Recenzje
Kill me First
🖤 „Kill Me First” - Oliwia Kryspin 🖤 To jedna z tych książek, które czyta się bardziej emocjami niż akcją. Ciężka atmosfera, mrok i napięcie są tu obecne od pierwszych stron i nie odpuszczają do końca. Autorka mocno gra klimatem — momentami jest niepokojąco, momentami bardzo intymnie i surowo. To nie jest lekka historia „na raz”. Wymaga skupienia i gotowości na trudniejsze tematy, ale właśnie to sprawia, że zostaje w głowie na dłużej. Styl jest bezpośredni, momentami brutalnie szczery, a emocje bohaterów czuć bardzo wyraźnie. Jeśli lubisz książki z ciemnym vibe’em, psychologicznym napięciem i historiami, które nie prowadzą czytelnika za rękę — to zdecydowanie tytuł wart uwagi. 🕯📖 To była lektura, po której potrzebowałam chwili ciszy.
Malbat znaczy zemsta
Przychodzę dziś do was z recenzją książki, którą pokochałam od pierwszych stron. Z historią Malbatu byłam już zaznajomiona dzięki pierwszej części i od samego początku bardzo ją polubiłam. Obie części wciągnęły mnie bez reszty i sprawiły, że całkowicie przepadłam w świecie wszystkich członków Malbatu. Przez tę książkę dosłownie płynęłam. Czytało mi się ją niezwykle przyjemnie i, tak jak w pierwszej części, od samego początku miałam wrażenie, jakbym stała tuż obok bohaterów i przeżywała razem z nimi każdą chwilę. Mam też poczucie, że postacie są tutaj bardziej ukształtowane i dojrzalsze. Najprawdopodobniej jest to efekt wydarzeń z pierwszej części, które miały ogromny wpływ na ich rozwój i sprawiły, że stali się bardziej świadomymi, odpowiedzialnymi ludźmi. Mimo że w każdym z bohaterów wciąż pozostała odrobina głupkowatego zachowania i nie zawsze przemyślanych pomysłów, to jednak wyraźnie widać, że starają się działać racjonalnie i analizować swoje decyzje. Największą zmianę zauważyłam u Alice i Christiana. To na nich, moim zdaniem, spoczęła największa odpowiedzialność, szczególnie odkąd wzięli pod swoje skrzydła Liama i próbowali zapewnić mu namiastkę normalnego domu oraz dzieciństwa. Postacią, której było mi szczególnie szkoda, była Nancy. Po rozpadzie Malbatu przeszła naprawdę wiele, a mimo to nie poddała się i na swój sposób walczyła o siebie, próbując różnych dróg, by przetrwać. Malbatu nie jest książką lekką ani pozbawioną trudnych tematów. Wręcz przeciwnie, to historia, która zdecydowanie nie jest dla każdego. Już samo ostrzeżenie na początku pokazuje, że w treści pojawia się wiele brutalnych i ciężkich scen, takich jak morderstwa, nękanie psychiczne i fizyczne oraz problemy, z którymi bohaterowie muszą się mierzyć. Co ważne, są to problemy, które niestety mają również swoje odzwierciedlenie w realnym świecie. Podsumowując, książka bardzo mi się podobała i zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Z niecierpliwością czekam na kolejną część, ponieważ jestem niezwykle ciekawa, jak dalej rozwiną się losy głównych bohaterów i z czym przyjdzie im się jeszcze zmierzyć.
Sztuka uważnego słuchania. Zbuduj fundamenty autentycznych relacji
Na wstępie napiszę, że książka jest merytoryczna, uświadamiająca, zawiera sporo przykładów z życia każdego z nas, ale .... jest taka "szczupła":) 144 strony to godzinka czytania, a ja lubię takie od 350 wzwyż:))😜 Absolutnie nie ujmuje to w niczym tej publikacji, bo jest to absolutna pigułka o tym, że sedno każdej znaczącej relacji tkwi w słuchaniu. I super jest to, że autor podaje przykłady rozmów, do których możecie porównać własny styl komunikowania się z ludźmi:) 🤎Dowiecie się jak odłożyć własny monolog wewnętrzny i skupić się na tym, co mówi druga osoba. Takie zachowania obserwuję u dzieci, że mimo uszanowania ciszy podczas, gdy mówi ktoś inny- w głowie kłębią się myśli, które zaraz wypowiem:) Jest to taki pojedynek monologów, który nie ma nic wspólnego z uwagą na drugiego człowieka:) 🤎Dlaczego ważne jest nastawienie na zaciekawienie drugą osobą? W czym ono pomaga? 🤎Jakim stylem słuchania Ty się posługujesz? Nastawionym na treść, na ludzi? A może na czas lub działanie? 🤎Czy bierne słuchanie jest ok i jakie mamy skłonności w komunikowaniu innym własnych opinii? 🤎Jak i kiedy odpuścić prawienie kazań i udzielanie nieproszonych rad? Czy zawsze rozmówca jej oczekuje? Zresztą zanim w ogóle to zrobisz, należy nawiązać z drugą osobą kontakt emocjonalny... czyli jaki? 🤎Korzystanie z własnej inteligencji emocjonalnej pozwoli nam lepiej czytać ludzi. Co to znaczy świadomość społeczna? Czy Ty ją masz? 🤎Na te wszystkie pytania znajdziecie w tej książce odpowiedź🤎🤎🤎 Jedno jest pewne Drodzy Państwo🫶⭐️ ❤️❤️❤️LEPSZE ROZUMIENIE EMOCJI INNYCH LUDZI ZACZYNA SIĘ OD ZROZUMIENIA WŁASNYCH❤️❤️❤️
