Recenzje
Echo zapomnienia
Recenzja: Po zakończeniu pierwszego tomu wiedziałam, że z ogromną chęcią sięgnę po kontynuację. Motyw aniołów i urban fantasy od zawsze zajmuje szczególne miejsce wśród moich ulubionych gatunków. To historia, która na długo pozostaje w pamięci. Autorka po raz kolejny stworzyła świat pełen tajemnic, emocji i nieprzewidywalnych wydarzeń, dzięki czemu od pierwszych stron byłam całkowicie pochłonięta fabułą. Każdy kolejny rozdział przynosił nowe pytania, a rozwiązanie głównej zagadki śledziłam z ogromnym zaciekawieniem. . Paranormalny romans, anioły funkcjonujące wśród ludzi oraz liczne zwroty akcji tworzą mieszankę, od której trudno się oderwać. Powrót do znanych bohaterów okazał się prawdziwą przyjemnością, a kolejne komplikacje sprawiały, że napięcie ani na moment nie opadało. Gdy wydawało się, że sytuacja zaczyna się uspokajać, autorka ponownie zaskakiwała i całkowicie zmieniała bieg wydarzeń. . Duży plus to też relacje między bohaterami. Są pełne emocji, autentyczne i rozwijają się w bardzo naturalny sposób. Szczególnie przypadły mi do gustu wątki romantyczne, które idealnie dopełniają całą historię. Jednocześnie każda z postaci skrywa własne sekrety, a ich stopniowe odkrywanie sprawia, że fabuła staje się jeszcze bardziej intrygująca. Emily, Nathaniel i Samael nieraz potrafią zaskoczyć swoimi decyzjami i skutecznie namieszać czytelnikowi w głowie. [#book #books #bookstan #bookclub #booklover bookblogger bookphoto bookreader read reading książkoholik ksiazkoholikczka książki ksiazkara czytajpolsko czytajmypopolsku ]
Fever Dream (Emerald Lake #1)
Emmett Bush zawodowy jeździec rodeo specjalizujący się w ujeżdżaniu byków. W świecie sportu uchodzi za aroganckiego playboya i skandalistę, jednak jego publiczny wizerunek jest w dużej mierze wykreowany. Pod przykrywką podrywacza kobiet kryje się wrażliwy mężczyzna, gotowy zrobić wszystko, aby uratować ukochane ranczo dziadków przed ruiną. Potrzebuje ono ogromnych pieniędzy, aby przetrwać, więc kiedy Emmet otrzymuje propozycję wystąpienia jako główny bohater reality show randkowego Ranczo Romans, traktuje ją wyłącznie jako sposób na zdobycie wynagrodzenia. Kilkanaście kobiet rywalizuje o względy Emmetta, kamery śledzą każdy jego ruch, a producenci robią wszystko, by wywoływać konflikty i podkręcać emocje. Za kulisami programu pracuje Julia Silva, siostra Theo Silvy, jednego z największych sportowych rywali Emmetta. To sprawia, że ich relacja od samego początku wydaje się zakazana. Emmett wie, że zbliżenie się do Julii mogłoby wywołać konflikt nie tylko z produkcją programu, ale również z jej rodziną. Mimo początkowej niechęci, w miarę upływu czasu, oboje zbliżają się do siebie i wbrew zdrowemu rozsądkowi zaczynają przekraczać granicę, której nie powinno, zbliżając się tym samym do nieuchronnej katastrofy. Czy Emmet, który coraz częściej czuje się wykorzystywany jako produkt medialny, zaryzykuje przyszłość rodzinnego rancza, i pójdzie za głosem serca? Czy Julia, która zacznie rozumieć, że dalsza praca przy produkcji oznacza ciągłe godzenie się na nieetyczne działania wybierze karierę czy własne wartości? „Fever Dream” to historia, której akcja rozgrywa się w malowniczej okolicy Emerald Lake w Kanadzie, gdzie życie mieszkańców od pokoleń związane jest z ranczami, rodeo i hodowlą bydła. Autorka umiejętnie łączy klimat kowbojskiego romansu z klimatem małego miasteczka i rodzinnego rancza z satyrą na świat reality show. Widzimy prawdziwe oblicze telewizji typu reality. Producenci manipulują uczestnikami, wycinają wypowiedzi z kontekstu, prowokują konflikty i kreują bohaterów według wcześniej ustalonego scenariusza. Elsie Silver porusza także temat molestowania i nadużyć w miejscu pracy, pokazując kulisy branży telewizyjnej w realistyczny sposób. To co zasługuje na uwagę, to relacje rodzinne, jakie panują na ranczu Brandtów, które w powieści staje się miejsce, gdzie Emmet zawsze może być sobą i może liczyć na wsparcie rodziny. Dialogi dziadków oraz jego rodzeństwa wprowadzają wiele humoru, ciepła i wzruszeń. To właśnie dzięki nim bohater stopniowo uczy się, że nie musi wszystkiego dźwigać sam. Wisienką na torcie jest świetnie rozpisany wątek slow burn. Zamiast natychmiastowej fascynacji dostajemy stopniowo budowane zaufanie, skradzione spojrzenia, ukradkowe spotkania i świadomość, że każda kolejna chwila razem może zniszczyć wszystko, o co bohaterowie walczą. To również historia o rodzinie. O odpowiedzialności za bliskich, o walce o rodzinne dziedzictwo i o tym, że czasami największą odwagą jest pozwolić sobie być szczęśliwym.
