ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Aiden. #3. Bracia Torrino

Trzeci tom trochę na mnie poczekał, bo nie chciałam zaczynać tej serii od końca. Najpierw nadrobiłam historie Christophera i Cassiana. I nie żałuję ani jednej przeczytanej strony 🥹 Seria, w której każdy z bohaterów dostaje swój tom? Wchodzę w to!. Po Christopherze i Cassianie przyszła pora na Aidena. Przez dwa wcześniejsze tomy był po prostu jednym z braci Torrino. Pojawiał się wtedy, kiedy było trzeba i wykonywał swoje obowiązki. Dopiero tutaj dostał przestrzeń, żeby pokazać, kim naprawdę jest. Aiden od lat żyje z traumą, która odcisnęła na nim swoje piętno. Nauczył się funkcjonować w świecie, w którym nie ma miejsca na słabość, a przemoc stała się codziennością. Kira nie pojawia się tutaj przypadkiem. Poznaliśmy ją już wcześniej, a jako córka żołnierza mafii doskonale zna ten świat. Różnica wieku, sprzeciw Dantego i życie, którego nie da się po prostu zostawić za sobą, sprawiają, że ich relacja od początku nie ma łatwej drogi. Ona zresztą również nie jest bohaterką, którą łatwo zaszufladkować. Gdy trafia w ręce oprawcy, nie czeka, aż ktoś wykona całą pracę za nią. Walczy. A kiedy w końcu odzyskuje wolność, okazuje się, że ucieczka była dopiero początkiem. Zostać z własnymi myślami bywa znacznie trudniej niż uciec przed porywaczem. Christopher i Cassian nie znikają wraz z rozpoczęciem historii młodszego brata. Nadal są częścią tej opowieści i właśnie dzięki temu miałam poczucie, że wracam do rodziny Torrino, a nie tylko do historii kolejnego z braci. Patrząc na Aidena w dwóch pierwszych tomach, nigdy nie pomyślałabym, że właśnie on będzie bohaterem, który zacznie wiązać z kimś nadzieję na przyszłość. Czasem najbardziej zaskakuje nie ten bohater, który od początku skupia na sobie całą uwagę. Tylko ten, który przez długi czas stoi gdzieś z boku... aż w końcu przychodzi jego moment... A ostatnie strony przypominają, że w świecie Torrinów jeszcze nie wszystko zostało powiedziane. 🖤

Malgosia.zielinska Zielińska Małgorzata

Młodzi detektywi w akcji. Zagadki (prawie) kryminalne

A co, jeśli większość tego, co wiemy o pracy policji... pochodzi z filmów i ma niewiele wspólnego z rzeczywistością? I czy książka dla dzieci może przełamywać stereotypy? 🤔 Książka „Młodzi detektywi w akcji. Zagadki (prawie) kryminalne” zwróciła moją uwagę z kilku powodów. To książka, która bawi, uczy i uświadamia. Znajdziemy w niej wciągające zagadki i śledztwa detektywistyczne. Dowiemy się również, jak w rzeczywistości wygląda praca policji. 👮‍♂️🚓 Bo to nie jest kolejna lektura o spektakularnych akcjach, niebezpiecznych pościgach i ludziach, którzy każde śledztwo rozwiązują w ciągu kilku minut. To porządna dawka rzetelnej i sprawdzonej wiedzy. Poznajemy Olafa, Hanię i Krzysia, którzy zakładają Klub Detektywów. Z pomocą policjantki Asi rozwiązują kolejne zagadki, prowadzą sprawy i poznają tajniki pracy śledczych. Co ważne, nie są oni nieomylni i nie wpadają na rozwiązanie od razu. Uczą się, analizują, badają, sprawdzają poszlaki i fakty. I przekonują się, że w śledztwie najważniejsze są: cierpliwość, logiczne myślenie, spokój i współpraca. Każdy rozdział podzielony jest na 3 sekcje. Najpierw poznajemy historię, potem dostajemy solidną porcję wiedzy o policji, a na końcu czekają na nas zadania: pobieranie odcisków palców, analizowanie śladów czy sporządzanie notatek. Książka próbuje nieco oswoić wizerunek policji. Często słyszy się negatywne komentarze powielane bez głębszej refleksji. Część z nich generują filmy: wielkie sprawy, dynamiczne pościgi, wielka rola intuicji i rozwiązywanie niemal każdej sprawy i to w ekspresowym tempie. A rzeczywistość jest inna. To głównie cierpliwe zbieranie dowodów, analiza tropów, sprawdzanie hipotez, współpraca, przestrzeganie procedur. I do tego mnóstwo pracy papierkowej. To książka, która nie idealizuje policjantów. Ale pokazuje, że to ludzie wykonujący ważną i odpowiedzialną pracę, często ogromnym kosztem. „Młodzi detektywi w akcji” bawią, angażują i uczą krytycznego myślenia. To cenna lekcja o tym, jak ważne jest samodzielne myślenie, sprawdzanie informacji i niewyciąganie pochopnych wniosków.

