Recenzje
Malbat znaczy zemsta
Bardzo się cieszę, że mogłam powrócić do tej historii tym razem na papierze. Malbat zaczęłam jeszcze czytać na wattpadzie i już wtedy ta seria skradła moje serce. Sięgając po drugi tom, czułam się jakbym wróciła do domu dokładnie tak samo jak bohaterowie, których drogi po latach rozłąki w końcu ponownie się przecinają. Zdecydowanie moim ulubionym momentem jest chwila, gdy wszyscy się ponownie spotykają po latach cierpienia i ogromnej tęsknoty. Podczas lektury czułam prawdziwy rollercoaster emocji. Napięcie towarzyszyło mi od pierwszych stron ,a chęć odnalezienia odpowiedzi na narastające pytania sprawiła że nie mogłam się odciągnąć od tej książki. Bohaterowie są świetnie wykreowani a moim ulubieńcem zdecydowanie jest Neil. Uwielbiam jego humor i szalone pomysły. Wątek rodziny został tu poprowadzony idealnie. Dużym plusem jest to że nie jest on klasyczny tylko pokazany z innej lepszej perspektywy. W książce występuje również wątek romansu między Christianem a Alice. Kocham ich relacje, a najbardziej bawi mnie, jak Christian, gdy znów wpadnie w kłopoty próbuje wymyślić pomysły, aby Alice nie była na niego zła. Ale ich historia nie jest przesłodzona. Oboje są zagubieni i walczą z własnymi demonami, lecz jednocześnie uczą się miłości i tego jak być najlepszą wersją siebie. Tej historii nigdy nie zapomnę. W moim sercu znalazła specjalne miejsce. Nie mogę się doczekać aż reszta tomów zostanie wydana. Jeśli szukacie książki z ogromnym poczuciem humoru, dreszczykiem emocji i dużą ilością…trupów, zdecydowanie powinniście po nią sięgnąć.
Surogatka
Czy prawdziwie kochać można więcej niż raz? Abby pojawia się w życiu Siga splotem przypadków. I w związku z chęcią jego teściów zachowania cząstki ich zmarłej córki. Bycie surogatką nigdy nie jest proste, a co dopiero bycie nią dla obcego człowieka. Jednak Abby ma ogromne serce, a jej bezinteresowność nie ma granic. I tak wkracza w angielskie życie… z założenia na chwilę. Ale czy można zabronić sobie kochać? „Surogatka” to, co mnie odrobinę zaskoczyło, powieść nieco powiązana z pozycją „Arystokrata”, bowiem Sig pojawił się tam, jako postać poboczna. Oczywiście nie trzeba znać tej pozycji, zasiadając do lektury, jednak dla fanów Ward - w tym dla mnie, to zawsze miłe zajrzeć do bohaterów, których się zna, nawet jeśli ich pojawienie się jest epizodyczne. Tudzież szalenie epizodyczne - jak w przypadku Chancea z jej książki „Słodki drań”. Tak, jestem już chyba psychofanką Penelope i nie jest mi z tego powodu wstyd! Jednak wiążę się z tym pewien strach, bowiem zawsze, gdy sięgam po kolejną jej historię obawiam się, że mi się nie spodoba. A ta pozycja? Cóż, otarła się o detronizację „Słodkiego drania”, co jeszcze niedawno wydawało mi się niemożliwe! To będzie wyjątkowo długa recenzja, więc dla tych, którzy cierpią na brak czasu powiem jedynie - czytajcie! Ta powieść zawładnie Waszym sercem, choć wydaje się być kolejną zwyczajną pozycją z kategorii romansu. Dla całej reszty mam sporo przemyśleń, bowiem ta książka do nich skłania. Porusza trudny i nadal nieco kontrowersyjny w niektórych kręgach temat matki zastępczej. Już samo to nadaje jej nieco cięższego tonu, jednak to, co najważniejsze to fakt, że Ward podeszła do tego wątku znakomicie - z wyczuciem, zaprezentowaniem odpowiednich rozterek, różnorakich reakcji oraz całej palety emocji głównych bohaterów, które są realne i odzwierciedlają to, z czym każdy z nas mierzyłby się na ich miejscu. Dodatkowo wplotła tu motyw straty, przedwczesnego odejścia partnera, który pozostawia po sobie ślad do końca życia. Związała z tym bardzo słuszne wątpliwości Abby związane z życiem w cieniu zmarłej osoby i poczuciem bycia zastępstwem, dalekim od ideału. Ponadto w kreacji postaci dziewczyny postawiła ważny akcent na to, że w życiu czasem egoistycznie trzeba postawić na siebie, a w związku należy walczyć o to, by być priorytetem dla partnera, a nie marną imitacją. I nie są to wygórowane wymagania, choć często o tym zapominamy. Jednocześnie pięknie pokazała, jak nieskończone pokłady miłości nosi w sobie człowiek i choć ta kolejna miłość zawsze jest inna, nie znaczy wcale, że jest gorsza. Przypomniała po prostu, że każdego kochamy inaczej i nie ma w tym nic złego ani nie ujmuje tu żadnemu z uczuć. Oczywiście znajdziemy tu odrobinę erotyki, znakomicie napisanej i wplecionej ze smakiem do fabuły. Jednak to, co wychodzi na pierwszy plan w tej powieści to emocje, cała ich szeroka paleta, która prowadzi również do ogromu wzruszeń. Ponadto powieść skłania do rozmyślań zarówno w kwestiach, co by było, gdyby - chociażby, czy związek Siga i Britney byłby idealny po latach, gdyby kobieta przeżyła, a może magia ich relacji polegała na jej krótkotrwałości, jak i tych odnoszących się do teraźniejszości postaci, dotyczących, chociażby rozwoju ich uczuć, bycia matką dla nieswojego, a jednak swojego dziecka i wielu innych. Powieść otwiera też oczy na pojęcie surogactwa i uświadamia czytelnika jak wielkim jest błogosławieństwem. Dla mnie była to naprawdę wyjątkowa lektura, wzruszyła mnie, pozostawiła po sobie ślad i przypomniała, że życie nigdy nie jest czarno-białe. Ogromnie Wam ją polecam!
