Recenzje
Addicted. Związani przeszłością
"Chcę, żebyś wiedziała, że to ciebie zawsze tak naprawdę chciałem. Od chwili, kiedy się w tobie zakochałem, zawsze pragnąłem, żebyś to ty była moją przyszłością" Brealyn i Killian mają wspólną przeszłość, dosyć bolesną przeszłość. A teraz? Muszą współpracować. Tylko jak tutaj się dogadać, jeśli teraz ich kontakty są daleko do poprawnych? Ona go nienawidzi, a on? No właśnie. On z pewnością jej nie, raczej wręcz przeciwnie. "Z jednej strony wielokrotnie doprowadzała mnie swoimi działaniami w firmie do szału i miałem ochotę ją własnoręcznie udusić, a z drugiej... Z drugiej wciąż była tą samą osobą, w której się kiedyś zakochałem" Killian i Brealyn. Żadne z nich nie jest idealne i żaden nie stał się moim ulubieńcem. Już od samego początku czytelnik poznaje ich przeszłość, to co ich łączyło jak i zarazem to co ich rozdzieliło. Wniosek? Wystarczyłoby porozmawiać. Najzwyczajniej w świecie po prostu porozmawiać i wszystko wyjaśnić. Zachowanie głównej bohaterki powodowało, że miałam jej już na początku dosyć. Wie swoje i to jej wystarczy. Za wszystko, za całą przeszłość obwinia Killiana. Nawet teraz. Teraz, kiedy jest dorosła, jest matką i współwłaścicielem wielkiej firmy. Obwinia bohatera o wszystko, a tak naprawdę to ona ponosi tutaj największą winę. Czy gdzieś tu jest wina Killiana? Dla mnie nie ma. To ona pierwsza popełniła błąd i i faktycznie nie pierwszy i nie ostatni raz. A cały czas kreuje się na pokrzywdzoną, zranioną a Kilian jest zły. A on? Zawsze trwa przy jej boku. Zawsze mogła i może na niego liczyć. Nawet wtedy kiedy go źle potraktowała ją wspierał. Zdecydowanie podziwiam go, że tak długo przy jej boku trwał, mimo że naprawdę na to nie zasługiwała. Swoim zachowaniem tak bardzo mnie zniechęcała, że do końca nie potrafiłam jej polubić. Killian, mimo że znacznie bardziej wzbudził moją sympatię, zwłaszcza ze względu na stosunek wobec bohaterki, to również nie jest to idealna postać. Ma dziewczynę i to naprawdę od wielu lat, ale po zachowaniu ciężko stwierdzić, że to jest związek i fakt, Victoria, nie jest idealna, ale naprawdę było mi jej żal. Nie tylko dlatego, w jaki sposób on ją traktuje, ale i główna bohaterka. Jej komentarz przed wszystkimi w firmie? Całkowite przekroczenie granic. I tak mówi szef? Kilian cały czas partnerkę tylko wykorzystuje i nigdy, nawet przez chwilę, nie myślał o niej poważnie. Była tak naprawdę tylko i wyłącznie wersją zastępczą. Jest z nią bo jest, bo Brealyn go nie chciała. Dziewczyna nie jest idealna, ale tak nie do końca podobało mi się to, że została przedstawiona jako ta zła postać, która niszczy i utrudnia szczęście bohaterom, gdzie tak naprawdę również została skrzywdzona. Chciała żeby bohater po prostu ją pokochał. A bohaterzy? Sami są sobie winni. Brealyn i Killian zaczynają ze sobą spędzać coraz więcej czasu, ale to wcale nie znaczy, że wszystkie nieporozumienia od razu zostaną wyjaśnione. Nie da się ukryć, że naprawdę bardzo długo, bardzo długo trzeba na to poczekać. Tylko jak to się skończy? Mimo, że bohaterów łączy taka a nie inna relacja, to jednak dalej nie potrafią o sobie przestać myśleć. Tylko czy będą w stanie przezwyciężyć wszystkie przeszkody? Czy wyjaśnią sobie wszystko? Czy wybaczą? Jest to historia, który jest dosyć przewidywalna i w ogóle nie mam nic przeciwko. Również takie mogą być bardzo dobre i wciągające. Początkowo bardzo przyjemnie mi się czytało, szybko, bo naprawdę jest ciekawie, mimo że tak naprawdę było wiadomo w jakim kierunku to wszystko pójdzie. Ale jednak już przy końcówce historia mi się dłużyła, mogło to być to wszystko krótsze. Nie działo się nic nowego, taka monotonia do samego końca i myślałam, że coś się jeszcze wydarzy. Jestem za to pozytywnie zaskoczona, że nie było tutaj żadnej wyolbrzymionej dramy, a wszystko na to wskazywało. Pojawia się tutaj też mała urocza bohaterka, którą polubiłam, choć nie ma jej to dużo, ale to też właśnie dzięki niej ta historia była lepsza. Miłego!
