Recenzje
Echo potępienia
Miniony tydzień pełen był literatury jakże różnej, ale bardzo wciągającej. Był thriller, literatura obyczajowa i fantasy. I na tej ostatniej kategorii chciałabym się zatrzymać na chwilę i przedstawić najnowszą książkę K.E. December “ Echo potępienia”. Książka opowiada o Emily, która jako dziennikarka śledcza dostaje za zadanie napisać o sprawie zagadkowego morderstwa. Tym bardziej tajemniczego, że ofiara zginęła w niewyjaśnionych okolicznościach, a jedyny świadek opisuje sprawę jak nie z tego świata, sama ofiara zaś posiada takie samo znamię jak zmarły ojciec Emily. Dodatkowo od pewnego czasu dziewczynę dręczą złowrogo brzmiące głosy oraz nawiedzają postacie, przy których jeży się włos na głowie. Wszystkie drogi prowadzą ją do rodzinnego miasteczka, w którym wiele się zmieniło i wiele spraw wymaga wyjaśnienia. Nawet w najśmielszych snach nie podejrzewa, w jak wielkim niebezpieczeństwie się znalazła. Emily to silna kobieta, dla której rodzina jest najważniejsza. Tylko czy starczy jej sił, aby zmierzyć się z tym, co przygotował dla niej Bóg, Zakon czy Lilith? Czym lub kim tak naprawdę jest Drzewo Życia? I dlaczego w głowie słyszy echo potępienia? Moje kilka zdań nie jest w stanie w żaden sposób przygotować Was na to, co zgotowała czytelnikowi autorka. Przedstawiona historia nawiązuje nie tylko do życia na ziemi, ale również wpleciony został wątek aniołów i demonów, którzy nie są wcale tacy, jakich przedstawiają w literaturze, sztuce czy muzyce. Moc w najczystszej postaci, która emanuje z kartek książki, sprawa, że jest ona zaskakująca i wciągającą. Przedstawione postaci zaciekawiły mnie tak bardzo, iż pokusiłem się o mały research w internecie, aby zobrazować sobie tych, których przedstawiła autorka. “Echo potępienia” jest pierwszym tomem zaplanowanej trylogii, którą planuje wydać autorka. I na pewno z niecierpliwością będę czekać na ciąg dalszy anielsko-ziemskiej powieści, w której ważą się ludzkie losy, ale również istnienie Edenu. K.E. December przyzwyczaiła mnie do pikantnych, mafijnych historii pełnych miłości, walecznych uniesień i świątecznych klimatów. To, co miałam okazję przeczytać, jest powiewem świeżości, który trzyma w napięciu, zaskakuje i uskrzydla wyobraźnię. Zdecydowanie ta literatura jest idealna na jesienne wieczory. Gorąco polecam i czekam na więcej!
