Recenzje
Surogatka
„Surogatka” Ona mówi do niego, że jest jak awokado. 🐢Minęło tyle lat, a ja nie mogę o Tobie zapomnieć. W moim życiu przewijały się inne kobiety, lecz żadna Cię nie zastąpi. Samotna skorpua, która od Twojej śmci zapomniała, czym jest szczęście. Pewnego dnia zjawili się Twoi rodzice, po ich słowach zaniemówiłem. Teraz stoję przed dokonaniem trudnego wyboru. Odmrożenie jajeczek i znalezienie surogatki brzmi jak szalony pomysł, ale właśnie takie myśli mają teściowie Sigmunda. Postawili mężczyznę przed dylematem, który może zmienić jego życie. Cały czas pamięta o swojej żonie, a w głowie ma jeden wielki mętlik. Uczucia tworzą chaos. Finalnie zgadza się na propozycję teściów. Wtedy jeszcze nie wiedział, że promyk słońca wyjdzie zza chmur. Bohaterowie: Abby - młoda kobieta, która zbytnio nie planu na swoją przyszłość. Cechuje ją odwaga, szacunek, odpowiedzialność i oddanie. Z własnej woli podejmuje się roli tytułowej surogatki. Światełko w tunelu, w życiu Siga. Zagubiona, odkrywa jego warstwy skorupy. Sigmund - samotny wdowiec oraz palant (zdaniem Abby). Po stracie swojej ukochanej żony zamyka się w sobie. Pogrążony w smutku, wstaje na nogi, próbuje ułożyć sobie życie na nowo, ale nawet nie myśli o tym, żeby znaleźć nową partnerkę. W dalszym ciągu pozostaje lojalny wobec Britney, zmarłej żony. Jego relacje z innymi kobietami są „miłościami na raz” i nie zamierza nic zmieniać w tej kwestii. Przynajmniej tak myślał, dopóki w jego życiu nie zjawiła się Abby. ___ Relacja Abby z Sigiem jest pełna przekomarzanek. Na początku nie dążą się sympatią, lecz im dłużej spędzają ze sobą czasu, tym bardziej zaczynają odczuwać inne emocje wraz z pożądaniem. Droczą się w taki sposób, że wymieniają między sobą uszczypliwości oraz nazywają się nazwami jedzenia np. awokado, cebula, czy też czarno-białe ciastko. Było to trochę dziwne, ale ma swój urok. Więź typu slow burn, który uwielbiam i tak też było w tym przypadku. Podobał mi się fakt, że autorka całkowicie nie zapomniała o Britney. Mężczyzna cierpi po jej śmci i dziwne byłoby to, że nagle zachowywałby się, jakby wcześniej nie istniała. Mimo pojawienia się Abby, cały czas jest do niej silnie przywiązany. Jest to mały szczegół, lecz dla mnie ma duże znaczenie. Również ukazanie emocji Sigmunda było czymś świetnym. Ostatnie strony powieści sprawiły, że nie chciałem, by ta historia się skończyła. Zakończenie stanowiło emocjonalne zwieńczenie i był to idealny finał, który wywołał na mej twarzy duży uśmiech. Pierwszy raz miałem styczność z twórczością Penelope Ward, ale na pewno nieostatni.
Ptaki, które śpiewają nocą
Dziś przychodzę do was z recenzją książki, którą pokochałam całym sercem. Z twórczością Marty znam się już bardzo dobrze — każda jej książka trafiła wprost do mojego serca, więc z „Ptaki, które śpiewają nocą” nie mogło być inaczej. Przez całą historię dosłownie płynęłam. W wielu momentach czułam się, jakbym stała tuż obok bohaterów i przeżywała z nimi każdy dzień. W relacji Savannah i Austina pojawiało się sporo trudnych chwil, zwłaszcza na samym początku, ale kiedy zaczęli się lepiej poznawać, wszystko rozwijało się między nimi naturalnie, z dnia na dzień. Nic nie było wymuszone, nic nie działo się „na siłę”, a ich więź rosła w takim tempie, jakie było dla nich najbardziej prawdziwe. Muszę też przyznać, że sam pomysł na fabułę był absolutnie genialny. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z podobną historią, a jej oryginalność w połączeniu z emocjami, jakie we mnie wywołała, sprawiła, że ciężko było mi przerwać czytanie choćby na chwilę. Podsumowując — „Ptaki, które śpiewają nocą” to książka, która zostaje z czytelnikiem na dłużej. Jest poruszająca, pięknie napisana i pełna emocji, które wciągają od pierwszych stron. Jeśli szukacie historii prawdziwej, ciepłej i takiej, która naprawdę potrafi dotknąć serca, to zdecydowanie warto po nią sięgnąć.
