ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Cząstki przyciągania. Jak budować niestandardowe kampanie reklamowe

"Cząstki przyciągania" Hatalskiej to coś więcej niż solidne kompendium wiedzy o reklamie

Przysłowie mówi "nie oceniaj książki po okładce", ale kiedy do moich rąk trafiła książka Natalii Hatalskiej "Cząstki przyciągania. Jak budować niestandardowe kampanie reklamowe" wydana w formie ekskluzywnego albumu, niemal natychmiast oszacowałam, że zawartość będzie równie interesująca co okładka. Nie pomyliłam się.

Niestereotypowy format i szata graficzna książki nie powinny dziwić, bo książka traktuje przecież o kreacji, przełamywaniu banału i innowacyjności w reklamie. To coś więcej niż tylko solidne kompendium wiedzy na temat niestandardowych kampanii reklamowych, które zrealizowano w Polsce.

Można powiedzieć, że "Cząstki przyciągania. Jak budować niestandardowe kampanie reklamowe" to encyklopedia dla marketerów i wszystkich, którzy zawodowo lub czysto hobbystycznie mają do czynienia z reklamą. Hatalska serwuje niczym wyszukane trunki najlepsze według niej kampanie reklamowe ostatnich lat, a całość ilustrują tematycznie dobrane zdjęcia.

Treść posegregowana jest w rozdziały, których nazwa odpowiada celom, jakie ma realizować reklama, opisują różne rodzaje emocji i zachowań związanych z marką. Autorka nazwała je cząstkami przyciągania i rzeczywiście jakby się głębiej zastanowić nad ich funkcją, to taką spełniają. Znajdziemy zatem przykłady kampanii związanych z zaangażowaniem użytkownika, wywołaniem emocji czy wykorzystaniem elementu zaskoczenia.

Tej książki się nie czyta, tylko ogląda jak świetny album, który zgromadził kolekcję perełek reklamy. Narracja wpleciona pomiędzy zdjęcia jest o tyle pasjonująca, że autorka wprowadza nas w świat zagadnień epidemiologicznych mających - poprzez zastosowanie metafor językowych - zilustrować specyfikę form komunikacji marketingowej. Autorka twierdzi bowiem, że dobra reklama jest jak wirus - najważniejszy czynnik w epidemiach społecznych.

Miałam wrażenie, że wybrałam się w jakąś ekscytującą podróż, której atrakcyjność polegała na tym, że wszystko, co zwiedzałam, było ciekawe i zaskakujące, nawet jeśli znałam większość tych kreacji. I tak wspomniana podróż prowadzi nas przez ambient media, flashmoby, street marketing, aż po bluecasting.

Skuteczność tradycyjnych mediów spada i marketerzy muszą sięgać po niestandardowe formy kampanii reklamowych, wykorzystywać nowe technologie i kanały dotarcia. „Wielu marketerów oczekuje, że działania niestandardowe zapewnią im duży zasięg. To możliwe, ale cel tych działań powinien być inny - budowanie zaangażowania, zwracanie uwagi i przypominanie marki o sobie” - pisze Hatalska w swojej książce.
Dziennik Internautów Małgorzata Gontarek, 2014-06-21

Zakamarki marki. Rzeczy, o których mogłeś nie wiedzieć, zapomnieć lub pominąć podczas budowania swojej marki

Temat szeroko rozumianego marketingu był jedynym, w którym nie czułam się pewnie podczas pisania postów z serii DIY Business. Z resztą, przyznałam się do tego we wspomnianym poście i zrezygnowałam z formy „poradnikowej” na rzecz zwrócenia Wam uwagi na kilka istotnych tematów i kilka osób, od których wiele możecie się nauczyć. Wśród nich był Paweł Tkaczyk, którego najpierw poznałam i doceniłam jako blogera piszącego między innymi o budowaniu marki, a dopiero później dowiedziałam się, że ma na koncie kilka książek. Nie trzeba było mnie dwa razy namawiać, przy okazji promocji na stronie wydawnictwa kupiłam sobie „Zakamarki marki” i zaczęłam lekturę… :)

