ODBIERZ TWÓJ BONUS :: »

Strategie geniuszy. Myśl jak Freud, da Vinci i Tesla

„Strategie Geniuszy” tym razem prezentują sposoby „myślenia” takich postaci jak Freud, da Vinci a także Nikola Tesla. Temu pierwszemu poświęcając największą partię książki, choć i w tej części znajdziemy odniesienie do przeprowadzonej przez Frauda analizy Leonarda.

Publikacja ta jest bodajże trzecim tomem „Strategii…” brak znajomości poprzednich tomów nie jest jakoś strasznie odczuwalna, choć chwilami wspominanie, że dane zagadnienie zostało dokładnie wyjaśnione w takim a takim tomie przy takiej a takiej osobie może chwilami denerwować. Nie posiadając ich (tych tomów) i tak nam to nic nie daje a pozostawia odczucie, że coś mogło nas ominąć. A dodatkowo wydaje się być swoistą reklamą. Chcesz wiedzieć więcej, może lepiej zrozumieć przedstawiane zagadnienia kup poprzedni tom. To może zniechęcać. Choć z drugiej strony gdy pisze się ileś tomów dziwnie by było powielać omawiane już zagadnienia.

Urozmaiceniem treści są różne diagramy, przedstawienia graficzne równych zagadnień czy na przykład „portret” Leonarda da Vinci. Co jest sporym plusem przy tejże pozycji. Odnajdziemy tu również chociażby Słowniczek pojęć NPL a także Bibliografię.

Nie jest to książka najłatwiejsza w odbiorze, znajdziemy tu różnorodne pojęcia, które niektórym mogą wydać się „dziwne” jeśli już gdzieś czytelnik z nimi się nie spotkał. Warto mieć jakąś wstępną różnoraką wiedzę zanim podejdzie się do tej lektury. Choć niektóre zagadnienia bywają wytłumaczone jest to jednak zazwyczaj dość lakoniczne przedstawienie. Dodatkowo zniechęcić może na przykład w części dotyczącej Freuda odnoszenie różnych spraw do popędów seksualnych i tłumaczenie nimi różnych sytuacji czy postaw. No ale cóż taki już urok tej postaci.

Reasumując nie wszystkim się spodoba ta „Strategia geniuszy” (nie wiem jak poprzednie tomy gdyż nie miałam z nimi jeszcze do czynienia). Powodem może być sposób tłumaczenia różnych zagadnień czy używany język albo częste zmianki o popędach w treści dotyczącej Freuda. Może to być ciekawa książka dla osób zorientowanych choć trochę w sprawach związanych z NLP, bo ta dziedzina jest tu w sumie podstawą. Zaciekawić może fanów Frauda, Tesli czy Leonarda choć i to niekoniecznie, szczególnie jeśli ktoś chciałby więcej się dowiedzieć o Tesli a to stosunkowo niewielka część książki.

Przyznam szczerze, że gdy zmęczona podchodziłam do tej publikacji by przeczytać choć kawałek po chwili ją odkładałam bo to nie było wówczas na mają głowę. Dużo łatwiej mi się ją przyswajało gdy byłam wypoczęta czy chociaż na tyle miałam sił by język mi się nie plątał przy niektórych zagadnieniach (bo przy dużym zmęczeniu kilka razy mi się zdarzyło przeczytać coś nie tak jak należy i było „wrrr…wróć” i musiałam jeszcze raz bliżej przyjrzeć się wyrazowi).

