Recenzje
Kot Dalajlamy
Oto książka zawierająca osobliwą relację z codziennego życia duchowego przywódcy Tybetańczyków. Najciekawsze jest to, że narracja jest prowadzona z punktu widzenia bardzo bystrej kotki, która została ocalona od pewnej śmierci na jednej z ulic Indii. Jej historia to pretekst do ukazania mądrości i filozoficznego podejścia Dalajlamy do życia i świata. W całej swej powadze okazuje się on również wielkim miłośnikiem kotów, co sprawia, że po lekturze tej książki stanie się bliższy milionom posiadaczy tych sympatycznych zwierzaków.
Kotka opisuje swoje otoczenie i obserwowane wydarzenia oraz ludzi na sposób właściwy zwierzętom – a więc autor znakomicie zna kocią psychikę, dzięki czemu udało mu się dobrze wczuć w jej położenie.
Łączy beletrystykę i rozważania o najpopularniejszej filozofii Wschodu. Jej sednem zdaje się być prosta prawda: każdy chce być kochany. Poznajemy więc zasady buddyzmu, który ma na celu uszczęśliwienie ludzi poprzez wskazanie im źródeł szczęścia w ich codzienności.
To również historia ocalenia – dla kotki jej życie to sprawa najważniejsza, a Dalajlama doskonale to rozumie. Nie wartościuje on istnienia zwierzęcia i człowieka, nie wskazuje, które jest więcej warte. Na tym właśnie polega głębia mądrości jego filozofii.
W tej książce znajdujemy też receptę na życie w zgodzie z samym sobą, bez nierealnych oczekiwań i poczucia winy. To właśnie ono, zdaniem Dalajlamy, prowadzi do największych zniszczeń w życiu każdego z nas. Polecam tę powieść ku refleksji nad tym, czy nasze życie jest takie, jak być powinno. Warto poszukać w niej odpowiedzi na to, jak żyć, by nareszcie czuć się spełnionym.
Kotka opisuje swoje otoczenie i obserwowane wydarzenia oraz ludzi na sposób właściwy zwierzętom – a więc autor znakomicie zna kocią psychikę, dzięki czemu udało mu się dobrze wczuć w jej położenie.
Łączy beletrystykę i rozważania o najpopularniejszej filozofii Wschodu. Jej sednem zdaje się być prosta prawda: każdy chce być kochany. Poznajemy więc zasady buddyzmu, który ma na celu uszczęśliwienie ludzi poprzez wskazanie im źródeł szczęścia w ich codzienności.
To również historia ocalenia – dla kotki jej życie to sprawa najważniejsza, a Dalajlama doskonale to rozumie. Nie wartościuje on istnienia zwierzęcia i człowieka, nie wskazuje, które jest więcej warte. Na tym właśnie polega głębia mądrości jego filozofii.
W tej książce znajdujemy też receptę na życie w zgodzie z samym sobą, bez nierealnych oczekiwań i poczucia winy. To właśnie ono, zdaniem Dalajlamy, prowadzi do największych zniszczeń w życiu każdego z nas. Polecam tę powieść ku refleksji nad tym, czy nasze życie jest takie, jak być powinno. Warto poszukać w niej odpowiedzi na to, jak żyć, by nareszcie czuć się spełnionym.
urodaizdrowie.pl Magda, 2014-01-29
Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca
Gdyby tak odwiedzić dziadków i przejrzeć zdjęcia czy dokumenty przez nich gromadzone… cóż za skarby można by odnaleźć? Piękne, pożółkłe fotografie, możliwe, że lekko sfatygowane, a ileż opowieści, ileż wspomnień? I gdyby tak jeszcze dziadkowie opowiedzieli nam ich historię… Wielu z nas ma okazję poznać dzieje swoich przodków jednak są też tacy, którym pozostaną jedynie zdjęcia oraz ci, którzy nawet tego zostają pozbawieni.
