Recenzje
Sensu sens
Marek Adamik z dnia na dzień stracił wszystko: radość z codzienności, cel, pracę, a w końcu władzę nad własnym ciałem. Swoje zmagania opisuje w wyjątkowej, momentami wzbudzającej poczucie psychodelii, powieści autobiograficznej. Traktuje słowa nie tylko jako środek przekazu, ale także materię do tworzenia emocjonalnych obrazów. Odbieramy opisywany świat – jego świat – poprzez wrażenia przeplatające się ze sobą jak w warkoczu.
Niektórzy twierdzą, że cierpienie wznosi jednostkę na wyższy poziom świadomości, natomiast długotrwały ból pozwala człowiekowi na niemal transcendentną, wewnętrzną przemianę. Dla pisarza śmiertelna choroba okazuje się katem i zarazem wybawcą, ponieważ ,,gdyby nie ona, przeoczyłby życie”. Nie ukrywa on jednak licznych niedogodności oraz cierpień związanych z osłabieniem. W chaosie i zwoju życia próbuje odnaleźć siebie – tytułowy sens sensu. Spirystyczny klimat potęgują także autorskie ilustracje. Narysowano je z pomysłem, w przyjemny dla oka sposób – poprzez wesołość niekiedy kontrastują z treścią samej książki.
Jest to dzieło oryginalne, udowadniające, że warto dać szansę różnego typu formom pisanym i poszerzać swoją czytelniczą świadomość. Zachęcam do sięgnięcia po tę książkę właśnie ze względu na jej niekonwencjonalność. Możemy uznać ją za bramę, która umożliwi nam spojrzenie na znany, przykry temat w całkiem odmienny sposób, a także zaoferuje atrakcyjne spędzenie dwóch– trzech godzin przy lekturze. Polecam!
Niektórzy twierdzą, że cierpienie wznosi jednostkę na wyższy poziom świadomości, natomiast długotrwały ból pozwala człowiekowi na niemal transcendentną, wewnętrzną przemianę. Dla pisarza śmiertelna choroba okazuje się katem i zarazem wybawcą, ponieważ ,,gdyby nie ona, przeoczyłby życie”. Nie ukrywa on jednak licznych niedogodności oraz cierpień związanych z osłabieniem. W chaosie i zwoju życia próbuje odnaleźć siebie – tytułowy sens sensu. Spirystyczny klimat potęgują także autorskie ilustracje. Narysowano je z pomysłem, w przyjemny dla oka sposób – poprzez wesołość niekiedy kontrastują z treścią samej książki.
Jest to dzieło oryginalne, udowadniające, że warto dać szansę różnego typu formom pisanym i poszerzać swoją czytelniczą świadomość. Zachęcam do sięgnięcia po tę książkę właśnie ze względu na jej niekonwencjonalność. Możemy uznać ją za bramę, która umożliwi nam spojrzenie na znany, przykry temat w całkiem odmienny sposób, a także zaoferuje atrakcyjne spędzenie dwóch– trzech godzin przy lekturze. Polecam!
Lubimy Czytać Anna Zborowska
Jak dbać o włosy. Poradnik dla początkującej włosomaniaczki
Kompendium wiedzy na temat tego, jak obchodzić się z włosami, które mają jakiś problem - są przesuszone, przetłuszczają się lub nadmiernie wypadają. W napisanym przez znaną blogerkę poradniku przeczytasz o tym, jak znaleźć godnego zaufania fryzjera, czym się kierować w doborze szamponów, maseczek i ampułek, by jak najlepiej służyły twoim potrzebom, a także o tym, dlaczego nie powinnaś odstawiać kosmetyków z silikonami.
Zwierciadło 2015-04-28
Success and Change
CZY MATEUSZ GRZESIAK WIE JAK OSIĄGNĄĆ SUKCES? RECENZJA SUCCESS AND CHANGE
Wstyd się przyznać, ale dopóki nie trafiłam na książkę Success and Change nie miałam pojęcia kim jest Mateusz Grzesiak. Mimo, że tematyką motywacji i rozwoju osobistego interesuje się od dawna, to jego nazwisko zwyczajnie mi umknęło. Odkąd prowadzę tego bloga wszystko co zawiera słowo sukces przyciąga mój wzrok, dlatego postanowiłam sięgnąć po tę pozycję, nie mając tak naprawdę pojęcia co autor może mi zaoferować. Czytałam, robiłam sobie przerwę na kilka dni i znowu wracałam do lektury. Przyznaję, długo zbierałam się do napisania tej recenzji, ale w końcu postanowiłam napisać co sądzę o Grzesiaka sposobie na sukces.
DLACZEGO NIE JESTEŚMY LUDŹMI SUKCESU?
Nie lubię pisać pustych recenzji, które nic nie wnoszą w życie czytelniczek, które zwyczajnie nie są zainteresowane daną książką. Z każdej omawianej przeze mnie pozycji staram się więc wyciągnąć jakieś kluczowe zagadnienie. Mam wrażenie, że to nie tylko poszerza Waszą wiedzę o danej lekturze i daje jakieś wyobrażenie na temat tego, czego możecie się po niej spodziewać, ale też uczy Was jakieś nowej, mam nadzieję przydatnej rzeczy. Tak będzie i tym razem. Zastanawiałyście się kiedyś nad tym, jakie czynniki wpływają na to, że nie osiągamy sukcesu? Jeśli nie, to teraz macie doskonałą okazję żeby je poznać. Opieram się tutaj na wiedzy nie byle kogo, bo międzynarodowego nauczyciela, trenera i psychologa. Okazuje się, że pierwszym, najważniejszym czynnikiem jest nasze środowisko. I to ono decyduje o tym, w jaki sposób myślimy i działamy. Czy środowisko w którym żyjemy może nas ograniczać? Owszem. Wyobraźcie sobie, że nasz mózg dostosowuje się do panujących warunków. Nasze otoczenie możemy porównać do formy, nasz mózg – do ciasta. Gdy wlejecie ciasto do formy, to owszem wyrośnie, ale nie przekroczy ścianek naczynia, w którym się znajduje. Podobnie jest z nami. Jeśli nasze środowisko jest dla nas ograniczające, hamuje nasz rozwój i nie pozwala nam na „bardziej spektakularne wyrośnięcie” to tego nie zrobimy. Chcąc osiągnąć sukces musimy więc stworzyć sobie takie środowisko, które predysponować nas będzie do rozwoju.