Ptaki, które śpiewają nocą
⋆˚𝜗𝜚 𝐏𝐓𝐀𝐊𝐈, 𝐊𝐓Ó𝐑𝐄 Ś𝐏𝐈𝐄𝐖𝐀𝐉Ą 𝐍𝐎𝐂Ą 𝜗𝜚˚⋆ „ʙᴏ ɴɪᴇ ᴡꜱᴢʏꜱᴛᴋɪᴇ ᴘᴛᴀᴋɪ śᴘɪᴇᴡᴀᴊą ᴢᴀ ᴅɴɪᴀ” 𝐏𝐭𝐚𝐤𝐢, 𝐤𝐭ó𝐫𝐞 ś𝐩𝐢𝐞𝐰𝐚𝐣ą 𝐧𝐨𝐜ą ~ 𝐌𝐚𝐫𝐭𝐚 Ł𝐚𝐛ę𝐜𝐤𝐚 Nie sądziłam, że ta książka aż tak mnie poruszy. Myślałam, że dostanę lekką historię, a dostałam coś, co momentami brzmiało jak rozmowa z moimi własnymi myślami. Savannah poznajemy w chwili, która dla większości brzmiałaby jak koszmar: ucieczka w dniu ślubu. A jednak w jej przypadku ta „najgorsza decyzja życia” staje się początkiem czegoś tak pięknego, że trudno uwierzyć, że wyszło to z impulsu. Austin. Chłopak, który ma w sobie tyle chaosu, luzu i odwagi, ile Savannah zawsze w sobie tłumiła. Ich połączenie brzmi jak totalna katastrofa, a później? Później nagle okazuje się, że idealnie do siebie pasują, choć oboje najwyraźniej chcą tego uniknąć. Uwielbiam takich bohaterów: iskrzących, sprzecznych, a jednak pełnych ciepła, którego nie potrafią nazwać. To książka o odwadze, której często nam brakuje. O głupich decyzjach, które czasem prowadzą do najlepszych rzeczy. O ludziach, którzy przychodzą nie wtedy, kiedy ich szukamy, ale wtedy, kiedy najbardziej ich potrzebujemy. I szczerze? Chciałabym wsiąść do tego różowego kampera choć na jeden dzień. Ta historia zostawia w sercu ciepło takie, do którego chce się wracać. to historia, która zaczyna się od katastrofy… i chociaż wygląda jak największy błąd życia, szybko okazuje się być najlepszym, co mogło spotkać Savannah. Ucieczka sprzed ołtarza, różowy kamper i totalnie nieprzewidywalny Austin w i jego chaos otwiera jej oczy na to, czego tak naprawdę chce od życia. Opisy miejsc, klimat drogi, małe momenty, wszystko to tworzy historię, z której nie chce się wychodzić. A relacja Savannah i Austina? Idealny przykład na to, że czasem największe przeciwieństwa tworzą najlepszą historię. To opowieść o odwadze, o wchodzeniu w nieznane i o tym, że szczęście nie zawsze kryje się w planach, czasem czeka w kimś, kto wjeżdża w Twoje życie jak huragan.
Puck Off
Byliście kiedyś na meczu hokejowym?😊 Ja tylko na takich w książkach.🤣 Ludka Skrzydlewska też mnie na kilka zabrała, tym razem w trzecim tomie serii "Puck me up", czyli "Puck off"!😊 Jest to historia kolejnego, tym razem nowego, członka Nafciarzy, który ma lekko pod górkę ze względu na istnienie swojego brata (którego poznaliśmy wcześniej). Ale nie wszystko w Edmonton jest złe... Rosie Gallagher dosłownie rozświetla każdy jego dzień, począwszy od pamiętnego lotu, kiedy jeszcze się nie znali, aż po wspólną pracę nad wizerunkiem hokeistów. Problem w tym, że Rosie zamierza pozostawić ich relację na czysto profesjonalnym polu. Tylko czy Matt Carlsson na to pozwoli?😄 "- Czyżbyś był o mnie zazdrosny, wielkoludzie? - To nie było dla ciebie do tej pory oczywiste?" Podobnie jak dwa poprzednie tomy, i tak historia mi się bardzo spodobała, ale tu chyba zero zdziwienia.😁 Było fajnie zabawnie, seksownie i uroczo, oczywiście do pewnego momentu. Bo choć Rosie i Matt to w sumie jeszcze dzieciaki, a zwłaszcza on - nieco młodszy od bohaterki, życie (czyli Ludka😆) wrzuciło ich w bardzo trudną sytuację. (Wspomnę tu, żebyście czytali trigger warningi, czego ja oczywiście nie zrobiłam i żałuję 😐) To, z czym musieli się mierzyć, było szalenie bolesne i choć to moja wina, nie spodziewałam się tego w tej początkowo lekkiej historii. Muszę jednak przyznać, że był to dobry kontrast, a całość została opisana z dużą wrażliwością. Emocje bohaterów były tak bardzo prawdziwe, a wszystkie wątpliwości tak realistyczne, że byłam lekko w szoku. 