W 1923 roku w pewną deszczową noc, we wsi Stokowo na Podlasiu, na świat przychodzi Janka Zajewicz. Rodzi się w okresie międzywojnia, czyli w czasie najbardziej niepewnym i trudnym. Chwiejny los postanawia spisać na kartach pamiętnika. Lata II wojny światowej – stalinizm, później komunizm – odcisnęły piętno na jej życiu emocjonalnym. W swym pamiętniku stara się relacjonować wszystkie wydarzenia mające miejsce we wsi, w której mieszkała.. Opisuje sąsiadów, Żydów, którzy za swoją narodowość zapłacili najwyższą cenę. Opisy z pamiętnika są bardzo wyraziste i w bardzo realistyczny sposób przedstawiają, jak z dnia na dzień zmieniało się życie szarych ludzi. Nikt nie był pewien jutra.
Janka bardzo często wspomina swoją młodszą siostrę Cezarynę, z którą łączy ją szczególna więź. Kobieta zaczyna stopniowo odnajdywać spokój, gdy poznaje młodszego od siebie studenta medycyny – Leszka Borengę. I choć realia, w jakich muszą żyć są mało sprzyjające – ciągłe podróże po Polsce nie pozwalają na spokojny byt – mimo to pozostają wierni swoim przekonaniom, nie zmieniają ich nawet wtedy, gdy okazuje się, że mają tylko siebie. Nie starają się przypodobać innym, zawiązują przyjaźnie, zarówno krótkotrwałe – rozpadające się, gdy Borengowie popadają w kłopoty – jak i te długoletnie, znoszące wszelkie niepowodzenia. Polska będzie się odradzać, miasta odbudowywać, jednak życie bohaterów nie będzie usłane różami..
Katarzyna Droga napisała biografię, co zapewne nie wszystkim się spodoba, jednak plastyczny język, którym operuje, nie pozwala oderwać się od lektury. Do historii angażuje sporą ilość bohaterów, co na szczęście nie powoduje chaosu, a pozwala bardziej zrozumieć trudne życie w tamtych czasach. Tych wszystkich bohaterów łączą osoby Janki i Leszka.
„Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca” to książka, w której możemy odnaleźć fragment własnej rodziny. Nasi dziadkowie czy rodzicie żyli przecież w tych trudnych czasach, starali się egzystować i przetrwać kolejny dzień. Pragnęli lepszego jutra, lepszego świata dla własnych dzieci.
Książkę przeczytałam z wielką przyjemnością. Katarzyna Droga stworzyła przepiękną powieść, napisaną prostym i przystępnym językiem. Autorka w bardzo umiejętny sposób przybliża młodszemu czytelnikowi historię lat 50-tych XX wieku. Akcja dzieje się niespiesznie, jednak spisana w solidny sposób potrafi zainteresować nawet najbardziej wybrednego czytelnika.
Do lektury podeszłam bardzo emocjonalnie. Wiele razy śmiałam się razem z Janką, i wiele razy płakałam wraz z nią. To, że znam Białystok, do którego młode małżeństwo przeniosło się po pewnym czasie, spowodowało, że razem z nimi spacerowałam ulicami tego miasta i poznawałam je sprzed pół wieku.
Sugestywnym jest tytuł powieści: „Pokolenia. Wiek deszczu wiek słońca”. Przecież nasze życie naznaczone jest zarówno cierpieniem, jak i szczęściem. Obecna rzeczywistość niesie ze sobą te smutne, ale również te radosne dni. Podobnie życie Janki i jej przyjaciół przepełnione było żalem i pogodą ducha .
Bohaterzy są dopracowani w każdym szczególe, charakterni, bardzo mocno osadzeni w latach, w których przyszło im żyć. Wydawałoby się, że los ich nie oszczędzał i co rusz rzucał kłody pod nogi, jednak ich miłość i samozaparcie powodują, że pewnego dnia i dla nich zaświeci słońce. Największą sympatię wzbudziła we mnie osoba Janki. To kobieta, która wie, czego chce i nie boi się o tym mówić głośno. To kobieta bardzo silna, która potrafi podnieść się, gdy spotka ją największe nieszczęście – śmierć siostry.