Kolejną przyczyną nieosiągania sukcesu, jest posługiwanie się nieaktualnymi strategiami. Każdy z nas jakieś ma i opiera na nich swoje działania. Wyobraźcie sobie, że w szkole podstawowej każde wystąpienie przed klasą wiązało się u Was z bólem brzucha, drżącym głosem i kompletnym zapominaniem tego, o czym chcecie opowiedzieć. Wasi koledzy reagowali na to różnie, ale większość szeptała, wymieniała znaczące spojrzenia i śmiała się z tego, że stoicie na środku sali z rumieńcami, przypominającymi dwie płonące pochodnie. Wasze samopoczucie delikatnie mówiąc było wtedy nie najlepsze. Wróćmy do teraźniejszych czasów. Założę się, że jeśli dotyczy Was powyższy opis, to w większości w obecnym, dorosłym życiu odczuwacie lęk przed wystąpieniami publicznymi. Pomimo tego, że ostatnie takie wydarzenie miało miejsce nawet 10, czy 15 lat temu! To jest właśnie zdezaktualizowana strategia. Działamy według jakieś przyjętej normy, nie zastanawiając się, czy ona nadal ma racje bytu. Większość z nich jest dla nas na tyle ograniczająca, że nie potrafimy podjąć się zadań, które zdecydowanie wpłynęły by na polepszenie naszej obecnej sytuacji, na przykład zawodowej.
Kolejny, trzeci powód wydaje mi się bardzo istotny. Większości z nas towarzyszy nieświadomość, że możemy stworzyć siebie od nowa. A można, i to wbrew pozorom bardzo prosto. Wystarczy wyobrazić sobie siebie za 3 lata, 5, czy 10. Jeśli wiesz już jaka chcesz być, czym chcesz się zajmować, gdzie mieszkać i z kim, to wystarczy teraz zacząć podejmować takie działania, które doprowadzą Cię do upragnionego celu. To jest tak proste, że chwilami wydaje się, aż niewiarygodne. Stworzyć siebie, to genialna sprawa.
Czwartym, ostatnim czynnikiem są nasze negatywne myśli, nazwane przez Mateusza Grzesiaka negatywnymi programami. Są to wszystkie nasze słowa typu „Wyjdę na głupka”, „Nie nadaję się”, „Nie poradzę sobie”, „To jest głupie”. Powiecie, jakie znaczenie mają puste zdania. Jednak wypowiadając je same siebie blokujemy i nie pozwalamy sobie na podjęcie działań, które mogłyby doprowadzić nas do sukcesu.
Przyznam, że sama nigdy przedtem się nad tym nie zastanawiałam, ale uważam, że wyeliminowanie ze swojego życia powyższych czynników zdecydowanie może pomóc nam w pełnej realizacji siebie. Praca, którą będziemy musiały włożyć zapewne będzie dość trudna, ale najważniejsze jest to, aby cel został osiągnięty. Ja sama postanowiłam spróbować i systematycznie usuwać ze swojego życia wszystkie ograniczające elementy. A wracając do recenzji…
CZY MATEUSZ GRZESIAK WIE, JAK OSIĄGNĄĆ SUKCES?
success-and-change-b-iext27412524 Aby recenzja była pełna postanowiłam poruszyć różne aspekty. Zanim odpowiem na tytułowe pytanie zacznę od tego na co być może wiele osób uwagi nie zwraca. Książka jest bardzo profesjonalnie wydana. Okładka przypomina poradniki amerykańskich mentorów. Twarda oprawa i wszyta zakładka (ten przydatny sznureczek do zaznaczania) także zdecydowanie działają na jej korzyść. Wiem, że są osoby, które lubią jeśli dana lektura dobrze prezentuje się na półce, więc Success and Change z pewnością spełni ich wymagania pod tym względem. Ale jako, że nie ocenia się książki po okładce przechodzę do zawartości.
Treść jest dość obszerna, jak na tego typu publikację. Całość podzielona jest na 6 dość długich rozdziałów i część końcową zawierającą ćwiczenia. Z początkowych fragmentów dowiecie się między innymi czym jest psychologia sukcesu, jakie są jego czynniki, a także to co przytoczyłam na początku artykułu, czyli co wpływa na to, że sukcesu jednak nie osiągamy. Autor przytacza wiedzę na temat tego, jak zmienić swoje nawyki i przekonania, aby pomogły nam osiągać więcej. Interesująca jest również część o wyznaczaniu sobie celów i mierzeniu swoich postępów. Mimo, że główną tematyką książki jest sukces autor porusza również takie wątki jak wyższa inteligencja, ego, role społeczne, czy inteligencja emocjonalna. Jak dla mnie trochę niepotrzebnie. Zakładam, że osoby, które kupują Success and Change chcą otrzymać poradę na temat tego, jak tytułowy sukces osiągnąć, a przynajmniej jak stać się osobą, która może sobie na niego zapracować. I moim zdaniem poniekąd znajdą taką odpowiedź, ale jedynie w pierwszych podrozdziałach książki. Informacje tam zawarte faktycznie mogą zmusić nas do przemyśleń i zwrócimy uwagę na błędy, które popełniamy na co dzień. W większości reszta rozdziałów, jak dla mnie za bardzo ociera się o psychologię i choć ją lubię, to niekoniecznie szukam jej w tego typu poradnikach.