Czemu akurat „Zakamarki marki”? Cóż, od dawna wiem, że marka to podstawa. Wy też pewnie wiecie, ale może nie zdajecie sobie z tego sprawy :) Pamiętacie jak w czasach szkolnych dzieciaki, które miały same piątki w jednym roku, w następnym miały łatwiej, bo „leciały na opinii”? Tak, to właśnie przykład wyrobienia sobie marki! Dziś robimy to samo – codziennie dokonujemy ocen ludzi i rzeczy na podstawie ograniczonej liczby informacji, które o nich posiadamy, a co ważniejsze – inni w międzyczasie oceniają również nas i nasze dzieła. Stąd, uważam, że głupotą byłoby zignorowanie tego faktu i niezapoznanie się z podstawową wiedzą na temat budowania marki, nie tylko osobistej :)

Kupując tego typu książki nie spodziewam się zbyt wiele, bardziej inspiracji i drogowskazów, niż kompletnej wiedzy – w końcu nawet na 200 stronach autor nie może zawrzeć całej wiedzy jaką ma na dany temat (a ja bym tyle chciała :)). Co dostałam tym razem?

Co mówi wydawca?

„Na medycynie, polityce i marketingu znają się, jak wiadomo, wszyscy. I pewnie właśnie dlatego większość potencjalnie świetnych biznesów upada w ciągu pierwszych kilku lat działalności… Po prostu ich właściciele nie wiedzieli, zapomnieli albo pominęli rzeczy, na które obowiązkowo powinni zwrócić uwagę, budując swoją firmę. Na szczęście jest Paweł Tkaczyk. Napisał tę książkę, opierając się na swoich doświadczeniach wieloletniego praktyka marketingu. Przyprawił ją dużą dawką najaktualniejszej wiedzy na światowym poziomie.

Autor spisał po kolei wszystkie ważne kwestie, jakie Ty, Czytelniku — właścicielu firmy, pracowniku marketingu, specjalisto do spraw PR — powinieneś znać. Książkę możesz przeczytać od deski do deski, otrzymując solidną dawkę informacji podanych w przystępny, typowy dla praktyka sposób — bez tabel, wzorów i skomplikowanych klasyfikacji. Jeśli jednak wolisz, możesz też czytać książkę na wyrywki, wybierając zagadnienia, które najbardziej Cię interesują”

Forma

Zdecydowałam się na kupno w formie ebooka (pdf) z kilku powodów. Po pierwsze był tańszy i to sporo. Po drugie chciałam sprawdzić jak spisuje się iPad w roli czytnika. Po trzecie chciałam zacząć czytać książkę od razu. Czy jestem zadowolona z decyzji? Bardzo. Nie jestem wielką fanką książek w wydaniu elektronicznym, ale powoli się do nich przekonuję. To, że zanim papierowy egzemplarz zdążyłby dojść ja już mogę mieć je przeczytane ma decydujące znaczenie :)

Zawartość

Gdy doszłam do końca książki nasunął mi się jeden główny wniosek: tytuł „Zakamarki marki” trochę zawęża oczekiwania co do faktycznej zawartości. Siadasz do niej, spodziewasz się trochę sztywnego teoretycznego wywodu o markach, informacji jak ją budować krok po kroku, a tu się okazuje, że autor pisze do Ciebie takim językiem jakbyście rozmawiali przy kawie i spokojnie oświeca Cię w zakresie podstawowych aspektów, o których powinieneś pamiętać przy uprawianiu szeroko pojętego marketingu (czy to dbając o markę osobistą czy Twojej firmy). Książka ta zdecydowanie daje więcej niż obiecane informacje o budowaniu marki!

Wydaje mi się, że nie jest to podręcznik do nauki budowania marki. Osoba, która zajmuje się taką działalnością profesjonalnie mogłaby wręcz powiedzieć, że ta książka jest niekompletna i napisana „po łebkach” (podejrzewam, że to właśnie od takich czytelników pochodzą te nieliczne(!) negatywne komentarze na stronie wydawnictwa…).

Dla Was jednak, moi Drodzy Czytelnicy, czyli dla osób, które są zajęte ważniejszymi rzeczami niż rozmyślanie o budowaniu marki (tak, są takie np. nic Ci po marce jeśli w Twoim sklepie nie ma towaru albo brakuje pracownika, który ma świadczyć usługę :)) ta książka jest do-sko-na-ła! Uważam, że jest ona fantastycznym dopełnieniem serii DIY Business: jest utrzymana w podobnym języku (prostym, bez zbędnego żonglowania profesjonalnymi pojęciami), porusza tylko sprawy najważniejsze oraz sygnalizuje rzeczy, na które bezwzględnie należy zwrócić uwagę! Jest to książka absolutnie dla każdego komu kwestie marketingu, wizerunku i budowania marki nie są obojętne!

