1 2 3 ... 1435 > »

Masaż na co dzień

Krótkie zabiegi antystresowe i rozluźniające, małe sesje pobudzające i dodające energii, dłuższe zabiegi, masujące poszczególne fragmenty ciała.

Horn na trawersie. Opowieści nie tylko żeglarskie

Zawarta w górach przyjaźń Polki i Rumuna przeniosła się na morze. Na małym, drewnianym jachcie opłynęli razem przylądek Horn, uznawany za żeglarski Everest. Relacją z rejsu jest ta książka, chociaż jej treść wcale nie ogranicza się do żeglowania. To po prostu cudeńko, które powinien znać każdy miłośnik dobrej przygody. Autorka zdobyła Koronę Gór, opłynęła Horn, czym zadziwi nas jeszcze? Dodać muszę, iż książka pełna jest fachowej wiedzy żeglarskiej, podanej bardzo przystępnie. To lektura z gatunku "zarażających" pasją!
Gazeta Współczesna, ajs; 2018-06-22

Piekielna miłość

Witajcie Kochani!!

Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją książki, której premiery nie mogłam się do czekać z dwóch powodów. Pierwszy z nich jest taki, że jest to kontynuacja jednej z moich ulubionych serii, autorstwa królowej dramatów, czyli K. N. Haner. Natomiast drugi powód dotyczy tego, że właśnie w Piekielnej miłości po raz pierwszy pojawiła się moja rekomendacja, a jak wiadomo jest to ogromne wyróżnienie dla osoby, która prowadzi bloga o książkach. Aczkolwiek skupmy się jednak na książce, a nie rozpływajmy się nad moją rekomendacją, bo to nie ja dzisiaj jestem tutaj gwiazdą.

Pamiętam, jak dziś, że po Zakazanym układzie poczułam ogromny niedosyt, ponieważ wraz z zakończeniem pierwszego tomu serii Mafijna, pojawiło się w mojej głowie wiele pytań. Jedno z nich brzmiało mniej więcej tak: dlaczego K. N. Haner znowu mi to zrobiła? Ja przez tę kobietę popadnę w nerwicę, a moje włosy ucierpią, bo albo osiwieję albo ja je sobie wszystkie powyrywam. Przysięgam na wszystkie świętości, ja przez Kasię umrę. Zakazany układ, jak zwykle musiał zakończyć się mega dramatycznie. Ja wiem, że ta autorka jest królową dramatów, ale zastanawiam się czy Kasia nie zdaje sobie sprawy, jak takie zakończenia działają na czytelnika? Ja to akurat miałam przeogromnego kaca książkowego!!

Kolejne pytanie, które mi się nasunęło po zakończeniu Zakazanego układu brzmiało tak: Czy mogę zabić Aleksa już teraz?? Serio mój poziom irytacji w stosunku do tej postać przekroczył wszelkie możliwe granice, dosłownie miałam ochotę go zabić gołymi rękoma. I gdybym tak nie szanowała książek, to najprawdopodobniej ta znalazłaby się w ognisku.

Nawet nie wiecie, jaką ogromną radość poczułam, kiedy to od Kasi otrzymałam pdf z Piekielną miłością. Momentalnie wszystkie książki, jakie planowałam czytać w tamtym okrsie poszły w odstawkę. Nie sądziłam, że tak zatracę się w historii Marcusa i Nicole. Uzależniłam się od tej dwójki, jak od wszystkich istniejących narkotyków na tym świecie.

Uwaga moi kochani, jeżeli jeszcze nie czytaliście tej części serii Mafijna to ostrzegam Was, że to jest ten moment notki, gdzie zacznę troszkę spoilerować Piekielną miłość. Dlatego też sugeruję, abyście przewinęli stronę nieco niżej.

