ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Dark desires

Kiedy oczekiwania wobec samego siebie są tak głęboko w tobie zakorzenione, że decydujesz się posunąć do takiego kroku, który wykracza poza granice twojej moralności. “Dark Desires” zdecydowanie mogę zaliczyć do książek, które mnie zaskoczyły. Z początku nie mogłam się zaangażować, wielu bohaterów mnie irytowało, ale z kolejnymi stronami zaczynałam się do nich przekonywać. Sam sposób w jaki Lena pisze jest całkiem lekki, a humor bohaterów był tak zabawny, że na moment zapomniałam o irytacji w ich stronę. Natomiast w moim odczuciu, poprowadzona akcja w książce wypadała dosyć niekorzystnie. Gdy tylko się zaczynała ruszać do przodu, zaraz została przerwana, co wprawiało mnie z irytację. W połowie już się to poprawiało, ale nadal wiele kwestii nie zostało dokończonych, przez co liczę na ich wyjaśnienie w kolejnym tomie. Co do głównych bohaterów to z Neventhi nie poczułam żadnej więzi. Jej zachowanie było irracjonalne, mimo bycia młodą dorosłą zachowywała się gorzej jak dziecko. Momentami czytając jej perspektywę traciłam całe zaangażowanie w historię. Natomiast Zander zdecydowanie jako wykreowana postać był intrygujący. Również momentami jego zachowanie było dziecinne, ale jego myśli, czy odruchy radzenia sobie z koszmarami były na tyle ciekawe, że zdecydowanie wolałam czytać rozdziały z jego perspektywy. Dodatkowe rozdziały z jego perspektywy jeszcze bardziej utwierdziły mnie w przekonaniu, że jako wykreowana postać wypadł najlepiej. Jego zachowania zdecydowanie nie pochwalam, ani nie tłumaczę, ale rozumiem, co go nakierowało na tę drogę. Zakończenie było naprawdę bardzo dobre, nawet zaskakujące, bo nie spodziewałam się, że się w taki sposób skończy. Chociaż jest też bardzo intrygujące, bo jeśli ma być kontynuacja, to zakończenie zdecydowanie pozostawia nam wiele pytań.