😉 Trochę ciężko mi o tym pisać, nie chcę też spojlerować, więc powiem tylko, że Ludka napisała to tak, że czułam się, jakbym przeżyła to wszystko razem z bohaterami. I w tym wszystkim Matt, który okazał się tak dobry. Tak bardzo empatyczny i współczujący, ale też silny i odpowiedzialny. Z początkowego wrażenia lekkoducha nie zostało na końcu zbyt wiele, bo okazał się tak po prostu porządnym facetem. A może nie "tak po prostu", może raczej ponad normę. 😊 W dodatku adoptował pieska, czy da się być większym ideałem?☺️ "Matt całuje tak, jakby chciał, żebym myślała o nim przez kolejne dziesięciolecie. Kiedy odpowiadam na jego pieszczotę i zarzucam mu dłonie na kark, myślę sobie, że to całkiem prawdopodobne." Bardzo podobało mi się też zakończenie, a także poboczni bohaterowie, zarówno ci już mi znani, jak i nowi. Krótko mówiąc - choć nie spodziewałam się kierunku, w który podąży fabuła, ostatecznie wszystko tu się bardzo dobrze zgrało. Mimo tzw. emotional damage, który mi Ludka zaserwowała, książka bardzo mi się podobała. 😊 Polecam i czekam na kolejne!8/10💙
Puck Off
Byliście kiedyś na meczu hokejowym?😊 Ja tylko na takich w książkach.🤣 Ludka Skrzydlewska też mnie na kilka zabrała, tym razem w trzecim tomie serii "Puck me up", czyli "Puck off"!😊 Jest to historia kolejnego, tym razem nowego, członka Nafciarzy, który ma lekko pod górkę ze względu na istnienie swojego brata (którego poznaliśmy wcześniej). Ale nie wszystko w Edmonton jest złe... Rosie Gallagher dosłownie rozświetla każdy jego dzień, począwszy od pamiętnego lotu, kiedy jeszcze się nie znali, aż po wspólną pracę nad wizerunkiem hokeistów. Problem w tym, że Rosie zamierza pozostawić ich relację na czysto profesjonalnym polu. Tylko czy Matt Carlsson na to pozwoli?😄 "- Czyżbyś był o mnie zazdrosny, wielkoludzie? - To nie było dla ciebie do tej pory oczywiste?" Podobnie jak dwa poprzednie tomy, i tak historia mi się bardzo spodobała, ale tu chyba zero zdziwienia.😁 Było fajnie zabawnie, seksownie i uroczo, oczywiście do pewnego momentu. Bo choć Rosie i Matt to w sumie jeszcze dzieciaki, a zwłaszcza on - nieco młodszy od bohaterki, życie (czyli Ludka😆) wrzuciło ich w bardzo trudną sytuację. (Wspomnę tu, żebyście czytali trigger warningi, czego ja oczywiście nie zrobiłam i żałuję 😐) To, z czym musieli się mierzyć, było szalenie bolesne i choć to moja wina, nie spodziewałam się tego w tej początkowo lekkiej historii. Muszę jednak przyznać, że był to dobry kontrast, a całość została opisana z dużą wrażliwością. Emocje bohaterów były tak bardzo prawdziwe, a wszystkie wątpliwości tak realistyczne, że byłam lekko w szoku. 😉 Trochę ciężko mi o tym pisać, nie chcę też spojlerować, więc powiem tylko, że Ludka napisała to tak, że czułam się, jakbym przeżyła to wszystko razem z bohaterami. I w tym wszystkim Matt, który okazał się tak dobry. Tak bardzo empatyczny i współczujący, ale też silny i odpowiedzialny. Z początkowego wrażenia lekkoducha nie zostało na końcu zbyt wiele, bo okazał się tak po prostu porządnym facetem. A może nie "tak po prostu", może raczej ponad normę. 😊 W dodatku adoptował pieska, czy da się być większym ideałem?☺️ "Matt całuje tak, jakby chciał, żebym myślała o nim przez kolejne dziesięciolecie. Kiedy odpowiadam na jego pieszczotę i zarzucam mu dłonie na kark, myślę sobie, że to całkiem prawdopodobne." Bardzo podobało mi się też zakończenie, a także poboczni bohaterowie, zarówno ci już mi znani, jak i nowi. Krótko mówiąc - choć nie spodziewałam się kierunku, w który podąży fabuła, ostatecznie wszystko tu się bardzo dobrze zgrało. Mimo tzw. emotional damage, który mi Ludka zaserwowała, książka bardzo mi się podobała. 😊 Polecam i czekam na kolejne!8/10💙