ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Zakamarki marki. Rzeczy, o których mogłeś nie wiedzieć, zapomnieć lub pominąć podczas budowania swojej marki

Do przeczytania tej książki zabierałem się od stycznia 2012. Szczęśliwy finał przyszedł dziś i na gorąco opisuję swoje wrażenia.

Jako pierwszy parametr do oceny biorę pod uwagę to czy książka pozwala się od niej oderwać przy pierwszym kontakcie. W sumie potrzebowałem 3 podejść więc mamy falstart, ale…

O czym jest ta książka?

Książka jest subiektywnym spojrzeniem praktyka marketingu na to czym “marka” jest i czym nie jest. W sumie składa się z 6 rozdziałów (201 str. format zbliżony do A5), które w bliższy lub dalszy sposób o markę zahaczają.

Do kogo jest skierowana?

Autor na wstępie wymienił 3 grupy:

1) właściciele firm

2) marketingowcy

3) osoby zajmujące się PR-em

Po krótkiej chwili zastanowienia zgodziłbym się z tezą, że każda z powyższych grup znajdzie w książce coś co jej się przyda lub ją zainteresuje a od siebie jako czwartą grupę dodałbym:

4) osoby myślące o założeniu własnego biznesu - abstrahując od tego czy właśnie ta pozycja najlepiej opisuje zagadnienia związane z Marką - każda osoba myśląca o pracy na własny rachunek powinna poznać podstawy marketingu, do których zalicza się “kreowanie marki”. Celowo napisałem kreowanie, bo marka sama z siebie się nie tworzy i wymaga konsekwentnej i nieprzerwanej pracy.

Jak jest napisana?

Jest napisana w sposób zrozumiały dla grupy 2) którą reprezentuję :). Inni z powyższych grup też nie powinni mieć problemu ze zrozumieniem myśli autora. Użyteczność rozumiana jako wygoda podczas czytania raczej na minus. Mimo tego, że w rozdziałach jest wiele podrozdziałów a w podrozdziałach wiele podtytułów to mi trudno było się w tym wszystkim odnaleźć.

Kiedy na końcu spojrzałem na spis treści to niby wszystko jest logicznie poukładane. Kiedy jednak dotykasz tej materii z bliska to “oczywista oczywistość” nie jest już tak “oczywista”. Myśl autora potrafi skakać z jednego zakamarka w drugi tak szybko, że nie ogarniesz…

Styl jest lekki, nie napompowany i z pasującym mi humorem. Autor nie stara się puszczać oka “na siłę” a jak żartuje to robi to ze smakiem. Łatwiej by mi się czytało gdyby akcentów humorystycznych było nawet nieco więcej. No właśnie “łatwiej by mi się czytało”. Zastanawiałem się kilka razy co sprawiło, że nie miałem silnej motywacji do “połknięcia” książki na raz i doszedłem do dwóch wniosków:

1) brak ilustracji, wykresów i tabel - to co jest przedstawiane przez wydawcę i autora jako jej atut w mojej ocenie jest słabością. Suchy tekst jest nurzący i nie pozwala przesunąć myśli do innej formy przekazu, która mogłaby uatrakcyjnić obraz jako całości.

2) pierwsze 40 stron nie spełniło moich oczekiwań - czytaj: doświadczony marketingowiec dał się uwieźć sprytniejszym marketingowcom. Z drugiej strony nie najlepiej świadczy to o autorze, bo jak mantrę powtarza w swoich tekstach, że w procesie kreowania i zarządzania marką nie należy obiecywać gruszek na wierzbie…a zgodzicie się chyba, że książka to również pewna marka, która albo umie się obronić albo nie. U mnie po około 40 stronach umarła na kilka miesięcy.

Po co do niej wróciłem?

Jako marketingowiec mierzę się na co dzień z różnymi siłami ciemności. Jedną z nich okazał się kolega, któremu potrzebowałem udowodnić, że się myli w kwestii realizacji strategii komunikacji. On w zasadzie ją ignoruje i działa w opozycji do niej więc sprawa jest dość oczywista, ale chciałem się podeprzeć “wiarygodnym źródłem”. Tu z pomocą przyszedł Paweł Tkaczyk i jego Zakamarki Marki, rozdział II.

Warto od deski do deski czy tylko fragmenty?

Jak już wróciłem i naładowałem akumulator z wiedzą na temat strategii komunikacji, poskakałem po kilku ciekawych z mojego punktu widzenia miejscach aż w końcu zwyciężył zakorzeniony w dzieciństwie i wczesnej młodości bakcyl zdobywania planszy na 100% :) Książka została więc przeczytana w całości więc daję sobie moralne prawo do jej oceny.

