Recenzje
Borderline, czyli jedną nogą nad przepaścią
Borderline, czyli jedną nogą nad przepaścią
Surogatka
„Surogatka” Penelope Ward to historia, która wciąga już od pierwszych stron, przede wszystkim przez niezwykle delikatną, a jednocześnie trudną sytuację emocjonalną bohaterów. Mija pięć lat od tragedii, która złamała Sigmunda Benedictusa. Ward bardzo sugestywnie pokazuje, czym jest życie w cieniu utraconej miłości — jego sucha, chłodna aura, brak wyraźnych barw w codzienności i to wrażenie, że serce stało się jedynie organem, który pracuje z przyzwyczajenia, a nie z potrzeby. Sig nie jest typowym „mrocznym, zamkniętym bohaterem”. On jest pusty. I to naprawdę czuć. Abby to kontrapunkt — młoda, pełna ciepła, ale nie naiwna. Jej decyzja o zostaniu surogatką wcale nie jest przedstawiona jako bajkowy odruch dobrego serca. Jest tam wiele obaw, niewypowiedzianych lęków i poczucia, że wkracza w coś, co może ją przerosnąć. Ward świetnie oddaje jej aurę dziewczyny, która chce zrobić coś dobrego, ale jednocześnie zaczyna zdawać sobie sprawę, że ta decyzja zmieni ją bardziej, niż sądziła. I tu zaczyna się najciekawsze: ich relacja. Na początku pełna nieufności, szorstka, przesiąknięta napięciem, które absolutnie nie jest romantyczne. Sig bywa okropny — odcinający, podejrzliwy, a chwilami wręcz niesprawiedliwy. Ward nie boi się pokazać, że żałoba potrafi z człowieka zrobić kogoś, z kim trudno wytrzymać. To frustruje, ale jednocześnie daje historię, która nie jest wykrochmalona ani „cukrowa”. Z czasem jednak to napięcie zmienia ton. Wchodzą ciche gesty troski. Wchodzą rozmowy, które odblokowują warstwy skrywane pod bólem. Wchodzą spojrzenia, które trwają odrobinę za długo. Abby zaczyna czuć więcej. A Sig zaczyna się bać, bo emocje, które uważał za pochowane na zawsze, wracają — powoli, ale wyraźnie. Najsilniejszym elementem tej książki jest właśnie to: uczucie rodzące się tam, gdzie absolutnie nie powinno. W sytuacji, której moralność jest skomplikowana, a granice niewyraźne. I choć to piękne, momentami brakuje głębszej refleksji nad konsekwencjami. Ward dotyka ważnych tematów — surogacji, rodzinnych nacisków, żałoby, prawa do decydowania o sobie — ale robi to bardzo delikatnie, czasem aż za bardzo. Zostaje lekki niedosyt, bo historia aż prosiła się o mocniejszy emocjonalny cios. Mimo to opowieść prowadzi czytelnika przez drogę uzdrawiania, przez powolne odzyskiwanie nadziei i budowanie bliskości, która nie jest spektakularna, ale prawdziwa. Ward potrafi pisać tak, że czujesz każde wahanie Sigmunda, każdy uśmiech Abby i każdy moment, w którym ich drogi splatają się trochę za mocno, trochę za wcześnie… i może właśnie dlatego tak przejmująco. „Surogatka” to książka, która zostawia po sobie mieszane emocje — i to w najlepszym sensie. Ciepło, wzruszenie, lekki niepokój, parę zgrzytów, ale przede wszystkim przekonanie, że miłość potrafi znaleźć człowieka nawet wtedy, gdy ten kompletnie nie wierzy, że ma do tego prawo.
Mały człowiek, wielka sprawa. Odpowiedzi na 100 pytań, które zadaje sobie każdy rodzic
„Mały człowiek, wielka sprawa” - taki poradnik, który przyda się każdemu rodzicowi. Nie obiecuje cudów, nie mówi „będzie łatwo”. Mówi wprost: czasem jest ciężko, czasem bezsilnie, a czasem po prostu wkurzasz się na własne dziecko. I to jest w porządku. Autorka, psycholożka, psychoterapeutka i przede wszystkim mama trójki dzieci, odpowiada na 100 pytań, które zadaje sobie każdy rodzic: Co robić, gdy maluch krzyczy w sklepie, bije innych, mówi „nie” non stop? Jak przygotować dziecko do żłobka lub przedszkola? Jak radzić sobie z różnicami w wychowaniu między rodzicami, dziadkami i rodziną? I jak radzić sobie z własnymi emocjami, kiedy czujesz zmęczenie, frustrację, czasem bezsilność? To nie sucha teoria - to konkretne wskazówki, podane prosto, praktycznie i z doświadczenia mamy w samym środku emocjonalnych tornado. Idealne dla tych, którzy chcą żyć dobrze razem z dzieckiem, nie gubiąc siebie po drodze.
Venus
Recenzja książki „Venus” - Kornelia Nevada Historia, która na początku wydaje się niepozorna, a jednak potrafi zaskoczyć czytelnika w najmniej oczekiwanych momentach. Kendall Holland to kobieta pełna odwagi i kobiecości, która pod maską pewności siebie skrywa wiele emocji i tajemnic. Czuje się jak ryba w wodzie w świecie hazardu - ale czy kieruje nią pasja do gry, czy może istnieje inny, głębszy cel, do którego dąży? Z kolei Nathaniel Harvers to mężczyzna twardy jak skała, który zrobi wszystko, by osiągnąć swoje zamierzenia. Gdy ich światy się zderzają, tworzy się między nimi coś, co trudno opisać słowami - napięcie, emocje nie zawsze te pozytywne, oraz relacja którą ciężko opisać słowami. Przyznam, że początek książki bardzo mnie wciągnął - nie mogłam się oderwać. Jednak w pewnym momencie fabuła stała się dla mnie nieco monotonna i musiałam zrobić przerwę w czytaniu. Byłam przekonana, że historia już mnie niczym nie zaskoczy. Jakie było moje zaskoczenie po powrocie do czytania. Ostatnie rozdziały całkowicie mnie pochłonęły i nie mogłam się od nich oderwać. Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki autorka wplotła w fabułę motyw hazardu - realistycznie, ale jednocześnie z nutą tajemniczości. Przyznam, że sama od jakiegoś czasu zastanawiałam się, jak dokładnie działa świat kasyn, i dzięki tej książce zrozumiałam kilka jego zasad. „Venus” to historia, która potrafi chwycić za serce i skłonić do refleksji. Myślę, że wielu czytelników może odnaleźć w niej cząstkę siebie. Choć rozwinięcie fabuły nie było aż tak ekscytujące, jak się spodziewałam, całość pozostaje spójna i logiczna. Nie znalazłam żadnych błędów językowych, a styl autorki jest przyjemny. Jeśli jesteście ciekawi, co takiego wymyśliła Kornelia Nevada, i macie ochotę na historię pełną emocji, ryzyka i pasji - serdecznie polecam sięgnąć po „Venus”. 3,5/5