ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Jesteś wystarczająca. Odblokuj swoją moc i uwierz w siebie

Chciałabym Wam pokazać książkę, która zadziała jak plasterek na rady typu: “powinnaś, nie możesz, musisz…”, więc pozwoli na nabranie dystansu, podbuduje i nauczy życzliwości do siebie. Sylwia Petryna wspaniale pisze, jest pełna empatii i pomaga zadbać o pewność siebie, jeśli chodzi o wymagania, standardy i oczekiwania nie tylko te, które mamy wobec siebie, ale również te, które dostajemy od innych. Autorka przypomina, aby zadbać o siebie, wycisza obawy i daje wsparcie, gdy mamy do czynienia z lękami i frustracjami. Z każdego z rozdziału można dojść do inspirujących wniosków i spojrzeć inaczej na swój perfekcjonizm, próby sabotażu, wewnętrzną siłę i drogę do bycia DOŚĆ. Widać tu zachętę do znalezienia własnego sposobu na siebie, słuchanie swojej intuicji, aby poprawić swoje poczucie własnej wartości. Znajduje się tutaj dawka bardzo dobrych narzędzi i ćwiczeń, które pozwolą na wielkie zmiany oraz rytuały, które nas wzmocnią i zachęcą do zbudowania własnej “afirmacyjnej apteczki”. Autorka proponuje: “Jestem. I to wystarczy. Nie muszę niczego udowadniać, żeby zasługiwać na miłość. Zasługuję na szacunek.” Historie kobiet czytałam ze wzruszeniem, każda z nich przeszła przez etapy wewnętrznej pracy w procesie nauki, jak być sobą - “z miłością, uważnością i odwagą“. Podoba mi się tutaj przypomnienie, że nie wszystko musimy robić same, warto pamiętać o znaczeniu wspólnoty, sieci wsparcia i programach rozwojowych, a także o towarzyszeniu w tej rozwojowej przygodzie. Polecam wszystkim szukającym wsparcia na różnych życiowych ścieżkach, ze względu na zakres tematyczny i konstrukcję książki, łatwo znajdzie się tutaj odniesiebie do własnego życia. Ogromnie jestem wdzięczna za możliwość zapoznania się z treścią tej książki w odpowiednim dla mnie życiowo czasie. Walczę z moim perfekcjonizmem w wieku dziedzinach, a tutaj autorka dodała mi otuchy jak przyjaciółka i pomogła, jak sobie poradzić.