Moja ocena końcowa:

Książka nie odkrywa Ameryki i dla początkujących marketerów może być zbyt chaotyczna w swoim przekazie. Dla nich polecam podstawę w postaci Ph. Kotlera i jego: “Marketingu”. Dla osób z podłożem marketingowym może być ciekawa jeżeli nie zrażą się pewną dozą chaosu i będą umieli cieszyć się z ciekawych “kąsków”, którymi nie da się ukryć jest wypełniona. Moje ulubione hasła i opisane sytuacje zawarte w tekście to: sprzedawanie wody w trakcie deszczu, przykład ze sprzedażą materaca i wydłużaniem doby do 25h zagonienie słonia do pracy, marka to klub - musi wykluczać, phallic logo awards, wyjątki do teorii Maslova, :) Tylko mam dziwne wrażenie, że to wszystko już gdzieś czytałem, słyszałem bądź widziałem.

Fajnie byłoby przeczytać więcej myśli autora i jego doświadczeń. Case studies jako osobny rozdział mniej do mnie przemawia niż osobiste doświadczenia wplecione w każdy rozdział, podrozdział i podtytuł. Tak więc Paweł: więcej odwagi i pójścia pod prąd, bo masz “coś” do powiedzenia i fajnie się tego słucha.

Jestem wymagającym czytelnikiem więc moja ocena może wydawać się neutralna do negatywnej. Jeżeli tak ktoś pomyślał to prostuję: daję 3+/5 i polecam każdemu kto od pewnego czasu zajmuje się marketingiem: produktowym, internetowym, komunikacyjnym, etc., planuje albo już prowadzi własną firmę.

Jeżeli po przeczytaniu macie swoje przemyślenia albo chcecie wiedzieć coś więcej na jej temat piszcie pod postem.

PS. Kolejna książką Pawła Tkaczyka to: “Grywalizacja” i zamierzam się w nią również wgryźć. Tym razem z dwóch powodów:

1) marketing - zawodowa przyjemność/obowiązek jak w powyższym przypadku

2) ciekawość - kiedyś byłem fanem gier i chcę zobaczyć jak można to zmiksować z marketingiem
blog.jakubskowronski.pl 2012-07-16

Zakamarki marki. Rzeczy, o których mogłeś nie wiedzieć, zapomnieć lub pominąć podczas budowania swojej marki

Do przeczytania tej książki zabierałem się od stycznia 2012. Szczęśliwy finał przyszedł dziś i na gorąco opisuję swoje wrażenia.

Jako pierwszy parametr do oceny biorę pod uwagę to czy książka pozwala się od niej oderwać przy pierwszym kontakcie. W sumie potrzebowałem 3 podejść więc mamy falstart, ale…

O czym jest ta książka?

Książka jest subiektywnym spojrzeniem praktyka marketingu na to czym “marka” jest i czym nie jest. W sumie składa się z 6 rozdziałów (201 str. format zbliżony do A5), które w bliższy lub dalszy sposób o markę zahaczają.

Do kogo jest skierowana?

Autor na wstępie wymienił 3 grupy:

1) właściciele firm

2) marketingowcy

3) osoby zajmujące się PR-em

Po krótkiej chwili zastanowienia zgodziłbym się z tezą, że każda z powyższych grup znajdzie w książce coś co jej się przyda lub ją zainteresuje a od siebie jako czwartą grupę dodałbym:

4) osoby myślące o założeniu własnego biznesu - abstrahując od tego czy właśnie ta pozycja najlepiej opisuje zagadnienia związane z Marką - każda osoba myśląca o pracy na własny rachunek powinna poznać podstawy marketingu, do których zalicza się “kreowanie marki”. Celowo napisałem kreowanie, bo marka sama z siebie się nie tworzy i wymaga konsekwentnej i nieprzerwanej pracy.

Jak jest napisana?

Jest napisana w sposób zrozumiały dla grupy 2) którą reprezentuję :). Inni z powyższych grup też nie powinni mieć problemu ze zrozumieniem myśli autora. Użyteczność rozumiana jako wygoda podczas czytania raczej na minus. Mimo tego, że w rozdziałach jest wiele podrozdziałów a w podrozdziałach wiele podtytułów to mi trudno było się w tym wszystkim odnaleźć.