Muszę dodać, że język jakim posługuje się Mateusz do najprostszych nie należy. Jeśli nie macie nic wspólnego z wyżej wspomnianą psychologią, nie znacie się na mechanizmach rządzących umysłem człowieka i nie do końca orientujecie się o co w tym wszystkim chodzi, to chwilami treść może być dla Was ciężka do przebrnięcia. Lektura ta z pewnością nie jest idealną opcją na spokojny, relaksujący wieczór z książką. Tutaj zdecydowanie trzeba się skupić i uważnie czytać kolejne zdania. Success and Change zawiera przynajmniej kilka odwołań do Boga i religii. Nie jest to na pewno namawianie do chodzenia do kościoła, Mateusz nie wskazuje też żadnej religii, jako jedyną słuszną opcję, ale widać, że wiara ma dla niego duże znaczenie. Czy ma to sens w tego typu książkach? To już zostawiam indywidualnej ocenie każdej z Was.
KOŃCOWA OPINIA O KSIĄŻCE
Success and Change jest pozycją dość specyficzną. W epilogu autor przekonuje czytelnika, że lektura jaką trzyma w rękach wpłynie na jego życie i stanie się początkiem niezwykłej, fascynującej przygody. No cóż, w moim przypadku niestety tak się nie stało. Druga sprawa, rozumiem, że ze względu na swój zawód Mateusz ma taką a nie inną specyfikę wypowiedzi. Nie wiem jednak, czy jest to korzystne, mając na uwadze fakt, że po lekturę może sięgnąć przeciętny Kowalski, który nie ma pojęcia o czysto psychologicznych terminach. Przyznaję, że przez niektóre rozdziały naprawdę ciężko było mi przebrnąć. Były trochę o niczym i całkowicie odbiegały od głównej tematyki książki.
Muszę jednak dodać, że biorąc pod uwagę całość, wyniosłam kilka ciekawych spostrzeżeń. Bardzo spodobały mi się słowa Grzesiaka, który stwierdza, że ludzie mają tendencje do otaczania się osobami głupszymi od siebie, bo w ten sposób podbudowują własną samoocenę. Jak pisze, powinniśmy otaczać się ludźmi, którzy w swoim życiu zaszli znacznie dalej niż my. Przebywając z kimś kogo podziwiamy za konkretne osiągnięcia stwarzamy sobie odpowiednie warunki do rozwoju. Stymulować mogą nas jedynie ludzie, którzy zaszli zdecydowanie dalej od nas, albo przynajmniej mają w sobie potrzebę pokonywania kolejnych barier i samodoskonalenia. Prędzej czy później i tak będziemy musieli zostawić w tyle tych, którzy zdecydowali, że nie chcą iść dalej, bo obecny stan jest dla nich satysfakcjonujący. Powyższe przesłanie zdecydowanie jest najbardziej wartościową rzeczą, jaką wyniosłam z całej lektury.
Odpowiadając na tytułowe pytanie, Mateusz Grzesiak z pewnością wie jak osiągnąć sukces. Świadczy o tym to co robi, jakie ma osiągnięcia i to, jak wielu zwolenników przyciąga. Ta książka nie zawiera jednak rad, których można by się spodziewać. Owszem, znajdziecie w niej sporo godnych uwagi przemyśleń, ale jeśli liczycie na to, że Success and Change naprawdę zmieni Wasze życie, to możecie niepotrzebnie się rozczarować.
Wstyd się przyznać, ale dopóki nie trafiłam na książkę Success and Change nie miałam pojęcia kim jest Mateusz Grzesiak. Mimo, że tematyką motywacji i rozwoju osobistego interesuje się od dawna, to jego nazwisko zwyczajnie mi umknęło. Odkąd prowadzę tego bloga wszystko co zawiera słowo sukces przyciąga mój wzrok, dlatego postanowiłam sięgnąć po tę pozycję, nie mając tak naprawdę pojęcia co autor może mi zaoferować. Czytałam, robiłam sobie przerwę na kilka dni i znowu wracałam do lektury. Przyznaję, długo zbierałam się do napisania tej recenzji, ale w końcu postanowiłam napisać co sądzę o Grzesiaka sposobie na sukces.
DLACZEGO NIE JESTEŚMY LUDŹMI SUKCESU?
