Recenzje
ABC związków
Często wydaje nam się, że jeśli już znajdziemy wybrankę naszego serca, to teraz będą już tylko motylki w brzuchu, słodkie słówka, całuski, przyspieszone bicie serca i szaleństwo zmysłów. Ach, miłość. Jednakże z czasem okazuje się, że od zauroczenia, przez zakochanie, aż do miłości i związków na poważnie prowadzi długa, wyboista droga. Kończy się słodka idylla, a zaczyna ciężka praca nad związkiem, docieranie się różnic charakterów pomiędzy partnerami, potyczki z wadami, które nagle zaczęły wychodzić z zakamarków, gdzie kryły się, kiedy na nosach mieliśmy różowe okulary zauroczenia. Owszem, udany i szczęśliwy związek to niesamowita radość i prawdziwy sukces, jednakże niejednokrotnie trzeba wielu rozmów, kłótni i łez, by takim go uczynić. A co jeśli nie potrafimy pracować nad naszym związkiem? Co jeśli każda próba naprawienia go okazuje się fiaskiem? Wtedy może warto zapoznać się z „ABC związków” Krzysztofa Króla i Jana Gajosa.
Do tych niewielu poradników, które miałam okazję czytać, zawsze podchodziłam z dużym dystansem, nie traktując ich jak bezwzględnych źródeł desperacko szukanego lekarstwa na moje problemy i smutki, bo wiem, że tam go nie znajdę. Czytając poradniki starałam się wynieść z ich lektury jak najwięcej wiedzy, która mogłaby mi się przydać, nigdy nie stosując się stricte do zasad czy porad, które w nich znajdowałam. Myślę, że w takiej formie poradnik, spełnia swoje zadanie. Ale gdyby ktoś chciał potraktować go jako jedyną i ostateczną deskę ratunku, nie wróżę wielkiego sukcesu, bo przecież każdy z nas jest inny i nie ma uniwersalnego sposobu na wszystko i każdego.
Poradnik „ABC związków” przeznaczony jest dla mężczyzn, mimo to przeczytać go mogą również panie. Dzięki niemu, my kobiety możemy poznać drugi punkt widzenia, możemy dowiedzieć się jak mężczyźni odbierają nas i nasze problemy (czasem mnie to ubawiło, a czasem zirytowało). Poradnik serwuje gotowe rady i wskazówki na udany związek, zarówno małżeński, jak i partnerski, czy ten wciąż jeszcze nie spisany na papierku. Na 240 stronach poruszono wiele zagadnień dotyczących związku, spisano wiele uniwersalnych porad, o których warto pamiętać w każdym związku, nie tylko takim, który potrzebuje poprawy relacji między partnerami. Według autorów zmiany powinniśmy zacząć przede wszystkim od siebie, a potem dopiero od partnera. Ważny jest przede wszystkim szacunek do siebie i partnera, szczerość, słuchanie siebie nawzajem, rozmowy pozbawione zbędnych, najczęściej negatywnych emocji, w których nie brak wywlekania brudów przeszłości. Trzeba pamiętać, że krytykanctwo i sarkazm nie rozwiążą problemów, a wręcz mogą je zaognić. Nad związkiem trzeba nieustannie pracować. Bo związek i miłość trzeba podlewać, pielęgnować, przycinać i nawozić. Cały czas. Poradnik w przystępny i zrozumiały sposób daje wskazówki jak to zrobić dobrze i skutecznie. Dzięki niemu można się dowiedzieć, jak rozkochać w sobie dziewczynę i zbudować z nią satysfakcjonującą relację, ponadto porusza tematy uwodzenia, seksu i rutyny. Opisuje również sposoby wzbogacania związku, odzyskiwania partnerki lub techniki zrywania. Poradnik jest zbiorem prawd i zasad, niezbędnych ,by związek – ten, w którym już jesteś, lub ten, który dopiero stworzysz – był dużo lepszy.
Miłość jest wszędzie i od zawsze. Ludzie się kochają, są razem, rozstają, tworzą nowe związki. Tak już po porostu jest. Ja, niestety nie wierzę w coś takiego jak „recepta na udany związek” i jakoś nie przemawia do mnie fakt, żeby żyć „książkowo”. Według mnie życie rządzi się własnymi prawami, natomiast wszystkie poradniki proponują życie „do schematu”. Uważam, że jeśli się kogoś kocha i szanuje, dba o siebie nawzajem i wzajemne relacje wtedy związek będzie szczęśliwy i udany, ale jeśli tego brakuje w naszej relacji, to tak naprawdę żaden poradnik nam nie pomoże pomóc.
Poradnik „ABC związków”, nie wyczerpują oczywiście bogatej tematyki, związanej z relacjami w związkach, ale w dużym stopniu przedstawia główne problemy, wynikające z różnic w sposobach postrzegania przez partnerów siebie na wzajem i świata. Wg mnie, autorzy poradnika pochodzą do kwestii udanego związku w sposób za bardzo teoretyczny. Dużo mówią o tym, co można zrobić i jak to zrobić, ale tak naprawdę to często nie widziałam zbyt dużej możliwości na to, żeby tę teorię zastosować w praktyce. Ponadto, czytając go odniosłam wrażenie, że gdzieś już to wcześniej słyszałam i po prostu wiem. Nie zmienia to faktu, że poradnik napisany jest w sposób łatwy, lekki i można z niego wynieść wiele ciekawych spostrzeżeń. Oczywiście kierowanie się zasadami podanymi w skrypcie, nie zmieni naszego życia w bajkę, ale pozwoli zrozumieć pewne permanentne różnice między kobietą a mężczyzną, co może ułatwić kwestię dobrych relacji, a do tego może stać się dobrym bodźcem do popracowania nad sobą. Poradnik ma swoje plusy i minusy, a ja sama nie jestem pewna tego, co tutaj przeważa. Mnie „ABC związków” nie porwał, moim zdaniem książka wypada blado na tle innych poradników. Myślę, że tą pozycję, bardziej docenią panowie, którzy chcą odkryć, co na prawdę siedzi w kobiecych główkach.