Kiedy na końcu spojrzałem na spis treści to niby wszystko jest logicznie poukładane. Kiedy jednak dotykasz tej materii z bliska to “oczywista oczywistość” nie jest już tak “oczywista”. Myśl autora potrafi skakać z jednego zakamarka w drugi tak szybko, że nie ogarniesz…

Styl jest lekki, nie napompowany i z pasującym mi humorem. Autor nie stara się puszczać oka “na siłę” a jak żartuje to robi to ze smakiem. Łatwiej by mi się czytało gdyby akcentów humorystycznych było nawet nieco więcej. No właśnie “łatwiej by mi się czytało”. Zastanawiałem się kilka razy co sprawiło, że nie miałem silnej motywacji do “połknięcia” książki na raz i doszedłem do dwóch wniosków:

1) brak ilustracji, wykresów i tabel - to co jest przedstawiane przez wydawcę i autora jako jej atut w mojej ocenie jest słabością. Suchy tekst jest nurzący i nie pozwala przesunąć myśli do innej formy przekazu, która mogłaby uatrakcyjnić obraz jako całości.

2) pierwsze 40 stron nie spełniło moich oczekiwań - czytaj: doświadczony marketingowiec dał się uwieźć sprytniejszym marketingowcom. Z drugiej strony nie najlepiej świadczy to o autorze, bo jak mantrę powtarza w swoich tekstach, że w procesie kreowania i zarządzania marką nie należy obiecywać gruszek na wierzbie…a zgodzicie się chyba, że książka to również pewna marka, która albo umie się obronić albo nie. U mnie po około 40 stronach umarła na kilka miesięcy.

Po co do niej wróciłem?

Jako marketingowiec mierzę się na co dzień z różnymi siłami ciemności. Jedną z nich okazał się kolega, któremu potrzebowałem udowodnić, że się myli w kwestii realizacji strategii komunikacji. On w zasadzie ją ignoruje i działa w opozycji do niej więc sprawa jest dość oczywista, ale chciałem się podeprzeć “wiarygodnym źródłem”. Tu z pomocą przyszedł Paweł Tkaczyk i jego Zakamarki Marki, rozdział II.

Warto od deski do deski czy tylko fragmenty?

Jak już wróciłem i naładowałem akumulator z wiedzą na temat strategii komunikacji, poskakałem po kilku ciekawych z mojego punktu widzenia miejscach aż w końcu zwyciężył zakorzeniony w dzieciństwie i wczesnej młodości bakcyl zdobywania planszy na 100% :) Książka została więc przeczytana w całości więc daję sobie moralne prawo do jej oceny.

Moja ocena końcowa:

Książka nie odkrywa Ameryki i dla początkujących marketerów może być zbyt chaotyczna w swoim przekazie. Dla nich polecam podstawę w postaci Ph. Kotlera i jego: “Marketingu”. Dla osób z podłożem marketingowym może być ciekawa jeżeli nie zrażą się pewną dozą chaosu i będą umieli cieszyć się z ciekawych “kąsków”, którymi nie da się ukryć jest wypełniona. Moje ulubione hasła i opisane sytuacje zawarte w tekście to: sprzedawanie wody w trakcie deszczu, przykład ze sprzedażą materaca i wydłużaniem doby do 25h zagonienie słonia do pracy, marka to klub - musi wykluczać, phallic logo awards, wyjątki do teorii Maslova, :) Tylko mam dziwne wrażenie, że to wszystko już gdzieś czytałem, słyszałem bądź widziałem.

Fajnie byłoby przeczytać więcej myśli autora i jego doświadczeń. Case studies jako osobny rozdział mniej do mnie przemawia niż osobiste doświadczenia wplecione w każdy rozdział, podrozdział i podtytuł. Tak więc Paweł: więcej odwagi i pójścia pod prąd, bo masz “coś” do powiedzenia i fajnie się tego słucha.

Jestem wymagającym czytelnikiem więc moja ocena może wydawać się neutralna do negatywnej. Jeżeli tak ktoś pomyślał to prostuję: daję 3+/5 i polecam każdemu kto od pewnego czasu zajmuje się marketingiem: produktowym, internetowym, komunikacyjnym, etc., planuje albo już prowadzi własną firmę.

Jeżeli po przeczytaniu macie swoje przemyślenia albo chcecie wiedzieć coś więcej na jej temat piszcie pod postem.