Bezwzględnie Twój. Królewscy fae z Edenu #1
„Bezwzględnie Twój” to książka, która od samego początku jasno komunikuje, czego można się po niej spodziewać. Ostrzeżenie umieszczone na wstępie, że mamy do czynienia z erotykiem osadzonym w świecie fantasy, ale z bardzo niewielką ilością samej fantasy, jest całkowicie zgodne z prawdą. Nie znajdziemy tu rozbudowanych elfickich królestw, skomplikowanej mitologii, ani szczegółowo opisanego magicznego świata. Elementy fantasy są raczej tłem dla relacji między bohaterami niż czymś, co realnie napędza fabułę. Historia skupia się przede wszystkim na motywie przeznaczenia i więzi, która rodzi się na długo przed faktycznym spotkaniem bohaterów. Rennick, następca tronu fae, od trzynastego roku życia zna imię swojej przeznaczonej. Amelia natomiast żyje w ludzkim świecie, nie mając pojęcia, kim jest tajemniczy nadawca listów, które regularnie do niej trafiają. Przez lata ich relacja rozwija się na odległość, a emocjonalna więź budowana jest głównie przez słowa i wyobrażenia. Dopiero gdy Nick osiąga odpowiedni wiek, możliwe staje się ich spotkanie twarzą w twarz. Postacie są dość schematyczne, ale jednocześnie spójne z konwencją, w jakiej porusza się książka. Rennick to bohater dominujący, bardzo zaborczy, mocno skupiony na idei przeznaczenia i własnych pragnieniach. Jego zachowanie bywa intensywne i nie każdemu przypadnie do gustu, ale trudno odmówić mu konsekwencji w kreacji. Amelia z kolei przedstawiona jest jako osoba raczej zwyczajna, momentami naiwna, która szybko zostaje wciągnięta w świat i emocje fae. Nie jest to postać szczególnie złożona psychologicznie, ale spełnia swoją rolę w tej historii. Sama fabuła nie jest szczególnie zaskakująca ani porywająca. Opiera się na dobrze znanych motywach i nie próbuje ich w żaden sposób odświeżyć. Mimo to książkę czyta się bardzo szybko. Narracja jest prosta, tempo dość dynamiczne, a brak rozbudowanych opisów świata sprawia, że kolejne rozdziały dosłownie „same się przewracają”. W moim przypadku skończyło się na przeczytaniu całości w jeden dzień, co chyba najlepiej oddaje charakter tej historii. „Bezwzględnie Twój” to propozycja dla osób, które szukają lekkiej, niezobowiązującej lektury z mocnym naciskiem na romans i erotykę, a nie na fantastykę jako gatunek. Jeśli ktoś liczy na epicką opowieść fantasy z bogatym światem i skomplikowaną fabułą, może poczuć rozczarowanie. Jeśli jednak celem jest szybka, emocjonalna historia, którą można pochłonąć w jedno popołudnie, ta książka spełnia swoje zadanie.
Nie randkuj z młodszym facetem. Nie pasujemy do siebie #4
Oficjalnie koniec serii 𝐍𝐢𝐞 𝐩𝐚𝐬𝐮𝐣𝐞𝐦𝐲 𝐝𝐨 𝐬𝐢𝐞𝐛𝐢𝐞, która była przyjemna! Finałowy tom opowiada o ostatnim przyjacielu z grupy: Brayden to facet, który jest jednym z właścicieli organizacji charytatywnej i tym razem w każdy weekend pracuje za miastem, aby stworzyć blisko szpitala dom, aby opiekunowie chorych ludzi nie musieli daleko wracać do domu. Jak z każdym projektem pomagają tam wolontariusze. Tym razem błędnie założył, że osoba z którą pisał w sprawach dekorowania wnętrz to facet, więc jego zdziwię było ogromne, gdy kobieta w barze czuła się lekko urażona sugestia, że „jego” poprawki są wkurzające. Alex okazała się być kobietą, która zawróciła w głowie naszemu bohaterowi. Przez wielkość fabuły płynęło mi się, główni bohaterowie byli cudowni! Jednak pewne zachowania głównej bohaterki zaczęły mnie irytować, gdy dowiadujemy się o jednym dość istotnym elemencie fabularnym. Gdy już emocje ochłonęły, bohaterowie przeprowadzili rozmowy, które były pozytywne! Jednak Alex: główna bohaterka i tak miałam lekkie wrażenie, że wodziła za nos głównego bohatera. Gdyby nie ten jeden wątek, który ciągnął się dość długo książka byłby idealna w moich oczach! Podobało mi się, że przez te wszystkie tomy jest wspominany nieżyjący przyjaciel głównych bohaterów, że zawsze jest on gdzieś obok! ❤️🩹