Do tych niewielu poradników, które miałam okazję czytać, zawsze podchodziłam z dużym dystansem, nie traktując ich jak bezwzględnych źródeł desperacko szukanego lekarstwa na moje problemy i smutki, bo wiem, że tam go nie znajdę. Czytając poradniki starałam się wynieść z ich lektury jak najwięcej wiedzy, która mogłaby mi się przydać, nigdy nie stosując się stricte do zasad czy porad, które w nich znajdowałam. Myślę, że w takiej formie poradnik, spełnia swoje zadanie. Ale gdyby ktoś chciał potraktować go jako jedyną i ostateczną deskę ratunku, nie wróżę wielkiego sukcesu, bo przecież każdy z nas jest inny i nie ma uniwersalnego sposobu na wszystko i każdego.
Poradnik „ABC związków” przeznaczony jest dla mężczyzn, mimo to przeczytać go mogą również panie. Dzięki niemu, my kobiety możemy poznać drugi punkt widzenia, możemy dowiedzieć się jak mężczyźni odbierają nas i nasze problemy (czasem mnie to ubawiło, a czasem zirytowało). Poradnik serwuje gotowe rady i wskazówki na udany związek, zarówno małżeński, jak i partnerski, czy ten wciąż jeszcze nie spisany na papierku. Na 240 stronach poruszono wiele zagadnień dotyczących związku, spisano wiele uniwersalnych porad, o których warto pamiętać w każdym związku, nie tylko takim, który potrzebuje poprawy relacji między partnerami. Według autorów zmiany powinniśmy zacząć przede wszystkim od siebie, a potem dopiero od partnera. Ważny jest przede wszystkim szacunek do siebie i partnera, szczerość, słuchanie siebie nawzajem, rozmowy pozbawione zbędnych, najczęściej negatywnych emocji, w których nie brak wywlekania brudów przeszłości. Trzeba pamiętać, że krytykanctwo i sarkazm nie rozwiążą problemów, a wręcz mogą je zaognić. Nad związkiem trzeba nieustannie pracować. Bo związek i miłość trzeba podlewać, pielęgnować, przycinać i nawozić. Cały czas. Poradnik w przystępny i zrozumiały sposób daje wskazówki jak to zrobić dobrze i skutecznie. Dzięki niemu można się dowiedzieć, jak rozkochać w sobie dziewczynę i zbudować z nią satysfakcjonującą relację, ponadto porusza tematy uwodzenia, seksu i rutyny. Opisuje również sposoby wzbogacania związku, odzyskiwania partnerki lub techniki zrywania. Poradnik jest zbiorem prawd i zasad, niezbędnych ,by związek – ten, w którym już jesteś, lub ten, który dopiero stworzysz – był dużo lepszy.
Miłość jest wszędzie i od zawsze. Ludzie się kochają, są razem, rozstają, tworzą nowe związki. Tak już po porostu jest. Ja, niestety nie wierzę w coś takiego jak „recepta na udany związek” i jakoś nie przemawia do mnie fakt, żeby żyć „książkowo”. Według mnie życie rządzi się własnymi prawami, natomiast wszystkie poradniki proponują życie „do schematu”. Uważam, że jeśli się kogoś kocha i szanuje, dba o siebie nawzajem i wzajemne relacje wtedy związek będzie szczęśliwy i udany, ale jeśli tego brakuje w naszej relacji, to tak naprawdę żaden poradnik nam nie pomoże pomóc.
Poradnik „ABC związków”, nie wyczerpują oczywiście bogatej tematyki, związanej z relacjami w związkach, ale w dużym stopniu przedstawia główne problemy, wynikające z różnic w sposobach postrzegania przez partnerów siebie na wzajem i świata. Wg mnie, autorzy poradnika pochodzą do kwestii udanego związku w sposób za bardzo teoretyczny. Dużo mówią o tym, co można zrobić i jak to zrobić, ale tak naprawdę to często nie widziałam zbyt dużej możliwości na to, żeby tę teorię zastosować w praktyce. Ponadto, czytając go odniosłam wrażenie, że gdzieś już to wcześniej słyszałam i po prostu wiem. Nie zmienia to faktu, że poradnik napisany jest w sposób łatwy, lekki i można z niego wynieść wiele ciekawych spostrzeżeń. Oczywiście kierowanie się zasadami podanymi w skrypcie, nie zmieni naszego życia w bajkę, ale pozwoli zrozumieć pewne permanentne różnice między kobietą a mężczyzną, co może ułatwić kwestię dobrych relacji, a do tego może stać się dobrym bodźcem do popracowania nad sobą. Poradnik ma swoje plusy i minusy, a ja sama nie jestem pewna tego, co tutaj przeważa. Mnie „ABC związków” nie porwał, moim zdaniem książka wypada blado na tle innych poradników. Myślę, że tą pozycję, bardziej docenią panowie, którzy chcą odkryć, co na prawdę siedzi w kobiecych główkach.