trilingualmotherhood Müller Justyna

Exes and O's. Z byłymi nie ma żartów

Uwielbiam pisać recenzje książek, przy których naprawdę dobrze się bawiłam, a ta zdecydowanie jest jedną z nich. Co więcej, zarówno styl autorki, jak i sama historia sprawiły, że Amy Lea stała się moim pierwszym prawdziwym odkryciem tego roku. To powieść, która jednocześnie bawi, wzrusza i emocjonalnie ściska za serce. Choć jest lekka i napisana w humorystyczny sposób, można w niej znaleźć sporo prawdy o nas samych i o życiu. Dzięki temu książka okazała się dla mnie nie tylko przyjemna, ale też wartościowa i momentami naprawdę angażująca. Tara to trzydziestolatka po przejściach, jest niezwykle empatyczna, biorąca na siebie zbyt wiele, analizująca wszystko za dwoje. Jest ciepłą, wartościową, choć chwilami niepewną siebie bohaterką, której po prostu nie da się nie polubić. Bardzo często się z nią utożsamiałam, bo miałyśmy wiele wspólnych cech, choć zdarzały się też momenty, gdy kompletnie nie rozumiałam jej decyzji. No bo czy szanująca się kobieta naprawdę powinna sama oświadczać się mężczyźnie? 😉 Jednocześnie przez całą książkę widać, jak Tara przechodzi wewnętrzną przemianę ponieważ przewartościowuje swoje życie i w końcu zaczyna wierzyć w siebie. Staje się tą kobietą, która w końcu pokazuje wszystkim, którzy w nią nie wierzyli, że jest warta dużo więcej. Tara przez pół książki uparcie wierzy też, że któryś z jej byłych może okazać się „tym jedynym” co było dla mnie niezrozumiałe, jednak im dalej w las, tym wszystko zaczynało stawać się coraz bardziej klarowne. W międzyczasie nawiązuje jednak głęboką przyjaźń z Trevorem, z którym wynajmuje mieszkanie. Choć jest nim zauroczona bo on bardzo jej się podoba, to jej instynkt podpowiada, że on nie jest nią zainteresowany… aż do momentu, gdy Tara zaczyna dostrzegać, że Trevor robi dla niej rzeczy, jakich dotąd nikt dla niej nie robił. Trevor jest za to jej zupełnym przeciwieństwem, pewny siebie, emocjonalnie zdystansowany, niezbyt przejmujący się związkami, samotnością czy upływem czasu. To typ, który korzysta z życia i raczej unika randek, preferując relacje na jedną noc. Jednak poznanie uroczej Tary, tak różnej od kobiet, z którymi wcześniej się spotykał, budzi w nim opiekuńczość, której sam by się po sobie nie spodziewał. Ich relacja to klasyczny slow burn, który jest z każdą stroną coraz intensywniejszy, aż w końcu czekamy na nieunikniony wybuch. Bardzo podobało mi się to, że nic nie zostało tu podane na tacy. Nie poznajemy uczuć Trevora, bo nie ma rozdziałów z jego perspektywy, co tylko potęgowało moje zaciekawienie i sprawiało, że z zaangażowaniem przewracałam kolejne strony. Autorka pisze fenomenalnie bo przez tę książkę po prostu się frunie. Nie było momentu, w którym bym się zacięła czy znudziła. Myślę też, że tak bardzo mi się spodobała, bo jest skierowana do osób w moim przedziale wiekowym. Czułam z bohaterką wspólny język, rozumiałam jej obawy, jej emocjonalne zagubienie i to, że mimo pogody ducha nosiła w sobie problemy, z którymi nie potrafiła poradzić sobie sama. Ta książka uczy wiele o relacjach i o drugim człowieku. A z mojego trochę psychologicznego i bardziej świadomego punktu widzenia, autorka świetnie przedstawiła wpływ dziecięcych traum na dorosłe życie oraz subtelnie ukazała style przywiązania bohaterów, które ukształtowały ich charaktery i podejście do relacji. Wyłapałam to z ogromną przyjemnością. Cieszę się, że mogłam poznać tę historię i stać się na chwilę częścią tego świata. Jestem oczarowana piórem Amy Lei i z ogromną chęcią sięgnę po jej kolejne powieści. A Wam, zwłaszcza kobietom 25+ serdecznie ją polecam ❤️

joannazak.autorka Żak Joanna

Niechciany współlokator

Gdy przyjaciel narzeczonego okazuje się największą miłością twojego życia… „Niechciany współlokator” A.T. Michalak to gorący romans typu slow burn, który wciągnął mnie od pierwszych stron, aż nie skończyłam czytać. Jeden bardzo przyjemny wieczór. Autorka zabiera nas do Nowego Jorku, gdzie poznajemy Sydney - początkującą malarkę, stojącą u progu nowego życia. Zaręczona z Colinem, ambitnym, czarującym prawnikiem. Związek wydaje się bezpieczny i stabilny… przynajmniej na pierwszy rzut oka. Sytuacja komplikuje się, gdy do ich mieszkania wprowadza się Logan Pierce - najlepszy przyjaciel Colina, pediatra z opinią imprezowicza i lekkoducha. Dla Sydney Logan nie jest jednak tylko współlokatorem. To niespełniona miłość z przeszłości, uczucie, które nigdy tak naprawdę nie wygasło. Od tej chwili historia nabiera tempa, a emocje zaczynają buzować. Autorka świetnie operuje motywami enemies to lovers, hate-love oraz zakazanej atrakcji. Relacja Sydney i Logana jest pełna napięcia, niedopowiedzeń i wewnętrznej walki. Wyczuwalne jest rozdarcie bohaterki - między rozsądkiem a sercem, między „bezpieczną przystanią” a miłością, która mimo upływu czasu wciąż tli się pod powierzchnią. To właśnie ta emocjonalna autentyczność sprawia, że historia wypada bardzo realistycznie i nie jest przesłodzona. Na szczególną uwagę zasługuje postać Logana, który - wbrew pozorom - okazuje się największym wsparciem dla Sydney. W kontraście do niego Colin coraz bardziej oddala się od narzeczonej, unika bliskości i zaczyna coś ukrywać. Plot twist związany z jego postępowaniem był dla mnie sporym zaskoczeniem i dodał historii jeszcze więcej głębi. Książkę czyta się niezwykle szybko - styl A.T. Michalak jest lekki, komfortowy i bardzo przyjemny w odbiorze. Fabuła wciąga, a emocjonalne sceny, szczególnie te między Sydney i Loganem, są napisane z wyczuciem i intensywnością. "Niechciany współlokator” to opowieść o zdradzie, odkupieniu i trudnych wyborach. Autorka pokazuje, że serca nie da się oszukać, a tłumione emocje zawsze znajdą drogę na powierzchnię. To historia o miłości, która nie powinna się wydarzyć, a jednak jest nieunikniona. Zdecydowanie polecam tę książkę czytelnikom 18+, którzy lubią emocjonalne romanse z trójkątem miłosnym, wyraźnym napięciem i realistycznym spojrzeniem na relacje międzyludzkie. To powieść, która udowadnia, że prawdziwa miłość nie zna ani zasad, ani społecznych oczekiwań.

