ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Cassian. #2. Bracia Torrino

"Myślałam, że tak właśnie wygląda miłość. Że to, co czułam do Cassiana, nie mogło być jeszcze większe i silniejsze. Z czasem miałam się jednak przekonać,że to, co uważałam za swój ratunek, okaże się moją zgubą. Pokochałam człowieka, który n ie wiedział, co to miłość, i nie był w stanie mi jej dać". Czy można kogoś kochać i jednocześnie nienawidzić? Można! Młodziutka Luna nie miała łatwego życia. Matka nadużywająca alkoholu, a ojciec tyran. Myślała, że zazna szczęścia w małżeństwie. Nawet nie przeszkadzało jej to, że ma poślubić sporo starszego mężczyznę. Pragnęła się uwolnić od rodziców. Czy trafiła idealnie. Niestety nie. Jej mąż nie był lepszy, chociaż nie podniósł na nią ręki, to otrzymała tylko upokorzenie i zdradę. Czy to może kiedyś się zmienić? Cassian zamknął swoje serce w momencie, w którym owdowiał. Zgodził się na kolejne aranżowane małżeństwo w chwili słabości. Za to wszystko winił swoją żonę. Chociaż jego synowie natychmiast pokochali Lunę. Miała w nich wsparcie, z wzajemnością. Jest to moje kolejne spotkanie z twórczością autorki i powiem szczerze, że nie ostatnie. Jestem bardzo szczęśliwa, że mogłam poznać historię Luny i Cassiana. Książka wciągnęła mnie już od pierwszych stron. Czyta się bardzo szybko i lekko, nim się obejrzysz już trzeba żegnać się z bohaterami i czekać z niecierpliwością na kolejną historię. Bohaterowie bardzo ciekawie nakreśleni, Luna rzucona na głęboką wodę, musi poślubić dużo starszego mężczyznę, którego widziała raz na oczy. Mimo tego nie poddaje się idzie naprzód jak burza z podniesioną głową. Na początku pragnęła bliskości i miłości, jak jej nie otrzymała przestała marzyć. Emocje nie do opisania, prawdziwy rollercoaster intensywności, dania szansy oraz nadziei, która nie umiera. Gorąco polecam przeczytajcie, książka nie tylko przyprawi o szybsze bicie serca, ale pokaże drugie oblicze Cassiana, który miał serce jak głaz z jakiegoś powodu. Jakiego? O tym sami musicie się przekonać.

ewela_czyta Polińska Ewa

Do wesela się zagoi

„Obiektywnie rzecz biorąc, Sutton Clarke jest naprawdę piękna. Ma najdłuższe rzęsy, jakie kiedykolwiek widziałem, i uśmiecha się tak słodko (oczywiście nie do mnie, tylko do Mari i Sainta), że prawie byłbym skłonny uwierzyć, że nie jest złem wcielonym.” Gdy Hugh poznał Sutton, to ona była wtedy w stroju dinozaura, na ogon którego nadepnął właśnie on, a szarlotka, którą trzymała wylądowała na jego idealnie białej koszuli, a to dopiero początek. A to wszystko zaczęło się w sylwestrową noc, która odmieniła ich życie. Sutton i Hugh są swoimi absolutnie przeciwieństwami. Ona to energetyczna kobieta, która łapie się każdej pracy, by zapewnić spokój sobie i swojej siostrzenicy. To chodzący chaos z sercem pełnym dobroci i miłości. Wszyscy widzą jaka jest, ale tylko jej rodzice nie doceniają jej i wiecznie krytykują. Natomiast on to poukładany, nieco wycofany, kochający kontrolę i perfekcję maniak, który najlepiej czuje się w swoim świecie i tabelkach Excela. Ich początkowa niechęć była zabawna, ale i bardzo prawdziwa. Z każdą kolejną stroną napięcie między nimi rośnie, a irytacja zaczyna ustępować miejsca fascynacji i pożądaniu. Mimo że oboje starają trzymać uczucia na wodzy, to wiadomo, że są już na straconych pozycjach. Bo coraz ciężej jest im trzymać się od siebie z daleka. Tylko czy będą umieli dać sobie szansę na szczęście, które tak niespodziewanie pojawiło się w ich życiu? „Do wesela się zagoi” to książka, która wywołała u mnie szeroki uśmiech i zapewniła naprawdę przyjemnie spędzony czas. Autorka z charakterystycznym dla siebie poczuciem humoru wykreowała bohaterów. Genialnie dawkuje emocje, od śmiechu przez irytację aż po pożądanie. Świetnie buduje napięcie między nimi oraz zapewnia emocjonalne zwroty, dreszczyk niepewności, strach, ale i złości na jej rodziców. Tych bohaterów nie da się nie polubić. Czytało mi się ją naprawdę szybko i dobrze, tak jak każdą książkę od Ludki. Dostarczyła mi emocji i zabawy. Ta historia wzrusza, bawi, ale i poprawia humor pozwalając oderwać się od codzienności. Zdecydowanie polecam.

