Recenzje
Exes and O's. Z byłymi nie ma żartów
Tara była w wielu relacjach, lecz kończyło się to złamanym sercem. Uważano, że za bardzo się angażuje, przez słowa babci o tym, że w byłym odnalazła partnera, młoda kobieta postanawia dać drugą szansę, ale też sprawić, że jej serce nie zostanie już tak mocno złamane jak w przypadku zauroczenia się w kimś nowym… Muszę przyznać, że ten wątek książki był naprawdę ciekawy, podobało mi się jak bohaterka odnawiała kontakty z byłymi, pojawiały się komplikacje i zawody, było też śmiesznie. Pomiędzy tym wszystkim widzimy relacje, która rozwija się pomiędzy nią, a strażakiem, jej współlokatorem, który choć był dla mnie przez połowę książki kobieciarzem sprawił, że końcowo bardzo mi kibicowałam. To on był jej skrzydłowym, czasami stopował jej zapędy, ale co najważniejsze udowodnił, że to jak czuje i ile czuje do drugiej osoby jest jak najbardziej okej, że jej zaangażowanie się jest dobre, co wcześniej nie podobało się jej ex. Uczucia Tary i Trevora rozwijają się naturalnie, z początku widać wyłącznie relacje platoniczną, z czasem jednak dochodzą elementy, które wzbudzają motylki w brzuchu, pojawiają się urocze gesty, ten z epilogu skradł mi całe serce. Cieszę się, że pomimo tego zamieszania z randkami, autorka nie zapomina o problemach bohaterów, obawy Trevor przed obdarzeniem kogoś uczuciami są wiarygodne, tak samo jak wrażliwość bohaterki. Nie mogę również zapomnieć, że Tara prowadziła książkowe bookmedia, podobało mi się gdy zdawała relacje odnośnie swojego projektu, to jak opowiadała o książkach i swoich ulubionych motywach. Dobrze spędziłam czas przy tej książce, myślałam, że wątek pracy bohatera zostanie trochę bardziej rozwinięty, lecz hobby i praca Tary mi to wynagrodziły, nie zabrakło też w moim przypadku łez, gdy czytałam o siostrzenicy bohatera.
Od small talku do głębokiej relacji. Jak stać się zręcznym rozmówcą i łatwo zawierać przyjaźnie
Potrzeba przebywania w towarzystwie jest zakodowana w naszych mózgach. Ale ważna jest również jakość tych interakcji. Musimy starać się wejść w te interakcje nawet z osobami, których nie znamy. Rozmowa tak naprawdę składa się z trzech etapów. Pierwszy z nich to small talk, czyli wymiana uprzejmości, niezobowiązująca pogawędka. Może być to rozmowa o pogodzie. Drugim etapie jest ujawnianie faktów, czyli faza poznawania się. Dzieliśmy się szczegółami z własnego życia, możemy się otworzyć oraz zaufać. Natomiast trzecim etapem jest wyrażanie prywatnych opinii, co skraca dystans. Warto jest znaleźć wspólne punkty do rozmowy. W celu zrobienia dobrego pierwszego wrażenia musimy nadać ton, wykonać pierwszy ruch, znalezienie cech wspólnych i podobieństw, a także stworzenie więzi. Ludzie otwierają się, gdy dostrzegamy ich dobre cechy oraz mocne strony. Dwie osoby może zbliżyć także niechęć do czegoś, wspólne narzekanie. Aby pociągnąć rozmowę dalej warto zadawać otwarte pytania. W książce jest wiele życiowych przykładów - jak zachować się w danej sytuacji, co możemy odpowiedzieć. Autor wskazuje też od jakich słów można rozpocząć swoją opowieść. Myślę, że to przydatna pozycja 😎
Ptaki, które śpiewają nocą
Po Ptaki, które śpiewają nocą Marty Łabęckiej sięgnęłam bez wielkich oczekiwań. Zaintrygował mnie opis, pomyślałam: „spróbuję”, tym bardziej że autorka ma już kilka książek na koncie, a ja wcześniej nie znałam żadnej z nich. I wiecie co? To była bardzo dobra decyzja. . Savannah to bohaterka, z którą miałam zaskakująco dużo wspólnego. Lubi mieć wszystko zaplanowane, nie znosi zmian, nie potrafi żyć chwilą, za dużo się przejmuje i ciągle gdzieś pędzi. Gdy w dniu swojego ślubu ucieka i rusza w podróż starym, różowym kamperem, jej uporządkowany świat całkowicie się rozpada. A potem pojawia się Austin — totalne jej przeciwieństwo. Spontaniczny, głośny, żyjący bez planu i… kochający złe decyzje. . Między bohaterami dostajemy slow burn, czyli jeden z moich ulubionych motywów. Nic nie dzieje się na siłę, relacja rozwija się powoli i naturalnie, a ich spotkanie naprawdę ma sens — dzięki sobie oboje zaczynają się zmieniać. Bardzo podobał mi się też zabieg z mapkami na początku rozdziałów, które pokazują, jak bohaterowie przemieszczają się w trakcie podróży. No i styl pisania autorki — zdecydowanie „mój”. . Mam jednak dwa małe „ale”. Końcówka była dla mnie trochę zbyt mocna, jakby autorka bardzo chciała „wsadzić kij w mrowisko”. Za pierwszym razem wszystko jeszcze dobrze się układa, ale za drugim… cóż, odpowiedź dostaniemy dopiero w kolejnym tomie 🙈 który i tak zamierzam przeczytać. Drugie „ale” to momentami nadmiar trudnych przeżyć— przy niemal każdej głębszej rozmowie wychodziło coś nowego i chwilami było tego po prostu za dużo. . Mimo wszystko, nawet gdyby była to powieść jednotomowa, nadal uznałabym ją za naprawdę dobrą historię... . Motywy, które znajdziecie w książce: ucieczka i podróż w nieznane przeciwieństwa, które się przyciągają slow burn odkrywanie siebie zmiana i wychodzenie ze strefy komfortu . ⭐️⭐️⭐️+/5