Na koniec powiem Ci tak – mając tę książkę masz szczęście. Nie musisz myśleć o wielu rzeczach, bo autor pomyślał o nich za Ciebie i podaje Ci je w zrozumiałej formie pisanej, do której możesz wrócić gdy tylko zechcesz je wprowadzić w życie (albo ulepszyć te, które istnieją). Czy polecam? Tak, jak najbardziej! To mała inwestycja, która może Ci się zwrócić wielokrotnie!
http://kasiapszonicka.pl/ Kasia Pszonicka

Zakamarki marki. Rzeczy, o których mogłeś nie wiedzieć, zapomnieć lub pominąć podczas budowania swojej marki

Temat szeroko rozumianego marketingu był jedynym, w którym nie czułam się pewnie podczas pisania postów z serii DIY Business. Z resztą, przyznałam się do tego we wspomnianym poście i zrezygnowałam z formy „poradnikowej” na rzecz zwrócenia Wam uwagi na kilka istotnych tematów i kilka osób, od których wiele możecie się nauczyć. Wśród nich był Paweł Tkaczyk, którego najpierw poznałam i doceniłam jako blogera piszącego między innymi o budowaniu marki, a dopiero później dowiedziałam się, że ma na koncie kilka książek. Nie trzeba było mnie dwa razy namawiać, przy okazji promocji na stronie wydawnictwa kupiłam sobie „Zakamarki marki” i zaczęłam lekturę… :)

Czemu akurat „Zakamarki marki”? Cóż, od dawna wiem, że marka to podstawa. Wy też pewnie wiecie, ale może nie zdajecie sobie z tego sprawy :) Pamiętacie jak w czasach szkolnych dzieciaki, które miały same piątki w jednym roku, w następnym miały łatwiej, bo „leciały na opinii”? Tak, to właśnie przykład wyrobienia sobie marki! Dziś robimy to samo – codziennie dokonujemy ocen ludzi i rzeczy na podstawie ograniczonej liczby informacji, które o nich posiadamy, a co ważniejsze – inni w międzyczasie oceniają również nas i nasze dzieła. Stąd, uważam, że głupotą byłoby zignorowanie tego faktu i niezapoznanie się z podstawową wiedzą na temat budowania marki, nie tylko osobistej :)

Kupując tego typu książki nie spodziewam się zbyt wiele, bardziej inspiracji i drogowskazów, niż kompletnej wiedzy – w końcu nawet na 200 stronach autor nie może zawrzeć całej wiedzy jaką ma na dany temat (a ja bym tyle chciała :)). Co dostałam tym razem?

Co mówi wydawca?

„Na medycynie, polityce i marketingu znają się, jak wiadomo, wszyscy. I pewnie właśnie dlatego większość potencjalnie świetnych biznesów upada w ciągu pierwszych kilku lat działalności… Po prostu ich właściciele nie wiedzieli, zapomnieli albo pominęli rzeczy, na które obowiązkowo powinni zwrócić uwagę, budując swoją firmę. Na szczęście jest Paweł Tkaczyk. Napisał tę książkę, opierając się na swoich doświadczeniach wieloletniego praktyka marketingu. Przyprawił ją dużą dawką najaktualniejszej wiedzy na światowym poziomie.

Autor spisał po kolei wszystkie ważne kwestie, jakie Ty, Czytelniku — właścicielu firmy, pracowniku marketingu, specjalisto do spraw PR — powinieneś znać. Książkę możesz przeczytać od deski do deski, otrzymując solidną dawkę informacji podanych w przystępny, typowy dla praktyka sposób — bez tabel, wzorów i skomplikowanych klasyfikacji. Jeśli jednak wolisz, możesz też czytać książkę na wyrywki, wybierając zagadnienia, które najbardziej Cię interesują”

