WAM, 2014-01-18

System Białoruś

"Ludzie, którzy latami nie wstawali ze swoich łóżek, starzy, sparaliżowani, prosili swoje dzieci: Przyjeżdżaj, zawieź mnie na głosowanie. Dzieci pytały: Po co? Przecież i tak sfałszują wybory. A ci starzy odpowiadali: Nie, ja chcę na Łukaszenkę głosować. I oto oni, chorzy, z kulami, kijkami szli na mnie głosować. Jak w Piśmie Świętym: Wstań i idź. Tak było"

Białoruś to kraj dla Polski bardzo bliski, ale tylko geograficznie. To ten z naszych sąsiadów, do którego jest nam zdecydowanie najdalej - niewielu z nas tam było i zdaje sobie sprawę z tego, jak przedstawia się tamtejsza rzeczywistość. Pierwsze wrażenie z pobytu w Mińsku może być przyjemnie zaskakujące - nigdzie nie ma kojarzonych z PRL-u pustych sklepów, drogi są ładne, a miasto czyste. Pozory jednak mylą - Białoruś mentalnie w dalszym ciągu osadzona jest bardzo głęboko w realiach Związku Radzieckiego. Obywatel jest bezbronny wobec osaczenia aparatu państwowego, a sami ludzie nie znają nie tylko historii swojego narodu, ale często nie potrafią się nawet posługiwać ojczystym językiem. Tylko w podzielonym społeczeństwie, którego część nie odczuwa własnej tożsamości i najchętniej zostałaby przyłączona do Rosji, po władzę mógł sięgnąć tak skrajny populista jak Aleksander Łukaszenka, który urząd prezydenta sprawuje już od 20 lat.

Nie sposób mówić o Białorusi bez przybliżenia jego postaci. Łukaszenka to centralna postać książki Andrzeja Poczobuta, a fascynujący opis jego dojścia do władzy oraz sposobów jej utrzymania zajmują połowę "Systemu Białoruś". "Baćka" (uciskany naród tak kocha swojego pana, że nazywa go "ojcem") okazał się politycznym kamikaze, który wielokrotnie stawiał całą swoją karierę na jedną kartę i zawsze wygrywał. Mógł być wielokrotnie strącony w niebyt przez znacznie wówczas silniejszych od niego graczy, ale jego wielką siłą było to, że przez długi czas nikt nie traktował poważnie nieokrzesanego i wydawałoby się nieszkodliwego "wujka ze wsi". Pozwalano mu zatem krzyczeć i tym samym zdobywać stopniowo coraz większe poparcie wyjątkowo podatnego na proste hasła ludu. Chorobliwie ambitny Łukaszenka z dyrektora sowchozu szybko wyrósł na cynicznego polityka pełną gębą, który sztukę manipulacji i propagandy opanował do perfekcji. Kiedy już wypłynął na walce z korupcją i paradoksalnie dzięki wolności słowa oraz wolności gospodarczej (sic!) sięgnął po prezydenturę, błyskawicznie zaczął przemieniać kraj w swój autorski i dyktatorski twór, w którym najważniejsze dla utrzymania porządku są uczucie strachu przed władzą i szara stabilizacja, która nie daje nadziei na lepszą przyszłość. To nie tylko opinia międzynarodowych analityków i spejalistów, ale zwykłych mieszkańców Białorusi, którzy są bohaterami przejmujących reportaży drugiej połowy "Systemu".

Poczobut przedstawia całość w sposób doskonały pod względem fabularnym. Represjonowany przez opisywany system dziennikarz polskiej mniejszości na Białorusi nie ma złudzeń wobec stricte mafijnych metod stosowanych przez Łukaszenkę i taką też stosuje narrację. Obok owinięcia sobie wokół palca mediów i biznesowych oligarchów, "Baćka" potrafi być okrutnie bezwględny wobec opozycjonistów, własnych sojuszników politycznych, których samodzielność bez mrugnięcia okiem marginalizował dzięki zastępowi miernych, biernych, ale wiernych, a w skrajnych przypadkach nie miał żadnych skrupułów przed posunięciem się do politycznego mordu. Lud stoi jednak za nim bezwarunkowo i pomimo oczywistych wyborczych fałszerstw jego poparcie w społeczeństwie jest nadal bardzo wysokie. Ale może to nie powinno dziwić - stałym elementem białoruskiej telewizji są rozbudowane i wyreżyserowane show, gdzie wściekły Łukaszenka ruga macią oraz każe wyprowadzać w kajdankach ministrów i urzędników, którzy "nic nie robią i kradną", rozwiązuje problemy schorowanych emerytek, a podstawieni rolnicy i weterani wojenni proszą go, aby rządził do końca życia.

Punkt pierwszy - prezydent ma zawsze rację. Punkt drugi - kiedy prezydent nie ma racji, patrz punkt pierwszy. To twarda ręka Łukaszenki doprowadziła do tego, że Białoruś nigdy nie dała sobie samej szansy, a demokracja i kapitalizm to tam wciąż pojęcia nieznane. Dziękujmy Bogu, że taki facet nigdy nie rządził Polską, bo tak daleko od tego wcale znowu nie było.

