Recenzje
Frenemy. Przyjaciel czy wróg?
☆"Frenemy. Przyjaciel czy wróg?" - Lauren Price☆ "-Dlaczego miałabyś chcieć mi pomagać? -Bo się przyjaźnimy - mówię, tym razem już pewniejszym głosem. Chase odwraca się w stronę szafek po przeciwnej stronie korytarza. Wypuszczam powoli powietrze, żeby uspokoić walące serce. -Posłuchaj...Eee... Wiem, że nie mam pojęcia co się z tobą dzieje, ale widzę, że cierpisz. Chcę tylko pomóc." Lekka, słodka i interesująca to przymiotniki, którymi mogę określić tą książkę. Bardzo przyjemnie mi się ją czytało i była miłą odskocznią od książek o innej tematyce. Erika ma jeden cel:dostać się na Stanford. Żeby jej się to udało musiałaby bardziej wyróżniać się na tle szkoły. Z pomocą przychodzi jej dyrektorka która chce żeby pomogła jej znaleźć dowody potrzebne na wyrzucenie Chase'a. Główna bohaterka stoi na przepaści: z jednej strony ma szansę dostać się na wymarzone studia i zadowolić rodziców, z drugiej wyrzuciłaby ucznia, który nie jest wcale taki zły. Jak postąpi główna bohaterka? Historia tej dwójki bardzo mi przypadła do gustu, motywy found family czy strangers to lovers zdecydowanie urozmaiciły książkę. Na początku jest nudna, ale nie zniechęcajcie się: warto poczekać na rozwój akcji. Chase to jest tak delikatna i ciekawa osoba, nawet nie wiecie jak bardzo mi się go żal robiło. Tak samo z Erika, która musiała dorównywac siostrze na każdym kroku. Żadnych błędów gramatycznych, składniowych i nie spójnej fabuły nie zauważyłam. Ocena:⭐️⭐️⭐️⭐️/5
I will wait for you
"Dopiero kiedy coś tracimy, dociera do nas, jak ważne to dla nas było". Miłość czy zemsta? O to jest pytanie, na które znajdziemy odpowiedź czytając tę książkę. Angelina wychowuje się pod czujnym okiem dwóch braci. To oni są jej światem, jej przystanią w trakcie sztormu. Wszystko się zmienia gdy na jej drodze pojawia się Xavier - tajemniczy, pociągający, skrywający tajemnice mężczyzna. Gdy dowiaduje, się że Angelina jest siostrą jego wroga, to wszystko się komplikuje. Jest rozdarty między miłością, a zemstą. Główna bohaterka mimo iż dochodzi trzydziestki jest oczkiem w głowie swoich braci, którzy powinni dać jej wolną rękę. Powinni pozwolić jej się usamodzielnić. Trzymana pod kloszem, jest jak dziecko we mgle. Do czasu aż pojawia się Xavier, który coś porusza w jej sercu, przełamuje jej barierę, popycha ją do samodzielności. Ta dwójka krąży wokoło siebie. Tajemnice, które wychodzą na wierzch wszystko niszczą. Czy będą umieli to naprawić? Ta historia może wydawać się banalna, prosta jednak nic bardziej mylnego. To historia o miłości, która może pokonać wszystko. Relacja głównych bohaterów jest pełna napięcia i pikanterii. Jeśli lubicie historie, które rodzą się w cieniu dawnych urazów, a lojalność zostaje wystawiona na ogromną próbę, to ta pozycja jest jak najbardziej dla was. Nie zabraknie tajemnicy, gorącego romansu, namiętności, nienawiści oraz przebaczenia. Czy trzyma w napięciu? Niekoniecznie. Jednak polecam tę powieść gdyż przekonacie się sami, że serce nie sługa, nawet gdy wybór wydaje się najgorszym z możliwych.
