Recenzje
Bezwzględnie Twój. Królewscy fae z Edenu #1
Szukacie książki, która jest lekka, przyjemna i idealna na jeden wieczór? To Bezwzględnie Twój będzie strzałem w dziesiątkę! 📚✨ Jak obiecywała autorka w przedmowie - dostajemy dokładnie to, czego się spodziewamy: fajną, rozrywkową ale ze szczypią ognia lekturę, która wciąga od pierwszej strony, ale nie wymaga zbytniego zaangażowania. 😊 Motyw listów był naprawdę fajnym dodatkiem, który urozmaicał fabułę. Za to odliczanie do 25. urodzin bohaterki - super pomysł! Każdy rozdział zaczynał się nowym rokiem i wprowadzał ciekawą dynamikę do opowieści. ⏳ Tak, książka momentami bywa absurdalna, ale to chyba właśnie czyni ją tak wciągają i zabawną. 😅 Wątek romantyczny? No cóż, był zdecydowanie spicy! 🔥 Momentami absurdalny, zaborczy, mocno erotyczny - wręcz wyolbrzymiony, ale o to chyba właśnie chodziło w tej historii! 😅 Taki miał być, intensywny i pełen pasji. Każdy jego element sprawiał, że nie można było oderwać się od lektury. Natomiast motyw prezentów urodzinowych - po prostu uroczy! 🎁💕 Jeśli szukacie książki, przy której będziecie się śmiać, relaksować i po prostu dobrze bawić, Bezwzględnie Twój jest zdecydowanie lekturą, którą warto dodać do swojej listy! 💖 ale uwaga tak jak autorka ostrzega jest 50/50 szans ze wam się spodoba!
Medytacja. Odkryj swój sposób na uspokojenie umysłu i ciała
Jeśli na dźwięk słowa „medytacja” przed Twoimi oczami staje obraz instagramowej modelki, która w pełnym makijażu, owinięta w kaszmirowy koc o wartości Twojej dwumiesięcznej pensji, promienieje wewnętrznym blaskiem nad brzegiem oceanu - gratulacje. Właśnie padłaś ofiarą największego marketingowego przekrętu XXI wieku. Bo umówmy się: w realnym świecie medytacja kojarzy się raczej z desperacką próbą niezaśnięcia podczas nudnego dnia albo liczeniem do dziesięciu, gdy rzeczywistość po raz kolejny postanawia przetestować Twoją wytrzymałość na absurd. I tu wchodzi Agnieszka Passendorfer ze swoją książką „Medytacja. Odkryj swój sposób na uspokojenie umysłu i ciała”, która serwuje nam odczarowanie mistycznej mgły. To nie jest kolejny podręcznik o tym, jak lewitować nad biurkiem. To raczej instrukcja obsługi własnej głowy dla ludzi, którzy mają dość szumu - tego w słuchawkach i tego generowanego przez toksyczne otoczenie. Książka Passendorfer ma jedną, zasadniczą zaletę: jej konstrukcja sprawia, że pochłania się ją w jeden wieczór bez poczucia przeładowania. W świecie, gdzie autorzy poradników leją wodę tak obficie, jakby próbowali ugasić pożar w Amazonii, ta konkretność i przejrzystość układu są jak zbawienie. Autorka wychodzi z założenia, że skoro medytacja to w 99% praktyka, to pisanie o niej rozwlekłej rozprawy mija się z celem. Bo ile można czytać o oddychaniu? Autorka robi coś, za co należy jej się solidna porcja wdzięczności, bo to po prostu koniec z instagramowym bullshitem. Wyciąga medytację z oparów kadzidełek, zdejmuje z niej tybetańskie dzwoneczki i mówi wprost: to jest narzędzie. Takie samo jak młotek czy leki na uspokojenie, tylko że nie wymaga recepty i rzadziej trafia w palce. Dowiadujemy się, że medytacja to nie jest stan „niemyślenia o niczym”, co dla większości z nas jest równie osiągalne, jak nagła wygrana w lotto bez kupienia losu. To raczej umiejętność patrzenia na swoje myśli bez chęci natychmiastowego wejścia z nimi w konflikt. Przystępnym, niemal kumpelskim językiem Passendorfer tłumaczy, że nie musisz siedzieć w lotosie, dopóki Twoje kolana nie zaczną błagać o litość. Możesz medytować na krześle, na stojąco, a pewnie i w kolejce po bułki, udając, że po prostu cierpliwie czekasz, podczas gdy w rzeczywistości ratujesz resztki swojego spokoju. To, co serwuje autorka, to 1% teorii i 99% walki z systemem. Pokazuje, że te wszystkie wydmuchane warunki - kryształy, specjalne poduszki wypełnione łuską gryki zbieranej o północy przez dziewice - to tylko otoczka, która ma sprawić, że poczujesz się gorsza, bo Twoje