Ta, trochę ponad cztery set stronicowa powieść, to bardzo ciepła, wbrew pozorom, historia. Przedstawia dzieje rodziny, która pomimo przeciwności losu, starała się nie poddawać i wspierać wzajemnie. Większość opisywanych wydarzeń dzieje się na Podlasiu, a że sama stąd pochodzę, byłam ciekawa jak te tereny wyglądały 50-80 lat temu i jacy ludzie je zamieszkiwali.. Po tę książkę sięgnęłam z niekłamaną satysfakcją i ciekawością. Bardzo chętnie czytam literaturę napisaną na kanwie wspomnień.
Czy historia polskiej rodziny, żyjącej od lat wojennych do dzisiaj, może zainteresować? Mnie zainteresowała i to bardzo.
W 1923 roku w pewną deszczową noc, we wsi Stokowo na Podlasiu, na świat przychodzi Janka Zajewicz. Rodzi się w okresie międzywojnia, czyli w czasie najbardziej niepewnym i trudnym. Chwiejny los postanawia spisać na kartach pamiętnika. Lata II wojny światowej – stalinizm, później komunizm – odcisnęły piętno na jej życiu emocjonalnym. W swym pamiętniku stara się relacjonować wszystkie wydarzenia mające miejsce we wsi, w której mieszkała.. Opisuje sąsiadów, Żydów, którzy za swoją narodowość zapłacili najwyższą cenę. Opisy z pamiętnika są bardzo wyraziste i w bardzo realistyczny sposób przedstawiają, jak z dnia na dzień zmieniało się życie szarych ludzi. Nikt nie był pewien jutra.
Janka bardzo często wspomina swoją młodszą siostrę Cezarynę, z którą łączy ją szczególna więź. Kobieta zaczyna stopniowo odnajdywać spokój, gdy poznaje młodszego od siebie studenta medycyny – Leszka Borengę. I choć realia, w jakich muszą żyć są mało sprzyjające – ciągłe podróże po Polsce nie pozwalają na spokojny byt – mimo to pozostają wierni swoim przekonaniom, nie zmieniają ich nawet wtedy, gdy okazuje się, że mają tylko siebie. Nie starają się przypodobać innym, zawiązują przyjaźnie, zarówno krótkotrwałe – rozpadające się, gdy Borengowie popadają w kłopoty – jak i te długoletnie, znoszące wszelkie niepowodzenia. Polska będzie się odradzać, miasta odbudowywać, jednak życie bohaterów nie będzie usłane różami..
Katarzyna Droga napisała biografię, co zapewne nie wszystkim się spodoba, jednak plastyczny język, którym operuje, nie pozwala oderwać się od lektury. Do historii angażuje sporą ilość bohaterów, co na szczęście nie powoduje chaosu, a pozwala bardziej zrozumieć trudne życie w tamtych czasach. Tych wszystkich bohaterów łączą osoby Janki i Leszka.
„Pokolenia. Wiek deszczu, wiek słońca” to książka, w której możemy odnaleźć fragment własnej rodziny. Nasi dziadkowie czy rodzicie żyli przecież w tych trudnych czasach, starali się egzystować i przetrwać kolejny dzień. Pragnęli lepszego jutra, lepszego świata dla własnych dzieci.
Książkę przeczytałam z wielką przyjemnością. Katarzyna Droga stworzyła przepiękną powieść, napisaną prostym i przystępnym językiem. Autorka w bardzo umiejętny sposób przybliża młodszemu czytelnikowi historię lat 50-tych XX wieku. Akcja dzieje się niespiesznie, jednak spisana w solidny sposób potrafi zainteresować nawet najbardziej wybrednego czytelnika.
Do lektury podeszłam bardzo emocjonalnie. Wiele razy śmiałam się razem z Janką, i wiele razy płakałam wraz z nią. To, że znam Białystok, do którego młode małżeństwo przeniosło się po pewnym czasie, spowodowało, że razem z nimi spacerowałam ulicami tego miasta i poznawałam je sprzed pół wieku.
Sugestywnym jest tytuł powieści: „Pokolenia. Wiek deszczu wiek słońca”. Przecież nasze życie naznaczone jest zarówno cierpieniem, jak i szczęściem. Obecna rzeczywistość niesie ze sobą te smutne, ale również te radosne dni. Podobnie życie Janki i jej przyjaciół przepełnione było żalem i pogodą ducha .
