Recenzje
Dzika nadzieja. Uzdrawiające słowa, które pomagają znaleźć światło w mroczne dni
"Dzika nadzieja. Uzdrawiające słowa, które pomagają znaleźć światło w mroczne dni" to książka, która nie opowiada historii, jest to zbiór wierszy. Ten tom zbiera słowa, frazy, teksty, które trafiają do odbiorcy z dużą mocą. Donna Ashworth pisze o uczuciach, które towarzyszą nam w codziennym życiu, o zwątpieniu, zmęczeniu, poczuciu zagubienia. W swoich wierszach nie oferuje recepty na rozwiązanie tych problemów, ani tym bardziej obietnic. Autorka skupia się na uważności i akceptacji naszych uczuć. Czytając te teksty, czujemy się jakby ktoś w pełni nas rozumiał, akceptował, jakby była to spokojna rozmowa z kimś niezwykle świadomym, spokojnym, uważnym na to, co czujemy. Tutaj siła tkwi w subtelności, a wrażliwość nie jest przedstawiana jako słabość. Odwaga następuje wtedy, gdy mimo lęku decydujemy się iść dalej, a codzienne drobne gesty i wybory mają niesamowitą moc. "Dzika nadzieja" to tomik, który można przeczytać jednego dnia, choć ja dużo bardziej polecam ją jako książkę, którą trzymamy blisko... i sięgamy po nią, gdy potrzebujemy. Otwarcie jej na dowolnej stronie i przeczytanie krótkiego tekstu, w którym kryje się duża moc - to coś, co może poprawić nam nastrój. Są w życiu takie momenty, że nie potrzeba wiele. Czasami wystarczy dobre słowo od kogoś bliskiego, a może te przeczytane w książce też sprawią, że poczujemy w sobie głęboko skrywaną odwagę i siłę, która w gorszym etapie naszego życia sprawi, że się nie poddamy. Jak to bywa z wierszami, były takie które stały się moimi ulubionymi, ale też takie, które niekoniecznie wpisały się w to, czego oczekiwałam. Na pewno jest tu cała gama emocji i każdy może w tym zbiorze odnaleźć coś odpowiedniego dla siebie.
Do wesela się zagoi
On mówi do niej Szarlotko, ona do niego dinozaurze, czy to nie brzmi uroczo? Witamy ponownie w Silver Springs. Sutton jest prawną opiekunką swojej siostrzenicy Sussie i dla niej gotowa jest wskoczyć w ogień. Na co dzień podejmuje się różnych prac dorywczych - od pomocy w bibliotece, przez kwiaciarnię, aż po restaurację - aby pogodzić opiekę nad dziewczynką z zapewnieniem jej wszystkiego, co najlepsze. Sutton poniekąd zatraca siebie, ponieważ jakiś czas temu jej ówczesny partner, gdy tylko dowiedział się, że chce przejąć prawną opiekę nad dziewczynką, zostawił ją. Od tamtej pory była przekonana, że nikt nie zaakceptuje ich obu. Wtedy na horyzoncie pojawia się Hugh. Ich pierwsze spotkanie nie należało do najprzyjemniejszych - w noc sylwestrową, gdy Sutton w stroju dinozaura zabawiała miejscowe dzieci, w chwili spokoju udała się coś zjeść. To właśnie wtedy mężczyzna nadepnął jej na ogon od kostiumu, w rezultacie oberwał kawałkiem szarlotki. Hugh większość swojego czasu poświęca pracy, unikając hucznych imprez oraz dużych skupisk ludzi. Decyzję, aby pojechać do Silver Springs, podjął w ostatniej chwili. Nie przewidział jednak, że na miejscu ulegnie drobnemu wypadkowi… Jednak to nie koniec niespodzianek, chwilę później Sutton i Hugh dowiadują się, że mają być świadkami na ślubie swoich przyjaciół. A co najlepsze, ten wybuchowy duet ma zorganizować to wesele! Przecież to pachnie katastrofą. 😂 Sutton, kobieta spontaniczna, której wszędzie jest pełno, oraz Hugh, mężczyzna, który wszystko musi mieć zaplanowane i ułożone na tip-top. Jak myślicie, uda im się dogadać, i to nie tylko w sprawach weselnych? Jejku! Co to była za komfortowa historia, która skradła moje serce już od pierwszych stron! Muszę jednak wspomnieć o Sussie - jej postać jest promyczkiem, idealnym dopełnieniem tej cudownej opowieści. Jej dziecięca energia wprowadziła do książki magię i swojego rodzaju spokój. Relacja Susie i Sutton została opisana w tak autentyczny sposób - te dwie kobiety mają tylko siebie i zrobią dla siebie wszystko. Ale nie może być tak kolorowo… Znalazły się również postacie, które miałam ochotę wyciągnąć z książki i ustawić do pionu, dosłownie! Jak oni mnie irytowali! Jak już wspomniałam, „Do wesela się zagoi” to przepiękna i komfortowa historia, ale były w niej także momenty, w których pękało mi serce. Ten, kto mnie zna, wie, że twórczość Ludki biorę w ciemno - uwielbiam dosłownie wszystkie jej książki. Ta utalentowana kobieta zakrada się swoimi historiami do najdalszych zakamarków mojego serca i tam zostaje. W książkach Ludki mam już książkową kurę, teraz zyskałam książkową córkę, a o mężach może nie wspomnę, bo będzie ich troszkę. 😂 Przyznam się szczerze, że nie do końca przepadam za motywem slow burn, ale tutaj? Pasowało to idealnie. Musicie koniecznie poznać losy par z Silver Springs: „Prędzej piekło zamarznie” i „Do wesela się zagoi”.