Puck Off
"Ze wszystkim sobie poradzimy, potrzebujemy tylko czasu. Dobre rzeczy rzadko kiedy przychodzą łatwo, ale warto o nie powalczyć." Rosie zajmuje się prowadzeniem social mediów Nafciarzy. Uwielbia swoją pracę tak samo, jak fani uwielbiają hokeistów. Podczas lotu do Calgary poznaje Matta, który wpada jej w oko. Okazuje się, że oboje mają przesiadkę do Edmonton. I choć wszystko wskazuje na to, że Matt jest sportowcem, od których Rosie trzyma się z daleka, nie potrafi przejść obok niego obojętnie. Ta jedna noc należy do nich. Wkrótce okazuje się, że Matthias Carlsson jest nowym napastnikiem drużyny hokejowej Nafciarzy. Rosie dostaje zadanie specjalne- ma zadbać o wizerunek Matta , za którym nikt w Edmonton nie przepada. Zgadza się, jednak jest pewien warunek - łączyć będzie ich tylko praca. Ale czy na pewno? Bardzo lubię tę serię hokejową od tej autorki. Uwielbiam bohaterów, ich problemy (w każdej części oczywiście inne) oraz ich rozwijającą się relację. Tamte części czytałam już jakiś czas temu, ale z tego co pamietam, to w tej części było więcej hokeja dzięki pracy Rosie, no i było bardziej 'spicy'. I bardzo mi się to podobało. Matt i Rosie od razu poczuli wzajemne przyciąganie i to przyciąganie towarzyszyło im na każdym kroku. Ta chemia pomiędzy nimi 😊😊 Niesamowite jest to, ze dwoje ludzi spotyka się przypadkiem, a okazuje się, że pasują do siebie jak dwie połówki jabłka. Matt nie miał łatwego zadania. Musiał przekonać Rosie do siebie, pokazać jak bardzo jest dla niego ważna, zdobyć jej zaufanie. Bo dla prawdziwej miłości warto. Na tych bohaterów czeka również wiele przeciwności losu, z którymi będą musieli sobie razem poradzić. Wasze serduszka pękną na pół razem z serduszkami bohaterów. Czy zostaną posklejane ? Koniecznie sprawdzcie! Ja Wam powiem, że emocji nie zabraknie.
W objęciach wroga. Spadkobiercy Spade Hotel #2
Ohhh jak czekałam na ten drugi tom. Dla wszystkich fanek spicy historii to coś idealnego! Gdyby nie śnieżyca ich drogi nigdy by się nie przecięły. Zapracowany biznesem zmuszony zostaje do przełożenia swojego powrotu do domu przez złe warunki pogodowe a jedyne rozsądne miejsce do przeczekania to bar hotelowy. Cooper poznaje tam piękną Rowan a ich wspólny wieczór przeciąga się do spędzenia wspólnie świąt. Oboje nie planowali nic poważnego, ale żadne z nich nie może sobie odpuścić. Kiedy planują kolejne spotkanie na jaw wychodzi skrywana przez kobietę tajemnica… jest jego największym wrogiem, ale zmuszeni będą na wspólną pracę. Druga część podobała mi się nawet bardziej, niż pierwsza czyli “Na jedną noc”. Marnie Mann piszę cudownie pikantne romanse, które idealnie sprawdzą się na jeden dłuższy wieczór. Między bohaterami tak iskrzy, że ciężko od ich historii się oderwać. Tą książkę można podzielić na dwie części - początek, gdzie oboje oszaleli na swoim punkcie już od pierwszej sekundy oraz na poznanie prawdy. Jestem ogromną fanką emocji jakie nosili w sobie zarówno Cooper jak i Rowan. Jak wiele razy serce próbowało przejąć kontrolę nad rozsądkiem (i odwrotnie). Z dwójki głównych bohaterów na pewno bardziej polubiłam kobietę. Pewnie na jej miejscu zachowałabym się dokładnie tak samo. Mimo wszystko działała według swoich zasad i potrafiła postawić na swoje. Cooper nie był zły, ale zdecydowanie zbyt często skupiał się na pośladkach kobiety, której podobno wcale nie chciał lubić. Książce dałam 7/10 gwiazdek. Z przyjemnością wróciłam do tej historii i zdecydowanie czekam na kolejne. To jest ten rodzaj romansu, który uwielbiam czytać jak mam gorszy humor. Taki pełny namiętności, trochę zabawny oraz taki przy którym serce mocniej ściska, kiedy bohaterzy mogą liczyć na siebie nawzajem. Za to pokochałam twórczość Marnie Mann i nie zawiodłam się.