Bohaterzy są dopracowani w każdym szczególe, charakterni, bardzo mocno osadzeni w latach, w których przyszło im żyć. Wydawałoby się, że los ich nie oszczędzał i co rusz rzucał kłody pod nogi, jednak ich miłość i samozaparcie powodują, że pewnego dnia i dla nich zaświeci słońce. Największą sympatię wzbudziła we mnie osoba Janki. To kobieta, która wie, czego chce i nie boi się o tym mówić głośno. To kobieta bardzo silna, która potrafi podnieść się, gdy spotka ją największe nieszczęście – śmierć siostry.
Ta, trochę ponad cztery set stronicowa powieść, to bardzo ciepła, wbrew pozorom, historia. Przedstawia dzieje rodziny, która pomimo przeciwności losu, starała się nie poddawać i wspierać wzajemnie. Większość opisywanych wydarzeń dzieje się na Podlasiu, a że sama stąd pochodzę, byłam ciekawa jak te tereny wyglądały 50-80 lat temu i jacy ludzie je zamieszkiwali.. Po tę książkę sięgnęłam z niekłamaną satysfakcją i ciekawością. Bardzo chętnie czytam literaturę napisaną na kanwie wspomnień.
Czy historia polskiej rodziny, żyjącej od lat wojennych do dzisiaj, może zainteresować? Mnie zainteresowała i to bardzo.
Debiutext.eu Kasia Roszczenko, 2014-01-31
Obudzone pragnienia
Wiele kobiet marzy o tym, by wreszcie zmienić coś w swoim, życiu, przerwać monotonię i oderwać się od szarej codzienności. Niewiele jednak ma tyle odwagi, by rzucić wszystko i brnąć w nieznane. W poukładanym, przewidywalnym dotąd życiu Jessiki – bohaterki powieści Sylvii Day – pojawia się szansa, by spróbować czegoś innego, dotąd zakazanego… Umiera mąż, który przez siedem lat małżeństwa nie potrafił dać jej pełni szczęścia, a na horyzoncie pojawia się on – tajemniczy i pociągający Alistair, którego urokowi żadna dotąd nie mogła się oprzeć. Ten mężczyzna intryguje ją o dawna, gdy przed laty przypadkiem zobaczyła go w miłosnej scenie z inną kobietą.
Czy Jessika odnajdzie szczęście w ramionach ukochanego? Jak potoczą się jej losy podczas podróży do odziedziczonej po mężu fabryki?
Ta powieść jest pełna namiętności i emocji, które stanowią o najważniejszych sprawach w życiu każdej z nas. Autorka udowadnia, że warto iść za głosem serca i nawet wbrew innym budować własne szczęście, gdyż w kwestii uczuć najgorsze bywa zaniechanie, którego później zawsze żałujemy. W jej powieściach znajdujemy postacie kobiet z krwi i kości, przeżywających pragnienia właściwe każdej kobiecie, dlatego są one nam tak bliskie.
Sylvia Day potrafi budować intrygującą fabułę, w której zakończenie zawsze jest poprzedzone serią perypetii, komplikujących życie bliskich sobie ludzi. Tu nic nie jest oczywiste, a opisywane przeżycia budzą pragnienie, by kiedyś znaleźć się na miejscu tych bohaterów literackich. Polecam tę książkę – niech rozgrzewa Wasze zmysły w tym zimnym czasie, który właśnie nastał!
Czy Jessika odnajdzie szczęście w ramionach ukochanego? Jak potoczą się jej losy podczas podróży do odziedziczonej po mężu fabryki?
Ta powieść jest pełna namiętności i emocji, które stanowią o najważniejszych sprawach w życiu każdej z nas. Autorka udowadnia, że warto iść za głosem serca i nawet wbrew innym budować własne szczęście, gdyż w kwestii uczuć najgorsze bywa zaniechanie, którego później zawsze żałujemy. W jej powieściach znajdujemy postacie kobiet z krwi i kości, przeżywających pragnienia właściwe każdej kobiecie, dlatego są one nam tak bliskie.