moznaprzeczytac.pl KaS, 2014-02-28
Zbuduj swój dream team. Relacje z pracownikami
Od dłuższego czasu interesuje mnie teoria i praktyka związana z profesjonalnym budowaniem zespołów. Prowadzę własną firmę i ponadto uczestniczę w różnych projektach społecznych w których filarem wszelkich działań są ludzie. Bez osób zaangażowanych nie jestem w stanie osiągnąć wyznaczonego celu – a są tak naprawdę najsłabszym ogniwem w projekcie. Zawsze zadawałem sobie pytanie jak utrzymać to początkowe zaangażowanie do końca projektu. Jak to się dzieje, że niektórymi muszę rozstawać się szybciej, a inni potrafią wytrwać do końca, ale niestety nie chcą podejmować się kolejnych wyzwań przy innych projektach jakie im proponuję. Zadaję sobie zatem pytania: gdzie popełniłem błąd? Dlaczego nie jest idealnie? Pomimo tego, że każdy projekt daje mi nowe doświadczenie i wiedzę z zakresu zarządzania zespołem czułem ciągły niedosyt. W końcu trafiłem na książkę Zbuduj swój dream team Grzegorza Szczerby. Tytuł mnie zachęcił, bo jaki manager nie chciałby pracować z zespołem swoich marzeń?
Nie znałem autora. Wydał mi się kolejnym gościem, który liznął trochę zarządzania i uważa się za wielkiego eksperta. Jednak po przeczytaniu książki nabrałem do niego większego szacunku. To jest człowiek kipiący doświadczeniem. Nie dziwię się że wiele firm korzysta z jego doradztwa. Teraz myślę że byłby doskonałym szefem, pod którego okiem mógłbym się szkolić na samym początku aby nie popełniać tych błędów, których teraz żałuję.
Książka składa się z 5 głównych rozdziałów, podsumowania oraz bibliografii. Opisują one od postaw zagadnienia takie jak rola szefa, komunikacja w zespole, budowanie relacji i rozwiązywanie konfliktów. Ponadto, przeglądając książkę od razu w oczy rzucają się ramki w których są jedno akapitowe teksty, idealne do czytania „w między czasie”. Ramki te mają różne tytuły: „Porada”, „Zapamiętaj!”, „Z życia wzięte”. Najwięcej jest tych pierwszych. Nie są to porady w stylu – “zrób to i to a odniesiesz sukces”. Są to wyważone twierdzenia, czasem pytania retoryczne, które każą zweryfikować myślenie osoby, która musi pracować w zespole. Każdy manager potrzebuje właśnie takiego “kopa”, który w jednej sekundzie zburzy cały system wiedzy na temat danego zagadnienia. Autor nie powiela wyświechtanych maksym guru zarządzania, których tak na prawdę młodzi adepci nie rozumieją, a powtarzają. W książce znane frazesy występują, ale są rozwijane i pogłębiane na tyle, że wszystko staje się jasne.
Oczywiście książka która ma 164 strony nie wyczerpuje tematu – ale daje ogromne poczucie satysfakcji, że jesteśmy na dobrej drodze w rozwoju i jasno wytycza dziedziny zarządzania, o których jeszcze Czytelnik musi się wiele dowiedzieć. Sugestie autora są bardzo potrzebne dla każdego managera. Jeśli nie wprowadzają konkretnych informacji do świadomości to przypominają te, których nigdy nie można lekceważyć. Porady potrafią być ogólne jak i konkretne, a nawet oczywiste w stylu: “Nie można spuszczać wzroku z oczu rozmówcy”. W książce można przeczytać dużo o celu wyrażonego w słowach Quo vadis? Oraz roli szefa i właśnie te zagadnienia rozpoczynają rozważania autora o budowaniu zespołu. Ogromna część książki przedstawia budowanie relacji w praktyce, a co za tym idzie konfrontacja z sytuacjami kryzysowymi. Autor poświęca również cały rozdział dotyczący sposobów unikania sporów. Dopełnieniem tematu są informacje na temat konkretnych technik w stylu: Cztery kroki w prewencji budowania relacji czy Cztery kroki w konflikcie.
Niestety nie jest to łatwa książka do czytania. Można zauważyć duże doświadczenie autora jako mówcy, który potrafi w trakcie jednej myśli przemycić kilka wątków po to, żeby na koniec wrócić do podsumowania pierwotnej myśli. Podczas czytania wyobrażałem sobie siebie na wykładzie lub na spotkaniu biznesowym, w którym autor prowadził spotkanie.
Moim zdaniem książka jest obowiązkową pozycją dla wszystkich osób, które w jakikolwiek sposób pracują z ludźmi w zespołach. Jest pomocą dla managerów jak również dla osób, które muszą znosić humory przełożonego. Zadaje pytania dotykające głębi roli osoby zarządzającej i stawia do pionu wszystkich tych, którzy myślą, że sukces przychodzi bez wysiłku. Dla mnie poza wiedzą, doświadczeniem i konkretnymi przykładami najważniejsze są właśnie te pytania.