Król Umbry. Przeklęte królestwo Vinculi #1
Jeśli masz do wyboru książkę, która zbiera same pozytywne opinie i taką, która zbiera różne to jaką byś wybrał/-ła? Ja niemal zawsze idę tam gdzie opinie są podzielone, bo lubię wtrącić swoje trzy grosze. Miałam nadzieję, że moja intuicja się nie myli, i żebym nie żałowała, że nie poszłam za tłumem. Nie żałuję! Co więcej jestem lekturą oczarowana, bo to takie fantasy jakie bardzo lubię, i obiecuję że już nigdy nie zwątpię w to, żeby czytać je dalej. Rory widziała kolory duszy, była seryjną morderczynią, była też świadkiem śmierci siostry, co odcisnęło na niej piętno. Dziewczyna miała cel znaleźć zabójców siostry, a przy tym pozbywała się najczarniejszych dusz, które natykała na swojej drodze. W końcu jednak coś poszło nie tak i Rory trafiła pod sąd, a później została zesłana do wiezienia w królestwie Vinculi, choć została wysłana tam za karę, nie miała pojęcia, że w przeklętym królestwie nie tylko znajdzie odpowiedzi, ale i odnajdzie własne przeznaczenie. Owiany złą sławą Król Umbry również nie spodziewał się, że nowo zesłana tak bardzo namiesza w jego życiu, i że Aurora Raven może być jego największą przeszkodą w drodze co zemsty, ale czy na pewno? Tak, tak, tak i jeszcze raz tak. To było to co ja bardzo lubię w fantastyce, był magiczny świat, który ma w sobie coś i z naszej realności. Była zbrodnia i kara. Były tajemnice i droga do prawdy. Była magia, emocje, pozytywne i negatywne uczucia. Była miłość i zemsta. Pojawiła się tematyka przeznaczenia, więzi partnerskiej, widmo zarówno happy i sad endu. Oczywiście pojawia się gorący i dosyć intensywny romans, w którym ktoś postanowił bardzo namieszać, czym mocno podniósł mi ciśnienie. No i oczywiście było zło, a raczej widmo zła i tego konkretnego złola, który choć coś namieszał to się nie pojawił, i pojawi się z pewnością w kontynuacji. Czego mogłabym chcieć więcej? Na pewno nie chciałam cliffhangera, który sprawił, że kontynuacji potrzebuję na wczoraj. Według mnie to była świetne romantasy. Złożone, trochę tajemnicze, choć i nieco oparte na szablonach. Cała powieść jest przepełniona magią, uczuciami, wątpliwościami, niewiadomymi, jak również napięciem. To wszytko opisane jest w bardzo przyjemnym, obrazowym i cudownym stylu, który naprawdę pozwala puścić wodzę wyobraźni, która klaruje nam ten świat, tych bohaterów, całą tą historię, która w moim umyśle płynęła niczym film. Ta historia totalnie mnie oczarowała, czytanie było dla mnie czystą przyjemnością i naprawdę nie chciałam jej kończyć, nie chciałam opuszczać tego magicznego świata, który mnie wciągał, przyzywał, i który zaczął mi wchodzić pod skórę. Mam wrażenie, że to książka napisana specjalnie dla mnie, bo znalazłam tu niemal wszytko to co uwielbiam w fantastyce. Wiedziałam, że to pierwszy tom, wiedziałam, że koniec może mnie zostawić z mieszaniną uczuć, a zostawił mnie dosłownie w strzępach, które rozwiewa huragan myśli. Bardzo mi się podobało, to taki rodzaj fantasy, który mam mocno zakorzeniony w sercu, który zostaje ze mną na dłużej, może i na zawsze. No ja uwielbiam, jestem pod wrażeniem i z niecierpliwością będę wypatrywać kolejnego tomu.