Echo potępienia
Przeczytałam Echo potępienia i muszę powiedzieć — wow, nie spodziewałam się, że aż tak mnie wciągnie! K.E. December ma niesamowity styl, który od razu buduje klimat tajemnicy i emocji. Emily to bohaterka, z którą łatwo się utożsamić — silna, ale jednocześnie zagubiona, a wątek dobra i zła między aniołami dodał całości czegoś wyjątkowego. Były momenty, że miałam ciarki! 💀✨ Jeśli lubicie historie z nutą mroku, emocji i odrobiną magii, to naprawdę warto po nią sięgnąć
Poznaj swoją złość, Pinku! Książka o złości i innych emocjach dla dzieci i dla rodziców trochę też
Emocje są z nami każdego dnia, niezależnie od tego, czy mamy miesiąc, czy jesteśmy już w przysłowiowej jesieni życia. Są jak druga skóra. Niektóre przyjemnie łaskoczą i sprawiają, że dobry humor nas nie opuszcza. Inne odcinają nas od świata, okrywają grubym kocem, gaszą wszystkie światła, odbierając chęć na cokolwiek. Każdą warto poznać, z każdą warto się oswoić. Emocje szczególną rolę odgrywają w dziecięcym świecie. Mały człowiek dopiero uczy się, czym jest empatia, czym żal i jak radzić sobie ze skutkiem. Próbuje okiełznać także złość, a to niełatwe zadanie dla kilkulatka. I tu z pomocą śpieszy Pink - niebieski stworek - bohater cyklu publikacji Urszuli Młodnickiej. W najnowszej odsłonie pt. "Poznaj swoją złość, Pinku! Książka o złości innych emocjach dla dzieci i dla rodziców trochę też" możecie wspólnie z dzieckiem poznać bliżej jedną z najtrudniejszych, a zarazem bardzo potrzebnych emocji. W 16 opowiadaniach autorka opisuje różne sytuacje, w których to złość bierze górę: szkolne sprzeczki, niesłuszna uwaga, nieprzychylna opinia, niespodziewane rozstanie, zniszczony rysunek. Opowiada czytelnikom, dlaczego złość jest pożyteczna, wskazuje sposób, w jaki możemy ją wyrażać, by nie krzywdzić innych, podpowiada jak ładować wewnętrzne baterie i zatroszczyć się o siebie oraz rozpoznać prawdziwe emocje, głęboko ukryte za zasłoną złości. W książce znajduje się wiele kreatywnych ćwiczeń, ułatwiających zrozumienie tematu. Podoba mi się w nich to, że angażują odbiorcę do wyrażania własnego zdania, do zastanowienia się nad własnym zachowaniem w danej sytuacji.
Puck Off
Drogi Czytelniku, doskonale wiesz, że po książki Ludki uwielbiam sięgać i każda kolejna jej książka trafia w moje ręce, tym razem nie mogło być inaczej, tym bardziej że jest to trzecia część mojej ulubionej serii. Zanim trafił do mnie mój egzemplarz, trochę sobie o nim poczytałam i nastawiałam się na gorącą relację, z której chemia będzie wylewała się stronami. Gorąco faktycznie było, ale co do tej chemii mam małe, nawet powiedziałabym, że duże wątpliwości. Znając twórczość Ludki, wiedziałam, że nie nastawiam się na zbyt dużo, bo zawsze spełniała moje oczekiwania. Niestety, nie wszystko poszło tak, jak myślałam, jednak nie oznacza to, że bawiłam się źle — spędziłam miły dzień z bohaterami, choć niekiedy odczuwałam irytację przez niezdecydowanie Rosie, którą za chwilę poznamy bliżej. Mimo że uwielbiam całą serię, to ten tom wyszedł najsłabiej, nad czym bardzo ubolewam. Zanim zagłębię się w szczegóły, poznajmy bohaterów, którzy sprawią, że…zwariujemy. Tym razem poznajemy historię Rosie oraz Matta — ich drogi łączą się podczas lotu do Calgary. Od pierwszych stron jesteśmy wrzuceni w