Teraz jest czas na to abyś sam sobie zadał te pytania. Jesteś na to gotów?
P.S. Dobrym rozwiązaniem dla osób, które czują tak jak ja niedosyt po przeczytaniu książki jest sięgnięcie po inne publikacje autora: Menadżer doskonały. Przywództwo oraz Teoria zemsty.
Nie znałem autora. Wydał mi się kolejnym gościem, który liznął trochę zarządzania i uważa się za wielkiego eksperta. Jednak po przeczytaniu książki nabrałem do niego większego szacunku. To jest człowiek kipiący doświadczeniem. Nie dziwię się że wiele firm korzysta z jego doradztwa. Teraz myślę że byłby doskonałym szefem, pod którego okiem mógłbym się szkolić na samym początku aby nie popełniać tych błędów, których teraz żałuję.
Książka składa się z 5 głównych rozdziałów, podsumowania oraz bibliografii. Opisują one od postaw zagadnienia takie jak rola szefa, komunikacja w zespole, budowanie relacji i rozwiązywanie konfliktów. Ponadto, przeglądając książkę od razu w oczy rzucają się ramki w których są jedno akapitowe teksty, idealne do czytania „w między czasie”. Ramki te mają różne tytuły: „Porada”, „Zapamiętaj!”, „Z życia wzięte”. Najwięcej jest tych pierwszych. Nie są to porady w stylu – “zrób to i to a odniesiesz sukces”. Są to wyważone twierdzenia, czasem pytania retoryczne, które każą zweryfikować myślenie osoby, która musi pracować w zespole. Każdy manager potrzebuje właśnie takiego “kopa”, który w jednej sekundzie zburzy cały system wiedzy na temat danego zagadnienia. Autor nie powiela wyświechtanych maksym guru zarządzania, których tak na prawdę młodzi adepci nie rozumieją, a powtarzają. W książce znane frazesy występują, ale są rozwijane i pogłębiane na tyle, że wszystko staje się jasne.
Oczywiście książka która ma 164 strony nie wyczerpuje tematu – ale daje ogromne poczucie satysfakcji, że jesteśmy na dobrej drodze w rozwoju i jasno wytycza dziedziny zarządzania, o których jeszcze Czytelnik musi się wiele dowiedzieć. Sugestie autora są bardzo potrzebne dla każdego managera. Jeśli nie wprowadzają konkretnych informacji do świadomości to przypominają te, których nigdy nie można lekceważyć. Porady potrafią być ogólne jak i konkretne, a nawet oczywiste w stylu: “Nie można spuszczać wzroku z oczu rozmówcy”. W książce można przeczytać dużo o celu wyrażonego w słowach Quo vadis? Oraz roli szefa i właśnie te zagadnienia rozpoczynają rozważania autora o budowaniu zespołu. Ogromna część książki przedstawia budowanie relacji w praktyce, a co za tym idzie konfrontacja z sytuacjami kryzysowymi. Autor poświęca również cały rozdział dotyczący sposobów unikania sporów. Dopełnieniem tematu są informacje na temat konkretnych technik w stylu: Cztery kroki w prewencji budowania relacji czy Cztery kroki w konflikcie.
Niestety nie jest to łatwa książka do czytania. Można zauważyć duże doświadczenie autora jako mówcy, który potrafi w trakcie jednej myśli przemycić kilka wątków po to, żeby na koniec wrócić do podsumowania pierwotnej myśli. Podczas czytania wyobrażałem sobie siebie na wykładzie lub na spotkaniu biznesowym, w którym autor prowadził spotkanie.
Moim zdaniem książka jest obowiązkową pozycją dla wszystkich osób, które w jakikolwiek sposób pracują z ludźmi w zespołach. Jest pomocą dla managerów jak również dla osób, które muszą znosić humory przełożonego. Zadaje pytania dotykające głębi roli osoby zarządzającej i stawia do pionu wszystkich tych, którzy myślą, że sukces przychodzi bez wysiłku. Dla mnie poza wiedzą, doświadczeniem i konkretnymi przykładami najważniejsze są właśnie te pytania.
Teraz jest czas na to abyś sam sobie zadał te pytania. Jesteś na to gotów?
P.S. Dobrym rozwiązaniem dla osób, które czują tak jak ja niedosyt po przeczytaniu książki jest sięgnięcie po inne publikacje autora: Menadżer doskonały. Przywództwo oraz Teoria zemsty.
moznaprzeczytac.pl Piotr, 2014-03-02
Władca Języków, czyli prawie wszystko o tym, jak zostać poliglotą
„Nie ma języków obcych- są tylko takie, których jeszcze nie znasz”. To główne przesłanie książki Władca języków…. Wydaje się, że to publikacja na temat tego, jak najszybciej opanować długaśne listy słówek i skomplikowane zasady gramatyki. Nic bardziej mylnego! Owszem, cała książka kręci się wokół tematyki nauki języków obcych, ale w tym kontekście Autor zawarł wiele ciekawych i przydatnych informacji też na inne tematy. To książka nie tylko o językach. To książka także o życiu.
Autor- Mariusz Włoch mieszka w Szczecinie. Tam prowadzi otwarty przez siebie ośrodek językowy Władca Języków. Opracował także serię podręczników- Direktes Deutsch, Direkte Norsk, Direkte Dansk i Direkt Svenska. Jest twórcą Metody Bezpośredniej Komunikacji. Oprócz tego wszystkiego prowadzi bloga, nie tylko o językach obcych.