yoloczytam Sapritonow Justyna

Podaj dalej

Piętnastoletni Spencer Harris jest dobrym piłkarzem i kochającym starszym bratem. Kiedy po roku izolacji i prześladowań rozpoczął naukę w Oakley, najbardziej liberalnej szkole w Ohio, postanowił nie zwracać na siebie uwagi i postarać się ukryć swój sekret. Sytuacja byłaby prostsza, gdyby nie jego zamiłowanie do piłki nożnej i chęć gry w męskiej drużynie. Rodzice nie chcieli się zgodzić na treningi, jednak chłopak zaczyna trenować wbrew ich woli.  Poszukiwanie tożsamości z pomocą sportu Muszę przyznać, że do sięgnięcia po Podaj dalej skusiły mnie dobre opinie o książce i to, w jaki sposób można połączyć wątek piłki nożnej z odkrywaniem swojego ciała i życia na nowo. Spencer to młody chłopak, który stara się poradzić w życiu ze swoimi nowymi trudnościami. Nowa szkoła, nowi znajomi, nowa szansa na lepsze życie. Chłopak marzy o odrobinie spokoju, jednak już po pierwszej lekcji wychowania fizycznego dostaje propozycję przyjścia na kwalifikację do szkolnej drużyny piłkarzy. Jest tylko jeden problem, Spencer jest trans i boi się, że jego sekret może zniszczyć nowe znajomości. Przeczytaj także: „Kiciusie, koty, sierściuchy” - omówienie książki Podaj dalej od samego początku pokazuje, że to nie będzie kolejna smutna historia, aby ukazać, jak osoby po tranzycji mają gorzej w życiu. To historia walki o swoje marzenia, determinacji i miłości, która nie powinna się pojawić. Chłopak pomimo sprzeciwu rodziców dołącza do drużyny i zaczyna się coraz bardziej z nią zżywać. Wspólne wyjścia, wspólne posiłki i wielkie wsparcie, które oferują sobie wzajemnie, przyczynia się do tego, że Spencer czuje się w pełni zaakceptowany i szczęśliwy. Jedyną osobą, która nie jest zadowolona z powodu dołączenia do drużyny nowego członka, jest wicekapitan drużyny, Justice Cortés, pochodzący z religijnej, nietolerancyjnej rodziny. Spencer ma obawy co do tego, jak Justice zareaguje na jego coming out, dlatego stara się utrzymać tajemnicę jak najdłużej. Sytuacji nie ułatwia mu fakt, że zaczyna coś czuć do Cortésa. Romans z serduchem Isaac Fitzsimons napisał książkę, która pokazuje problemy obecnej młodzieży, jednak w sposób nieco bardziej komediowy. Na tej powieści nie wylejecie setek łez, jednak uśmiechniecie się i będziecie szczerze kibicować dwójce zakochanych chłopaków. Ważnym tematem w Podaj dalej jest religia i to, jak wiara w Boga nie pozwala niektórym otworzyć swoich głów na nowe perspektywy współczesnego świata. Miłość nigdy nie jest łatwa, jednak z perspektywy Spencera to najprawdziwsza jazda bez trzymanki. Na szczęście chłopak ma ogromne wsparcie ze strony swoich rodziców i bliskich przyjaciół, dzięki czemu udaje mu się poradzić nawet z największymi problemami. Sam wątek romantyczny jest bardzo uroczy i szczerze kibicowałam Spencerowi w walce z przeciwnościami losu. Jego relacja z Justice jest zbudowana na szacunku, zaufaniu i szczerym uczuciu. Każde ich zbliżenie obfituje w słowa pełne ciepła i zaufania, obaj uczą się dopiero, jak radzić sobie ze swoimi uczuciami i jak rozwijać ich relację. Momentami miałam wrażenie, że dwójka młodych mężczyzn nie byłaby w stanie za każdym razem zadawać sobie tylu pytań podczas całowania, jednak warto docenić to, w jaki sposób autor zadbał o komfort swoich postaci. Pytanie o możliwość dotyku i dbanie o prywatność ich relacji stanowiła dla nich priorytet. Przeczytaj także: „Siedem Czasz” - omówienie książki Queerowa powieść YA, na jaką zasługujemy Oczywiście w Podaj dalej wątek drużyny stoi na pierwszym miejscu i zostaje nam ukazane, jak system w USA nie potrafi poradzić sobie ze zmieniającym się społeczeństwem. Spencer nie może grać w meczach swojej drużyny, może jedynie być rezerwowym i pomagać trenerowi opracowywać nowe techniki na pokonanie przeciwnika. Uważam, że ta książka ma naprawdę ogromny potencjał i mogłaby wiele nauczyć młodszych czytelników. Mój problem z odbiorem niektórych scen traktuje na zasadzie różnicy wieku. Nie mogę się już klasyfikować jako młodzież, dlatego niektóre sceny były dla mnie mocno niezręczne, czy wręcz zbędne. Nie zmienia to faktu, że cieszę się, że polski rynek wydawniczy sięga w końcu po pozytywną literaturę poruszającą tematykę coming outu, a nie kolejne smutne opowiadania o cierpieniu młodzieży. Podaj dalej czyta się bardzo szybko, bohaterowie są uroczy, a mecze potrafią wciągnąć czytelnika w wir wydarzeń. To nie jest książka o sporcie, a o odkrywaniu swojego własnego celu w życiu.