Ci, co czytali Zakazany układ to dobrze pamiętają, że Nicole po porodzie trafia do meksykańskiego domu publicznego (chciałam nazwać to dosadniej, ale wtedy ta notka musiałaby posiadać oznaczenie 18+). Nasza główna bohaterka nie wie, co się dzieje z jej nowo narodzonym dzieckiem i zdaje sobie sprawę, że po okresie połogu będzie musiała świadczyć usługi klientom piekła, w którym się znalazła. Na dodatek Nicole faszerują lekami, od których się uzależnia. Nie ma w tym momencie żadnego wsparcia i może liczyć wyłącznie na siebie. Jej perspektywy na wyrwanie się z tego szamba są minimalne!!

Za tym okrutnym losem, który spotykał Nicole odpowiedzialność ponosi tylko jedna osoba, o której już wcześniej wspominałam w tej notce. Oczywiście chodzi mi o Aleksandra. Ja rozumiem, że w świeci mafii nie ma zasad, no ale jakim trzeba być zwyrodnialcem i popaprańcem, aby odbierać dziecko matce?? No pytam się jakim???? A to wszystko dlatego, bo ta dwójka była najsłabszy punktem największego wroga Aleksandra, czyli Marcusa. SIC!!!

Skoro już przywołałam postać Marcusa, to co on w tym czasie robi? Otóż ten bohater przeczesuje Meksyk, aby odnaleźć swoją ukochaną i ich dziecko (tak wiem, że nie był on biologicznym ojcem, ale chciał nim być). Ten mafioso walczy również z ogromnym poczuciem winy, obwiniając się za całą tę sytuację. Kiedy już myśli, że odnalazł swoją ukochaną los płata mu figla i ona zmienia swoje miejsce pobytu.

I może na tym poprzestanę zdradzanie o czym jest Piekielna miłość, bo po co mam Wam odbierać przyjemność, którą i ja miałam kiedy czytałam tę książkę.

Jeżeli czytaliście moje poprzednie recenzje dotyczące książek K. N. Haner to zapewne zauważyliście, że nie jestem fanką damskich postaci wykreowanych przez tę autorkę. Nie wiem dlaczego tak jest, ale te bohaterki bardzo mnie irytują. Jak w Zakazany układzie jeszcze jakoś znosiłam postać Nicole, tak w Piekielnej miłości wkurza mnie ona na maksa. Jej zachowania według mnie są przesadzone, ja rozumiem, że pragnie odnaleźć swoje dziecko, ale w życiu bym nie robiła takich rzeczy jak ona. Według mnie zachowywała się, jak rozpieszczona gówniara, która jest niespełna rozumu.

Jedyną postacią kobiecą w tej książce, którą toleruje jest Swietłana. Ta kobieta to ma dopiero jaja. Może dlatego, że od dziecka żyła w świecie mafii. Uwielbiam ją za to, że wie czego chce i ma jakieś priorytety w życiu.

Natomiast, jeżeli chodzi o kreowanie postaci męskich przez Kasię, to zazwyczaj jest tak, że jestem w nich zakocha po uszy. Nie obchodzi mnie czy to jest czarny charakter czy też nie!!

Wszystkie zachowania i cechy charakteru są dopasowane idealnie do roli, którą mają odegrać w danej książce. Tak jest i w przypadku Marcusa, Diego i Aleksandra. Widać, że te trzy postacie są przemyślane od samego początku aż do ostatniej strony. Dlatego tak uwielbiam mężczyzn z książek K. N. Haner. I żebyście mnie nie posądzili, że mówię tak, bo mam waginę i jestem zazdrosna o kobiety pojawiające się w tych historiach!! Co to to nie 😋 Na całe szczęście nie tylko ja mam z nimi ogromny problem.

Tak już pisałam w swojej rekomendacji, czytając Piekielną miłość przeżyłam prawdziwy emocjonalny rollercoaster. Były momenty euforii, aby zaraz potem pojawił się smutek i niedowierzanie, bo nigdy niczego nie można przewidzieć, jeżeli chodzi o książki K. N. Haner. I może właśnie dlatego tak lubię styl tej autorki. Natomiast możecie być pewni jednego, że Piekielna miłość to najmroczniejsze dzieło Kasi, w którym przekonujemy się, że świat mafii jest brutalny i bezwzględny. Jeżeli szukacie ckliwej historyjki to nie znajdziecie tego w Piekielnej miłości.