Nie jest to więc zła pozycja, ale nie jest też łatwą do tego by za nią „nadążyć”. Chwilami ciekawa, pomaga poszerzyć swoją znajomość tychże postaci, w innym miejscu zaś może wydać się trochę zagmatwana. Tak jak pisałam może przypaść do gustu na przykład „fanom” NLP lub komuś zaznajomionym z tą tematyką i lubiącą ją a przy okazji chcących poznać strategie geniuszu wspomnianych postaci.
swiatairi.blogspot.com 2013-11-29

System Białoruś

Białoruś od lat walczy o prawa człowieka. Również Andrzej Poczobut spotkał się z radykalną reakcją na negatywne słowa o prezydencie Aleksandrze Łukaszence - został aresztowany. Teraz postanowił napisać o tym, co dzieje się na Białorusi, a przede wszystkim o „baćce" - jej samozwańczym ojcu, Łukaszence. Jego portret wisi w każdym urzędzie państwowym. Od informacji o tym, co zrobił, zaczynają się niemal wszystkie białoruskie serwisy informacyjne. Łukaszen-ka jest uważany za najwyższy autorytet w polityce, sporcie, kulturze i wszystkich innych sferach. Jednak zdarzają się opozycjoniści. Wtedy prezydent nie ma dla nich litości (o czym przekonał się sam autor). Nikt nie odważa się prorokować, kiedy Łukaszenka opuści swój urząd i zakończy okres dyktatury. Lekki styl i wypowiedzi świadków sprawiają, że książkę czyta się jak dobrą powieść. Obowiązkowa lektura dla wszystkich zainteresowanych Białorusią.
21. wiek autor nieznany, 2013-12-05

Barszcz ukraiński

Czytam Barszcz ukraiński Piotra Pogorzelskiego, znakomitą książkę o Ukrainie korespondenta Polskiego Radia w Kijowie, i zastanawiam się, czy Ukraina do kwintesencja Pogranicza, gdzie Zachód styka się ze Wschodem i „jeśli tego samego dnia przypada katolicka i prawosławna Wielkanoc, to transmitowany w ukraińskiej telewizji państwowej obraz co chwilę się zmienia: raz jest to nabożeństwo z cerkwi prawosławnej, raz z greckokatolickiej, a zaraz potem papieskie Urbi et Orbi z Watykanu”.

W państwie, „które nazywa się Ukraina, wcale nie jest tak oczywiste, że ktoś mówi po ukraińsku. (…) Według badań z marca 2013 roku 56 procent Ukraińców nazywa swoim ojczystym językiem ukraiński, a 40 procent rosyjski, pozostali zaś wybrali inny język”. Możemy za to mówić o „ukształtowaniu się na Ukrainie systemu demokracji oligarchicznej, w którym niewielka grupa osób stara się kontrolować większość społeczeństwa i wpływać na dokonywane przez obywateli wybory albo za pomocą mediów, albo poprzez próby kupowania głosów, a w niektórych okręgach jawne fałszerstwa, najczęściej nawet nie samego głosowania, a jego wyników”.

Zatem czy Ukraina, jeśli przyjąć granicę prawomyślności i praworządności, to Europa? Ale Austria czy Niemcy z całą pewnością tak. (…) Barszcz ukraiński Piotra Pogorzelskiego (…) zmuszają do postawienia sobie pytania podstawowego: jakie mamy prawo, gdy sami nie jesteśmy w porządku, wmawiać innym, niby gorszym (bo za taką mamy z pewnością Ukrainę z punktu widzenia „unijnej „ Europy), że nasza koncepcja świata jest tą najlepszą? Czy, metaforycznie rzecz ujmując, centrum Europy w Suchowoli to wystarczająca legitymacja do tego, by swoją „prawdą” uszczęśliwiać innych? Przecież – z perspektywy – kilkunastu innych miejsc uznanych za centrum – właśnie Suchowola to Pogranicze i absolutne peryferie…
Charaktery Piotr Brysacz, 2013-12-05

"Stary", młodzi i morze. Od Antarktydy do Alaski. Wyprawa wokół obu Ameryk

Któż nie zachwycał się, czytając o długich wyprawach - przeprawie przez ocean prymitywnym statkiem, przedzieraniu się przez dżunglę na grzbiecie słonia czy przemierzaniu pustyni na wielbłądzim garbie? Co może się wydarzyć, gdy spotka się kilkoro zdeterminowanych, młodych ludzi, gotowych zaryzykować swoją przyszłość dla spełnienia marzeń? Jedną z możliwych odpowiedzi znaleźć można na łamach książki "Stary , młodzi i morze".