SET LIFE
Czy można od razu wiedzieć komu ufać, a komu nie? Emily Jones wyjeżdża na wymarzone studia w Cambridge. Nie wie jeszcze, że ten kierunek przyniesie jej więcej cierpienia i strachu niż satysfakcji. Poznaje tam również Nigela Hyde’a, który początkowo jeszcze bardziej będzie jej uprzykrzał życie w nowym miejscu. Co się stanie, że ci dwoje się dogadają? To historia, która nie skupia się tylko na relacji Emily i Nigela, ale też przerażająco ukazuje, że nigdy nie wiemy co dzieje się w głowach innych osób. Nie każdy musi mieć dobre intencje wobec nas. Wątek stalkerski podobał mi się najbardziej i trochę nawet uratował tę książkę, bo nie wiem czy bez niego byłaby równie ciekawa. Jest to powieść, która na początku, jak się dowiedziałam, pojawiła się na Wattpadzie. Trochę można to wyczuć, ale totalnie nie można jej oceniać przez pryzmat tego. Historia jest bardzo dobrze napisana, wciąga i czasem też dziwi zwrotami akcji czytelnika i taka właśnie powinna być książka. Wywoływać wiele emocji i sprawiać, że nie można się od niej oderwać. Ten tom to tak naprawdę wprowadzenie do nowego świata Emily, bo coś mi się wydaje, że jej historia dopiero się zaczyna. Działo się tu sporo, ale ich relacja idzie własnym tempem, co mi się podoba, bo uczą się siebie i mam wrażenie, że też przez to jako czytelnicy kibicujemy im mocniej i głośniej. Jest to mieszanka slow burn’u i enemies to lovers, więc tropów, które czytelnicy uwielbiają najbardziej! Bohaterowie są świetnie wykreowani, więc jednych kochamy całym sercem, a innych tym samym sercem nienawidzimy. Potyczki słowne między Emily i Nigelem to były chyba moje ulubione momenty. Niektóre dialogi mogłyby być trochę lepiej napisane, ale sam styl pisania autorki bardzo mi się spodobał, a książkę skończyłam bardzo szybko. Z niecierpliwością czekam na kolejną część, bo niesamowicie wciągnęła mnie ta historia! ⭐️⭐️⭐️⭐️/5
Suma wszystkich strat. Jak ukształtowało cię dzieciństwo
„Suma wszystkich strat” to książka z pogranicza psychologii i rozwoju osobistego, która próbuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego jako dorośli reagujemy w określony sposób i skąd biorą się nasze zachowania. Autorka pokazuje, że to, co często nazywamy „charakterem”, w dużej mierze jest zbiorem strategii przetrwania wykształconych w dzieciństwie. Nie chodzi więc o szukanie winnych czy rozpamiętywanie przeszłości, ale o lepsze zrozumienie siebie i swoich reakcji. Najważniejszym motywem książki jest koncepcja stylów charakteru, które powstają jako odpowiedź na niezaspokojone potrzeby emocjonalne w dzieciństwie styl myśliciela, styl tęsknoty, styl fuzji, styl lustra, styl oddania, styl ekspresji, styl kontroli. Każdy z nich opisany jest osobno - od tego, jak powstaje, przez charakterystyczne zachowania, mocne strony i trudności, aż po wskazówki dotyczące rozwoju i integracji tych cech. Styl pisania Anny Paluszak jest prosty, spokojny i bardzo przyjemny, Mimo że porusza zagadnienia psychologiczne, unika nadmiernie naukowego języka. Każdy rozdział ma podobny układ, dzięki czemu łatwo odnaleźć interesujące informacje i wracać do wybranych fragmentów. Dużym plusem jest to, że autorka nie stawia diagnoz ani nie ocenia czytelnika. Zamiast tego zachęca do obserwowania własnych schematów i zadawania sobie pytań. To bardziej książka do refleksji niż poradnik obiecujący szybkie rozwiązania. Niesie ze sobą bardzo dużo cennych lekcji! Polecam!🥰💗 #books #book #bookstagram
Cyfrowa dharma. Jak AI może podnieść poziom inteligencji duchowej i poczucia osobistego dobrostanu