Nie lubię pisać pustych recenzji, które nic nie wnoszą w życie czytelniczek, które zwyczajnie nie są zainteresowane daną książką. Z każdej omawianej przeze mnie pozycji staram się więc wyciągnąć jakieś kluczowe zagadnienie. Mam wrażenie, że to nie tylko poszerza Waszą wiedzę o danej lekturze i daje jakieś wyobrażenie na temat tego, czego możecie się po niej spodziewać, ale też uczy Was jakieś nowej, mam nadzieję przydatnej rzeczy. Tak będzie i tym razem. Zastanawiałyście się kiedyś nad tym, jakie czynniki wpływają na to, że nie osiągamy sukcesu? Jeśli nie, to teraz macie doskonałą okazję żeby je poznać. Opieram się tutaj na wiedzy nie byle kogo, bo międzynarodowego nauczyciela, trenera i psychologa. Okazuje się, że pierwszym, najważniejszym czynnikiem jest nasze środowisko. I to ono decyduje o tym, w jaki sposób myślimy i działamy. Czy środowisko w którym żyjemy może nas ograniczać? Owszem. Wyobraźcie sobie, że nasz mózg dostosowuje się do panujących warunków. Nasze otoczenie możemy porównać do formy, nasz mózg – do ciasta. Gdy wlejecie ciasto do formy, to owszem wyrośnie, ale nie przekroczy ścianek naczynia, w którym się znajduje. Podobnie jest z nami. Jeśli nasze środowisko jest dla nas ograniczające, hamuje nasz rozwój i nie pozwala nam na „bardziej spektakularne wyrośnięcie” to tego nie zrobimy. Chcąc osiągnąć sukces musimy więc stworzyć sobie takie środowisko, które predysponować nas będzie do rozwoju.
Kolejną przyczyną nieosiągania sukcesu, jest posługiwanie się nieaktualnymi strategiami. Każdy z nas jakieś ma i opiera na nich swoje działania. Wyobraźcie sobie, że w szkole podstawowej każde wystąpienie przed klasą wiązało się u Was z bólem brzucha, drżącym głosem i kompletnym zapominaniem tego, o czym chcecie opowiedzieć. Wasi koledzy reagowali na to różnie, ale większość szeptała, wymieniała znaczące spojrzenia i śmiała się z tego, że stoicie na środku sali z rumieńcami, przypominającymi dwie płonące pochodnie. Wasze samopoczucie delikatnie mówiąc było wtedy nie najlepsze. Wróćmy do teraźniejszych czasów. Założę się, że jeśli dotyczy Was powyższy opis, to w większości w obecnym, dorosłym życiu odczuwacie lęk przed wystąpieniami publicznymi. Pomimo tego, że ostatnie takie wydarzenie miało miejsce nawet 10, czy 15 lat temu! To jest właśnie zdezaktualizowana strategia. Działamy według jakieś przyjętej normy, nie zastanawiając się, czy ona nadal ma racje bytu. Większość z nich jest dla nas na tyle ograniczająca, że nie potrafimy podjąć się zadań, które zdecydowanie wpłynęły by na polepszenie naszej obecnej sytuacji, na przykład zawodowej.
Kolejny, trzeci powód wydaje mi się bardzo istotny. Większości z nas towarzyszy nieświadomość, że możemy stworzyć siebie od nowa. A można, i to wbrew pozorom bardzo prosto. Wystarczy wyobrazić sobie siebie za 3 lata, 5, czy 10. Jeśli wiesz już jaka chcesz być, czym chcesz się zajmować, gdzie mieszkać i z kim, to wystarczy teraz zacząć podejmować takie działania, które doprowadzą Cię do upragnionego celu. To jest tak proste, że chwilami wydaje się, aż niewiarygodne. Stworzyć siebie, to genialna sprawa.
Czwartym, ostatnim czynnikiem są nasze negatywne myśli, nazwane przez Mateusza Grzesiaka negatywnymi programami. Są to wszystkie nasze słowa typu „Wyjdę na głupka”, „Nie nadaję się”, „Nie poradzę sobie”, „To jest głupie”. Powiecie, jakie znaczenie mają puste zdania. Jednak wypowiadając je same siebie blokujemy i nie pozwalamy sobie na podjęcie działań, które mogłyby doprowadzić nas do sukcesu.
Przyznam, że sama nigdy przedtem się nad tym nie zastanawiałam, ale uważam, że wyeliminowanie ze swojego życia powyższych czynników zdecydowanie może pomóc nam w pełnej realizacji siebie. Praca, którą będziemy musiały włożyć zapewne będzie dość trudna, ale najważniejsze jest to, aby cel został osiągnięty. Ja sama postanowiłam spróbować i systematycznie usuwać ze swojego życia wszystkie ograniczające elementy. A wracając do recenzji…
CZY MATEUSZ GRZESIAK WIE, JAK OSIĄGNĄĆ SUKCES?
success-and-change-b-iext27412524 Aby recenzja była pełna postanowiłam poruszyć różne aspekty. Zanim odpowiem na tytułowe pytanie zacznę od tego na co być może wiele osób uwagi nie zwraca. Książka jest bardzo profesjonalnie wydana. Okładka przypomina poradniki amerykańskich mentorów. Twarda oprawa i wszyta zakładka (ten przydatny sznureczek do zaznaczania) także zdecydowanie działają na jej korzyść. Wiem, że są osoby, które lubią jeśli dana lektura dobrze prezentuje się na półce, więc Success and Change z pewnością spełni ich wymagania pod tym względem. Ale jako, że nie ocenia się książki po okładce przechodzę do zawartości.
Treść jest dość obszerna, jak na tego typu publikację. Całość podzielona jest na 6 dość długich rozdziałów i część końcową zawierającą ćwiczenia. Z początkowych fragmentów dowiecie się między innymi czym jest psychologia sukcesu, jakie są jego czynniki, a także to co przytoczyłam na początku artykułu, czyli co wpływa na to, że sukcesu jednak nie osiągamy. Autor przytacza wiedzę na temat tego, jak zmienić swoje nawyki i przekonania, aby pomogły nam osiągać więcej. Interesująca jest również część o wyznaczaniu sobie celów i mierzeniu swoich postępów. Mimo, że główną tematyką książki jest sukces autor porusza również takie wątki jak wyższa inteligencja, ego, role społeczne, czy inteligencja emocjonalna. Jak dla mnie trochę niepotrzebnie. Zakładam, że osoby, które kupują Success and Change chcą otrzymać poradę na temat tego, jak tytułowy sukces osiągnąć, a przynajmniej jak stać się osobą, która może sobie na niego zapracować. I moim zdaniem poniekąd znajdą taką odpowiedź, ale jedynie w pierwszych podrozdziałach książki. Informacje tam zawarte faktycznie mogą zmusić nas do przemyśleń i zwrócimy uwagę na błędy, które popełniamy na co dzień. W większości reszta rozdziałów, jak dla mnie za bardzo ociera się o psychologię i choć ją lubię, to niekoniecznie szukam jej w tego typu poradnikach.