Przypuszczam, że jak za jakiś czas, gdy powrócę do tej serii, to te książki wywołają u mnie tyle samo silnych emocji, które towarzyszyły mi, jak za pierwszym razem, kiedy czytałam tę historię. Kochani uważam, że każdy z Was powinien sam sobie wyrobić zdanie na temat tej książki i dlatego zachęcam Was do przeczytania jej. Możecie być pewni, że nie będzie narzekać na nudę czytając Piekielną miłość. Na koniec tej notki zacytuję moją kochaną katherine_the_bookworm, z której słowami zgadzam się w 100%: „Przygotujcie się na jeszcze więcej akcji, mnóstwo dramatycznych momentów oraz na ogromną dawkę emocji przez duże „E”.

W moim rankingu Piekielna miłość otrzymuje 6 gwiazdek, czyli oznacza to, że koniecznie musicie przeczytać tę książkę.
coffee-cup90.blogspot.com/, Coffee_cup90; 2018-05-30

Lick. Stage Dive

Witajcie Kochani!!

Dzisiaj na tapetę biorę książkę, której okładka krzyczała do mnie z ekranu mojego laptopa. Tak, wiem teraz na pewno większość z Waz zarzuci mi, że oceniam książkę po okładce, a nie po opisie!!! O nie, co to to nie, tego nie pozwolę sobie wmówić!! Słuchajcie, jest to udowodnione naukowo, że większość osób na tej planecie to wzrokowcy. Oznacza to, że prędzej sięgniemy po krzykliwą okładkę, niż po taką, która jest „mdła” lub spokojna. I ja zaliczam się do grupy wzrokowców, mam też genialną pamięć fotograficzną, ale o tym to kiedy indziej ;) Dlatego też, kiedy coś rzuca mi się w oczy, to sięgam po to chętniej i wtedy się z tym zapoznaje. Chociaż są autorzy, po których książki sięgam w ciemno, pomimo tego, że okładki nie powalają na kolana.

Ci, co zdążyli mnie już dobrze poznać, wiedzą że mam ogromną słabość do brodatych, wytatuowanych facetów, a do tego gdy są oni muzykami albo sportowcami, to momentalnie odpływam. Dlatego też, jak zobaczyłam okładkę Lick to umarłam. Przypuszczam, że nie tylko ja 😉 Natomiast, jeżeli chodzi o opis, to po zapoznaniu się z nim pomyślałam, że ta książka zapowiada się całkiem ciekawie. Doszłam też do wniosku, że Lick została najprawdopodobniej napisana z ogromną dawką poczucia humoru. I moje przeczucie w tym przypadku mnie nie zawiodło.

Natomiast, jeżeli chodzi o samą autorkę tej serii to muszę się Wam przyznać, że to był mój pierwszy raz z tą Panią. Nigdy wcześniej, nie miałam przyjemności czytać książek Kylie Scott, bo z tego co wiem, to książką Lick debiutowała ona na naszym rynku wydawniczym. Po krótkiej notce biograficznej umieszczonej na okładce, zauważyłam że mam wiele wspólnego z tą autorką. Tylko mi nie wyskakujcie mi tu z dziećmi i mężem, bo to nas zdecydowanie różni!!!

Lick jest to pierwszy tom serii Stage Dive. W tej części poznajemy losy Evelyn Thomas, grzecznej córeczki, zawsze starającej się spełniać oczekiwania swoich rodziców. Jednak Ev postanowiła, że zaszaleje w swoje 21 urodziny i wraz z przyjaciółką zdecydowała się na wypad do Las Vegas. Tyko nie brała pod uwagę tego, że poniesie ją tak melanż, że powiedzenie „to co wydarzyło się w Vegas, to pozostaje w Vegas” zostanie wyłącznie jej pobożnym życzeniem. Po szalonej nocy okazuje się, że jest żoną Davida Ferrisa, gitarzysty kapeli rockowej Stage Dive. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że ta dziewczyna kompletnie nie pamięta ostatnich kilku godzin ze swojego życia, w przeciwieństwie do rockmana, który pamięta całą noc.