Muza rockmana
Sława, choroba, tajemnice, śmierć, tęsknota oraz miłość, dla której różnica wieku nie ma znaczenia. Właśnie to znajdziecie w książce „Muza rockmana” oraz mnóstwo emocji, zabawne momenty i wzruszające chwile. Emily Applewood — młoda kobieta poszukująca swojej ścieżki zawodowej. Przypadkowo udaje jej się dostać pracę asystentki podczas trasy koncertowej jednego ze znanych zespołów. Jednak jej obecność na pustyni wcale nie była przypadkowa. Dziewczyna mimo młodego wieku doświadczyła ogromnej straty, jak i traumy, co wpłynęło na jej psychikę i postrzeganie siebie. Emily wiele razy była dla siebie zbyt surowa i nie pozwalał sobie w pełni cieszyć się życiem, na szczęście na swojej drodze spotkała mężczyznę, który pomógł jej uporać się ze stratą przyjaciela. Tristan Daltrey — wokalista zespołu Delirious Jones, przystojny, wytatuowany z charakterystycznym zachrypniętym głosem. Jako muzyk ma rzeszę fanek, które nie tylko kochają jego muzykę, ale również jego samego. On również kocha to, co robi, ale ciągłe koncerty i interakcje z fanami bywają męczące. Mężczyzna tęskni za normalnym życiem, w którym mógłby na chwilę odpocząć od tego wszystkiego i poczuć się jak zwykły człowiek, a nie popularna gwiazda rocka. Od początku polubiłam Tristana za to, że był sobą, nie udawał, nie robił niczego tylko dla pieniędzy. Widać było, jak cierpi przez swoje problemy zdrowotne, może nie tak fizycznie, jak psychicznie. Podobały mi się wycieczki Emily do apteki i zabawne pomysły Tristana związane z tymi wyprawami. Ich wspólne chwile były przepełnione rozmowami i poznawaniem siebie. Chociaż dzieliła ich spora różnica wieku, to od początku czuć było między nimi chemię. Bardzo ciekawa, a zarazem wzruszająca były ta część książki, w której Tristan próbowała lepiej poznać Jacoba. Jego spotkanie z rodzicami chłopaka, a także odwiedzanie miejsc, które lubił, to sprawiło, że jeszcze bardziej polubiłam głównego bohatera. „Muza rockmana” idealnie trafiła w mój gust, dawno nie czytałam książek z wątkiem muzycznym, a bardzo je lubię. Czytając, przypomniałam sobie o mojej ulubionej serii „Bezmyślna” od S.C. Stephens, którą czytałam już dwa razy i chętnie przeczytałabym ją trzeci. Spośród książek Penelope Ward ta plasuje się u mnie na drugim miejscu wśród moich ulubionych. Pierwsze miejsce należy do „Zadanie: nie zakochać się!”. „Muza rockmana” to naprawdę świetna książka, do której na pewno jeszcze kiedyś wrócę, a Wam polecam się z nią zapoznać.