Sylvia Day potrafi budować intrygującą fabułę, w której zakończenie zawsze jest poprzedzone serią perypetii, komplikujących życie bliskich sobie ludzi. Tu nic nie jest oczywiste, a opisywane przeżycia budzą pragnienie, by kiedyś znaleźć się na miejscu tych bohaterów literackich. Polecam tę książkę – niech rozgrzewa Wasze zmysły w tym zimnym czasie, który właśnie nastał!
urodaizdrowie.pl Beata, 2014-01-23
Obudzone pragnienia
Wiele kobiet marzy o tym, by wreszcie zmienić coś w swoim, życiu, przerwać monotonię i oderwać się od szarej codzienności. Niewiele jednak ma tyle odwagi, by rzucić wszystko i brnąć w nieznane. W poukładanym, przewidywalnym dotąd życiu Jessiki – bohaterki powieści Sylvii Day – pojawia się szansa, by spróbować czegoś innego, dotąd zakazanego… Umiera mąż, który przez siedem lat małżeństwa nie potrafił dać jej pełni szczęścia, a na horyzoncie pojawia się on – tajemniczy i pociągający Alistair, którego urokowi żadna dotąd nie mogła się oprzeć. Ten mężczyzna intryguje ją o dawna, gdy przed laty przypadkiem zobaczyła go w miłosnej scenie z inną kobietą.
Czy Jessika odnajdzie szczęście w ramionach ukochanego? Jak potoczą się jej losy podczas podróży do odziedziczonej po mężu fabryki?
Ta powieść jest pełna namiętności i emocji, które stanowią o najważniejszych sprawach w życiu każdej z nas. Autorka udowadnia, że warto iść za głosem serca i nawet wbrew innym budować własne szczęście, gdyż w kwestii uczuć najgorsze bywa zaniechanie, którego później zawsze żałujemy. W jej powieściach znajdujemy postacie kobiet z krwi i kości, przeżywających pragnienia właściwe każdej kobiecie, dlatego są one nam tak bliskie.
Sylvia Day potrafi budować intrygującą fabułę, w której zakończenie zawsze jest poprzedzone serią perypetii, komplikujących życie bliskich sobie ludzi. Tu nic nie jest oczywiste, a opisywane przeżycia budzą pragnienie, by kiedyś znaleźć się na miejscu tych bohaterów literackich. Polecam tę książkę – niech rozgrzewa Wasze zmysły w tym zimnym czasie, który właśnie nastał!
Czy Jessika odnajdzie szczęście w ramionach ukochanego? Jak potoczą się jej losy podczas podróży do odziedziczonej po mężu fabryki?
Ta powieść jest pełna namiętności i emocji, które stanowią o najważniejszych sprawach w życiu każdej z nas. Autorka udowadnia, że warto iść za głosem serca i nawet wbrew innym budować własne szczęście, gdyż w kwestii uczuć najgorsze bywa zaniechanie, którego później zawsze żałujemy. W jej powieściach znajdujemy postacie kobiet z krwi i kości, przeżywających pragnienia właściwe każdej kobiecie, dlatego są one nam tak bliskie.
Sylvia Day potrafi budować intrygującą fabułę, w której zakończenie zawsze jest poprzedzone serią perypetii, komplikujących życie bliskich sobie ludzi. Tu nic nie jest oczywiste, a opisywane przeżycia budzą pragnienie, by kiedyś znaleźć się na miejscu tych bohaterów literackich. Polecam tę książkę – niech rozgrzewa Wasze zmysły w tym zimnym czasie, który właśnie nastał!
urodaizdrowie.pl Beata, 2014-01-23
Sztuka rynkologii
Jacek Kotarbiński – autor bloga kotarbinski.com w swojej książce “Sztuka rynkologii” pokazuje, że biznes nie powinien szukać już miejsca na rynku. Wręcz przeciwnie – powinien tworzyć rynki własne, na których zawsze będzie zapotrzebowanie na dany produkt, markę czy usługę.
