Czy wiesz, że niemal 40% z nas spędza czas wolny wyłącznie przed ekranami, a tylko co trzeci Polak dostarcza sobie zalecaną przez WHO dawkę aktywności fizycznej? Żyjemy w świecie, w którym technologia odsunęła nas od naszego naturalnego środowiska. Jaki jest tego efekt? Coraz częściej doagnozuje się zespół deficytu kontaktu z naturą, który objawia się stresem, stanami lękowymi i brakiem poczucia sensu życia. Brzmi znajomo, prawda?
Na szczęście rozwiązanie jest bliżej, niż myślisz. I bynajmiej nie wymaga ono karnetu na siłownię.
Bakterie szczęścia i biologiczny koszt odcięcia od natury
Współczesna nauka dostarcza coraz więcej dowodów na to, że kontakt z przyrodą nie jest jedynie przyjemnym dodatkiem do życia, ale biologiczną koniecznością, a jednym z najbardziej fascynujących odkryć jest wpływ bakterii glebowych na nasz nastrój. Okazuje się, że żyjące w ziemi drobnoustroje, takie jak Mycobacterium vaccae, mają zdolność stymulowania ludzkiego organizmu do produkcji serotoniny, co sprawia, że zwykłe przesadzanie kwiatów czy praca w ogrodzie mogą działać na nas jak naturalny antydepresant.
Jest to niezwykle istotne w świecie, w którym statystyki dotyczące zdrowia psychicznego są alarmujące, a niemal 40 procent z nas wybiera spędzanie czasu wolnego przed ekranami telefonów czy tabletów zamiast na świeżym powietrzu. Taki siedzący tryb życia i ciągła stymulacja cyfrowa prowadzą do zjawiska określanego jako zespół deficytu kontaktu z naturą, który objawia się narastającym stresem, problemami z koncentracją, a u dzieci może nasilać objawy ADHD.
Shinrin-yoku: Naukowa metoda leśnego uzdrawiania
Odpowiedzią na te wyzwania są kąpiele leśne, czyli praktyka świadomego zanurzenia się w atmosferze lasu wszystkimi zmysłami, która diametralnie różni się od zwykłego spaceru czy uprawiania sportu. Podczas shinrin-yoku nie liczymy kroków ani spalonych kalorii, lecz podążamy za tak zwanymi „zaproszeniami”, które pomagają nam zwolnić tempo do zaledwie jednego kilometra na godzinę, co pozwala na głębokie wyhamowanie przebodźcowanego umysłu.
Już piętnaście minut takiego uważnego przebywania wśród drzew przynosi wymierne korzyści fizjologiczne, ponieważ dochodzi wtedy do wyraźnego obniżenia poziomu kortyzolu, nazywanego hormonem stresu, oraz do stabilizacji i normalizacji ciśnienia krwi. Las leczy nas również poprzez bioaerozole, w których unoszą się fitoncydy - lotne związki organiczne wydzielane przez drzewa w celu ochrony przed pasożytami. Wdychanie ich przez człowieka stymuluje nasz układ odpornościowy, znacząco zwiększając aktywność komórek NK, czyli naturalnych zabójców odpowiedzialnych za walkę z wirusami i komórkami nowotworowymi.
Zielone recepty – od japońskich sanatoriów po polskie gabinety
Rosnąca świadomość tych mechanizmów sprawiła, że w wielu krajach natura stała się oficjalną częścią systemu terapeutycznego pod postacią zielonych recept. W Japonii lekarz może skierować pacjenta na dwutygodniowy turnus lasoterapii w ośrodku przypominającym sanatorium, natomiast w USA czy Kanadzie pediatrzy coraz chętniej przepisują dzieciom czas spędzony w parkach zamiast tradycyjnych stymulantów stosowanych przy ADHD.
Choć w Polsce system ten nie ma jeszcze charakteru odgórnych zaleceń państwowych, pierwsi lekarze już teraz wystawiają swoim pacjentom zalecenia obejmujące konkretne aktywności, takie jak obserwacja ptaków czy spacer ornitologiczny, uznając je za genialne uzupełnienie tradycyjnej farmakologii. Kontakt z naturą poprawia naszą zdolność skupienia uwagi, redukuje ryzyko wystąpienia zaburzeń psychicznych i przywraca poczucie sensu życia, które u osób odizolowanych od przyrody bywa znacznie niższe.
Słowem, wracamy do, nomen omen, korzeni! :) Lubisz piesze wędrówki po lesie? Czy też czujesz się po nich znacznie lepiej?