PS. Kolejna książką Pawła Tkaczyka to: “Grywalizacja” i zamierzam się w nią również wgryźć. Tym razem z dwóch powodów:

1) marketing - zawodowa przyjemność/obowiązek jak w powyższym przypadku

2) ciekawość - kiedyś byłem fanem gier i chcę zobaczyć jak można to zmiksować z marketingiem
blog.jakubskowronski.pl 2012-07-16

Filozofia f**k it, czyli jak osiągnąć spokój ducha

Mam nadzieję, że biorąc do ręki nasz magazyn, pozwoliliście sobie na odrobinę relaksu. Zaparzyliście ulubioną herbatę, rozsiedliście się wygodnie w fotelu i na te kilka chwil zapomnieliście o wszystkich swoich problemach, niepozałatwianych sprawach i goniących terminach. Bardziej jednak prawdopodobne jest, że czytacie tę recenzję w zatłoczonych autobusie, spiesząc się do pracy w nadziei, że nikt nie zauważy waszego kolejnego spóźnienia. Próbowaliście już technik medytacyjnych, przerzuciliście setki stron na temat walki ze stresem, nie wspominając już o niebagatelnym wydatku na osobistego coacha? A próbowaliście kiedyś powiedzieć po prostu, co myślicie o kolejnych zadaniach, szefach i tłoku w metrze? Nie?
Zdaniem autora najlepsze, co można zrobić, to powiedzieć sobie „f**k it”. To najlepszy, uniwersalny sposób na walkę z przytłaczającą nas codziennością. Błahostki czy nie, nasze problemy urastają do monstrualnych rozmiarów, kiedy dzień po dniu, godzina po godzinie nieprzerwanie analizujemy dziesiątki możliwych rozwiązań. Może więc warto poluzować? Skierować umysł na nieco inne tory? To żadna nowość. Na pewno czytaliście o tym dziesiątki razy. Ale czy ktokolwiek pisał o tym tak dosadnie jak John C. Parkin? Czy ktokolwiek przed nim odważył się nazwać Najwyższą Drogą Duchową filozofią „Pieprz to”? Chyba nie.
VEGE 2012-07-13

Przebudź się! Odkryj sekret szczęścia i życia pozbawionego problemów

Bezdomny mężczyzna, który kilka ostatnich lat przeżył na ulicach Dallas, zmienia się w autora bestsellerów, charyzmatycznego mówcę, aktora i w końcu… milionera. Po części dzięki jednej ze swoich książek – „Przebudź się” – która w zamyśle rozwija wątki z jego poprzednich tekstów.
Przebudzony, jak sam siebie nazywa, autor przybliża czytelnikom wizję sukcesu rozłożonego na cztery etapy. Pozwalają one nie tylko sprecyzować cele, lecz także osiągnąć konkretne rezultaty. Podobno wystarczy chcieć. Dla Vitale równie ważne jest działanie, ale podstawą sukcesu pozostaje nastawienie, które przyciąga konkretne dobre i złe wydarzenia. Nieco infantylne podejście aura każe z dystansem traktować zawarte w książce wskazówki. Niemniej w chwilach wypalenia czy porażki „Przebudź się” jako dodatkowy motywator sprawdza się świetnie!
VEGE 2012-07-13

Podręcznik Przygody Rowerowej

Podręcznik, jak powszechnie wszystkim edukującym się bądź już dawno wyedukowanym wiadomo, powinien przede wszystkim spełniać dwie funkcje: dydaktyczną i informacyjną. Jeśli przy tym dodatkowo jeszcze motywuje, bawi i ukierunkowuje, to nie zaszkodzi po niego sięgnąć. Czego zatem można spodziewać się po otworzeniu „Podręcznika przygody rowerowej”?

Liczna grupa rowerowych zapaleńców przedstawia w sześciu rozdziałach rozmaite wskazówki jak przygotować, odbyć i przeżyć podróż rowerem. Są to rady zarówno dla prawdziwych żółtodziobów, jak i doświadczenia dla profesjonalnych fanów jednośladu. Dowiemy się zatem kilku rzeczy o tym, czy trasa powinna przebiegać „wzdłuż” czy „dookoła”. Czy rower można przygotować na niemalże każdą ewentualność. Jaki przegląd przed wyjazdem powinniśmy przejść my sami i jak przygotować na to naszą rodzinę. Jest też o jedzeniu, piciu, ubieraniu się i nocowaniu. Słowem o tym, co przed rozpoczęciem pedałowania, w trakcie i po zejściu z rowera, przyda się i a nawet trzeba wiedzieć. Informacje te są na tyle przydatne, bo mają swoje źródło w przeżyciu niejednej osoby.

Jednak jednym z najbardziej interesujących rozdziałów dla domorosłego podróżnika, jest rozdział szósty, a porządkowo rzecz ujmując pierwszy, o nazwie „Opowieści z drogi”. Znajdziemy w nim kilka historii o tym, jak wygląda badanie świata siłą własnych mięśni. Okazuje się, że nie jest to z jednej strony, aż takie wyzwanie, jak twierdzą niektórzy przemądrzali. Według autorów książki rower, to nie taki znowu nadzwyczajny obiekt. Wystarczy zacząć pedałować i już się jest w drodze.