Muszę dodać, że język jakim posługuje się Mateusz do najprostszych nie należy. Jeśli nie macie nic wspólnego z wyżej wspomnianą psychologią, nie znacie się na mechanizmach rządzących umysłem człowieka i nie do końca orientujecie się o co w tym wszystkim chodzi, to chwilami treść może być dla Was ciężka do przebrnięcia. Lektura ta z pewnością nie jest idealną opcją na spokojny, relaksujący wieczór z książką. Tutaj zdecydowanie trzeba się skupić i uważnie czytać kolejne zdania. Success and Change zawiera przynajmniej kilka odwołań do Boga i religii. Nie jest to na pewno namawianie do chodzenia do kościoła, Mateusz nie wskazuje też żadnej religii, jako jedyną słuszną opcję, ale widać, że wiara ma dla niego duże znaczenie. Czy ma to sens w tego typu książkach? To już zostawiam indywidualnej ocenie każdej z Was.
KOŃCOWA OPINIA O KSIĄŻCE
Success and Change jest pozycją dość specyficzną. W epilogu autor przekonuje czytelnika, że lektura jaką trzyma w rękach wpłynie na jego życie i stanie się początkiem niezwykłej, fascynującej przygody. No cóż, w moim przypadku niestety tak się nie stało. Druga sprawa, rozumiem, że ze względu na swój zawód Mateusz ma taką a nie inną specyfikę wypowiedzi. Nie wiem jednak, czy jest to korzystne, mając na uwadze fakt, że po lekturę może sięgnąć przeciętny Kowalski, który nie ma pojęcia o czysto psychologicznych terminach. Przyznaję, że przez niektóre rozdziały naprawdę ciężko było mi przebrnąć. Były trochę o niczym i całkowicie odbiegały od głównej tematyki książki.
Muszę jednak dodać, że biorąc pod uwagę całość, wyniosłam kilka ciekawych spostrzeżeń. Bardzo spodobały mi się słowa Grzesiaka, który stwierdza, że ludzie mają tendencje do otaczania się osobami głupszymi od siebie, bo w ten sposób podbudowują własną samoocenę. Jak pisze, powinniśmy otaczać się ludźmi, którzy w swoim życiu zaszli znacznie dalej niż my. Przebywając z kimś kogo podziwiamy za konkretne osiągnięcia stwarzamy sobie odpowiednie warunki do rozwoju. Stymulować mogą nas jedynie ludzie, którzy zaszli zdecydowanie dalej od nas, albo przynajmniej mają w sobie potrzebę pokonywania kolejnych barier i samodoskonalenia. Prędzej czy później i tak będziemy musieli zostawić w tyle tych, którzy zdecydowali, że nie chcą iść dalej, bo obecny stan jest dla nich satysfakcjonujący. Powyższe przesłanie zdecydowanie jest najbardziej wartościową rzeczą, jaką wyniosłam z całej lektury.
Odpowiadając na tytułowe pytanie, Mateusz Grzesiak z pewnością wie jak osiągnąć sukces. Świadczy o tym to co robi, jakie ma osiągnięcia i to, jak wielu zwolenników przyciąga. Ta książka nie zawiera jednak rad, których można by się spodziewać. Owszem, znajdziecie w niej sporo godnych uwagi przemyśleń, ale jeśli liczycie na to, że Success and Change naprawdę zmieni Wasze życie, to możecie niepotrzebnie się rozczarować.
posukcesnaszpilkach.pl Katarzyna Głąb
Życie. Następny poziom. Coaching transpersonalny
Pytanie o sens życia nurtuje ludzi od tysięcy lat. Wielu z nich osiąga zawodowy sukces, gromadzi dobra, zakłada rodziny, zaspokaja potrzeby, realizuje wytyczone cele, a mimo to nadal nie odczuwa pełni swojego życia. Pojawia się poczucie braku „czegoś jeszcze”, często wypalenie zawodowe, rodzi się potrzeba zmiany. Wielu innych żyje w przekonaniu, że właśnie powyższy życiowy sukces jest tym, czego brakuje im do szczęścia, ale nie są w stanie go osiągnąć. To kolejna grupa żyjących z dnia na dzień i nie wykorzystujących swojego potencjału ludzi.
Fascynacja modną ideą sprzedawaną w milionach egzemplarzy książek, terapia u specjalisty lub samodzielne opracowany plan działają tylko na krótką metę, a zmiany nie są trwałe i życie wraca w utarty schemat obowiązków, które już nie są wyzwaniem, codzienności, która przestała być ekscytująca, problemów, które nawracają, braku poczucia głębszego sensu dokonywanych działań. Próbujemy to zmienić, albo i nie, pozwalając dominować przekonaniu, że lepszy poziom życia nie jest dla nas, że te kilka spraw, które nas cieszą, wystarczą, bo przecież proza życia i tak nie pozwoli cieszyć się ze wszystkiego, albo łudząc się, że kiedyś zaczniemy żyć naprawdę.