wir wydarzeń, robi się ciekawie, po wspólnie spędzonej nocy czas wrócić do rzeczywistości, która nie okazuje się tak, jak wcześniej. Chłopak od razu wpadł dziewczynie w oko, ale gdy dowiaduje się, że będzie z nim pracować…bańka pęka. Głównie przy tym temacie zaczynają się schody, ponieważ Rosie z jednej strony nie chce, żeby to było ich ostatnie spotkanie, z drugiej sądzi, że przez to w pracy atmosfera będzie napięta. Nie podobało mi się, że wszystko chciała ukrywać, bo „co ludzie powiedzą”. Rozumiem jej obawy, ale nie można uzależniać swojego szczęścia od innych — ludzie gadali, gadają i będą gadać, dlatego nie wolno się z tym przejmować. Jeśli już, trzeba to przepracować, ponieważ swoim niezdecydowaniem nie krzywdziła tylko samej siebie, a także Matta, który starał się jak mógł. Rozumiem też, że potrzebowała czasu i jasno dawała znać mężczyźnie, że nie chce się z nim spotykać, jednak zaraz robiła coś innego… Skoro już przy nich jesteśmy, to doskonale wiesz, Drogi Czytelniku, że chemii w ich relacji nie czułam. Sięgając po książkę, wiedziałam, że będzie w niej więcej scen zbliżeń i głównie na tym się będzie ich relacja przez krótki czas opierać, ale właśnie to sprawiło, że nie było takiego efektu Wow, który pokazałby, że naprawdę poczuli to, co poczuli. Miałam wrażenie, że tylko bohater się stara, a Rosie przychodzi na gotowe i nawet nie kiwnie palcem, żeby pokazać, że jej również zależy. Bolało mnie to, ponieważ lubię, jak autorka przedstawia wątek romantyczny, a tu poszło coś nie tak… „Puck off” to prawdziwy grubasek, dlatego liczyłam, że sytuacja się poprawi — niestety to się nie wydarzyło, a ich relacja raz szła naprzód, następnego dnia cofała się o dwa stopnie. Nie powiem, trochę mnie to męczyło, ponieważ chciałam już konkretów, a one do końca się nie ukazały. Na szczęście oprócz wątku romantycznego dostaliśmy inne wątki, które poszły nieco lepiej i sprawiły, że miałam nawet złamane serce, co podwyższyło moją ocenę. Ludka zdecydowała się poruszyć temat straty dziecka, który nie tylko łamie serce, ale i uświadamia, z jakimi problemami muszą niektórzy się zmagać. Jasne, autorka nie wchodziła w szczególiki, lecz bardzo dobrze oddała emocje, które mogą towarzyszyć w takich chwilach — warto pamiętać, że jesteśmy inni i to, że jedni będą przeżywać to tak, nie oznacza, że drudzy są tymi gorszymi. Pozwólmy przeżywać ludziom żałobę tak, jak tego potrzebują. Przy tym momencie serce złamało się na pół, a łzy już dłużej się nie hamowały. Autorka pokazała także, jak dzieciństwo wpływa na naszą teraźniejszość, tak samo z przekonaniami. Nie będę zagłębiała się w temat, ponieważ wnioski wyciągnąć trzeba samemu — po skończeniu naszła mnie chwila refleksji. Warto wspomnieć o postaci Matta, który jest przykładem książkowego męża, dlatego nie da się przejść obok niego obojętnie. Rozczulałam się, gdy obserwowałam, z jaką troską traktuje Rosie. Był gotów zrobić dla niej wszystko i to go w tej relacji wyróżniało. „Puck Off” mimo minusów, to dobra książka, na której bawiłam się przednio. Potrzebowałam takiej lekkiej lektury i taką mi Ludka zafundowała, chociaż nie jest to historia, która w pamięci pozostanie na długo, ale i takie są potrzebne. Najważniejsze, że nie zabrakło w niej emocji — tylko to się dla mnie liczyło. Polecam.