historie_budzące_namiętność Skoczylas Katarzyna

Pocałunki zamiast słów. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #1

✨ „Jest tutaj. Jest mój. I jest wszystkim, czego potrzebuje.” 🌸 „Pocałunki zamiast słów” skusiły mnie swoim opisem i przepiękną okładką. Jest to lekki romans pomiędzy hokeistą, a zagubioną dziewczyną. Znajdziemy tu dobry humor, nieco dramatu i trochę emocji. Styl pisania Meghan Quinn jest bardzo przyjemny, lekki, prosty i zrozumiały. Nie znajdziemy tu żadnej trudności, a czytanie tej historii będzie miłe. Fabuła jest lekko stereotypowa. Dziewczyna napotyka po drodze problemy, trafia do domu pełnego hokeistów i przypadkowo wpada jednemu w oko. Choć ich przygoda jest schematyczna i oklepana to ma w sobie coś, co zyska naszą sympatię i przyjemnie spędzimy czas podczas czytania. Winnie poszukuję czegoś w życiu. Jest lekko zagubiona, ale idzie do przodu w dobrym kierunku. Jest odważna, zdeterminowana, miła, przyjacielska, opiekuńcza i kochana, ale też trochę głupiutka. Ma lekki styl bycia i brakuje jej refleksji i przewidywania konsekwencji. Ma swoje minusy, ale da się ją lubić. Pacey to hokeista, a dokładnie jest bramkarzem. Ten facet to takie spełnienie marzeń. Jest inteligentny, wysportowany, kochany, czuły, opiekuńczy, troskliwy, odważny, pewny siebie i pomocny. Wie jak dobrze traktować kobietę. Jego gadka to mistrzostwo. Jest dobrze wykreowaną postacią. Ich relacja jest dość dynamiczna, ale nie odczujemy zniechęcenia. Czujemy to przyciąganie i chemię, która ich otacza. Od początku uczą się sobie ufać i ta ich droga będzie komfortowa i miła. Duży plus za bohaterów drugoplanowych. Wprowadzili świetny klimat i nadali barw dla tej historii. Wątek hokeja to tylko tło, a szkoda. Chociaż jest to zrozumiałe bo od początku wiemy, że chłopaki właśnie zakończyli sezon. Hokej jest tu tylko delikatnym tłem, więc nie ma co oczekiwać cudów. „Pocałunki zamiast słów” to naprawdę dobra książka. Choć jest schematyczna to niesie też dobry przekaz i miło się ją czyta. Jeżeli lubisz lekkie i przyjemne historie to ta pozycja jest dla ciebie. 🌸 📚 3,75/5