Ptaki, które śpiewają nocą
𝑷𝒕𝒂𝒌𝒊, 𝒌𝒕𝒐𝒓𝒆 𝒔𝒑𝒊𝒆𝒘𝒂𝒋𝒂 𝒏𝒐𝒄𝒂 ~ 𝑴𝒂𝒓𝒕𝒂 𝑳𝒂𝒃𝒆𝒄𝒌𝒂 "- 𝐉𝐞𝐬𝐭𝐞𝐬 𝐧𝐚𝐣𝐥𝐞𝐩𝐬𝐳𝐲𝐦 𝐛𝐥𝐞𝐝𝐞𝐦, 𝐣𝐚𝐤𝐢 𝐩𝐨𝐩𝐞𝐥𝐧𝐢𝐥𝐚𝐦." 𝐌𝐨𝐣𝐚 𝐨𝐩𝐢𝐧𝐢𝐚: Moja miłość do książek zaczęła się właśnie od książek Marty, ponad 3 lata temu. Savannah w dniu ślubu porzuca mężczyznę, z którym miała spędzić resztę życia i swoje idealnie poukładane życie. Początkowo wydaje jej się, że to zła i głupia decyzja, ale kiedy wyrusza w podróż po kraju z poznanym w barze mężczyzną uświadamia sobie, że to była najlepsza decyzja, jaką mogła kiedykolwiek podjąć. Nie jestem w stanie opisać słowami tego, co ta książka ze mną zrobiła. Podczas czytania odczuwałam tyle emocji, że nawet nie wiem od czego zacząć. Bohaterowie - Savannah i Austin, to niesamowicie wykreowane postacie. Oboje mają swoje traumy, marzenia. Nie są papierowi, dzięki czemu bardzo mocno się z nimi zżyłam. Savannah na początku bardzo ostrożnie podchodziła do swojej podróży. Nie była przyzwyczajona do nagłych i spontanicznych decyzji, ponieważ zawsze miała wszystko zaplanowane. Dopóki nie zrozumiała, że to nie tego chce od życia. Austin natomisat kilka lat wcześniej uciekł z domu w pogoni za marzeniami. Cały czas poznawał nowe osoby, miejsca, historie. Z pozoru tak różniące się od siebie charaktery, osoby, które nie mają ze sobą nic wspólnego, ale kiedy poznawali się bliżej, zaczęli zauważać, że jest między nimi więcej podobieństw, niż by przypuszczali. Dopełniali się idealnie, chociaż wydawało im się, że będzie ich łączyła krótkotrwała znajomość. Ich relacja jest przepiękna. Nie znam słów, którymi mogłabym opisać to, co ich łączy. Przez te kilka tygodni byli dla siebie całym światem. I choć z początku nie łączyła ich relacja romantyczna, to nie da się zaprzeczyć, że są sobie przeznaczeni. Savannah pomagała Austinowi spełniać marzenia, a on uczył ją popełniać błędy. Cudowne bawiłam się czytając tę książkę. Fabuła jest nieszablonowa, bardzo oryginalna. Bo jak często czytamy o spontanicznej podróży kamperem po kraju? Styl pisania Marty zachwycił mnie tysiąc razy bardziej niż w przypadku trylogii "Flaw(less)". Widać, że autorka zrobiła wieki progres. Emocje bohaterów, ich myśli, to wszystko było tak wspaniale opisane, że nie mogłam wyjść z podziwu. Jedynie końcówka trochę wybiła mnie z rytmu i myślę, że można byłoby to napisać odrobinę inaczej, ale nie zmienia to faktu, że jestem absolutnie zakochana w tej historii i z niecierpliwością czekam na 2 tom! 𝐎𝐜𝐞𝐧𝐚: 4,5/5
Titek i sprzątanko
Bądźmy szczerzy: sprzątanie rzadko bywa zajęciem, które dzieci chcą robić z uśmiechem na twarzy. 🤭 Dlatego książka, która próbuje okiełznać ten temat, ma przed sobą nie lada misję! Opowieść o Titku, który uczy się radzić sobie z codziennym obowiązkiem, pokazuje, że sprzątanie wcale nie musi być męczące i nudne. Historia jest krótka i prosta, ale znakomicie oddaje emocje i wyobrażenia typowego dziecka odnośnie sprzątania - od niechęci, znużenia i złości po zadowolenie i satysfakcję. Dzięki Titkowi dzieci odkryją, że porządkowanie pokoju wcale nie oznacza trudnego i żmudnego obowiązku. Wręcz przeciwnie - to może być całkiem przyjemne zajęcie. I kolejny krok do samodzielności! 👏 Treść jest prosta i bliska codzienności dziecka, zaprezentowana w atrakcyjny, lekki i humorystyczny sposób. Dodatkowo na niektórych rozkładówkach znajdują się pytania i drobne zadania, które angażują dziecko w trakcie czytania. Z kolei na końcu książki znajdziemy miniporadnik dla rodziców. Przedstawia on zwięzłe i praktyczne wskazówki odnośnie wspierania dziecka w nauce sprzątania i tworzenia właściwych nawyków.