The Darkside Of Death
Standardowo chciałam sięgnąć po książkę ze względu na okładkę, ale też na tytuł który do mnie wołał. Zapowiadało się na mroczną, trudną, złożoną i brutalną historię, to też właśnie dostałam, i to w naprawdę w rewelacyjnej wersji, szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że aż tak mnie ta książka wkręci i dostarczy tak wielu wrażeń i emocji. To taka historia, które ja osobiście bardzo lubię czytać. Dark romans z mocnym naciskiem na dark, dla mnie bomba. Emily po przeżytym horrorze przeprowadza się do San Francisco by zacząć wszytko od nowa i z czystą kartą. W ciągu dwóch lat uzyskała względną stabilizację i równowagę, zmieniła się na lepsze i skupiła się na wymarzonych studiach, jednak mimo wszystko nocą dręczą ją koszmary. Emily mając swój udział w aresztowaniu Cadena zdaje sobie sprawę z tego, że jej spokój nie jest dany jej na zawsze. Kiedy dowiaduje się o wyjściu mężczyzny z więzienia wyczekuje ataku ze strony dawnego ukochanego. Caden zaś przygotowuje misterny plan zniszczenia i zemsty na Emily. Matko jakie to było dobre, w zasadzie powiedzieć dobre to jak nic nie powiedzieć. Jak ktoś lubi dark romanse ale takie mega mroczne, takie mega niebezpieczne z porządną dawką brutalności i z psychopatycznymi zachowaniami tę książkę dosłownie pochłonie, tak jak ja to zrobiłam. Miałam ogromną nadzieję, że mnie ta książka nie zawiedzie, bo ostatnio trafiam na takie darki, w których tego darka niewiele, więc tutaj jestem naprawdę mega usatysfakcjonowana tą mrocznością, tymi niecnymi planami zemsty, tym szorstkim podejściem, tą bezwzględnością i hartem ducha głównych bohaterów. Caden to czysty psychol, uwielbiam takich bohaterów, to postać która naprawdę fascynuje, ale jednocześnie nie da się jej polubić, chociaż może się trafią i tacy, którym się to uda. Ja mam to tego pana bardzo mieszane uczucia, jako czarny charakter jest po prostu rewelacyjny, autorka wykonała przy nim kawał świetnej roboty, i na pewno ten bohater na długo zostanie w mojej głowie, ale muszę przyznać, że maga mnie on irytował, jak dla mnie troszkę za bardzo cwaniakował, gdzieś w tym psychopatycznym zachowaniu pojawiła się jakaś taka rysa, która mi w nim nieco przeszkadzała, ale to tylko moje czepianie się o szczegóły. Emily, nienawidzę tego imienia, i jestem już nim szczerze zmęczona, ale sama bohaterka to moja idolka, poproszę więcej takich bohaterek. Od samego początku walczy, choć odczuwa dyskomfort psychiczny i fizyczny jest niemal nie do zdarcia, nie okazuje strachu, swoją postawą doprowadza Cadena do szału, a ja tak bardzo jej kibicowałam żeby utarła mu nosa. Relacja bohaterów jest pod każdym względem toksyczna, tutaj nie ma pozytywnych uczuć, jeśli ktoś się nastawia na taki nieco schematyczny romans, że miłość zmieni bohaterów to niech lepiej nie zaczyna, tutaj tego nie znajdzie. Tu jest po prostu toxic level hard, tu nie ma sentymentów, romantyzmu, nawet scen erotycznych ze świecą szukać. Tutaj jest ból, cierpienie, zemsta, mrok, brutalność, pokonywanie granic, sadyzm, przemoc itp. Bohaterowie krążą wokół siebie, a czytelnik tyko czeka w jakim kierunku pójdzie ta znajomość, o co w tym wszystkim chodzi, bo ja miała wrażenie, że cały czas coś mi umyka, i tak było, bo niektóre wątki były nieco spłycone, nie dostaliśmy pełnego obrazu niektórych sytuacji, ale tego można było się spodziewać, w końcu to dylogia, o czym zmianka pojawia się już na wstępie. Jako, że to pierwszy tom niektóre wątki pozostały otwarte, ale autorka wiele z nich w jakiś sposób zamknęła ale też na końcówce stworzyła nowe, ja już czuję, że druga część będzie genialna i wszystko zmiecie. Ja jestem pełna podziwu dla lektury, mega mi się podobało, totalnie mnie wkręciło, ta historia całkowicie wpisuje się w moje gusta czytelnicze, to naprawdę dark z prawdziwego zdarzenia, przy którym budzą się skrajne emocje, a granica pomiędzy zachwytem a zdegustowaniem jest bardzo cienka. Mi się bardzo podobało i już w napięciu wyczekuję drugiej części, ze swojej strony książkę polecam ale fanom dark romansów, osobom odważnym i z otwartym umysłem, którzy z moralnością w książkach mają trochę na bakier, bo to nie jest książka dla każdego a już na pewno nie dla grzecznych czytelników.