Pocałunki zamiast słów. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #1
Sięgając po "Pocałunki zamiast słów. Vancouver Agitators: Miłość na lodzie #1" autorstwa Meghan Quinn, miałam ochotę na coś lekkiego, zabawnego i romantycznego i dokładnie to dostałam, ale w dużo lepszym wydaniu, niż się spodziewałam. To jedna z tych historii, które czyta się z uśmiechem, a jednocześnie gdzieś między dialogami pojawia się coś bardziej prawdziwego niż tylko flirt i przekomarzanie. To romans sportowy, więc od początku wiadomo, że będzie energia, rywalizacja i bohater z charakterem. Hokejowy klimat dodaje tej historii dynamiki, ale dla mnie najważniejsze było to, co działo się między bohaterami poza lodowiskiem. Relacja rozwija się stopniowo, z dużą dawką humoru, drobnych złośliwości i momentów, które potrafią rozbroić bardziej niż najbardziej romantyczne wyznania. Bardzo podobało mi się to, że autorka świetnie balansuje między lekkością a emocjami. Są sceny, przy których naprawdę można się zaśmiać, ale są też takie, które pokazują niepewność, lęk przed odrzuceniem i potrzebę bliskości, o której nie zawsze umiemy mówić wprost. Tytułowe „pocałunki zamiast słów” idealnie oddają klimat tej historii bo często to właśnie gesty mówią więcej niż deklaracje. Chemia między bohaterami jest wyczuwalna od pierwszych stron, ale nie wszystko idzie gładko, i to mi się bardzo podobało. Ich relacja ma momenty chaosu, niedopasowania i emocjonalnych zawirowań, które sprawiają, że historia nie jest przesłodzona. To romans, ale z charakterem z bohaterami, którzy mają swoje wady, swoje lęki i swoje granice. Dużym plusem jest też klimat drużyny i całego sportowego świata. Czuć tu energię szatni, rywalizacji, przyjaźni i tej specyficznej atmosfery, w której emocje są zawsze trochę mocniejsze niż w zwykłym życiu. Dzięki temu książka ma tempo i czyta się ją naprawdę szybko, ale nie jest to pusta historia zostawia po sobie bardzo przyjemne, ciepłe wrażenie. Dla mnie to idealna lektura na moment, kiedy chce się odpocząć, ale nie chce się czytać czegoś banalnego. Historia o tym, że czasem najważniejsze rzeczy naprawdę dzieją się między słowami w spojrzeniach, w gestach, w chwilach, których nie da się zaplanować. Jestem ciekawa, czy lubicie romanse sportowe, czy jednak wolicie historie bardziej spokojne i obyczajowe?
Raphinha. Sportowi giganci
Raphinha jako dziecko marzył o wielkiej piłce, choć niewielu wierzyło, że ma na to jakiekolwiek szanse. Dorastał w trudnych warunkach, mierzył się z odrzuceniem i brakiem wiary ze strony trenerów. Ta książka pokazuje, jak dzięki determinacji i ciężkiej pracy przeszedł drogę z brazylijskich ulic na największe europejskie stadiony. „Raphinha. Sportowi giganci” Tomasza Brożka to biografia sportowa skierowana przede wszystkim do młodszych czytelników. Autor prowadzi nas przez kolejne etapy życia piłkarza - od dzieciństwa i pierwszych treningów, przez momenty zwątpienia, aż po przełomowe decyzje i wielką karierę w europejskich klubach. Najważniejsze są tu nie tyle statystyki i suche fakty, ile droga, jaką bohater musiał przejść, by znaleźć się na szczycie. Książka skupia się na determinacji, charakterze i uporze Raphinhy. Widzimy, jak wiele razy musiał udowadniać swoją wartość, jak walczył o miejsce w składzie i jak stopniowo budował swoją pozycję. To opowieść o konsekwencji i wierze w siebie, nawet wtedy, gdy inni tej wiary nie mają. Styl jest prosty i dostosowany do młodszego odbiorcy. Rozdziały są krótkie, język przystępny, a całość czyta się szybko. To raczej inspirująca historia o spełnianiu marzeń niż pogłębiona analiza futbolu i zawodnika. Dodatkiem są ilustracje i zdjęcia, które jednak nie zajmują w tej pozycji zbyt wiele miejsca. Największym plusem książki jest jej motywacyjny charakter - pokazuje, że talent to nie wszystko, a praca i upór potrafią zmienić bardzo wiele. Minusem może być powierzchowność niektórych wątków, które aż proszą się o większe rozwinięcie. To dobra propozycja dla młodych fanów piłki nożnej, szczególnie w wieku około 8-10 lat, którzy lubią historie o prawdziwych sportowcach i potrzebują dawki inspiracji.
Suma wszystkich strat. Jak ukształtowało cię dzieciństwo
Poruszająca książka o radzeniu sobie z utratą i emocjami, które jej towarzyszą. Autor pokazuje, że strata nie dotyczy tylko śmierci bliskiej osoby - może mieć wiele różnych form i wpływać na nasze życie bardziej, niż nam się wydaje. Lektura pomaga nazwać trudne uczucia i zrozumieć proces żałoby oraz powolnego odbudowywania równowagi. To refleksyjna i bardzo potrzebna książka.