Samotna wyprawa Joanny przez góry do Tybetu, czy grupowa przeprawa rowerami przez Gobi, to tylko przykładowe zmagania z wieloma pozornymi oczywistościami tego świata. W ciepłym i bezpiecznym miejscu przecież najlepiej wydaje nam się, że podróż, którą mamy przed sobą, będzie wspaniała. Nawet, jeśli pod uwagę bierze się rozmaite niebezpieczeństwa, nie wizualizuje się ostatecznie, niczego złego. Dzikie psy nigdy nas w tych wyobrażeniach nie doganiają, głód nie kłuje w brzuchu, chłód nie przenika do kości, a ludzie napotkani na drodze są przyjaźni i nieszkodliwi. Na pytanie „czy sobie poradzę” buńczucznie odpowiadamy – „nie będzie innego wyjścia”. I wyruszamy. Na pewno nie po to by polec, ale by przeżyć przygodę. I może się niestety okazać, że dużą część drogi nie opuszcza nas uczucie samotności. Psy nas jednak doganiają i szarpią śpiwór. Nasi towarzysze podróży działają nam na nerwy już po przebudzeniu. Egzotyczny krajobraz ze zdjęć staje się monotonny i nużący, a mapa pokazuje świat, którego już dawno nie ma.

I tak właśnie być powinno. Autorzy książki kwitują to całkiem zwyczajnie, ale jakże trafnie: „Każdy z nas ma trochę inny temperament i trochę inaczej oswaja się ze światem i wyzwaniami”. Nie ma jednego dobrego sposobu na jakąkolwiek podróż – nawet tą rowerową. Na całe szczęście. Okazuje się, że kiedy nie mamy innego wyjścia, nie poddajemy się i tym samym przesuwamy nie tylko granicę swojego poznania, ale też wytrzymałości. U kresu drogi towarzyszy rowerzyście i każdemu innemu podróżnikowi tylko uczucie spełnienia i wspaniałe wspomnienie. A to, co zgodnie podkreślają bohaterowie rowerowych opowieści, to jedna nadrzędna wartość podróżowania jednośladem – poczucie wolności.

„Podręcznik przygody rowerowej” to cała gama cennych wskazówek, informacji, a przed wszystkim wiedza z pierwszej ręki. Okazuje się, że w taką podróż może wyruszyć nawet taki rowerzysta, który właśnie dowiedział się, że rower jeździ nie tylko po ścieżkach rowerowych. Ale jedna mała rada. Zanim podąży w jakieś „wzdłuż”, albo dokądś „dookoła”, niech lepiej przeczyta ten podręcznik. Bo jak każdy belfer nie raz powtarzał: „od przybytku głowa nie boli”. I w tym konkretnym przypadku miałby rację.
monoloco.pl Aneta Dziankowska, 2012-07-07

Bieganie metodą Gallowaya. Ciesz się dobrym zdrowiem i doskonałą formą!

Co jest najważniejsze w bieganiu? Część osób, które chciałby zacząć ale trochę się boją i nie bardzo wiedza, jak się do tego zabrać, od razu odrzuca aspekt walki
i współzawodnictwa: „nie mam zamiaru z nikim się ścigać”; „nie lubię rywalizacji” „wolałabym pobiegać tak tylko dla siebie”…

Na szczęście w bieganiu chodzi nie tylko o walkę na śmierć i życie. Nie musimy już gonić pożywienia ani uciekać przed drapieżnikiem; niewielu szczęśliwcom dane jest startować w Igrzyskach i walczyć o złoto.
Jednak – o tym jestem przekonana – każdy powinien powalczyć o własne zdrowie, dobre samopoczucie, sprawność. Wszystko to możemy uzyskać dzięki regularnemu, niezbyt forsownemu treningowi. Ważne, żeby robić to z głową: powoli zaczynać (zwłaszcza, jeśli wcześniej nie prowadziło się zbyt aktywnego trybu życia) wyznaczyć cel i nie popadać w zniechęcenie na drodze do jego osiągnięcia. Jeff Galloway, doświadczony zawodnik i trener, zaraża swoją pasją. W „Bieganiu metodą Gallowaya” każdy, nie tylko początkujący biegacz, znajdzie, poza praktycznymi radami, źródło motywacji i inspirację do nieustającego samodoskonalenia.
twojezwyciestwo.wordpress.com 2012-07-11