Titek i magia świąt
„Titek i magia świąt” to kolejna odsłona serii, która jest nam już dobrze znana i po którą wielu rodziców sięga z poczuciem zaufania. Tym razem autorki skupili się na cierpliwości. Jest to temat trudny, ale bardzo bliski codzienności małych dzieci i ich rodziców. Historia została osadzona w świątecznym klimacie pokazuje, że czekanie nie jest łatwe. Dzieci żyją chwilą, chcą „teraz” i „już”, a ich emocje często wyprzedzają możliwości poradzenia sobie z nimi. W samej historii poznajemy Titka w czasie świątecznych przygotowań. Dla dziecka to moment pełen emocji, bodźców i obietnic. Wszędzie coś się dzieje, dorośli są zajęci, a na dodatek trzeba czekać na rzeczy, które wydają się najważniejsze na świecie. Na prezenty, na wspólne pieczenie, na ubieranie choinki, na Wigilię. Titek bardzo chce, żeby wszystko wydarzyło się od razu. Im bliżej świąt, tym trudniej mu znieść to napięcie. Książka pokazuje konkretne sytuacje dobrze znane z codziennego życia. Titek dopytuje, kiedy będzie już „ten dzień”, złości się, gdy słyszy, że jeszcze nie teraz, przeżywa rozczarowanie i frustrację. Te emocje nie są oceniane ani wyśmiewane. Autorki pokazują je jako coś naturalnego, co przychodzi samo, zwłaszcza gdy dziecko bardzo na coś czeka. Dorosły w historii nie bagatelizuje uczuć Titka, ale pomaga mu je zrozumieć i powoli oswoić. Ważnym elementem opowieści jest to, że czekanie zostaje przedstawione jako proces. Titek uczy się, że można sobie pomóc, gdy czas się dłuży. Pojawiają się proste sposoby na rozładowanie napięcia, zajęcie myśli czymś innym, nazwanie tego, co się czuje. Dzięki temu dziecko widzi, że cierpliwość nie polega na „wytrzymaniu”, tylko na szukaniu rozwiązań, które dają ulgę. Świąteczny kontekst dodaje historii ciepła, ale nie przykrywa głównego tematu. Magia świąt nie polega tu na cudach ani nagrodach, tylko na byciu razem, rozmowie i uważności. Titek stopniowo odkrywa, że samo czekanie też może mieć sens, a emocje, które mu towarzyszą, da się przeżyć bez poczucia winy. Jak w całej serii TITEK, dużą wartością są elementy wspierające rodziców. Oprócz samej opowieści pojawiają się przykłady z życia oraz ćwiczenia, które pomagają dziecku nazywać emocje, radzić sobie z frustracją i stopniowo budować umiejętność czekania. To dobra okazja, by zatrzymać się na chwilę i zobaczyć, że cierpliwość to proces, a nie coś, czego można nauczyć jednym poleceniem. Seria TITEK od początku pokazuje, że książki dla dzieci mogą być jednocześnie wsparciem wychowawczym. Pomagają w rozumieniu emocji, uczą empatii, współpracy i rozwiązywania konfliktów, a przy okazji wzmacniają poczucie sprawczości i pewność siebie. Ważne jest też to, że autorzy pamiętają o dorosłych. Każda część zawiera psychologiczne omówienie tematu i praktyczne wskazówki, które pomagają budować relację opartą na bliskości, bez krzyku, kar i nagród. Sprawdzi się szczególnie w okresie świątecznym, ale poruszany temat jest uniwersalny i aktualny przez cały rok.