Recenzje
Król Umbry. Przeklęte królestwo Vinculi #1
Czy mrok może stać się początkiem czegoś pięknego, czy jest jedynie kolejną pułapką? Przyznam, że po nową książkę Jamie Applegate Hunter sięgałam z pewnym sceptycyzmem. Opinie były bardzo podzielone, a ja sama nie byłam pewna, czego mogę się spodziewać. Ostatecznie jednak „Król Umbry” okazał się historią, która wciągnęła mnie znacznie bardziej, niż zakładałam. Autorka zabiera nas do Erdikoi - świata pełnego magii, mistyków i nadprzyrodzonych zdolności. Główna bohaterka, Aurora „Rory” Raven, jest Fey i posiada niezwykły dar widzenia kolorów dusz. Po brutalnej śmierci swojej siostry bliźniaczki schodzi jednak na mroczną ścieżkę zemsty i staje się seryjną morderczynią osób o „czarnych duszach”. Rory nie jest typową bohaterką romantasy, jest postacią morally grey, rozdarta między bólem, gniewem i pragnieniem sprawiedliwości. Jej działania trudno jednoznacznie ocenić, a właśnie ta nieoczywistość sprawia, że śledzi się jej historię z ogromnym zainteresowaniem. Kiedy Aurora zostaje schwytana, trafia do Vinculi - więziennego królestwa rządzonego przez tajemniczego Króla Umbry, Caiusa. I to właśnie od momentu przybycia do Vinculi historia nabiera jeszcze ciekawszego klimatu. Sam pomysł więziennego królestwa, w którym skazańcy stają się nieśmiertelni na czas odbywania kary, wypadł naprawdę intrygująco. Autorka stworzyła rozbudowany świat z własnymi zasadami, polityką i podziałem królestw, a mroczna atmosfera Vinculi zdecydowanie działa na wyobraźnię. Największą siłą książki jest jednak relacja Rory i Caiusa. To klasyczne enemies to lovers, ale podane w bardzo emocjonalny i intensywny sposób. Ich początkowa nienawiść, wzajemna nieufność i ciągłe prowokacje stopniowo ustępują fascynacji oraz rosnącemu napięciu. Chemia między nimi jest wyczuwalna od pierwszych scen, a motyw slow burn został poprowadzony naprawdę dobrze. Caius, mimo wizerunku bezwzględnego władcy, okazuje się bohaterem znacznie bardziej złożonym, niż można przypuszczać. Z kolei Rory, choć momentami impulsywna i nieracjonalna, pozostaje postacią wyrazistą i pełną emocji. Bardzo podobało mi się również to, że książka nie opiera się wyłącznie na romansie. W tle cały czas przewijają się tajemnice związane ze śmiercią siostry Rory, pytania o przeznaczenie, zemstę i granicę między dobrem a złem. Autorka umiejętnie dawkuje informacje i zostawia czytelnika z wieloma domysłami, dzięki czemu trudno oderwać się od lektury. Zakończenie dodatkowo podsyca ciekawość i sprawia, że naprawdę chce się sięgnąć po kolejny tom. Nie oznacza to jednak, że książka jest pozbawiona wad. Momentami fabuła wydawała mi się nierówna, a niektóre sceny można było skrócić. Pojawiają się również fragmenty zbyt rozwleczone lub skupione na detalach, które niewiele wnosiły do historii. Nie wszystkim przypadnie też do gustu styl autorki - bywa prosty, czasami wręcz chaotyczny, a część dialogów czy spicy scen może wydawać się przesadzona. Mimo to całość ma w sobie coś uzależniającego i sprawia, że chce się poznawać ten świat dalej. „Król Umbry” to dark romantasy pełne mroku, zemsty, namiętności i bohaterów balansujących na granicy dobra i zła. Jeśli lubicie motywy enemies to lovers, morally grey characters, więzi przeznaczenia i klimatyczne fantasy z odrobiną brutalności oraz sporą dawką emocji, ta historia ma dużą szansę Was wciągnąć. Mnie zdecydowanie zaskoczyła i sprawiła, że z niecierpliwością czekam na kontynuację.