To tylko jedna z wielu ważnych informacji dotyczących marketingu XXI wieku zawartych w książce – potrzebnej i ważnej. Trzeba by ją kupić politykom, którzy bujając w obłokach zaklinają statystyczne notowania. Tu trzeba Panowie dialogu, relacji i wyników! A nie 140 znaków na twitterze, za którymi nic nie idzie.
Warto sprzedawać “Rynkologię” ludziom biznesu, którzy chcą osiągnąć sukces przez duże “S”. Pamiętać jednak należy, że wyjście na plus dzięki metodom Kotarbińskiego zaczyna się od zmiany sposobu myślenia. Czasem już na starcie można zdać sobie sprawę, że biznes przez nas prowadzony jest zupełnie niepotrzebny, nieopłacalny i nieprzystosowany do świata XXI wieku. Warto więc wprowadzić szybkie zmiany zanim ktoś zbuduje rynek, który my mogliśmy mieć już parę lat wcześniej.
Autor “Sztuki rynkologii” wie, jak osiągnąć sukces w biznesie. I nie mam tu na myśli zarabianych przez niego pieniędzy lecz drugiego dna, które dzięki pracy osiąga. Wyzwania, elementy konkurencji, przyjaźnie serdeczne partnerów biznesowych i nienawiść całkowita konkurencji, która nie poznała się na jego talencie to elementy czasem ważniejsze niż słupki zysku i osiąganej marży.
Pamiętać należy o prawach marketingowych Kotarbińskiego, które stanowią wisienkę na torcie całej publikacji. “Uśmiechnij się – jutro czeka się więcej harówki!” – to jedno z lepszych i stosowanych w każdej firmie prawidłowości.
Ciekawy podział książki pozwala czytelnikowi na delektowanie się przystawkami (do wyboru), zupą dnia bądź porządną sztuką mięsa. Jednakże wertując książkę raz jeszcze stwierdzam, iż nie ma tam dietetycznego menu. Większość marketingowych opisów to pełnowartościowa wołowina pochodząca z najlepszego uboju.
Książka o i nie o marketingu, jaki dotychczas pokazywano w czytanych przeze mnie publikacjach. Propozycja dla tych, którzy nie boją się zmian i chcą stworzyć startup na miarę XXI wieku.Polecam naukę kreowania wartości (ogólnej i rynkowej) z Jackiem Kotarbińskim. Jest moc!
To tylko jedna z wielu ważnych informacji dotyczących marketingu XXI wieku zawartych w książce – potrzebnej i ważnej. Trzeba by ją kupić politykom, którzy bujając w obłokach zaklinają statystyczne notowania. Tu trzeba Panowie dialogu, relacji i wyników! A nie 140 znaków na twitterze, za którymi nic nie idzie.
Warto sprzedawać “Rynkologię” ludziom biznesu, którzy chcą osiągnąć sukces przez duże “S”. Pamiętać jednak należy, że wyjście na plus dzięki metodom Kotarbińskiego zaczyna się od zmiany sposobu myślenia. Czasem już na starcie można zdać sobie sprawę, że biznes przez nas prowadzony jest zupełnie niepotrzebny, nieopłacalny i nieprzystosowany do świata XXI wieku. Warto więc wprowadzić szybkie zmiany zanim ktoś zbuduje rynek, który my mogliśmy mieć już parę lat wcześniej.
Autor “Sztuki rynkologii” wie, jak osiągnąć sukces w biznesie. I nie mam tu na myśli zarabianych przez niego pieniędzy lecz drugiego dna, które dzięki pracy osiąga. Wyzwania, elementy konkurencji, przyjaźnie serdeczne partnerów biznesowych i nienawiść całkowita konkurencji, która nie poznała się na jego talencie to elementy czasem ważniejsze niż słupki zysku i osiąganej marży.
Pamiętać należy o prawach marketingowych Kotarbińskiego, które stanowią wisienkę na torcie całej publikacji. “Uśmiechnij się – jutro czeka się więcej harówki!” – to jedno z lepszych i stosowanych w każdej firmie prawidłowości.