Randka z szefem. Garnitury Seattle #3
„Czasem jedyne, co nam pozostaje, to szczerość” Piper - szczera influencerka oraz Brock - gburowaty właściciel luksusowych hoteli. Przez nieporozumienie bohaterowie dostają klucz do tego samego pokoju hotelowego obiektu, którego Brock jest prezesem. Aby wynagrodzić ten błąd, mężczyzna zabiera Piper na wyjątkową wyprawę, która kończy się niesamowitym pocałunkiem. Los ponownie stawia ich na swojej drodze, gdy Brock zostaje szefem Piper. Piper ma obsesje na punkcie ptaków, a w swoich recenzjach jest zawsze autentyczna i nie daje się przekupić materialnymi dobrami. Brock jest bezpośredni i ma niepochlebną opinię wśród pracowników. Wszystko, czego dokonuje jest z myślą o swoim dziedzictwie, ponieważ nie chce zawieść dziadków. (Nie)Randka na Hawajach była idealna, ale Seattle przywróciło ich do rzeczywistości. Teraz Brock potrzebuje pomocy, aby problem wizerunkowy firmy został naprawiony dzięki świeżemu spojrzeniu Piper. Intuicja Brocka podpowiadała mu, że coś jest nie tak, a ja wiedziałam, że ma on rację. Rozumiem, dlaczego początkowo Brock postawił granicę patrząc na ich historię i obecne stanowiska, więc klasycznie, jak przy tej serii - przytyki Piper zostały mocno wyolbrzymione. Jednakże były też one mniej inwazyjne niż w poprzednich tomach, a sam Brock również mówił jedno, a robił drugie. Piper pokazała Brockowi, że pomimo odpowiedzialnemu stołkowi może czasem odpuścić i cieszyć się podróżami. Był on człowiekiem, który do wszystkiego doszedł ciężką pracą, a Papier szybko przekonała się również o jego dobrym sercu. Piper myślała, że jako starsza siostra musi nieść ciężar opieki nad rodziną. Cieszę się, że odważyła się otworzyć przed Brockiem, a on zrobił wszystko, co w jego mocy, by jej pomóc. Pomijając kilka absurdów, tę część czytało mi się najlepiej. Szkoda, że Piper często nic nie chciała wyjaśniać i skreślała Brocka na starcie. Kobieta wiecznie oczekiwała przeprosin, choć on nie był zazwyczaj niczemu winien. Ich rozstanie w 3 akcie nie miało sensu, ale na szczęście sprawy dla Brock i Piper się ułożyły i razem byli znowu na szczycie.
Bunt komórek. O faktach, mitach i zagadkach raka
Nie tylko okładka zachwyca — równie imponujące są informacje, które znajdziemy w środku. Już od wstępu byłam oczarowana. Autorzy swoimi słowami sprawili, że jeszcze bardziej chciałam sięgnąć po tę książkę, choć wydawało mi się, że to niemożliwe. Od zawsze kochałam biologię. Od dziecka siadałam z książkami medycznymi i czytałam o najróżniejszych zagadnieniach. Co prawda nie jestem lekarzem i nie planuję iść w tym kierunku, jednak tego typu publikacje nadal bardzo mnie interesują. Ostatnio coraz częściej ludzie z mojego otoczenia dowiadują się, że chorują na raka — dlatego ta książka szczególnie do mnie przemówiła. Nigdy wcześniej nie znałam nikogo chorego na nowotwór, a w ciągu ostatnich dwóch miesięcy pojawiły się aż trzy takie osoby. Z tej książki dowiedziałam się naprawdę wielu rzeczy. Czytało się ją bardzo dobrze — została napisana luźnym, przystępnym językiem, mimo że porusza trudne i ciężkie tematy. Autorzy prowadzą nas krok po kroku od podstaw, zaczynając od odpowiedzi na pytanie: czym właściwie jest rak? Następnie przechodzą przez funkcjonowanie komórek, całego organizmu i wiele innych zagadnień. Oprócz samego tekstu znajdziemy tu także ilustracje, wykresy oraz „kąciki naukowe”, które ułatwiają zrozumienie treści i sprawiają, że książkę czyta się jeszcze przyjemniej. Autorzy odpowiadają również na pytania, które każdy z nas kiedyś sobie zadał — lub zada w przyszłości, na przykład: czy nowotworom można zapobiegać? Serdecznie polecam każdemu. To książka, która z pewnością będzie się wyróżniać na mojej półce