igielkowa.biblioteczka Magdalena Kulczycka

Fever Dream (Emerald Lake #1)

Wyobraźcie sobie kowboja, który dla uratowania rodzinnego rancza przed bankructwem wchodzi do randkowego reality show jako główna atrakcja. Brzmi jak przepis na chaos? Witajcie w Emerald Lake. Emmett Bush to zawodowy ujeżdżacz byków z zadziornym uśmiechem i reputacją playboya. Nie szuka miłości - szuka pieniędzy. Wszystko idzie zgodnie z planem, dopóki na planie nie pojawia się Julia Silva - inteligentna, nieustępliwa konsultantka lokalizacji i… młodsza siostra jego największego rywala z rodeo. Ach, i jest jeszcze jeden mały szczegół: dwa lata wcześniej Emmett uratował Julię w najgorszej nocy jej życia. Tajemnica, której żadne z nich nie chce wyciągać na światło dzienne. Od pierwszej chwili między nimi iskrzy niemiłosiernie. Zaczyna się od sztywnych spojrzeń, sarkastycznych docinków i „trzymaj się ode mnie z daleka”, a powoli, leniwie, przeradza w coś o wiele niebezpieczniejszego. W przyjaźń. W chemię, od której powietrze aż drży. I w zakazaną miłość, która może kosztować ich wszystko - kontrakt, reputację, przyszłość rodzinnego rancza. Elsie Silver naprawdę potrafi pisać romanse, przy których czujemy kurz na butach, zapach siana i ciepło letniego wieczoru na werandzie. „Fever Dream” to idealny miks: reality show w tle dostarcza humoru i dramatu, babcia Emmetta kradnie każdą scenę, a relacja Julii i Emmetta rozwija się naturalnie, bez tanich sztuczek. Dużo błyskotliwych dialogów, wzajemnego droczenia się, powolnego budowania zaufania i tych momentów, kiedy serce po prostu mocniej bije. Zero wymuszonego third-act breakupu, za to sporo emocji, rodzinnego ciepła i kowbojskiego uroku. Julia to kobieta, która po traumie zamknęła się na miłość, a Emmett - facet, który pod twardą skorupą kryje ogromną troskę i lojalność. Razem po prostu… pasują. To jeden z tych romansów, które pochłaniamy w jeden weekend na hamaku albo na plaży. Lekki, zabawny, intrygujący i cholernie romantyczny. Jeśli lubicie zakazaną miłość, slow burn z chemią na poziomie „ukradkowe pocałunki w stajni” i kowbojów gotowych zrobić wszystko dla rodziny - bierzcie w ciemno! 