Ciekawy podział książki pozwala czytelnikowi na delektowanie się przystawkami (do wyboru), zupą dnia bądź porządną sztuką mięsa. Jednakże wertując książkę raz jeszcze stwierdzam, iż nie ma tam dietetycznego menu. Większość marketingowych opisów to pełnowartościowa wołowina pochodząca z najlepszego uboju.
Książka o i nie o marketingu, jaki dotychczas pokazywano w czytanych przeze mnie publikacjach. Propozycja dla tych, którzy nie boją się zmian i chcą stworzyć startup na miarę XXI wieku.Polecam naukę kreowania wartości (ogólnej i rynkowej) z Jackiem Kotarbińskim. Jest moc!
ksiazka-online.pl 2014-02-04
Zwyciężyć znaczy przeżyć. 20 lat później
Wznowiona po 20 latach „Zwyciężyć znaczy przeżyć" to klasyka polskiej literatury górskiej. Nie dlatego jednak, że jej autor -Aleksander Lwów - to uczestnik wielu himalajskich wypraw, zdobywca 4 ośmiotysięczników i redaktor branżowego pisma „Góry i Alpinizm". To wszystko oczywiście ważne, bo dzięki temu dostajemy solidną porcję faktów, pokazujących, jak rodziła się i przebiegała złota era polskiego himalaizmu.
Największym atutem tej książki nie są jednak suche fakty, ale „klimat". Bo Lwow to gawędziarz, potrafiący sypać dykteryjkami na temat barwnych, choć niekoniecznie tych najbardziej utytułowanych, postaci polskiego środowiska wspinaczkowego.
Na kartach książki pojawia się więc zarówno Krzysztof Wielicki, jaki i legendarny Jerzy Rudnicki „Druciarz", który wszystko potrafił zreperować drutem, a zapasy żywności trzymał w kalesonach. Lwów opisuje „stare dobre czasy" schroniska nad Morskim Okiem, gdy rządziła tam Wanda „Dziunia" Łapińska, próbując zapanować nad taternicką bracią, która równie wielką ochotę wykazywała do „łojenia" w ścianie, jak i hucznego imprezowania. Przypomina jak organizowało się sprzęt, jak karkołomnie przychodziło godzić życie alpinisty np. ze studiowaniem.
Nie oznacza to jednak, że książka Lwowa to lektura lekka, łatwa i przyjemna. Autor często wraca w niej do dramatów, które zabrały mu wielu przyjaciół i znajomych. Sporo miejsca poświęca zeszłorocznej tragedii na Broad Peak. Raz jeszcze powtarza też swą sformułowaną przed laty tezę: każdy wyczynowy alpinista musi (prędzej czy później) zabić się w górach. I dlatego właśnie zwyciężyć znaczy przeżyć.
Największym atutem tej książki nie są jednak suche fakty, ale „klimat". Bo Lwow to gawędziarz, potrafiący sypać dykteryjkami na temat barwnych, choć niekoniecznie tych najbardziej utytułowanych, postaci polskiego środowiska wspinaczkowego.
Na kartach książki pojawia się więc zarówno Krzysztof Wielicki, jaki i legendarny Jerzy Rudnicki „Druciarz", który wszystko potrafił zreperować drutem, a zapasy żywności trzymał w kalesonach. Lwów opisuje „stare dobre czasy" schroniska nad Morskim Okiem, gdy rządziła tam Wanda „Dziunia" Łapińska, próbując zapanować nad taternicką bracią, która równie wielką ochotę wykazywała do „łojenia" w ścianie, jak i hucznego imprezowania. Przypomina jak organizowało się sprzęt, jak karkołomnie przychodziło godzić życie alpinisty np. ze studiowaniem.
Nie oznacza to jednak, że książka Lwowa to lektura lekka, łatwa i przyjemna. Autor często wraca w niej do dramatów, które zabrały mu wielu przyjaciół i znajomych. Sporo miejsca poświęca zeszłorocznej tragedii na Broad Peak. Raz jeszcze powtarza też swą sformułowaną przed laty tezę: każdy wyczynowy alpinista musi (prędzej czy później) zabić się w górach. I dlatego właśnie zwyciężyć znaczy przeżyć.
POLSKA - DZIENNIK ZACHODNI Michał Wroński, 2014-02-01