Recenzje Paw Wiktoria

Haunted Hearts

"Jej przeznaczeniem było mnie zabić, tak samo jak moim zabić ją" Hazel rozpoczyna naukę na wyjątkowej uczelni. Na uczelni, która ma jej pomóc poradzić sobie z jej wyjątkowymi umiejętnościami. Nie spodziewa się jednak, że tak bardzo jej życie się skomplikuje, a nauka stanie się początkiem wielkich zmian w jej życiu. Hazel to ten typ bohaterki, który bardzo lubię. Odważna, zadziorna. Nie obawia się mówić to co myśli, co pokazuje już pierwszego dnia na uczelni. Ma dosyć wyjątkowe zdolności, ale co to takiego? Przede wszystkim ma nadzieję, że tym razem będzie w stanie nauczyć się z nich korzystać. Jest to dla niej wyjątkowa szansa. Ma w planach skupić się na nauce, ale już pierwszego dnia wszystko się komplikuje i to wszystko za sprawą pewnego nauczyciela. Nathaniel. Wampir, ale cicho, bo to tajemnica. Od początku jest bardzo zafascynowany bohaterką i to z wzajemnością. Iskrzy pomiędzy nimi od pierwszego wejrzenia. Ich relacje naprawdę bardzo szybko się rozwija, bo nie mija niewiele czasu a zaczyna być pomiędzy nimi gorąco. Nie ukrywam, że jestem zdecydowaną zwolenniczką znacznie wolniejszego rozwoju relacji, a tutaj to mi się jednak podobało, choć nie wszystko. Raz bohaterzy stwierdzają, że muszą trzymać się od siebie z daleka, mija kilka sekund i wręcz rzucają się na siebie. I tak kilka razy. Jest tu naprawdę bardzo, bardzo pikantnie i to przez pewien dłuższy czas. Zaczyna im coraz bardziej na sobie zależeć, ale w pewnym momencie pojawiają się komplikacje. On wampir, a ona łowczyni wampirów? Żadne tak naprawdę nie wie kim jest drugie. Ale co jeśli tajemnice kiedyś wyjdą na jaw? Co jeśli odkryją, że stoją po przeciwnych stronach barykady? Co jeśli odkryją, że należą do wrogich sobie obozów, które nienawidzą się od samego początku i wzajemnie zwalczają? Co jeśli obowiązkiem każdego z nich jest zabicie tego drugiego? Co zwycięży - rozum czy serce? Początek zapowiadał się wręcz zachwycająco. Zadziorna, odważna bohaterka i cudowny klimat uczelni. Niestety, ale szybko zaczęło się to zmieniać. Początkowo czuć tę wyjątkową atmosferę wiszącą w murach uczelni, a niestety wszystko zdominował wątek romantyczny. Akcji na samej uczelni było stosunkowo mało, wszystko sprowadzało się do zbliżeń pomiędzy łowczynią a wampirem. Bardzo wiele się tutaj dzieje. Bohaterka za wszelką cenę chce się dowiedzieć kto stoi za śmiercią jej matki, ciotka cały czas trzyma przed nią wszystko w tajemnicy, gdzie nagle wręcz bohaterka wszystkiego się dowiaduje. Nie tylko posiada wyjątkowe umiejętności, ale nagle okazuje się, że ma gen łowcy wampirów i chcąc czy nie chcąc, jej zadaniem jest je zwalczać i to przy pomocy wyjątkowego sztyletu. Dla każdego może być to za dużo, prawda? Jakby tego było mało, to wszystko zaczyna się komplikować i pojawiają się problemy. Pojawia się zagrożenie, a w środku tego wszystkiego znajduje się Hazel. Niebezpieczeństwo goni niebezpieczeństwo. Udaje się rozwiązać jedną kwestię, a za chwilę pojawia się kolejna i tak w kółko. Nie dało się oderwać. Nie brakuje poświęcenia w imię miłości. Jednak im bliżej końca, temu zaczęło się coś psuć. Było za dużo i zdecydowanie za łatwo. Bohaterka wyrusza na pewną niebezpieczną misję? Okej, tylko nie jest to prosta misja, wrogowie są znacznie silniejsi i liczniejsi, ale niespodzianka!. Oczywiście bohaterka nie ma żadnego problemu w tym, żeby ich pokonać. Co z tego, że nie jest wyszkoloną łowczynią. Co z tego, że pierwszy raz idzie na jakąkolwiek misję. Tak bez problemu, szybko i w bardzo prosty sposób sobie radzi. Ona, niewyszkolona przeciwko wampirom, które mają znaczną przewagę, nie tylko wiekową, ale również siłową. No i oczywiście żeby misja się powiodła musi być w pełni aktywną łowczynią, czyli do tego potrzebuję zabić wampira swoim specjalnym sztyletem. Jaki problem? Wybiera się na misję tego warunku nie spełniając, ale kto wie? Może będzie miała szczęście i gdzieś jakiś wampir jej się nawinie i da się zabić? Okej, rozumiem, podobało mi się, ale jak dla mnie na tym etapie historia mogłaby już się skończyć. Co za dużo to niezdrowo, prawda? Ale nie, to nie wszystko. Pojawiają się kolejne zdarzenia, które jak dla mnie były zupełnie niepotrzebne, wręcz nie pasowały do historii i były, bo były. Rada wampirów, która stawia taki dziwny warunek? Wizja na temat przyszłości głównej bohaterki? Oferta pomocy ze strony pewnej czarownicy, a zarazem test dla bohaterów? Dla mnie to było niepotrzebne. "Moja wampirza natura kazała mi działać i zrobić to, co każdy wampir powinien uczynić z łowcą. Hazel jednak na nowo obudziła we mnie człowieczeństwo, a co za tym szło - obudziła we mnie uczucia, otworzyła moje serce" To książka, w przypadku, której u mnie daleko do zachwytów, ale nie da się ukryć, że bardzo mi się podobała. Wręcz nie potrafiłam się oderwać. Nie chciałam się oderwać i nie ukrywam, że byłam zła jak musiałam przerwać lekturę. Autorka ma bardzo przyjemny styl pisania, książkę szybko się czyta, sama przeczytałam ją w kilka godzin. To raczej ten typ historii, w której nie wszystko gra, ale jednak chcę się do niej wracać. Ja jestem zadowolona. Polecam, miłego

i.love.books26 Świętek Daria

(Nie)widzialne serca

Historia opowiada o relacji dwóch bohaterów, Joy i jej niewidomego byłego przyjaciela, to była rzecz, która podobała mi się w sumie najbardziej. Relacja głównych bohaterów byla slodka ale tez strasznie bolesna. Autorka pokazała dokładnie jak czuły się obie strony i wszystko co ich trapiło. W ksiazce pojawiła się perspektywa trzecioosobowa. Mimo, że za nią nie przepadam to po czasie(dosyć długim) przestałam na nią zwracać uwagę i mi nie przeszkadzała. Czymś cudownym w tej książce jest relacja Joy z jej babcią, która jest przekonana i wypełniona komfortem. Czy pokazanie, że osoba niewidoma także jest strasznie wartościowa. Książka pokazała jak wygląda świat z perspektywy takiej osoby, co naprawdę mnie się podobało. Styl pisania autorki dla mnie był ciężki, ale po jakoś połowie książki się do niego przyzwyczaiłam. (nie lubię po prostu tej perspektywy) No to przejdźmy do minusów.. Fabuła kręci się dookoła dwóch osob, (głównych bohaterów) i nic nie dzieje się oprócz tego, co mnie osobiście nudziło. Dużo rzeczy jest w sumie nie wiadomych. Nie wiemy jakie cechy charakteru mają bohaterowie. Nie wiemy nic o pobocznych bohaterach, o tańcu czy o studiach głównej bohaterki. Bo mam wrażenie, że cale dnie spędzała na spędzaniu czasu z Callumem lub tańczeniu a na wykładzie zjawiła się może raz podczas książki.