Regret Me Not
Jest na bookstagramie ktoś, kto nie słyszał o tej autorce? Kolejna zwariowana i przezabawna pozycja od tej pani. Luźno powiązana z książką "Forget me not", ale znajomość jej nie jest potrzebna, żeby cieszyć się w pełni lekturą, a cieszyć jest się z czego. Świetna komedia romantyczna, oparta na popularnych i lubianych motywach, może szablonowa i przewidywalna, ale takie książki są sprawdzone i warto je czytać. Cove jest zadowolona ze swojego życia, pracuje robiąc to co lubi, ma mieszkanie, najlepszą przyjaciółkę, a od czasu do czasu lubi zaszaleć. Żyje chwilą, nie szuka problemów, które pozostawia by same się rozwiązały. Jeden z nich nie chce rozwiązać się sam. Calloway Shaw od dwóch lat jest jej mężem, mężem jedynie na papierze, bo ślub po pijaku w Vegas, jest czymś o czym Cove chce zapomnieć. Po dwóch latach Calloway zwraca się do niej z propozycją wyjazdu i udawaniem szczęśliwego małżeństwa, na ślubie brata, po czym obiecuje dać jej rozwód. Plan zarówno prosty jak i rozwiązujący wiele problemów, ale nie biorący pod uwagę, że wspólny tydzień może wiele zmienić. Ludka znowu rozwaliła system. Kolejna świetna, lekka i przyjemna historia, przy której zapomniałam o czasie, o własnych problemach, pozostała tylko ta historia, która mnie wciągnęła już od pierwszej strony i nie chciała wypuścić. Płynęłam z tą fabułą, prostą, zabawną, z czasem nieco pikantniejszą i coraz bardziej zajmującą, bo nawet w komediach romantycznych, pojawiają się problemy, dramy czy trudne tematy. Historia raczej typowa i przewidywalna. Ślub w Vegas, spotkanie po latach by niby rozwiązać problem, lecz pojawia się jakieś "ale". Do tego prosty układ, który z czasem komplikują uczucia. Cove i Calloway to całkowite przeciwieństwa. Ona krawcowa i kolorowy ptak, on poważny biznesmen. Cove nie była przygotowana na taką przygodę, dziewczyna niespodziewanie zostaje wciągnięta do rodzinny, takiej taką zawsze chciała mieć, dlatego wewnątrz siebie toczy walkę. Podobnie Calloway, który raz mocno się zbliża do żony, żeby później ją odpychać i zniechęcać. Widzimy tutaj niezłą huśtawkę nastrojów i z czasem coraz bardziej zastanawiamy się o co tak właściwe chodzi, skoro iskrzy, czuć chemię, ale mimo to bohaterowie nie mogą się przełamać, prawda jest nieco bolesna i trudna, więc pozostaje trzymać kciuki. Spodziewałam się świetnej komedii romantycznej i taką dostałam, nie spodziewałam się jednak (bo nie czytałam opisu) mroźnych klimatów Alaski kontrastującej z rodzinnym ciepłem. Jak już wspominałam fabuła była schematyczna i przewidywalna, ale nie jest to wadą, bo niektóre historie bronią się same, ale też czasami takich właśnie historii potrzebujemy. Takich na pograniczu prawdy a fikcji, historii które pozwalają się nam na chwilę oderwać od szarej rzeczywistości, bawią ale i dają nadzieję, niosą ze sobą wiele optymizmu i pozytywnych wibracji, które później towarzyszą nam w tym realnym życiu. Podobało mi się jednak, że autorka tutaj nie poszła w ten znienawidzony przeze mnie motyw, bo jednak bałam się, że będzie podobnie jak w "Forget me not", tutaj było inaczej, tak nawet trochę oryginalnie, więc za to duży plus. Bardzo mi się podobało, nawet chyba nieco ciut bardziej niż historia Astry i Thane'a. Było zabawnie, ciekawie, momentami dramatycznie, innym razem intensywnie a nawet bardzo gorąco. Oczywiście według mnie końcówka mogła być nieco bardziej ekscytująca czy spektakularna, ale nie będę za bardzo narzekać. Doczekałam się tego na co czekałam już mniej więcej od połowy książki, więc w bardzo dużym stopniu jestem usatysfakcjonowana. Książka była rewelacyjna, przeczytałam na raz, bawiłam się wyśmienicie i oczywiście polecam.
Frenemy. Przyjaciel czy wróg?