Evelyn na samym początku chce się wyplątać z małżeństwa i pragnie unieważnić ślub za wszelką cenę. Jednak powstałe okoliczności oraz to, że poznaje lepiej muzyka, sprawia, że zdaje sobie sprawę, że więcej rzeczy ich łączy niż dzieli. I chęci do wzięcia rozwodu powoli w niej ustępują.

Historia, która została przedstawiona w książce Lick nie jest zbytnio oryginalna. Jednak mi osobiście to nie przeszkadza, ponieważ w realnym życiu też nas spotyka wiele podobnych sytuacji oraz zdarzeń, więc nie oczekuję, że w książkach będzie inaczej. Czytałam już troszkę książek z wątkiem kapel rockowych, które składały się w miarę z „grzecznych” chłopców. Motyw szalonego ślubu w Vegas, też już przerabiałam, ale jak już wspominałam wcześniej, mi to nie przeszkadza. Jeżeli chcecie czegoś mega oryginalnego, to ta książka Wam tego nie zapewni.

Czytając Lick nie pojawiło się we mnie odczucie, że już to kiedyś czytałam. Kylie Scott wykreowała bardzo fajne postacie, których nie da się nie lubić. Od pierwszych stron sprawili, że zaciekawiłam się tą historią. Uważam, że w bardzo interesujący sposób ta autorka przedstawiła ich uczucia oraz relacje, które się tworzyły pomiędzy poszczególnymi bohaterami (i nie chodzi mi tutaj tylko o dwójkę głównych bohaterów). Natomiast David i Evelyn nie są sztucznymi postaciami, są to bohaterowie, którzy posiadają uczucia oraz potrafią się kierować rozumem.

Wbrew pozorom ta książka dała mi dużo do myślenia. Tak, jak główna bohaterka zaczęłam się zastanawiać nad tym czy to co robię sprawia mi przyjemność i czy aby na pewno to robię dla siebie? I właśnie ta myśl pojawiła się w mojej głowie całkiem nieświadomie.

Moim też zdaniem, Kylie Scott w bardzo fajny też sposób przedstawiła w tej książce etapy rodzenia się większego uczucia pomiędzy dwojgiem ludzi, jakim jest miłość. Jednak niestety bywały momenty, gdzie było to zbagatelizowane albo ograniczone do płytkich dialogów, które nie wnosiły kompletnie nic do relacji Davida i Evelyn.

Podsumowując książka Lick broni się ogromną dawką poczucia humoru oraz tym, że są momenty, które dają czytelnikowi do myślenia, Pomimo oklepanego pomysłu na fabułę, Kylie Scott sprawiła, że Lick nie jest kolejną zwyczajną historyjką i wyróżnia się lekkością jej pióra.

Pierwszy tom serii Stage Dive otrzymuje ode mnie 4,5 gwiazdki.
coffee-cup90.blogspot.com/, Coffee_cup90; 2018-06-13

Zwyciężyć znaczy przeżyć. 20 lat później

Pierwszą wersję tej książki Aleksander Lwów, jeden z najwybitniejszych polskich himalaistów i alpinistów, napisał dwadzieścia pięć lat temu. Z czasem stała się ona klasykiem gatunku. Pisał dla zwykłych ludzi, którzy kochają góry i podziwiają tych, którzy rzucają im wyzwanie. Autor pisze o przyjaciołach, znajomych i partnerach, wspomina najsławniejszych alpinistów i himalaistów-jakże często już nieżyjących. Do minimum ogranicza opisy karawan, zakładania baz, budowania obozów wysokościowych, rozwieszania poręczówek i temu podobne szczegóły.
bialystok.naszemiasto.pl, Szczęsny Artur Jan; 2018-06-21
1 2 3 ... 1435 > »