Jeśli mamy z tym problem pierwsza rzecz, nad którą należałoby się zastanowić, to czy ten cel, w realizację którego włożyliśmy tyle energii lub który karmimy przekonaniem, że tego właśnie potrzebujemy do szczęścia, jest celem prawdziwym czy pozornym, czy jest zgodny z naszym wewnętrznym „ja”, a może z teorią, że to właśnie jest szczęście, presją społeczną, oczekiwaniami najbliższych, mylną diagnozą własnych pragnień, pod którymi ukrywają się jeszcze inne, chęcią dostosowania się do cudzych wymogów, by zyskać zewnętrzną akceptację. Tymczasem dopóki cel będzie sprzeczny z wewnętrznym ja, efekty będą albo nietrwałe, albo niezadowalające.
Tym właśnie zajmuje się coaching transpersonalny, w którego tajniki wprowadza nas w swojej książce „Życie. Następny poziom” Jarosław Gibas – socjolog, trener, coach. Jest to podróż do wnętrza siebie, wsłuchanie się w siebie, dzięki czemu działania, cele, cała życiowa aktywność może być zgodna z tym, czego naprawdę pragniemy, co da nam spełnienie i poczucie, że żyjemy naprawdę.
Proces coachingowy, przeprowadzony według popularnego modelu GROW, polega na odnalezieniu celu, ustaleniu czym się dysponuje, by go osiągnąć, zastanowieniu się nad możliwością realizacji i podjęciu konkretnych kroków. Coaching transpersonalny zakłada fizyczną, psychiczną i duchową całość, więc wprowadza do procesu element głębokiej duchowości, rozumianej jako pragnienie odnalezienia sensu spójnego z transpersonalnym ja. To więcej niż oferuje tradycyjny coaching i psychologia.
Kim jest coach i co nam daje?
Daleko w górskiej jaskini siedział stary mistrz w otoczeniu uczniów. Jeden z nich zapytał:
– Mistrzu, kim powinienem się stać?
– Zamknij oczy i wyobraź sobie siebie za 10 lat. Właśnie tym powinieneś się stać. – odpowiedział mistrz.
– Ale jak to osiągnąć?
– Czy nadal widzisz osobę, którą sobie wyobraziłeś? To zapytaj ją, jak tego dokonała, jak stała sie tym, kim jest.
Coach nie udzieli Ci odpowiedzi na pytania kim masz być, jaki jest sens i cel Twojego życia, co masz zrobić, by go osiągnąć. On pomoże Ci znaleźć odpowiedzi w Tobie samym.
„(…) najlepiej utrwala się nie ta wiedza, która zostanie podana na tacy, ale ta, do której uczeń dochodzi sam.” – J. Gibas
Książka „Życie. Następny poziom” jest niezastąpionym przewodnikiem, w którym autor dzieli się wiedzą i doświadczeniem, przytaczając konkretne przykłady i pomocne ćwiczenia. Co więcej, jest to książka dla każdego – dla coacha i dla osoby, która chce się nim stać sama dla siebie. Zrozumiały przekaz, precyzyjnie i przystępnie objaśniona fachowa terminologia, doskonała umiejętność autora do przekazywania treści i bogaty zakres zagadnień, czynią z niej pozycję szczególną na polskim rynku wydawniczym.
Jarosław Gibas rozpoczyna proces coachingowy od uświadomienia czym jest, czemu służy i jak powinien zostać przeprowadzony. Uzasadnia konieczność obserwacji samego siebie, uświadomienia sobie i pozbycia się balastu powstałego w wyniku przyjmowania cudzych wzorców, stereotypów, potrzebę odróżnienia tego co nasze od tego, co narzuciło nam otoczenie. Kolejnym etapem jest wykształcenie w sobie uważności pozwalającej widzieć, rozumieć i czerpać więcej, być bardziej efektywnym.
W następnych rozdziałach opisuje blokującą rolę osądów i szkodliwość błędnych przekonań (czy to nie przekonanie o tym, że nie damy rady utrudnia nam podjęcie działań?) oraz uczy kontrolować emocje, które pozostawione samym sobie mają tendencję do narastania lub rozładowywania się w niewłaściwy sposób. Następnie wprowadza pojęcie „transpersonalnego ja” i mówi o tym, jak go w sobie odkryć, jak je poznać i usłyszeć.
W dalszej kolejności tłumaczy tzw. „stan flow”, który jest jednym z elementów satysfakcjonującego życia, a polega na oddawaniu się wykonywanym zajęciom z pasją, zaangażowaniem, zaciekawieniem, energią twórczą. Pomaga zastanowić się, czy w naszym życiu oddajemy się działalności, w której może zaistnieć flow, nawet jeśli do tej pory go nie było, czy też powinniśmy znaleźć nową dziedzinę życia, bo wypalenie w tej jest nieodwracalne.
Autor zachęca do medytacji, przytaczając korzyści z niej płynące poparte badaniami oraz instruktaż dla początkujących.
Cały proces coachingowy kończy się przemianą, wejściem na następny poziom życia, taki, w którym odnajdziemy satysfakcję, sens i spełnienie, zastąpimy problemy wyzwaniami, zaczniemy panować nad emocjami, podejmiemy się przełamywania blokad.
Bez względu na to jakim systemem religijnym czy filozoficznym się w życiu kierujemy, życie zostało nam dane po to, by przeżyć je w pełni, by robić w nim coś, co ma sens.