Przebudzona potęga podświadomości. Sztuka afirmacji i techniki zmiany
Wszyscy to znamy. Ten moment, w którym stoisz przed lustrem i z desperacją godną lepszej sprawy recytujesz: „Jestem magnesem na pieniądze”, podczas gdy w portfelu jedynym magnesem jest kurz, a jedyne, co faktycznie przyciągasz, to kolejne wezwania do zapłaty. Brzmi znajomo? Jeśli tak, to witaj w klubie „duchowych turystów”, którzy uwierzyli, że samo klepanie regułek zmieni ich rzeczywistość. Spoiler jest brutalny: nie zmieni. I właśnie o tym, dlaczego tak się dzieje oraz jak to skutecznie naprawić, pisze Joseph Murphy w swojej - już kultowej, ale wciąż zaskakująco świeżej - pozycji „Przebudzona potęga podświadomości. Sztuka afirmacji i techniki zmiany”. Zanim jednak przejdziemy do konkretów, warto ustalić jedno ważne założenie. Jeśli szukasz magicznej różdżki, która zwolni Cię z obowiązku działania, to odłóż tę książkę na półkę i wróć do oglądania filmików z kotami. Murphy nie jest dystrybutorem darmowych biletów do sukcesu. To raczej inżynier umysłu, który pokazuje, że jeśli chcemy realnych zmian, musimy ruszyć tyłek, wspierając się przy tym działaniem Wszechświata, zamiast z nim nieustannie walczyć. Głównym problemem, z którym rozprawia się Murphy, jest nasza ludzka skłonność do bezmyślności. Większość osób traktuje afirmacje jak magiczne zaklęcia rodem z powieści fantasy, omijając analityczne podejście na rzecz wiary, że słowa same w sobie mają sprawczą moc. To błąd poznawczy. Murphy tłumaczy to w sposób wręcz techniczny: podświadomość nie słucha słów, nie rozumie gramatyki ani logiki. Ona reaguje wyłącznie na najgłębsze przekonania i to, co faktycznie zostaje zaakceptowane jako prawda. Jeśli afirmujesz bogactwo, a wewnątrz czujesz jedynie lęk przed brakiem, podświadomość dostaje jasny komunikat o Twoim strachu. I co robi? Realizuje go z precyzją szwajcarskiego zegarka, bo to on stanowi dominującą myśl. Ta książka uczy, jak przejść od mechanicznego recytowania do stanu „impresji”, czyli świadomego programowania umysłu tak, by nowa informacja została przyjęta jako fakt, a nie jako pobożne życzenie rzucone w próżnię. Autor w „Przebudzonej potędze podświadomości” nie tylko teoretyzuje, ale przede wszystkim dostarcza konkretne techniki, które zmieniają zasady gry. Najcenniejszym elementem tej pozycji jest jasne rozróżnienie między afirmacją „ustną” a „mentalną akceptacją”. Dowaidujemy się, by zamiast walczyć z logicznym umysłem, który zawsze wytknie Ci kłamstwo, stosować techniki wyciszenia. Najlepsze momenty na tę robotę? Tuż przed zaśnięciem i zaraz po przebudzeniu. To wtedy, gdy bariera między świadomością a podświadomością jest najcieńsza, można wprowadzić do systemu to, co ma zostać zamanifestowane, skutecznie omijając wewnętrznego cenzora. Murphy podkreśla jednak, że zmiana spojrzenia na afirmację wymaga całkowitego porzucenia desperacji. Desperacja to najgłośniejszy sygnał braku, jaki można wysłać w eter. Sztuka afirmacji polega na wejściu w stan psychologicznej gotowości na to, o co prosimy, zanim pojawi się to w świecie fizycznym. To nie magia, to czyste nastawienie poznawcze, które oddziela ludzi skutecznych od wiecznych marzycieli. Trzeba sobie jednak jasno powiedzieć, że „Przebudzona potęga podświadomości” to nie jest podręcznik dla leni, którzy chcą przeczekać życie na kanapie. To fundament pod sprawne i celowe działanie. Kiedy podświadomość zostaje odpowiednio „nastrojona” na konkretny cel, codzienne kroki stają się lżejsze i bardziej zdecydowane. Przeszkody przestają zasłaniać horyzont, a pojawiają się okazje, które wcześniej były niewidoczne. To jest właśnie to słynne wsparcie Wszechświata, które w rzeczywistości okazuje się fenomenalną