burgundowezycie Staszak-Bacik Weronika

Riley Thorn i trup w ogrodzie

Dotarłam w końcu do najnowszej części z Riley Thorn i nikogo już nie zdziwię jak napisze, że bawiłam się świetnie. Przyznaje, że ta seria odrobinę się różni od znanego mi pióra Lucy ale to nie oznacza, że czegoś jej brakuje 😉 W tym tomie Riley i Nick podejmują się dość osobliwego zadania. Otóż zgadzają się wziąć pod skrzydła obrony byłego męża Riley, któremu ktoś grozi i odnaleźć tą osobę. Zadanie nie jest proste, gdyż Griffin jest dość specyficzny. Totalny Narcyz zakochany w sobie, który jak się okazuje nadepnął na odcisk wielu osobom w swoim otoczeniu. Naszą jasnowidzkę i Nicka przekonuje tylko fakt wysokiego czeku, który mają otrzymać za wykonanie zadania a obecnie potrzebują zastrzyku gotówki. Całej sprawy nie ułatwia fakt, że w swoim domu goszczą wszystkich emerytowanych sąsiadów, którzy chwilowo stracili dach nad głową i to dosłownie. Czy w tym całym zamieszaniu uda im się rozwiązać zagadkę a przy okazji postawić kolejny krok ku przyszłości własnego związku? Kolejny tom nie zawodzi. Emeryci nadal wiodą prym i gwarantują dobrą zabawę ale tym razem wybitnie przebija ich były mąż Riley. Jest tak irytujący, że mamy ochotę go osobiście trzepnąć i to nie raz. Kolejna zagadka kryminalna (bo pojawia się też trup) okraszona jest niecodziennymi sytuacjami i przygodami na miarę dobrej komedii. A w tym wszystkim nasi główni bohaterzy, którzy są nadal w sobie zakochani i tylko upewniają się, że są dla siebie idealnym wyborem. Jeśli szukacie lekkiej komedii kryminalnej z delikatnym wątkiem paranormalnym, który nie jest jakiś wybujały, tylko świetnie tu pasuje, to ogromnie Wam polecam. Myślę, że świetnie spędzicie z tą serią czas 😉