mieszkanie nie wygląda jak showroom skandynawskiego designu. W książce znajdziemy przegląd różnych technik - od tych skupionych na oddechu, przez skanowanie ciała, aż po praktyki w ruchu. To taki szwedzki stół: bierzesz to, co Ci smakuje, a resztę zostawiasz. Bez oceniania, bez guru patrzącego Ci przez ramię i bez poczucia winy. Autorka podpowiada, jak zacząć, żeby nie skończyć po trzech dniach z poczuciem porażki. Odpowiada na pytania, które wszyscy mamy, ale wstydzimy się zadać, jak choćby to, co zrobić, gdy podczas praktyki przypomnimy sobie o wszystkich sprawach, które nas stresują. Książka Agnieszki to idealna lektura dla tych, którzy czują się wykorzystani przez system i własny przebodźcowany mózg. Napisana jest tak, że nie przytłacza objętością, a jej lekka forma pozwala skupić się na tym, co ważne. Nie obiecuje cudów, ale daje podsumowanie dla niecierpliwych: nauczysz się znajdować w sobie miejsce, w którym zewnętrzne bzdury tracą swoją niszczycielską moc. Jeśli szukasz mistycznego objawienia, idź do kościoła albo na sesję czytania z fusów. Ale jeśli chcesz narzędzia, które pomoże Ci przetrwać kolejny dzień bez konieczności ucieczki na bezludną wyspę, to ta pozycja jest dla Ciebie. To książka, która mówi: świat jest często kiepskim miejscem, a Twoje otoczenie bywa toksyczne, ale Twoja głowa nie musi być Twoim wrogiem. Za brak moralizatorstwa i za przystępność daję tej pozycji okejkę. Nawet jeśli jedyną rzeczą, jaką uda Ci się wypracować, będzie pięć minut dystansu do świata przed wyjściem z domu - było warto.
Nie randkuj z młodszym facetem. Nie pasujemy do siebie #4
"Nie randkuj z młodszym facetem" to czwarta i ostatnia część serii #niepasujemydosiebie. Tym razem poznajemy historię Braydena i Alex i muszę przyznać, że ta część mi się chyba podobała najbardziej. Brayden jest przystojnym facetem, który stroni od związków. Liczy się dla niego praca, przyjaciele i pomaganie innym. Alex jest jego przeciwieństwem, dojrzała kobieta, dobra praca i poukładane życie. Co może łączyć dwójkę, na pozór tak różnych od siebie ludzi? Brayden poznaje kobietę podczas pracy, w której Alex zatrudniła się jako wolontariuszka. Już od samego początku widać, że między tą dwójką iskrzy i wszystko byłoby idealnie, gdyby nie duża różnica wieku. Jednak Braydenowi to w niczym nie przeszkadza i nie poddaje się. Stara się zrobić na kobiecie dobre wrażenie i na każdym kroku jej udowadnia, że zależy mu na czymś więcej, a nie tylko na przelotnej znajomości. Napierw Alex się opiera, ale ile można? Przecież wiek, to tylko liczba, a z miłością nie ma co walczyć. Pojawił się mały plot twist, ale myślę, że nie był na tyle wstrząsający, aby aż tak wpłynąć na relację bohaterów. Co prawda przede wszystkim ze sobą rozmawiali, co bardzo się ceni, ale mam wrażenie, że Alex poddała się zbyt łatwo. Dobrze, że brała pod uwagę nie tylko swoje uczucia, ale również najbliższej jej osobie, ale nie musiało się to tak kończyć. W tej części również była podkreślana przyjaźń między bohterami i silne więzi jakie ich łączą. Wiedzieli, że bez względu na wszystko zawsze mogą na siebie liczyć.
Superczłowiek. Skuteczny plan na cofnięcie czasu i wydłużenie życia
Książka Dave’a Asprey’a to ciekawe i motywujące spojrzenie na starzenie się oraz sposoby dbania o zdrowie w długiej perspektywie. Autor omawia mechanizmy odpowiedzialne za pogarszanie się kondycji organizmu i proponuje konkretne rozwiązania, z których wiele sam przetestował. Lektura nie zachęca do szybkich diet ani radykalnych zmian, lecz do stopniowego, bardziej świadomego podejścia do stylu życia. Poruszane zagadnienia skłaniają do refleksji nad codziennymi nawykami, takimi jak odżywianie, aktywność fizyczna czy regeneracja. Pomysłów i rekomendacji jest bardzo dużo, dlatego warto wybierać je rozsądnie i dopasowywać do własnych potrzeb. Nawet niewielkie zmiany mogą jednak realnie wpłynąć na samopoczucie, poziom energii i ogólną jakość życia.