Sama książka Władca języków, czyli prawie wszystko o tym jak zostać poliglotą składa się z trzech części. Część pierwsza mówi o kształtowaniu i rozwijaniu samego siebie. Jak zabrać się za naukę języka, jak znaleźć cel tej nauki, jak się do niej zmotywować i jak znaleźć w niej radość. Krok po kroku Autor opowiada o różnych technikach i ćwiczeniach. Ta część nieco przypomina kursy motywacyjne, czy poradniki w stylu „jak żyć”, „wszystko zależy tylko od ciebie”, „nastaw swój mózg i działaj” i temu podobne. Osobiście nie jestem do końca przekonana do tego typu dzieł, jednakże w przypadku Władcy… przeczytałam wszystkie rozdziały z przyjemnością. Znalazłam tam nawet kilka interesujących informacji, nie tylko pod kątem nauki języków, ale też w odniesieniu do innych aspektów życia. Duży plus za przyczajony pod kołderką lingwistyki uniwersalizm porad.
Część druga to opowieść o nauczycielach języków obcych i o szkołach. Trzeba przyznać, że Autor pozwala sobie na krytycyzm i narzekanie na polski system edukacji, jednakże wskazuje na bardzo istotną rzecz- typy prowadzących jakich za wszelką cenę należy unikać w szkołach językowych. Pojawiają się opisy zarówno szkół państwowych, jak i prywatnych, a nawet osobistych nauczycieli języków. Mariusz Włoch bezlitośnie wytyka błędy i zwraca uwagę na wiele aspektów, do których czasem bywamy, jako słuchacze lekcji języka, przyzwyczajeni, a które da się zrobić o wiele lepiej. Myślę że istnieje ryzyko, iż Czytelnicy spoza Szczecina po lekturze tej książki będą wyczuleni na wszystko, co tam opisano i nie będą już w stanie uczyć się w innej szkole językowej niż w centrum Władca Języków u Mariusza Włocha. Populacja Szczecina może dramatycznie wzrosnąć.
Część trzecia jest najbardziej praktyczna. To zestaw technik i ćwiczeń, pomagających w nauce języków. Pojawiają się między innymi pomysły związane z popularnymi już fiszkami. Autor operuje wieloma metaforami, żeby przybliżyć Czytelnikowi swoje idee. Wskazuje metody możliwe do wykorzystania w zaciszu domowym, a także ćwiczenia, które można wykorzystać w swojej grupie językowej, jeśli ktoś już się zmaga z poznawaniem nowego języka. Do tej części warto wracać wielokrotnie i wykorzystywać pomysły Autora, a może nawet poszerzać je o swoje dodatki.
Jeśli chodzi o całą książkę z pewnością jest ona ZABAWNA. Mariusz Włoch pisze prostym językiem, przeplata treść właściwą żartami, zasypuje Czytelnika anegdotami z życia wziętymi. Jest PEŁNA PRAKTYCZNYCH PORAD, nie jest samym tylko opisem teorii, wskazuje ścieżkę, którą można podążać, by osiągnąć sukces w nauce języków. Jest BEZPOŚREDNIA, Autor niejednokrotnie zwraca się bezpośrednio do Czytelnika z pytaniami, czy prośbami. Co więcej, jest INTERAKTYWNA, często pojawiają się wykropkowane miejsca, w które Czytelnik ma wpisać odpowiedzi na pytania zadane w tekście przez Autora, swoje pomysły, uzupełnić dialogi, wykonać jakieś ćwiczenia. Taka forma sprawia, że Czytelnik nie jest bierny, staje się częścią tego, czego się uczy. To bardzo ciekawy zabieg.
Polecam tę książkę z całego serca. Tym, którzy chcą się uczyć języków obcych, ale nie wiedzą, z której strony to ugryźć. Tym, którzy już się uczą i chcieliby wiedzieć, jak robić to efektywniej. Nauczycielom, nie tylko zajmującym się językami obcymi, aby przyjrzeli się swojej pracy i przekonali, czy można w niej coś ulepszyć. Każdemu, kto lubi się rozwijać i dowiadywać ciekawych rzeczy, a przy okazji trochę pośmiać.
I aż się prosi, żeby tę książkę ocenić w kilku językach.
Fenomenalna. Amazing. Wunderbar. Maravillosa. Magnifique. Великолепная.
Autor- Mariusz Włoch mieszka w Szczecinie. Tam prowadzi otwarty przez siebie ośrodek językowy Władca Języków. Opracował także serię podręczników- Direktes Deutsch, Direkte Norsk, Direkte Dansk i Direkt Svenska. Jest twórcą Metody Bezpośredniej Komunikacji. Oprócz tego wszystkiego prowadzi bloga, nie tylko o językach obcych.
Sama książka Władca języków, czyli prawie wszystko o tym jak zostać poliglotą składa się z trzech części. Część pierwsza mówi o kształtowaniu i rozwijaniu samego siebie. Jak zabrać się za naukę języka, jak znaleźć cel tej nauki, jak się do niej zmotywować i jak znaleźć w niej radość. Krok po kroku Autor opowiada o różnych technikach i ćwiczeniach. Ta część nieco przypomina kursy motywacyjne, czy poradniki w stylu „jak żyć”, „wszystko zależy tylko od ciebie”, „nastaw swój mózg i działaj” i temu podobne. Osobiście nie jestem do końca przekonana do tego typu dzieł, jednakże w przypadku Władcy… przeczytałam wszystkie rozdziały z przyjemnością. Znalazłam tam nawet kilka interesujących informacji, nie tylko pod kątem nauki języków, ale też w odniesieniu do innych aspektów życia. Duży plus za przyczajony pod kołderką lingwistyki uniwersalizm porad.