toolateviceversa Lis Patrycja

Pocałunki zamiast słów. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #1

🌩️ Są takie historie, które zaczynają się z hukiem i dokładnie tak jest w przypadku „Pocałunki zamiast słów” autorstwa Meghan Quinn. Jedna burzowa noc, wypadek na odludziu i przypadkowe spotkanie, które zmienia wszystko. To pierwszy tom serii Vancouver Agitators: miłość na lodzie i jednocześnie moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki. Słyszałam o niej naprawdę wiele dobrego i wiem, że ma ogromne grono fanów, zwłaszcza za granicą, więc byłam bardzo ciekawa, czy i mnie porwie jej styl. ❄️ Ta książka okazała się dla mnie świetną odskocznią od mrocznych klimatów, w których ostatnio się obracam. Zamiast ciężkiej atmosfery dostałam historię z hokeistami w tle, iskrzącym napięciem i romantycznym klimatem. I choć nie uśmiałam się przy niej tak, jak się spodziewałam, to i tak czytało mi się ją z dużą przyjemnością. To taka opowieść, przy której można się rozluźnić, zwolnić i po prostu dać się ponieść emocjom. 🔥 Chemia pomiędzy głównymi bohaterami to zdecydowanie najmocniejszy element tej historii. Jejku, jakie to było ciarkotwórcze. Te ukradzione spojrzenia, delikatne, niby przypadkowe dotyki, napięcie unoszące się w powietrzu… autorka naprawdę potrafi budować atmosferę. Relacja Winnie i Paceya rozwija się dynamicznie, a jednocześnie czuć w niej emocjonalną intensywność. To właśnie te momenty sprawiały, że przewracałam kolejne strony z wypiekami na twarzy. 🏒 Bardzo podobało mi się również to, że już w pierwszym tomie poznajemy czwórkę przyjaciół głównego bohatera. Sama nazwa serii sugeruje, że kolejne części będą dotyczyć hokeistów i naprawdę liczę na ich indywidualne historie. Czuję, że każdy z nich ma w sobie potencjał na własną, wciągającą opowieść i jestem ogromnie ciekawa, w którą stronę pójdzie autorka. 💙 Dzięki tej książce zrozumiałam, dlaczego autorka ma tak wielu czytelników. Przy tej historii naprawdę można się totalnie odprężyć i oderwać od codzienności. Może nie była to książka, która wywołała u mnie salwy śmiechu czy złamała mi serce na pół, ale spełniła coś równie ważnego. Dała mi czystą przyjemność czytania i poczucie komfortu. A czasem właśnie tego najbardziej potrzebuję.

Książkowa przystań Justyna Drwal

Victor. Tylko moja

Czasami trzeba poczekać, aż życie da ci kolejną szansę (…) 📖 Aleksandra Możejko - Victor. Tylko moja. Znamy już historię Belli i Santiago. Teraz przyszedł czas na Julię i Victora. Ta dwójka różni się od siebie najbardziej jak to tylko możliwe. Jednocześnie łączy ich tak wiele… W życiu obojga brakuje miłości. W przypadku Victora to jego świadomy wybór. Za Julię zdecydowało przeznaczenie. Jedno przypadkowe spotkanie sprawia, że wszystko zmienia się bezpowrotnie. Ona odzyskuje wiarę w szczęśliwe zakończenie, on otwiera zamknięte dotychczas serce. I chociaż po drodze nie wszystko przebiega bezproblemowo, to od początku wiemy, że ta dwójka jest sobie pisana. Jego mrok i jej światło idealnie z sobą współgrają, uzupełniając się i tworząc jedność. Aleksandra Możejko ponownie zaprasza nas do wykreowanego przez siebie świata. Świata pełnego niebezpieczeństw. Mrocznego i bezlitosnego. W którym możliwa jest historia pełną miłości i nadziei na nowy początek. Mam nieodparte wrażenie, że w każdej napisanej przez siebie książce Ola zostawia cząstkę swojego serca. W tej z całą pewnością zostawiła całe.
Lubimy Czytać nicole72