„Frenemy" to książka, która pokazuje, jak jedna decyzja może namieszać w życiu i jak łatwo ocenić kogoś po plotkach albo opinii innych. To historia o presji, marzeniach, trudnych wyborach i relacji, która z czasem staje się dużo bardziej skomplikowana, niż mogło się wydawać na początku. Książka opowiada o Erice Monroe, która marzy o studiowaniu na Stanfordzie i zdobyciu stypendium, bo bez tego nie miałaby szans spełnić swoich planów. Pewnego dnia nowa dyrektorka szkoły daje jej propozycję, Erika ma zdobyć dowody przeciwko Chase'owi Thatcherowi, chłopakowi uważanemu za problematycznego i niebezpiecznego. Dziewczyna zgadza się, choć nie jest to dla niej łatwe. Z czasem zaczyna obserwować Chase'a i odkrywa, że wcale nie jest taki, jak wszyscy o nim mówią. Między nimi pojawia się coraz większa więź, a Erika zaczyna mieć wyrzuty sumienia i wątpliwości, czy robi dobrze. Moim zdaniem książka była naprawdę przyjemna do czytania. Podobało mi się, że bohaterowie nie byli idealni i mieli swoje problemy. Relacja Eriki i Chase'a rozwijała się spokojnie, dzięki czemu wydawała się bardziej prawdziwa. Chase byt postacią, którą dało się zrozumieć i polubić mimo jego zachowania. Historia momentami była przewidywalna, ale i tak miała fajny klimat i potrafiła wciągnąć. To dobra młodzieżówka z emocjami, tajemnicami i motywem bad boya, którą czyta się lekko i szybko.
Włoskie komplikacje
Poszukujecie lekkiego, wakacyjnego romansu? W takim razie idealnie trafiliście! Przyznaje się bez bicia - poszukiwałam czegoś, co będzie przyjemną odskocznią od poważniejszej literatury, a okładka "Włoskich komplikacji" niemal od razu mnie zwabiła. Przepiękny klimat, to zachodzące słońce i barwione strony, na których znajduje się kompozycja z brzoskwiń. Wszystko tutaj dodaje tej soczystości! Nieco roztrzepana cukierniczka Lisa, zostaje zaproszona w charakterze świadkowej na ślub swojej najlepszej przyjaciółki, Emmy. Sama uroczystość zapowiada się świetnie! Opuszczenie ponurego Londynu, przeniesienie się na kilka tygodnie do Włoch i możliwość popisania się swoim kunsztem podczas tworzenia słodkości, które mają być podane podczas wesela. Pojawia się jednak jeden zasadniczy problem w osobie Adama, starszego brata Emmy. Lisa i Adam za sobą nie przepadają, a panna młoda dodatkowo informuje ich, że będą musieli udawać niesamowicie zakochaną w sobie parę narzeczonych! Czy ta dwójka jest gotowa na takie poświęcenie dla osoby, na której im zależy? To przezabawna komedia pomyłek, którą czyta się z wypiekami na policzkach. Przyznaję, jest spicy, więc zdecydowanie polecam ją czytelnikom 18+. Przede wszystkim podobał mi się tu sposób budowania bohaterów. Nie mamy nagłego wybuchu uczuć, wszystko dzieje się stabilnym tempem, podczas którego poznajemy dwójkę gołąbeczków, a na jaw wychodzą różne sytuacje z ich przeszłości! Przyjemna i lekka. Pozycja świetna na wakacje :)!
Włoskie komplikacje
Byliście kiedyś we Włoszech? Mnie się jeszcze nie udało, choć nie ukrywam, że to moje marzenie. Jednak za sprawą książki " Włoskie komplikacje" Zuzanny Kulig, odbyłam tam ostatnio literacką podróż. Przyznacie, że wizualna strona książki zachwyca. I te ozdobione brzoskwiniami brzegi. Bo też brzoskwinie odgrywają w tej historii ważną rolę. Jaką? A to już musicie sprawdzić sami. Wydawnictwo Edito red oznaczyło te książkę, jako spicy, choć według mnie, aż taka ostra nie była. Niemniej, znajdziecie w niej kilka gorących scen, więc od razu Was uprzedzam, żebyście nie byli zaskoczeni. To lekka, romantyczna opowieść z wątkiem udawanego związku, takiego od nienawiści do miłości. I zdradzę, że to pierwsza książka autorki, którą miałam okazję przeczytać. I podobał mi się jej styl pisania, sposób prowadzenia narracji oraz kształtowania bohaterów. Choć nie wszystkich polubiłam, o nie. To urokliwa włoska podróż, podróż pachnąca i smakująca brzoskwiniami. Historia, która pokazuje, jak ważna w naszym życiu jest rodzina i jak wiele jesteśmy w stanie dla niej zrobić. Opowieść o podejmowaniu ryzyka, walce ze swoim słabościami oraz szczęściu. Znajdziecie w niej iskrzące humorem dialogi, uszczypliwości i przekomarzania, szczególnie pomiędzy Lisą a Adamem. Da się wyczuć, to napięcie między nimi, które ze strony na stronę tylko rośnie. Aż w końcu zrobi się naprawdę gorąco. To doskonała opowieść na wakacyjny wyjazd. Czytana na leżaku przy basenie. Lekko pikantna, zabawna, wakacyjna opowieść.