Część druga to opowieść o nauczycielach języków obcych i o szkołach. Trzeba przyznać, że Autor pozwala sobie na krytycyzm i narzekanie na polski system edukacji, jednakże wskazuje na bardzo istotną rzecz- typy prowadzących jakich za wszelką cenę należy unikać w szkołach językowych. Pojawiają się opisy zarówno szkół państwowych, jak i prywatnych, a nawet osobistych nauczycieli języków. Mariusz Włoch bezlitośnie wytyka błędy i zwraca uwagę na wiele aspektów, do których czasem bywamy, jako słuchacze lekcji języka, przyzwyczajeni, a które da się zrobić o wiele lepiej. Myślę że istnieje ryzyko, iż Czytelnicy spoza Szczecina po lekturze tej książki będą wyczuleni na wszystko, co tam opisano i nie będą już w stanie uczyć się w innej szkole językowej niż w centrum Władca Języków u Mariusza Włocha. Populacja Szczecina może dramatycznie wzrosnąć.
Część trzecia jest najbardziej praktyczna. To zestaw technik i ćwiczeń, pomagających w nauce języków. Pojawiają się między innymi pomysły związane z popularnymi już fiszkami. Autor operuje wieloma metaforami, żeby przybliżyć Czytelnikowi swoje idee. Wskazuje metody możliwe do wykorzystania w zaciszu domowym, a także ćwiczenia, które można wykorzystać w swojej grupie językowej, jeśli ktoś już się zmaga z poznawaniem nowego języka. Do tej części warto wracać wielokrotnie i wykorzystywać pomysły Autora, a może nawet poszerzać je o swoje dodatki.
Jeśli chodzi o całą książkę z pewnością jest ona ZABAWNA. Mariusz Włoch pisze prostym językiem, przeplata treść właściwą żartami, zasypuje Czytelnika anegdotami z życia wziętymi. Jest PEŁNA PRAKTYCZNYCH PORAD, nie jest samym tylko opisem teorii, wskazuje ścieżkę, którą można podążać, by osiągnąć sukces w nauce języków. Jest BEZPOŚREDNIA, Autor niejednokrotnie zwraca się bezpośrednio do Czytelnika z pytaniami, czy prośbami. Co więcej, jest INTERAKTYWNA, często pojawiają się wykropkowane miejsca, w które Czytelnik ma wpisać odpowiedzi na pytania zadane w tekście przez Autora, swoje pomysły, uzupełnić dialogi, wykonać jakieś ćwiczenia. Taka forma sprawia, że Czytelnik nie jest bierny, staje się częścią tego, czego się uczy. To bardzo ciekawy zabieg.
Polecam tę książkę z całego serca. Tym, którzy chcą się uczyć języków obcych, ale nie wiedzą, z której strony to ugryźć. Tym, którzy już się uczą i chcieliby wiedzieć, jak robić to efektywniej. Nauczycielom, nie tylko zajmującym się językami obcymi, aby przyjrzeli się swojej pracy i przekonali, czy można w niej coś ulepszyć. Każdemu, kto lubi się rozwijać i dowiadywać ciekawych rzeczy, a przy okazji trochę pośmiać.
I aż się prosi, żeby tę książkę ocenić w kilku językach.
Fenomenalna. Amazing. Wunderbar. Maravillosa. Magnifique. Великолепная.
moznaprzeczytac.pl Kinga Jakubek, 2014-02-27
Zarabiaj tyle, ile jesteś wart. Zmaksymalizuj swoje przychody już teraz
Już niedługo w Polsce wystąpi Brian Tracy – moim zdaniem jedna z najciekawszych postaci, której wiedzę oraz sposób przekazania informacji bardzo cenię. Jego spostrzeżenia i porady z zakresu rozwoju osobistego uznaję za tak samo wartościowe, jak te przekazywane przez Randyego Gagea, Anthonego Robbinsa, czy Stephena Coveya.
Za co uwielbiam książki kanadyjskiego specjalisty od psychologii sukcesu?
Za to, że po przeczytaniu każdej moja motywacja do działania wzrasta kilkukrotnie. Rzadko kiedy spotykam teksty, które tak mocno rozpalają moją aktywność. Szczególnie podobały mi się: Potęga pewności siebie, Wędrówki z Gandalfem, Zjedz tę żabę oraz (od kilku tygodni, bo jest to nowość wydawnicza) Zarabiaj tyle, ile jesteś wart. I tej ostatniej poświęcam niniejszy wpis.
Adresatami publikacji Tracyego są osoby pragnące odmienić swoje życie zawodowe oraz osobiste. Autor udowadnia, że wymarzoną pracę może mieć każdy – podejrzewam, że niektórzy czytelnicy, po przeczytaniu powyższego zdania, pomyśleli: „Bzdura! W dzisiejszych czasach posiadanie wymarzonej pracy graniczy z cudem”. Gorąco zachęcam ich do przeczytania Zarabiaj tyle, ile jesteś wart.