Forma

Zdecydowałam się na kupno w formie ebooka (pdf) z kilku powodów. Po pierwsze był tańszy i to sporo. Po drugie chciałam sprawdzić jak spisuje się iPad w roli czytnika. Po trzecie chciałam zacząć czytać książkę od razu. Czy jestem zadowolona z decyzji? Bardzo. Nie jestem wielką fanką książek w wydaniu elektronicznym, ale powoli się do nich przekonuję. To, że zanim papierowy egzemplarz zdążyłby dojść ja już mogę mieć je przeczytane ma decydujące znaczenie :)

Zawartość

Gdy doszłam do końca książki nasunął mi się jeden główny wniosek: tytuł „Zakamarki marki” trochę zawęża oczekiwania co do faktycznej zawartości. Siadasz do niej, spodziewasz się trochę sztywnego teoretycznego wywodu o markach, informacji jak ją budować krok po kroku, a tu się okazuje, że autor pisze do Ciebie takim językiem jakbyście rozmawiali przy kawie i spokojnie oświeca Cię w zakresie podstawowych aspektów, o których powinieneś pamiętać przy uprawianiu szeroko pojętego marketingu (czy to dbając o markę osobistą czy Twojej firmy). Książka ta zdecydowanie daje więcej niż obiecane informacje o budowaniu marki!

Wydaje mi się, że nie jest to podręcznik do nauki budowania marki. Osoba, która zajmuje się taką działalnością profesjonalnie mogłaby wręcz powiedzieć, że ta książka jest niekompletna i napisana „po łebkach” (podejrzewam, że to właśnie od takich czytelników pochodzą te nieliczne(!) negatywne komentarze na stronie wydawnictwa…).

Dla Was jednak, moi Drodzy Czytelnicy, czyli dla osób, które są zajęte ważniejszymi rzeczami niż rozmyślanie o budowaniu marki (tak, są takie np. nic Ci po marce jeśli w Twoim sklepie nie ma towaru albo brakuje pracownika, który ma świadczyć usługę :)) ta książka jest do-sko-na-ła! Uważam, że jest ona fantastycznym dopełnieniem serii DIY Business: jest utrzymana w podobnym języku (prostym, bez zbędnego żonglowania profesjonalnymi pojęciami), porusza tylko sprawy najważniejsze oraz sygnalizuje rzeczy, na które bezwzględnie należy zwrócić uwagę! Jest to książka absolutnie dla każdego komu kwestie marketingu, wizerunku i budowania marki nie są obojętne!

Na koniec powiem Ci tak – mając tę książkę masz szczęście. Nie musisz myśleć o wielu rzeczach, bo autor pomyślał o nich za Ciebie i podaje Ci je w zrozumiałej formie pisanej, do której możesz wrócić gdy tylko zechcesz je wprowadzić w życie (albo ulepszyć te, które istnieją). Czy polecam? Tak, jak najbardziej! To mała inwestycja, która może Ci się zwrócić wielokrotnie!
http://kasiapszonicka.pl/ Kasia Pszonicka

Pełna MOC możliwości

„Wszystko jest możliwe. Jednak to, że można coś zrobić, nie oznacza, że należy to zrobić. Dlatego ze zbioru różnych możliwości wybieram te, które czuję gdzieś w sercu, ponieważ tylko wtedy mam poczucie, że nadaję swojemu życiu sens”. Recenzja książki  Jacka Walkiewicza: „Pełna MOC możliwości”. Natalia Nóżka [czerwiec, 2014].



Długo zwlekałam z przeczytaniem tej książki… sesja, praca magisterska, praca zawodowa. Kiedy już doba cudownie się „wydłużyła” i byłam w pełni gotowa, by rozpocząć lekturę lektury J. Walkiewicza, nie mogłam się od niej oderwać…

Po przeczytaniu pierwszej strony, wiedziałam, że to nie jest książka, którą powinno się przeczytać jednym tchem. To zdecydowanie treści, które trzeba dzielić, dozować po kilka/kilkanaście stron, a później kontemplować, cieszyć się każdym słowem. W tej książce każdy znajdzie coś dla siebie. Wielu w pewnym momencie powie: to o mnie, miałem/am tak samo.

Autorowi nieobce są uczucia, takie jak strach przed realizacją marzeń, pojmowanie szczęścia i sukcesu, waga podejmowanych decyzji. Z każdą stronicą lektury czytelnik uświadamia sobie, ze nie jest sam z niewiarą w swoje możliwości, z obawami związanymi z realizowaniem swoich pasji, oraz niepewnością przed podejmowaniem decyzji, związanej zazwyczaj z wypowiedzeniem jednego, krótkiego słowa: „tak”, które otworzy drogę w nieznane.