Zaskakujące spojrzenie na sztuczną inteligencję. Do tej pory traktowałem AI głównie jako narzędzie związane z pracą zawodową, biznesem, pisaniem, analizą albo usprawnianiem codziennych obowiązków. Tymczasem książki takie jak ta pokazują, że można na sztuczną inteligencję spojrzeć dużo szerzej. Nie tylko jak na techniczne wsparcie, ale także jak na coś, co może pomagać w rozwoju osobistym, w porządkowaniu własnych myśli, budowaniu więzi, wzmacnianiu kreatywności i lepszym rozumieniu samego siebie. Autor pokazuje, że AI nie musi być wyłącznie kolejnym narzędziem do szybszego wykonywania zadań. Może stać się czymś w rodzaju lustra, w którym człowiek zaczyna przyglądać się własnym pytaniom, pragnieniom, lękom i sposobom myślenia. To dla mnie bardzo ciekawe, bo zwykle dyskusja o sztucznej inteligencji krąży wokół produktywności, zagrożeń, rynku pracy, edukacji albo technologii. Tutaj punkt ciężkości przesunięty jest gdzie indziej — na człowieka i jego wewnętrzny rozwój. Oczywiście autor nie udaje, że nie ma żadnych ryzyk. Wielu naukowców, filozofów i ekspertów słusznie zwraca uwagę na niebezpieczeństwa związane z AI. Te obawy są często bardzo uzasadnione. Sztuczna inteligencja może wzmacniać manipulację, powierzchowność, zależność od algorytmów czy intelektualne lenistwo. Ale jednocześnie autor przekonuje, że w życiu prywatnym można próbować korzystać z tych narzędzi mądrze, świadomie i twórczo. Nie po to, by zastąpiły nasze myślenie, ale żeby je pobudzały. Nie po to, by przeżyły życie za nas, ale żeby pomogły nam lepiej je zrozumieć. Bardzo spodobało mi się zestawienie sztucznej inteligencji z różnymi tradycjami duchowymi naszej cywilizacji. Autor wychodzi z założenia, że AI nie jest naprawdę ani samodzielnie inteligentna, ani świadoma w ludzkim sensie. Nie ma duszy, przeżyć, sumienia ani własnej drogi duchowej. Ma jednak niezwykłą zdolność do tego, by pomagać człowiekowi stawać się bardziej świadomym, uważnym i refleksyjnym. Może zadawać pytania, porządkować myśli, inspirować do namysłu, a czasem pokazać coś, czego sami wcześniej nie dostrzegaliśmy. W tym sensie książka bardzo ciekawie wykorzystuje pojęcie dharmy. Nie chodzi tu o modne duchowe hasło, ale raczej o próbę pokazania, że człowiek może szukać swojej drogi także przy pomocy nowych narzędzi. Autor zachęca, by używać AI, na przykład Gemini czy ChatGPT, nie tylko do pracy, lecz także do autorefleksji, planowania rozwoju, badania własnych przekonań, zadawania sobie trudnych pytań i poszerzania wyobraźni. To podejście jest mi bliskie, bo pokazuje technologię nie jako przeciwnika człowieka, ale jako narzędzie, które może służyć czemuś dobremu, jeśli tylko korzystamy z niego z odpowiednią intencją. Książka zachęca też do tego, żeby nie trzymać się kurczowo starego, znanego sposobu życia tylko dlatego, że jest oswojony. Nowe narzędzia często budzą dyskomfort, bo zmuszają nas do zmiany przyzwyczajeń. A zmiana prawie zawsze wymaga wysiłku. Autor dobrze rozumie, że rozwój nie polega na szybkim osiągnięciu efektu, ale na samym procesie. W pewnym sensie najważniejsza jest droga, codzienny wysiłek, gotowość uczenia się i otwartość na coś, co wykracza poza nasze dotychczasowe schematy. Najbardziej zostało ze mną przekonanie, że sztuczna inteligencja sama z siebie nie uczyni nas mądrzejszymi. Może jednak pomóc nam mądrzeć, jeśli będziemy jej używać świadomie. Może nie da nam gotowego szczęścia, ale może pomóc lepiej uporządkować życie. Może nie zastąpi duchowości, ale może stać się narzędziem wspierającym refleksję nad tym, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Dlatego ta książka była dla mnie zaskoczeniem. Spodziewałem się może kolejnej publikacji o technologii, a dostałem opowieść o człowieku, który w świecie cyfrowym nadal szuka sensu, mądrości i wewnętrznej harmonii. I właśnie za to ją cenię. Pokazuje, że AI nie musi być tylko narzędziem produktywności. Może być także zaproszeniem do głębszego życia, jeśli tylko potraktujemy ją nie jak wyrocznię, ale jak pomocnika w drodze.