Głównym zadaniem książki jest pokazanie, że wysokość zarobków nie zależy od wyboru zawodu lub firmy, ale od nas samych. To w naszych przekonaniach i wewnętrznym odbiorze świata tkwią „demony”, które zniechęcają nas do działania, podejmowania słusznych decyzji, a także stanowią źródło porażek w życiu osobistym i zawodowym. O tym jak z nimi walczyć opowiada Zarabiaj tyle, ile jesteś wart.
W dwunastu rozdziałach Brian Tracy pokazuje jak rozpocząć walkę o swoje szczęście, satysfakcję z życia i pracy, a także wskazuje, na które zachowania i sposoby myślenia należy zwrócić szczególną uwagę. Robi to zwięźle, dyktując czytelnikom w jaki sposób mają stawiać małe i większe kroki na drodze do osiągnięcia pełnej satysfakcji.
To wyjątkowa pozycja o rozwoju osobistym. Z jednej strony znajdujemy w niej informacje znane z różnych książek i szkoleń dotyczących „ulepszania samego siebie”. Z drugiej, powiedzmy to sobie szczerze, mało który trener potrafi tak trafnie zebrać wiedzę, a następnie ją przekazać, jak robi to Brian Tracy.
Komu polecam Zarabiaj tyle, ile jesteś wart? Na pewno wszystkim szukającym dobrej pracy, a także wspominanym osobom, które zaśmiały się po przeczytaniu tytułu i oznajmiły, że to niemożliwe do wykonania. Jestem przekonany , że po zastosowaniu się do rad Tracyego szybko zmienią opinię i zaczną odnosić sukcesy zawodowe oraz osobiste.
Za co uwielbiam książki kanadyjskiego specjalisty od psychologii sukcesu?
Za to, że po przeczytaniu każdej moja motywacja do działania wzrasta kilkukrotnie. Rzadko kiedy spotykam teksty, które tak mocno rozpalają moją aktywność. Szczególnie podobały mi się: Potęga pewności siebie, Wędrówki z Gandalfem, Zjedz tę żabę oraz (od kilku tygodni, bo jest to nowość wydawnicza) Zarabiaj tyle, ile jesteś wart. I tej ostatniej poświęcam niniejszy wpis.
Adresatami publikacji Tracyego są osoby pragnące odmienić swoje życie zawodowe oraz osobiste. Autor udowadnia, że wymarzoną pracę może mieć każdy – podejrzewam, że niektórzy czytelnicy, po przeczytaniu powyższego zdania, pomyśleli: „Bzdura! W dzisiejszych czasach posiadanie wymarzonej pracy graniczy z cudem”. Gorąco zachęcam ich do przeczytania Zarabiaj tyle, ile jesteś wart.
Głównym zadaniem książki jest pokazanie, że wysokość zarobków nie zależy od wyboru zawodu lub firmy, ale od nas samych. To w naszych przekonaniach i wewnętrznym odbiorze świata tkwią „demony”, które zniechęcają nas do działania, podejmowania słusznych decyzji, a także stanowią źródło porażek w życiu osobistym i zawodowym. O tym jak z nimi walczyć opowiada Zarabiaj tyle, ile jesteś wart.
W dwunastu rozdziałach Brian Tracy pokazuje jak rozpocząć walkę o swoje szczęście, satysfakcję z życia i pracy, a także wskazuje, na które zachowania i sposoby myślenia należy zwrócić szczególną uwagę. Robi to zwięźle, dyktując czytelnikom w jaki sposób mają stawiać małe i większe kroki na drodze do osiągnięcia pełnej satysfakcji.
To wyjątkowa pozycja o rozwoju osobistym. Z jednej strony znajdujemy w niej informacje znane z różnych książek i szkoleń dotyczących „ulepszania samego siebie”. Z drugiej, powiedzmy to sobie szczerze, mało który trener potrafi tak trafnie zebrać wiedzę, a następnie ją przekazać, jak robi to Brian Tracy.
Komu polecam Zarabiaj tyle, ile jesteś wart? Na pewno wszystkim szukającym dobrej pracy, a także wspominanym osobom, które zaśmiały się po przeczytaniu tytułu i oznajmiły, że to niemożliwe do wykonania. Jestem przekonany , że po zastosowaniu się do rad Tracyego szybko zmienią opinię i zaczną odnosić sukcesy zawodowe oraz osobiste.
Napisz Tekst Kuba Sosnowski, 2014-02-27
Jak tłumaczyć dzieciom matematykę. Poradnik nie tylko dla rodziców
Na odwrocie znajduje się przewrotna maksyma:
„Po co ludzie uczą się matematyki? Żeby uczyć matematyki innych” Hugo Steinhaus
Prawda, że coś w tym jest? W codziennym życiu wystarczy znajomość podstawowych działań. W szkole natomiast wymaga się od nas dużo więcej….i to „więcej” często jest powodem problemów.
Trudna jak matematyka?
Nie jestem wyjątkiem. Jak wielu moich rówieśników zostałam zakładnikiem złego systemu nauczania. Komuś się nie chciało, kto inny może miał wiedzę, nawet pasję, ale za to nie miał pojęcia, jak przekazywać informacje, by były ona zrozumiałe dla dzieci czy młodych osób. Dlatego mimo prawdziwej chęci uczenia się matematyki w szkole podstawowej (ośmioletniej), w liceum bywało różnie. Nie wszystko było już tak oczywiste i proste.