Fascynacja modną ideą sprzedawaną w milionach egzemplarzy książek, terapia u specjalisty lub samodzielne opracowany plan działają tylko na krótką metę, a zmiany nie są trwałe i życie wraca w utarty schemat obowiązków, które już nie są wyzwaniem, codzienności, która przestała być ekscytująca, problemów, które nawracają, braku poczucia głębszego sensu dokonywanych działań. Próbujemy to zmienić, albo i nie, pozwalając dominować przekonaniu, że lepszy poziom życia nie jest dla nas, że te kilka spraw, które nas cieszą, wystarczą, bo przecież proza życia i tak nie pozwoli cieszyć się ze wszystkiego, albo łudząc się, że kiedyś zaczniemy żyć naprawdę.
Jeśli mamy z tym problem pierwsza rzecz, nad którą należałoby się zastanowić, to czy ten cel, w realizację którego włożyliśmy tyle energii lub który karmimy przekonaniem, że tego właśnie potrzebujemy do szczęścia, jest celem prawdziwym czy pozornym, czy jest zgodny z naszym wewnętrznym „ja”, a może z teorią, że to właśnie jest szczęście, presją społeczną, oczekiwaniami najbliższych, mylną diagnozą własnych pragnień, pod którymi ukrywają się jeszcze inne, chęcią dostosowania się do cudzych wymogów, by zyskać zewnętrzną akceptację. Tymczasem dopóki cel będzie sprzeczny z wewnętrznym ja, efekty będą albo nietrwałe, albo niezadowalające.
Tym właśnie zajmuje się coaching transpersonalny, w którego tajniki wprowadza nas w swojej książce „Życie. Następny poziom” Jarosław Gibas – socjolog, trener, coach. Jest to podróż do wnętrza siebie, wsłuchanie się w siebie, dzięki czemu działania, cele, cała życiowa aktywność może być zgodna z tym, czego naprawdę pragniemy, co da nam spełnienie i poczucie, że żyjemy naprawdę.
Proces coachingowy, przeprowadzony według popularnego modelu GROW, polega na odnalezieniu celu, ustaleniu czym się dysponuje, by go osiągnąć, zastanowieniu się nad możliwością realizacji i podjęciu konkretnych kroków. Coaching transpersonalny zakłada fizyczną, psychiczną i duchową całość, więc wprowadza do procesu element głębokiej duchowości, rozumianej jako pragnienie odnalezienia sensu spójnego z transpersonalnym ja. To więcej niż oferuje tradycyjny coaching i psychologia.
Kim jest coach i co nam daje?
Daleko w górskiej jaskini siedział stary mistrz w otoczeniu uczniów. Jeden z nich zapytał:
– Mistrzu, kim powinienem się stać?
– Zamknij oczy i wyobraź sobie siebie za 10 lat. Właśnie tym powinieneś się stać. – odpowiedział mistrz.
– Ale jak to osiągnąć?
– Czy nadal widzisz osobę, którą sobie wyobraziłeś? To zapytaj ją, jak tego dokonała, jak stała sie tym, kim jest.
Coach nie udzieli Ci odpowiedzi na pytania kim masz być, jaki jest sens i cel Twojego życia, co masz zrobić, by go osiągnąć. On pomoże Ci znaleźć odpowiedzi w Tobie samym.
„(…) najlepiej utrwala się nie ta wiedza, która zostanie podana na tacy, ale ta, do której uczeń dochodzi sam.” – J. Gibas
Książka „Życie. Następny poziom” jest niezastąpionym przewodnikiem, w którym autor dzieli się wiedzą i doświadczeniem, przytaczając konkretne przykłady i pomocne ćwiczenia. Co więcej, jest to książka dla każdego – dla coacha i dla osoby, która chce się nim stać sama dla siebie. Zrozumiały przekaz, precyzyjnie i przystępnie objaśniona fachowa terminologia, doskonała umiejętność autora do przekazywania treści i bogaty zakres zagadnień, czynią z niej pozycję szczególną na polskim rynku wydawniczym.
Jarosław Gibas rozpoczyna proces coachingowy od uświadomienia czym jest, czemu służy i jak powinien zostać przeprowadzony. Uzasadnia konieczność obserwacji samego siebie, uświadomienia sobie i pozbycia się balastu powstałego w wyniku przyjmowania cudzych wzorców, stereotypów, potrzebę odróżnienia tego co nasze od tego, co narzuciło nam otoczenie. Kolejnym etapem jest wykształcenie w sobie uważności pozwalającej widzieć, rozumieć i czerpać więcej, być bardziej efektywnym.
W następnych rozdziałach opisuje blokującą rolę osądów i szkodliwość błędnych przekonań (czy to nie przekonanie o tym, że nie damy rady utrudnia nam podjęcie działań?) oraz uczy kontrolować emocje, które pozostawione samym sobie mają tendencję do narastania lub rozładowywania się w niewłaściwy sposób. Następnie wprowadza pojęcie „transpersonalnego ja” i mówi o tym, jak go w sobie odkryć, jak je poznać i usłyszeć.
W dalszej kolejności tłumaczy tzw. „stan flow”, który jest jednym z elementów satysfakcjonującego życia, a polega na oddawaniu się wykonywanym zajęciom z pasją, zaangażowaniem, zaciekawieniem, energią twórczą. Pomaga zastanowić się, czy w naszym życiu oddajemy się działalności, w której może zaistnieć flow, nawet jeśli do tej pory go nie było, czy też powinniśmy znaleźć nową dziedzinę życia, bo wypalenie w tej jest nieodwracalne.
Autor zachęca do medytacji, przytaczając korzyści z niej płynące poparte badaniami oraz instruktaż dla początkujących.