Portal Immersja Zarzyńska Laura

Ptaki, które śpiewają nocą

℘ɬąƙı, ƙɬórɛ ś℘ıɛῳąʝą ŋơƈą ⭐⭐⭐⭐/⭐⭐⭐⭐⭐ [4,5] Twórczości Łabęckiej byłam nieco ciekawa już od dłuższego czasu. Praktycznie każdy ocenia jej książki bardzo pozytywnie. Od dawna planowałam sięgnąć po „Flawless”, jednak ostatecznie najpierw przeczytałam „Ptaki, które śpiewają nocą”. Jestem w stanie zrozumieć teraz, skąd bierze się popularność autorki. Ostatnio rzadko trafiał mi się romans, który rzeczywiście przypadłby mi do gustu, ten jednak okazał się wyjątkiem. Fabuła nie należy do szczególnie oryginalnych, lecz wcześniej nie czytałam historii utrzymanej w podobnym klimacie. Książkę czytało się lekko, a z każdą kolejną stroną robiło się coraz ciekawiej. Bohaterowie oraz ich historie dodały całości jakiejś głębi. Nie darzyłam jednak postaci sympatią od samego początku. Wydawali się nudni, a ich problemy dość błahe. Przez to liczne, trudne rozmowy potrafiły nużyć mniej więcej do połowy książki. Z czasem jednak jak się bardziej otworzyli to zmieniłam zdanie. Towarzysz Savannah wzbudził moją największą ciekawość. Sama Savannah również wypadła dobrze, miala swoje wady, które nadawały jej autentyczności i uroku. Nie przepadam za sztucznie idealizowanymi bohaterami. Austina darzę większą sympatią. Urzekła mnie jego troska o Savannah, pozytywna energia oraz skrywana trudna przeszłość. Zdziwiłam się końcówką, byłam przekonana, iż ta historia to jednotomówka. Oczekiwałam klasycznego szczęśliwego zakończenia, jednak tak się nie stało . Z ciekawością sięgnę po drugi tom, aby poznać dalsze losy bohaterów.

kaplankastron Sadowska Klaudia