współpracą skupienia z rzeczywistością. Sukcesy nie spadają z nieba prosto w ręce. Chodzi o to, że dzięki lekturze Murphy’ego nagle wpada się na genialny pomysł, spotyka odpowiednią osobę w najmniej oczekiwanym momencie albo po prostu znajduje się odwagę, by zrobić coś, co wcześniej budziło paraliżujący strach. Współpraca z potęgą podświadomości to optymalizacja wewnętrznego oprogramowania. Jeśli działanie znajduje oparcie w najgłębszych przekonaniach, stajesz się nie do zatrzymania. Jeśli natomiast idzie ono „pod górkę”, walcząc z wewnętrznym sabotażystą, nawet najcięższa praca nie przyniesie efektów, bo podświadomość zawsze podetnie Ci skrzydła. Dlaczego ta książka wyróżnia się na tle setek poradników o pozytywnym myśleniu? Przede wszystkim ze względu na głębię psychologiczną i pragmatyzm. Murphy łączy subtelną intuicję z bardzo konkretnym, zachodnim podejściem do sukcesu. Nie boi się pisać o sile wyższej, ale robi to w sposób akceptowalny również dla osób o racjonalnym, naukowym podejściu do życia - definiując ową siłę jako nieskończoną inteligencję drzemiącą w każdym człowieku. Książka uczy również bezcennej cierpliwości. Zmiana paradygmatu w podświadomości nie dzieje się w pięć minut po przeczytaniu pierwszego rozdziału. To proces usuwania starych, toksycznych chwastów, które rosły przez lata, i mozolnego sadzenia nowej roślinności. Murphy daje do tej ogrodniczej roboty najlepsze możliwe narzędzia. Pokazuje, jak radzić sobie z nieuniknionymi nawrotami negatywnego myślenia i jak budować mentalną odporność, pozwalającą przetrwać trudniejsze chwile bez porzucania obranej ścieżki. Lektura tej książki działa jak lodowaty prysznic. Uświadamia z całą mocą, jak ważne jest zachowanie trzeźwości umysłu przy jednoczesnym korzystaniu z narzędzi, o których tak cierpliwie pisze autor. Murphy ma rację - bez zmiany zapisu na twardym dysku umysłu, zmiana monitora (czyli otoczenia, nowej pracy czy partnera) kompletnie nic nie da. Program i tak będzie generował te same błędy, tyle że w nieco innej scenografii. Ta książka to przede wszystkim zaproszenie do wzięcia pełnej, niepodzielnej odpowiedzialności za własne życie. To definitywny koniec zwalania winy na pecha czy niekorzystny układ gwiazd. Jeśli podświadomość zostanie w końcu przebudzona, stajesz się kapitanem swojego statku, a z takim wsparciem, jakie oferuje technika właściwej, głębokiej afirmacji, żaden życiowy sztorm nie jest już w stanie Cię zatopić. „Przebudzona potęga podświadomości” to absolutny must-read dla każdego, kto czuje, że utknął w martwym punkcie. To książka dla osób, które chcą w końcu zrozumieć, że realna zmiana zawsze zaczyna się od wewnątrz, ale manifestuje się poprzez konkretne, pewne i odważne działanie w świecie zewnętrznym. To sztuka wyważenia między aktywnym „robić” a ufnym „pozwolić się dziać”. Warto zmienić swoje spojrzenie na afirmacje. Przestać je bezmyślnie klepać jak mantrę, której się nie rozumie - zacząć je całą sobą pojmować. Programowanie umysłu powinno odbywać się z taką samą precyzją, z jaką planuje się dalekie wakacje czy miesięczny budżet domowy. Wszechświat tylko czeka, aż nadany zostanie mu odpowiedni kierunek i przestaną do niego docierać sprzeczne sygnały. A Murphy? On po prostu daje do ręki mapę i kompas, które działają od dekad. Reszta drogi zależy już tylko od determinacji i tego, czy faktycznie chcesz się obudzić, czy wolisz dalej śnić o potędze, nic w swoim podejściu nie zmieniając. Należy pamiętać, że podświadomość nie bierze urlopu - pracuje 24 godziny na dobę. Pytanie tylko, czy pracuje dla Ciebie, czy przeciwko Tobie. Murphy pokazuje, jak przeciągnąć ją na swoją stronę raz a dobrze, bez zbędnej mistyki, za to z ogromną skutecznością.