Cały proces coachingowy kończy się przemianą, wejściem na następny poziom życia, taki, w którym odnajdziemy satysfakcję, sens i spełnienie, zastąpimy problemy wyzwaniami, zaczniemy panować nad emocjami, podejmiemy się przełamywania blokad.
Bez względu na to jakim systemem religijnym czy filozoficznym się w życiu kierujemy, życie zostało nam dane po to, by przeżyć je w pełni, by robić w nim coś, co ma sens.
urodaizdrowie.pl Iwona
Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki)
W kończącym się tygodniu udało mi się nareszcie kupić książkę "Motocykl po czterdziestce (zamiast kochanki)", której autorem jest Jarosław Gibas. Była to niewątpliwie premiera, na którą czekałem z niecierpliwością (mimo iż do czterdziestki trochę mi zostało). Długo nie mogłem zrozumieć, dlaczego książka nie zostanie wydana zimą, kiedy to spragnieni pierwszych przejażdżek motocykliści szukają czegoś, co przypomni im klimat beztroskich wypadów. Teraz już rozumiem, że to nie było takie głupie, ponieważ można pozwolić sobie na połknięcie książki w jeden wieczór, zamiast odkładać ją na półkę po 10 stronach, "żeby starczyło na dłużej".
"Motocykl po czterdziestce" to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy kiedykolwiek wzdychali na widok motocykla i obiecywali sobie "może w przyszłym roku", oraz dla tych, którzy obawiają się, że dla nich już za późno na rozpoczęcie przygody. Napisana charakterystycznym dla autora lekkim i dowcipnym językiem, opisuje motocyklizm od niespotykanej dotąd strony - oprócz typowych zagadnień odnoszących się m.in. do wyboru motocykla porusza też problemy, z którymi każdy dojrzały wiekiem kandydat na motocyklistę może się zetknąć. Ot na przykład jak czuje się taka osoba na egzaminie, otoczona bandą patrzących z politowaniem gówniarzy. Pomaga także znaleźć odpowiedź na ważne pytania:
- gdzie szukać wiedzy i pomocy,
- na co zwracać uwagę kupując niezbędne wyposażenie i ubiór,
- co zrobić, by czerpać radość z motocyklizmu i nie zrazić się po pierwszym sezonie.
W końcu pośrednio próbuje odpowiedzieć na bardzo trudne pytanie - co to jest ten cały motocyklizm? O co w tym chodzi? Czym jest obco brzmiące słowo "spannering" i co motocykl ma wspólnego z dbaniem o zdrowie psychiczne?
Gdybym miał coś w tej książce zmienić, to być może byłaby to kolejność rozdziałów, umieszczając opis niezbędnych ciuchów i akcesoriów bliżej końca książki. W dużej mierze spowodowane jest to miną, jaką u mojej drugiej połowy wywołuje wspomnienie, że chciałbym kupić kolejną rzecz na motocyk. Swoją drogą zagadnieniu zakupów w kontekście relacji damsko-męskich również poświęconych zostało nieco miejsca.
Obrazu dopełniają motocyklowe ciekawostki oraz cała lista rzeczy, których rozpoczynający przygodę motocyklista robić nie powinien.
Co prawda w książce znalazło się kilka kwestii z którymi za cholerę nie mogę się zgodzić, jednak autor skwitował to w jakże piękny i pełen życiowej mądrości sposób, mówiąc "Pie#$@$l to, chodź się napić"
"Motocykl po czterdziestce" to lektura obowiązkowa dla wszystkich, którzy kiedykolwiek wzdychali na widok motocykla i obiecywali sobie "może w przyszłym roku", oraz dla tych, którzy obawiają się, że dla nich już za późno na rozpoczęcie przygody. Napisana charakterystycznym dla autora lekkim i dowcipnym językiem, opisuje motocyklizm od niespotykanej dotąd strony - oprócz typowych zagadnień odnoszących się m.in. do wyboru motocykla porusza też problemy, z którymi każdy dojrzały wiekiem kandydat na motocyklistę może się zetknąć. Ot na przykład jak czuje się taka osoba na egzaminie, otoczona bandą patrzących z politowaniem gówniarzy. Pomaga także znaleźć odpowiedź na ważne pytania:
- gdzie szukać wiedzy i pomocy,
- na co zwracać uwagę kupując niezbędne wyposażenie i ubiór,
- co zrobić, by czerpać radość z motocyklizmu i nie zrazić się po pierwszym sezonie.
W końcu pośrednio próbuje odpowiedzieć na bardzo trudne pytanie - co to jest ten cały motocyklizm? O co w tym chodzi? Czym jest obco brzmiące słowo "spannering" i co motocykl ma wspólnego z dbaniem o zdrowie psychiczne?
Gdybym miał coś w tej książce zmienić, to być może byłaby to kolejność rozdziałów, umieszczając opis niezbędnych ciuchów i akcesoriów bliżej końca książki. W dużej mierze spowodowane jest to miną, jaką u mojej drugiej połowy wywołuje wspomnienie, że chciałbym kupić kolejną rzecz na motocyk. Swoją drogą zagadnieniu zakupów w kontekście relacji damsko-męskich również poświęconych zostało nieco miejsca.
Obrazu dopełniają motocyklowe ciekawostki oraz cała lista rzeczy, których rozpoczynający przygodę motocyklista robić nie powinien.
Co prawda w książce znalazło się kilka kwestii z którymi za cholerę nie mogę się zgodzić, jednak autor skwitował to w jakże piękny i pełen życiowej mądrości sposób, mówiąc "Pie#$@$l to, chodź się napić"
shadow.org.pl Marcin Lorenz