Jacek Walkiewicz przypomina, że realizowanie marzeń i planów, jest decyzją, na którą to MY mamy wpływ, bo leży ona w naszych MOŻLIWOŚCIACH. Pokazuje, że tylko życie pełne pasji i przeżyte z pasją, może być warte życia.

Nieczęsto zdarza mi się, że recenzując pozycję książkową, chciałabym opisać każdą stronicę, zacytować niemal większość akapitów. Ta wyjątkowa lektura pomaga poukładać w głowie wiele spraw, zmienia podejście do postrzegania sukcesu. Ludzie zbyt często osiąganie sukcesów przypisują przypadkowi lub zbiegom okoliczności, a nie odwadze w podjęciu ryzyka, uporowi a przede wszystkim wierze w marzenia.



Polecam tę niezwykłą lekturę osobom, które na ten moment swojego życia poszukują ogromnej dawki motywacji.
Magazyn Tu i Teraz Natalia Nóżka

Kamyki w brzuchu

Prawdopodobnie jest to pierwszy raz, kiedy sięgnęłam po książkę psychologiczną. I tak jak wcześniej nie miałam kontaktu z tym gatunkiem, tak teraz stwierdzam, że chciałabym poznać więcej. Ale jak to się stało, że postanowiłam wypożyczyć tą powieść? Otóż, pałętając się między regałami w bibliotece dostrzegłam interesujący tytuł: Kamyki w brzuchu. Pomyślałam wtedy, o co może chodzić? O jakąś chorobę czy może kryje się za tym jakieś drugie dno? I nie pomyliłam się.


 


Książka jest napisana w pierwszej osobie, a głównym bohaterem jest dwudziestoośmioletni mężczyzna, którego imienia nie poznajemy, aż do końca. Osobiście już kilkakrotnie zastanawiałam się nad tym zabiegiem i wysunęło się z tego kilka teorii, a najbardziej prawdopodobną z nich jest to, że autor chciał przyczynić się do utożsamienia czytelnika z bohaterem. Nie powiem, ale wyszło mu to przerażająco dobrze.


 


,,W przypadku wielu pokus chodzi właśnie o moment poddania się, a nie o samą nagrodę. Po prostu lubimy ulegać słabościom.”

 
Nie dość, że mamy pełen wgląd w psychikę mężczyzny to powoli z każdym rozdziałem zaczynamy myśleć, czuć i rozumieć to co on przeżywa. Lecz na szczęście nie w pełni, tylko w jakimś ułamku. W pewnym momencie zauważyłam, że próbowałam rozwiązać zadanie jakim było zrozumienie w całości psychiki mężczyzny, ale do końca( nawet teraz) nie jestem w stanie jej pojąć.


 


 Rozdziały w powieści są pisane przez jedną osobę, lecz raz poznajemy myśli i działania ośmioletniego chłopca, dzięki którym możemy zobaczyć co miało względny wpływ na to kim się stał, a za drugim razem jego dwudziestoletnią, starszą wersję. Rozdziały są pisane na przemian i po każdym skończeniu rozmyślań ośmiolatka możemy dostrzec połączenie z jego teraźniejszymi czynami.


 


,,Myślę, że mali chłopcy, którzy robią takie rzeczy jak ty, chowają wiele uczuć, które nie są ich winą. Tacy chłopcy po prostu potrzebują więcej troski. Emocje są trudne.”


 


Nie wątpliwie przyczyną jego problemów psychicznych jest matka. Matka, która chcąc postępować słusznie, została wraz z mężem rodziną zastępczą dla dzieci dotkniętych problemami w rodzinie. Między innymi, kiedy jedno z rodziców zaczyna mieć jakieś kłopoty w pracy lub pragnie rozwodu lub ogólnie w domu piszczy bieda, to opieka społeczna zabiera dziecko i oddaje tymczasowo, póki sprawa się nie rozwiąże, rodzinie zastępczej. Dlatego też nasz główny bohater wychowywany w środowisku, gdzie co chwilę pojawia się jakieś nowe dziecko, zaczyna czuć się samotnie, a nawet potrafi sobie wmówić, że to on jest adoptowany.