Titek i magia świąt
Są takie książki, które czyta się „tylko” dzieciom. I są takie, które czyta się razem - sercem, rozmową i uważnością. „Titek i magia świąt” zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. 🎄✨ Świąteczne przygotowania… brzmi magicznie, prawda? A w praktyce? Czekanie. Dużo czekania. Na pierniczki, które muszą wystygnąć. Na choinkę, którą jeszcze trzeba ubrać. Na prezenty, których nie wolno rozpakować od razu. Dla małego dziecka to prawdziwy test cierpliwości. I właśnie tu pojawia się Titek - bliski, dziecięcy bohater, który przeżywa dokładnie to, co nasze maluchy. Bez oceniania. Bez moralizowania. Za to z ogromną dawką zrozumienia i ciepła. Ta książka pięknie pokazuje, że emocje są w porządku. Że złość, ekscytacja, niecierpliwość - wszystkie mają prawo się pojawić. A dorosły może być obok, pomóc je nazwać i przejść przez nie razem z dzieckiem. 🌟 Co szczególnie doceniam jako rodzic i pedagog? - naturalne ćwiczenie cierpliwości w codziennych sytuacjach - wzmacnianie poczucia sprawczości dziecka - budowanie empatii i współpracy - krótkie, konkretne wskazówki dla rodziców (bez presji i „złotych rad”) - przestrzeń do rozmowy po lekturze To nie jest kolejna świąteczna historyjka „do odhaczenia”. To książka, która zostaje - w rozmowach, w relacji i w codziennych małych momentach. 📖 Jeśli szukasz lektury, która w grudniowym chaosie pomoże zwolnić, zatrzymać się i naprawdę pobyć razem - bardzo polecam.
Wioska zagubionych serc. Riverside Lane #2
Czy Cranbridge znów mnie otuliło? Tak. I nawet się z tym nie kłóciłam. W Wiosce złamanych serc Alison Sherlock wracamy do Cranbridge, ale tym razem latem. Lucy przyjeżdża tu trochę z obowiązku, trochę z potrzeby ucieczki. Ma zaopiekować się wujkiem Frankiem i… no cóż, szybko okazuje się, że to miasteczko znowu potrzebuje ratunku. Tym razem chodzi o lokalną gazetę The Cranbridge Times, która ledwo zipie, a jej redaktor naczelny Tom wygląda jak ktoś, kto już dawno stracił wiarę, że cokolwiek da się jeszcze naprawić. I jeśli spodziewacie się wielkich dramatów albo historii miłosnej, która wybucha od pierwszego spojrzenia, to od razu mówię nie tutaj. Ten tom to znowu slow burn. I to taki naprawdę slow. Uczucia są gdzieś w tle, między rozmowami, wspólną pracą, codziennością. Bez wielkich deklaracji, bez fajerwerków. Raczej ciche „jestem obok” niż „nie mogę bez ciebie żyć”. I mnie to totalnie kupiło. Lucy nie jest bohaterką, którą wszyscy pokochają. Jest trochę zagubiona, chwilami bezradna, taka… życiowo poturbowana. Ale chyba właśnie dlatego łatwo było mi ją zrozumieć. Tom z kolei to facet zmęczony odpowiedzialnością, który robi swoje, chociaż w środku ma już naprawdę niewiele nadziei. Ich relacja to bardziej leczenie złamanych serc niż klasyczny romans. Najbardziej jednak urzeka mnie w tej książce klimat. Cranbridge znowu żyje własnym rytmem. Jest sielsko, trochę nostalgicznie, bardzo wspólnotowo. Ludzie, którzy może nie zawsze są idealni, ale kiedy trzeba, potrafią się zebrać i pomóc. Jest pies, jest gazeta, są rozmowy i takie małe momenty, które składają się na coś większego. To nie jest książka pełna akcji. Dużo tu zwykłego życia, pracy, prób ogarnięcia rzeczy, które dawno wymknęły się spod kontroli. I wiecie co? To wystarczy. Czytałam ją wieczorami, gdy dom już spał, z herbatą pod ręką, myśląc „jeszcze tylko jeden rozdział”. Idealna lektura na moment, kiedy nie chce się emocjonalnej jazdy bez trzymanki, tylko spokoju. Nie każdemu się spodoba. Ale jeśli lubicie ciepłe historie o drugich szansach, powolnych uczuciach i miasteczkach, które leczą lepiej niż terapia, to Cranbridge znowu zrobi swoje.