Czytelnik dostaje do rąk barwny, energiczny i pełen humoru opis przygody życia grupy polskich studentów,którzy przemierzając wodę, powietrze, ląd, lód i śnieg okrążyli oba amerykańskie kontynenty.


W latach 2002-2003 jako najmłodsi Polacy w historii opłynęli oni jachtem „Stary” Amerykę Południową, mijając przylądek Horn (co jest uznawane w żeglarskim środowisku za odpowiednik zdobycia Mount Everest) i zawijając do Stacji Antarktycznej PAN im. Henryka Arctowskiego.

Po sukcesie pierwszej wyprawy, w 2006 roku, wraz ze spotkaną po drodze załogą jachtu „Nekton”, jako najmłodsi w historii i po raz pierwszy pod polską banderą pokonali Przejście Północno-Zachodnie (od Grenlandii do Kanady). Do dzisiaj pozostają oni ostatnią załogą, której udało się przemierzyć ten niedostępny i niezwykle niebezpieczny szlak.

- Wojtek jest dla mnie mistrzem – podkreśla dziś Jacek. - Przed wypłynięciem na Northwest Passage spędziłem z nim długie godziny. Opowiadał, udzielał rad, pomagał, dawał masę materiałów o żeglarstwie polarnym – wspomina.

Któregoś dnia Wojtek obiecał Jackowi, że przekaże mu listę wszystkich statków i jachtów, które przepłynęły NWP. „Ale zaraz, miały być WSZYSTKIE” – zdziwił się Jacek, gdy Wojtek podał mu zaledwie dwie kartki. „Jacku, to są WSZYSTKIE!” – odparł Jacobson.

Historie obu rejsów przedstawione są bezpośrednio przez ich uczestników, przez co czytelnik porywany jest w niesamowitą podróż przez 3 oceany i 5 kontynentów, siedząc w pierwszym rzędzie. Opis dwóch niezależnych od siebie rejsów wymógł podzielenie książki na dwie części – południe i północ – zgodnie z ich trasami. Każdą z części tworzą opisy kolejnych etapów wyprawy, wraz z nazwami i współrzędnymi geograficznymi odwiedzanych portów. Umożliwia to czytelnikowi podążanie za bohaterami, np. poprzez korzystanie z mapek zamieszczonych wewnątrz rozkładanych okładek książki.

Ciągnące się przez tysiące mil morskich wyprawy poznajemy, począwszy od pielęgnowanego latami młodzieńczego marzenia, przez zmagania z przygotowaniem i zabezpieczeniem wyprawy, walkę z żywiołem i własnymi słabościami, aż do triumfalnego powrotu do kraju.

Choć książka jest ładnie złożona i wydana na papierze bardzo dobrej jakości, jej objętość nie pozwala cieszyć się lekturą dłużej niż kilka godzin – od książki ciężko jest się oderwać i próba „rozłożenia jej na raty” wymaga silnej woli.

Niedogodność ta jest jednak rekompensowana przez zapadające w pamięć opisy przygód, pobudzające wyobraźnię każdego, kto kiedykolwiek postawił stopę na pokładzie jachtu. Wraz z załogą „Starego” czytelnik odczuwa głód i skutki choroby morskiej, lęk i niepewność podczas sztormu czy niespodziewanych awarii, ale również radość z ukończenia kolejnych etapów rejsu i zawinięcia do bezpiecznego portu.

Celem bezdyskusyjnym jest dopłynięcie do Polskiej Stacji Polarnej im. H. Arctowskiego (...) - Tu Artcowski, tu Artcowski, jacht „Stary” prosi... – zaterkotała radiostacja.

- Tu Artcowski, tu Artcowski! To ty, Dzidziuś

- Jaki dzidziuś

- No przecież wiem, że z kibla przez UKF-kę wołasz. Dobry żart jak na prima aprilis, ale wyłaź już, bo robota czeka!

- Nie jestem w waszym kiblu tylko na jachcie „Stary”. Płyniemy z Polski! Nazywam się Jacek, jestem kapitanem i zaraz wam kotwiczę przed oknami.