Niewiele zmieniło się od czasów, kiedy uczyłam się matematyki w szkole. Nadal przedmiot ten jest często powodem wielu niejasności i…przyczyną zaległości na innych lekcjach. Dzieciaki (te większe i mniejsze) wprost przyznają, że matematyka jest trudna. Zmuszeni do nauki regułek i do szybkiego zdobywania wiedzy, nie są uczeni myślenia, co szybko się na nich mści: na nich i na całym systemie. Niezrozumiała matematyka odbija się czkawką na lekcjach chemii czy fizyki.
Zmiana myślenia?
Jak temu zaradzić? Danuta Zaremba przygotowała książkę dla rodziców dzieci, które uczęszczają do szkół podstawowych i gimnazjów. Poleca ją również nauczycielom, którzy szukają wsparcia i nieszablonowych pomysłów.
Czy robi to dobrze?
Co sądzę o tym poradniku?
Przyznam szczerze, że nigdy nie byłam szczególną entuzjastką świata liczb. Nie będę w tym miejscu wypisywać powodów, dlaczego tak jest.
Chciałabym napisać co innego. Mianowicie, że Autorka tej pozycji robi coś niesamowitego. Wciąga czytelnika w świat matematyki już od pierwszych zdań. Wskazuje na wiele paradoksów, trudności terminologiczne, kłopoty z „rozumieniem na chłopski rozum”, czyli intuicyjnie oraz zgodnie z zasadami klasycznej matematyki. Robi to w taki sposób, że zyskuje moją sympatię i przekonuje, by czytać dalej.
Tłumacząc najczęściej pojawiające się błędy, nauczycielka o długoletnim doświadczeniu w zabawny, a przy tym lekki sposób wysyła komunikat: „dasz radę”. Aż pojawia się żal, że nie trafiło się na takiego nauczyciela w swojej „karierze szkolnej”.
Podsumowując: polecam wszystkim, zwłaszcza tym, którzy mierzą się z problemami własnych dzieci, tym, którzy chcą pomóc najmłodszym w zrozumieniu królowej nauk oraz wszystkim, którzy chcą nadrobić zaległości…po latach. Tak dla odświeżenia i giętkości umysłu.
„Po co ludzie uczą się matematyki? Żeby uczyć matematyki innych” Hugo Steinhaus
Prawda, że coś w tym jest? W codziennym życiu wystarczy znajomość podstawowych działań. W szkole natomiast wymaga się od nas dużo więcej….i to „więcej” często jest powodem problemów.
Trudna jak matematyka?
Nie jestem wyjątkiem. Jak wielu moich rówieśników zostałam zakładnikiem złego systemu nauczania. Komuś się nie chciało, kto inny może miał wiedzę, nawet pasję, ale za to nie miał pojęcia, jak przekazywać informacje, by były ona zrozumiałe dla dzieci czy młodych osób. Dlatego mimo prawdziwej chęci uczenia się matematyki w szkole podstawowej (ośmioletniej), w liceum bywało różnie. Nie wszystko było już tak oczywiste i proste.
Niewiele zmieniło się od czasów, kiedy uczyłam się matematyki w szkole. Nadal przedmiot ten jest często powodem wielu niejasności i…przyczyną zaległości na innych lekcjach. Dzieciaki (te większe i mniejsze) wprost przyznają, że matematyka jest trudna. Zmuszeni do nauki regułek i do szybkiego zdobywania wiedzy, nie są uczeni myślenia, co szybko się na nich mści: na nich i na całym systemie. Niezrozumiała matematyka odbija się czkawką na lekcjach chemii czy fizyki.
Zmiana myślenia?
Jak temu zaradzić? Danuta Zaremba przygotowała książkę dla rodziców dzieci, które uczęszczają do szkół podstawowych i gimnazjów. Poleca ją również nauczycielom, którzy szukają wsparcia i nieszablonowych pomysłów.
Czy robi to dobrze?
Co sądzę o tym poradniku?
Przyznam szczerze, że nigdy nie byłam szczególną entuzjastką świata liczb. Nie będę w tym miejscu wypisywać powodów, dlaczego tak jest.
Chciałabym napisać co innego. Mianowicie, że Autorka tej pozycji robi coś niesamowitego. Wciąga czytelnika w świat matematyki już od pierwszych zdań. Wskazuje na wiele paradoksów, trudności terminologiczne, kłopoty z „rozumieniem na chłopski rozum”, czyli intuicyjnie oraz zgodnie z zasadami klasycznej matematyki. Robi to w taki sposób, że zyskuje moją sympatię i przekonuje, by czytać dalej.
Tłumacząc najczęściej pojawiające się błędy, nauczycielka o długoletnim doświadczeniu w zabawny, a przy tym lekki sposób wysyła komunikat: „dasz radę”. Aż pojawia się żal, że nie trafiło się na takiego nauczyciela w swojej „karierze szkolnej”.
Podsumowując: polecam wszystkim, zwłaszcza tym, którzy mierzą się z problemami własnych dzieci, tym, którzy chcą pomóc najmłodszym w zrozumieniu królowej nauk oraz wszystkim, którzy chcą nadrobić zaległości…po latach. Tak dla odświeżenia i giętkości umysłu.
sosrodzice.pl Dorota, 2014-02-20