 


,, Razem to moje ulubione słowo.”


 


 Jego zachowania wywoływały we mnie często szok, a nawet przerażenie. Sposób w jaki on postrzegał wszystkie rzeczy był trudny do zrozumienia, ale tak jak wspominałam, z czasem zaczynamy się w jakiejś części z nim identyfikować. Nie mówię, że mam jakieś problemy w rodzinie lub coś w tym stylu, tylko w jakiś sposób – może za pomocą empatii - potrafiłam poczuć to samo co on.


 


,,Nie istnieje coś takiego jak szczere współodczuwanie. Jest tylko pozorowana empatia. Jedynie okruchem siebie potrafimy czuć to, co odczuwa drugi człowiek.”


 


Gdy czytałam końcówkę książki nadal przeżywałam wiele zaskoczeń, ale potrafiłam również dostrzec nadzieję dla bohatera. Nadzieję, że jednak uda mu się przezwyciężyć trudności jakimi został obarczony jego umysł. Jednakże zakończenie powieści jest tak niepewne, że każdy czytelnik może sam sobie dopisać jak potoczą się losy mężczyzny.


 


Myślę, że Kamyki w brzuchu są książką wywołującą wiele tematów do dyskusji, ale tak to jest chyba z powieściami psychologicznymi oraz tymi, które naruszają trudne tematy. Mogę również przyznać, że jest to lektura ambitna, którą bez żadnych wątpliwości mogę polecić wszystkim prócz osobom, które są słabe psychicznie.


 


,,Nie można żyć prawdziwym życiem, jeżeli się go nie dzieli z drugim człowiekiem.”


 


Ognistastrzala.blogspot.com Ognista Strzała

Sztuka rynkologii

Nie potrzeba zachęt ani starań – dobry produkt sprzedaje się sam. To pewnik czy wytarty slogan?

Sprawdzili to dziennikarze „Washington Post" na jednej ze stacji waszyngtońskiego metra. Postawili tam światowej sławy wirtuoza, który na skrzypcach wartych 4 mln dolarów grał przechodniom najpiękniejsze melodie świata. Przez 40 minut tego występu koło sławnego muzyka przeszło ponad tysiąc osób, z których sześć przystanęło, aby go posłuchać, a 20 rzuciło mu monety – razem 32 dolary. Oznacza to, że samodzielnie i bez podpowiedzi nie zawsze potrafimy dostrzec i docenić to, co jest tego warte. Czy wciąż należy wierzyć, że dobre sprzeda się samo?

To pytanie zadaje Jacek Kotarbiński, autor wydanej przez Helion książki „Sztuka rynkologii". Jego odpowiedź jest oczywiście negatywna, ale nie znaczy to, że publikacja pokazuje zalety marketingu. Wprost przeciwnie. Autor o współczesnych specach tej sztuki sprzedawania wyraża się źle. Dlatego że słowo „marketing" nabrało pejoratywnego znaczenia. Nie lubimy, gdy jesteśmy manipulowani, nagabywani, gdy nam się coś wciska i przekonuje, jaki dobry robimy interes. „Tak naprawdę to nie marketing oszukuje ludzi, ale ludzie oszukują innych, używając narzędzi marketingu" – pisze autor. I podkreśla, jak ważne są etyczne aspekty tej sztuki, do których musimy powrócić. Jako konsumenci nie jesteśmy już biernymi odbiorcami przekazu marketingowego. Internet daje nam siłę tworzenia i obalania marek. Firma musi nas słuchać i rozumieć nasze potrzeby. To oznacza, że w praktyce trzeba wyjść poza czysto instrumentalną formę marketingu i rozszerzyć jego rozumienie. Taką możliwość daje rynkologia – nowe pojęcie, które oznacza nie manipulację, ale sztukę kreowania wartościowych rynków i zarządzania nimi. „Jeśli wiesz, że oferujesz wartość, i chcesz stworzyć dla niej rynek, czyli zdobyć potrzebujących jej klientów, ulepszać ją dzięki dwustronnej komunikacji, to dobrze rozumiesz, jak będzie się zmieniał marketing XXI wieku" – pisze autor.
Rzeczpospolita Antoni Kowalik, 2014-06-16