booksmisiaa Kubicka Michalina

Reguła 80/20 na co dzień. Prosta droga do bogatszego i pełniejszego życia

✨ Ta książka przypomniała mi, że mniej naprawdę może znaczyć więcej. ✨ To jedna z tych książek, które czyta się powoli, z ołówkiem w ręku ✏️ i otwartą głową 💭 Nie dlatego, że jest trudna, ale dlatego, że co chwilę trafia się na zdanie, które skłania do refleksji i zatrzymania się na chwilę ☕ Richard Koch pokazuje, jak działa zasada 80/20, czyli że 20% naszych działań przynosi 80% efektów, i jak można przenieść ją do codziennego życia 🌿 Nie tylko do pracy, ale też do relacji, szczęścia, pieniędzy, stresu, miłości i rozwoju. Każdy krótki wątek zostawia w głowie pytanie, które zachęca do zastanowienia się nad sobą. Autor po każdym fragmencie zadaje pytania, które prowadzą do wewnętrznego dialogu 💬 To duża wartość tej książki, ponieważ daje przestrzeń, by być ze sobą szczerym i samodzielnie poszukać odpowiedzi. Podoba mi się też, że Koch przytacza wiele historii ludzi, którzy odnieśli sukces 🌟 Lubię takie przykłady, ponieważ pokazują, że droga do celu nie musi być idealna ani prosta, a przede wszystkim nie powinna nas wyczerpywać 💫 Ciekawym i nieco kontrowersyjnym elementem jest wątek o lenistwie 😅 Początkowo wzbudził we mnie opór, ale z czasem zrozumiałam, że autor patrzy na ten temat z innej perspektywy. Warto przeczytać ten fragment z otwartym umysłem, bo może to właśnie „inteligentne lenistwo” jest kluczem do spokoju i efektywności 🌸 Z piękniejszych dla mnie motywów są też „wyspy szczęścia” 🌞 To małe momenty i przestrzenie w życiu, które dają radość, lekkość i poczucie spełnienia. To książka, do której chce się wracać 🤍 Nie tylko uczy, jak być bardziej efektywnym, ale też jak żyć spokojniej i w zgodzie ze sobą 🌿 Polecam ją każdemu, kto szuka równowagi między działaniem a odpoczynkiem, między ambicją a spokojem, między efektywnością a radością życia.

szepty_marty Bazydło Marta

Till the Last Breath

„Till the Last Breath” to historia, która zabiera czytelnika w głąb skutej lodem Alaski — miejsca dzikiego, nieprzystępnego, a zarazem fascynującego. W tym mroźnym krajobrazie rozgrywa się opowieść o przetrwaniu, traumie i zakazanej bliskości, która wymyka się prostym definicjom. To książka, w której chłód otoczenia odbija się w emocjach bohaterów, a cisza śnieżnej pustki staje się tłem dla najbardziej skrajnych ludzkich doświadczeń. Lucille i Thoren to postacie, które spotykają się w okolicznościach dalekich od codzienności. Oboje niosą ze sobą przeszłość pełną bólu, nieufności i sekretów, a ich relacja — rodząca się na granicy potrzeby bezpieczeństwa i lęku — ma w sobie coś niepokojąco magnetycznego. Autorka nie romantyzuje ich więzi, raczej pokazuje ją jako zderzenie dwóch światów, w których każdy gest ma znaczenie, a emocje często przybierają formę cichej walki o przetrwanie. Narracja prowadzona jest z dużą dbałością o atmosferę i detale. Opisy natury są gęste, niemal filmowe — czuć mróz, słyszy się skrzypienie śniegu pod stopami. Alaska staje się symbolem samotności i wewnętrznego zamrożenia, które bohaterowie próbują stopniowo przełamać. Autorka porusza przy tym tematy trudne: przemoc, utratę, poczucie winy i potrzebę przebaczenia. To właśnie one budują emocjonalny ciężar tej historii, czyniąc ją bardziej opowieścią o granicach człowieczeństwa niż klasycznym romansem. „Till the Last Breath” balansuje na styku gatunków — łączy elementy dark romance, thrillera psychologicznego i dramatu obyczajowego. Tempo fabuły zmienia się: momenty intensywne przeplatają się z chwilami ciszy, w których liczy się przede wszystkim introspekcja i emocje postaci. Warto docenić także sposób, w jaki autorka kreśli sylwetki bohaterów — są pełni sprzeczności, co sprawia, że ich decyzje trudno jednoznacznie ocenić. To nie jest książka lekka ani oczywista. Z pewnością poruszy tych, którzy cenią historie z pogranicza światła i mroku, gdzie moralność bywa nieostra, a uczucia nie mieszczą się w prostych kategoriach dobra i zła. Dla kogo jest ta książka? „Till the Last Breath” polecam osobom, które lubią emocjonalne, mroczne fabuły z dobrze zarysowanym tłem i skomplikowanymi bohaterami. To propozycja dla czytelników poszukujących historii intensywnych, niosących w sobie niepokój i refleksję. Jeśli cenicie książki, po których trudno od razu wrócić do codzienności — ta pozycja może okazać się właśnie taka.

z_milosci_do_bookow Kuryło Katarzyna