- Rany boskie! Jacht, chłopaki, płynie! Na ponton i dalej witać gości! – krzyczy szef stacji, kajając się przy okazji, że wywołanie wziął za primaaprilisowy dowcip.

Pojawiające się sporadycznie fachowe terminy żeglarskie są najczęściej skutecznie wyjaśniane przypisami.

Karty książki zdobią liczne fotografie przedstawiające malownicze krajobrazy, sceny z życia na jachcie i poznanych w trakcie podróży mieszkańców najbardziej nieprzyjaznych człowiekowi zakątków Ziemi. Do wydania dołączono również płytę DVD z filmem autorstwa jednego z uczestników wyprawy dokumentującym rejs przez Przejście Północno-Zachodnie.

Jeżeli nie obce ci są godziny spędzone na podróżach palcem po mapie – jest to pozycja, którą warto się zainteresować.
podprad.pl Krzysztof Pacyga, 2013-12-03

Everest. Góra Gór

O żadnym innym szczycie nie krąży tyle opowieści. Co jest mitem, a co prawdą postanowiła sprawdzić Monika Witkowska, dziennikarka i podróżniczka, autorka książki "Everest. Góra Gór". Monika Witkowska stanęła na najwyższej górze świata w maju tego roku, 6 dekad po zdobyciu najwyższej góry świata przez Edmunda Hillarego i Norgaya Tenzinga.

- Pojechałam, szczyt zdobyłam, a o tym co widziałam i przeżyłam , opowiada niniejsza książka - pisze w przedmowie Monika Witkowska, która jako jedenasta Polka zdobyła najwyższą górę świata. I właśnie książka to relacja z przygotowań i zmagań ze zdobywania góry, a także życia w zwykłej, obozowej codzienności i zmagania z samym sobą. Nie brakuje tu też ciekawostek, statystyk,himalajskich rekordów oraz informacji o Nepalu i ludziach tam żyjących. Najważniejsza jest jednak góra sama w sobie. Książka przybliża więc tajniki wyprawy w Himalaje, czas przygotowań i tajniki i sposoby zdobywania pieniędzy na wyprawę. Nie brakuje też informacji praktycznych, w czym wybrać się w Himalaje, jaki sprzęt jest niezbędny, co wziąć ze sobą


Podczas wyprawy nie zabrakło dramatycznych wydarzeń, jak i humoru. I o tym pisze też Monika Witkowska. Zapadają w pamięć opisy, choćby historia, gdy w drodze na szczyt omal nie weszła na leżący tuż obok przetorowanej w śniegu ścieżki, przypięty do poręczówki bezładny kształt. To było ciało wspinacza z Bangladeszu, który zmarł dzień wcześniej, prawdopodobnie na skutek wyczerpania przy zejściu. Dziwne, że go tak po prostu zostawiono - pisze Witkowska - Wszyscy go mijali, widząc w nim po prostu przeszkodę, zawalidrogę, a nie człowieka. Po chwili dodaje: - Z drugiej strony prawda jest taka, że ja też myślałam o zamarzniętym człowieku tylko przez chwilę. Potem dopiero przyszła refleksja, że człowiek na tej wysokości obojętnieje na śmierć. Skupia się na sobie. Ważne staje się tylko, by wejść i wrócić, czyli przeżyć.

- Książka Moniki jest publikacją dla wszystkich. I dla tych, którzy o Górze Gór nic nie wiedzą i dla tych, którym wydaje się, że o himalajskim olbrzymie wiedzą wszystko - napisał o książce himalaista Leszek Cichy.

Po wyprawie Monika Witkowska napisała: - Weszłam, wbrew różnym przeciwnościom losu dałam radę, mam więc z tego ogromną satysfakcję. Przy okazji potwierdziłam to, o czym często staram się przekonać innych, a mianowicie, że warto marzyć, bo marzenia się spełniają, chociaż czasem trzeba im w tym pomóc.
www.serwisgorski.pl serwis górski, 2013-12-03