dorota_jago_books Jagodzińska Dorota

Czarne dziury. Klucz do zrozumienia Wszechświata

Na początek kilka słów o autorce. Becky Smethurst, znana w mediach jako „Dr. Becky” (warto zajrzeć na jej kanał na YouTube), jest brytyjską astrofizyczką. Jest młoda, ambitna i bardzo aktywna zarówno w świecie naukowym, jak też popularyzatorskim. W bardzo ciekawy sposób dzieli się wiedzą o bardzo trudnej tematyce, przedstawiając skomplikowane kwestie w sposób, który trafia do wszystkich. Recenzowana książka jest napisana bardzo żywym językiem, nie epatuje naukowymi sformułowaniami, dlatego jestem pewien, że zrozumie ją praktycznie każdy. Dodam, że jest naprawdę wciągająca. Ktoś po przeczytaniu mógłby zauważyć: no chwila, książka niby traktuje o czarnych dziurach, a opowieść o nich w zasadzie zaczyna się w połowie. Ano właśnie – dlatego tak mi się spodobała. Nim zajmiemy się naprawdę trudnym tematem, warto się przygotować. Nikt nie gra koncertu fortepianowego Czajkowskiego, nie przećwiczywszy nut, gam, akordów i pasaży. Autorka bardzo sensownie zaczyna właśnie od astrofizycznych nut i gam. W pierwszych rozdziałach opisuje szczegółowo i bardzo interesująco tematy czysto fizyczne – jak się bada widma światła, na czym polega wszechobecna w analizach astrofizyków spektroskopia. Sporo dowiemy się np. o pracach Josepha Fraunhofera, wybitnego fizyka i astronoma z XIX w., wynalazcy spektroskopu i pierwszego człowieka, który badał widma gwiazd. Jego nazwisko uwieczniono w liniach absorpcyjnych znanych dziś jako linie Fraunhofera. Są to swoiste kosmiczne odciski palców, ujawniające pierwiastki obecne w dalekich obiektach. I tu można się uśmiechnąć, wspominając wielkiego francuskiego filozofa, Augusta Comte’a, który dokładnie w tym samym czasie pisał, że możemy podziwiać gwiazdy, ale nigdy nie poznamy ich składu chemicznego ani struktury. No cóż, są rzeczy na niebie i Ziemi, o których się filozofom nie śniło, parafrazując nieco to, co pisał 200 lat wcześniej Szekspir w „Hamlecie”. Po opisie podstaw autorka w skrócie opowiada o tym, jak jest badane niebo i jak astronomowie, a szczególnie astrofizycy, zbierają dane, które potem wykorzystują do tworzenia i późniejszej weryfikacji modeli zjawisk kosmicznych. Są to trudne tematy, ale tutaj wszystko jest przedstawione bardzo klarownie, często z humorem, bez wchodzenia w niepotrzebne szczegóły. Mając już dość solidne podstawy fizyczne, można się wreszcie zanurzyć w tajemniczy świat czarnych dziur. Tu autorka porusza się dokładnie w swojej tematyce. Przedstawia koncepcję czarnych dziur – od rozważań czysto teoretycznych do współczesnych badań astrofizycznych, w których dr Becky bierze udział. Prostuje niektóre mity o czarnych dziurach, uparcie krążące w mediach. Bardzo ciekawie opisuje wymykające się ludzkiej wyobraźni supermasywne czarne dziury – mają one masy nawet milionów (a być może miliardów) naszych Słońc, ale ich gęstość jest mniejsza niż gęstość wody(!). Bardzo obrazowo opowiada o tym, co by się stało, gdyby człowiek znalazł się w pobliżu czarnej dziury (słynna spaghettizacja). Opisuje też kosmiczne efekty zderzeń czarnych dziur, które skutkują powstawaniem fal grawitacyjnych. Ich istnienie przewidywał już Einstein, ale zostały odkryte doświadczalnie dopiero w XXI wieku. Niesamowicie ciekawe tematy przedstawione w bardzo przystępny sposób. Dla porządku chciałbym tylko zwrócić uwagę na drobne nieścisłości, które napotkałem w tekście. „Te ciemne nazywa się liniami metali, ponieważ astronomowie klasyfikują każdy pierwiastek cięższy od wodoru jako „metal”, ku wielkiemu rozgoryczeniu chemików”. No nie, oprócz wodoru hel też jest w astronomii niemetalem. Podpis pod diagramem Hertzsprunga-Russela: „Gwiazdy ciągu głównego – czyli te, w których zachodzi synteza wodoru”. Nieco dziwnie to brzmi, ponieważ chodzi o syntezę jąder helu z wodoru, a nie syntezę wodoru. Mówimy przecież np. o syntezie amoniaku z wodoru i azotu – syntetyzujemy produkt, a nie substrat. „Promieniowanie alfa składa się z cząstek o ładunku dwukrotnie większym niż ładunek atomu wodoru”. Nieprecyzyjne, ponieważ atom wodoru jest elektrycznie obojętny, ładunek ma jądro wodoru, czyli proton. „Po pozostawieniu na kliszy fotograficznej dwóch monet spostrzegł, że pojawiły się na niej dwa ciemne okręgi”. Wydaje się, że raczej chodzi o koła – okrąg to tylko brzeg koła. „Znając prędkość światła, można obliczyć odległość, jaką przebył laser w obie strony”. Laser się nie porusza, tu chodzi o promień światła lasera. Podkreślam, że to tylko kilka drobiazgów. Książka jest przełożona naprawdę doskonale (tłumaczka: Amata Jo Papaj), a trzeba pamiętać, że tematyka ta nie należy do najłatwiejszych. I jeszcze taka uwaga na marginesie. W wielu miejscach znajdziemy odniesienia autorki do Taylor Swift, bardzo popularnej piosenkarki młodego pokolenia. Od razu przyznam – kompletnie nie znam jej twórczości, jestem o kilka dekad starszy. Gdyby były jakieś cytaty z Leonarda Cohena, Beatlesów czy Procol Harum, pewnie bym je od razu wyłapał. No cóż… Ale są też cytaty z genialnych książek Douglasa Adamsa, którego uwielbiam. W sumie dość naturalnie brzmią one w tekście astrofizyczki. Któż tak doskonale jak Adams opisywał wielkość Kosmosu? Reasumując: książkę mogę z czystym sumieniem polecić każdemu, szczególnie miłośnikom astronomii. Po lekturze zupełnie inaczej spojrzą na niezwykłe zjawisko, jakim są czarne dziury.
portal popularnonaukowy Dworniczak Mirosław