"Łukaszenka: Czy poradzicie sobie ze żniwami?
Gubernator obwodu brzeskiego Sumar: Nie chciałbym się z Bogiem sprzeczać Aleksandrze Ryhorawiczu, przecież widzicie, jaka jest pogoda.
- Przecież ja nie jestem Bogiem.
- Wy jesteście trochę wyżej.
- Dziękuję"
PORTAL INTERNETOWY dlaStudenta.pl Jerzy Ślusarski, 2014-01-07

Barszcz ukraiński

Polakom wydaje się, że znają Ukrainę i jej mieszkańców jak siebie. Przez wiele stuleci ziemie te należały do Rzeczpospolitej, w jej drugim wydaniu Ukraińcy stanowili duży odsetek polskiego społeczeństwa. Wreszcie, po II wojnie światowej znaleźliśmy się po jednej stronie „żelaznej kurtyn” z drobną różnicą – oni byli częścią ZSRR my nie. Niby nieistotny szczegół, jednak…

Jednak ma znaczenie zwłaszcza przy ostatnich wyborach Ukrainy, które na bieżąco śledzi cały świat. Chodzi o manifestacje w Kijowie związane z partnerstwem europejskim (lub Rosyjskim). Dokąd zmierza Ukraina i czego chcą jej mieszkańcy? Bez znajomości kultury i mentalności tego kraju nie da się udzielić prawidłowej odpowiedzi. Jako pomoc w tych dociekaniach może posłużyć książka Piotra Pogorzelskiego, pt. Barszcz Ukraiński. Pogorzelski wieloletni korespondent polskiego radia pracujący m. in. w Mińsku i Moskwie, ostatecznie jako miejsce zamieszkania wybrał Kijów, skąd przesyła do kraju swoje sprawozdania. Polskie Radio wyszkoliło wielu świetnych dziennikarzy, do których niewątpliwie zaliczyć można Pogorzelskiego. Barszcz Ukraiński nie czyta się. Jego się jak zupę łyka i to wielkimi łychami. Książka napisana jest prostym językiem. Jej układ jest logiczny dzięki temu Czytelnik wie, w którym miejscu rozważań autora jest i dokąd zmierza narracja (co niestety nie u wszystkich da się równie łatwo określić). Zaczynając od ogólnego opisu państwa autor przechodzi do bardziej szczegółowych kwestii mogących zainteresować Czytelnika z Polski: język i kulturę ukraińską, muzykę, pieniądze i miejsce oligarchów w systemie władzy, kobiety, alkohol i kulturę picia, historię i pamięć czy wrażenia z ostatnich Mistrzostw Europy.

Każda z tych kwestii omawiana jest z punktu widzenia obserwatora z zewnątrz, dzięki czemu Czytelnik, który nigdy nie zetknął się z przedstawicielami tego narodu łatwo zrozumie aspekty kultury odmienne od polskich wzorców. Autor, nieukrywając fascynacji Ukrainą (dzięki stylowi pisania ten nastrój udziela się Czytelnikowi), nie poprzestaje na jasnych jej stronach. Wiele miejsca (można zaryzykować nawet słowo większość), poświęca jej nie tak kolorowemu obliczu. Nie psuje to jednak ogólnego przesłania książki, za które należy się autorowi duży plus. Obraz naszego wschodniego sąsiada rysuje się bardzo pozytywnie. Tak zarysowanego mieszkańca Ukrainy po prostu nie da się nie lubić. Zaczynając od historycznych uwarunkowań, omawiając dzień dzisiejszy Pogorzelski stara się spojrzeć w przyszłość tego kraju i jego mieszkańców. Pomagają mu w tym wywiady z różnymi Ukraińcami, przeprowadzone przy różnych okazjach a zamieszczone na końcu każdego z rozdziału. Stanowią one niejako podsumowanie konkretnego zagadnienia. I tu pojawia się jedyny minus tej książki. Każdy rozdział może stanowić oddzielną całość, jest wewnętrznie spójny i kończą się podsumowaniem. Takiego podsumowania nie ma książka jako całość. Poruszane w książce wątki zarysowują obraz typowego mieszkańca Ukrainy, jednak brakuje połączenia wszystkich elementów w całość. Bardzo trudno jest stworzyć obraz typowego Ukraińca. Występują zasadnicze różnice w postrzeganiu wielu kwestii (nieraz kluczowych) pomiędzy mieszkańcem wschodniej a zachodniej części kraju – co wyraźnie widać w książce. Taki obraz (z zastrzeżeniem powyższych kwestii) można by jednak, dla dopełnienia książki, stworzyć. Dzięki temu taki obraz typowego Ukraińca – według Piotra Pogorzelskiego mógłby zastąpić stereotypy dotyczące naszych wschodnich sąsiadów.
moznaprzeczytac.pl Jarek Szlązak, 2014-01-16