Recenzje
Akademia piłkarska #1. Gra się zaczyna
Czy da się połączyć pasję do piłki nożnej z emocjonującą opowieścią o przyjaźni ambicji i dorastaniu? T. Z. Leighton udowadnia że tak i robi to z energią godną pierwszego gwizdka na boisku. To otwarcie serii, która od razu wciąga młodych czytelników w świat sportowych marzeń i pierwszych wielkich wyzwań. ⚽️ Poznajemy grupę chłopców którzy trafiają do elitarnej akademi piłkarskiej. Każdy z nich ma inny charakter, inne doświadczenia i własne powody by walczyć o miejsce w drużynie. Treningi są intensywne, rywalizacja bezlitosna, a presja ogromna. Szybko okazuje się, że talent to za mało. Liczą się współpraca, zaufanie i umiejętność radzenia sobie z porażkami. „Akademia piłkarska. Gra się zaczyna” to nie tylko opowieść o meczach, ale przede wszystkim o budowaniu zespołu i odnajdywaniu siebie. ⚽️ To również książka o marzeniach, tych wielkich i tych bardzo realnych. O chęci bycia zauważonym, o strachu przed porażką i o tym, że talent to dopiero początek drogi. Autor pokazuje, że sukces w sporcie (i nie tylko) wymaga pracy, cierpliwości i umiejętności współdziałania z innymi. Ogromnym atutem tej książki są bohaterowie, różnorodni, nieidealni, momentami zagubieni. Dzięki temu łatwo się z nimi utożsamić. Młody czytelnik widzi, że każdy ma swoje mocne i słabsze strony, a drużyna działa tylko wtedy gdy potrafi je połączyć. To bardzo wartościowe przesłanie, szczególnie dla dzieci i młodzieży, które uczą się funkcjonowania w grupie. ⚽️ Autor pisze dynamicznie i obrazowo, dzięki czemu czuć zapach murawy i napięcie przed kolejnym treningiem. Książka świetnie trafia do młodzieży interesującej się sportem, ale również dobrze sprawdzi się u tych którzy lubią historię o przyjaźni i dojrzewaniu. Język jest przystępny, tempo szybkie, a bohaterowie wiarygodni i łatwi do polubienia. ⚽️ To książka która bawi, wciąga i wychowuje, nie moralizując. Świetny początek serii, który zachęca by sięgnąć po kolejne tomy i dowód na to, że literatura sportowa dla młodszych czytelników może być mądra, emocjonująca i naprawdę potrzebna.
Coffee on Ice
Nie ukrywam — ta historia miała u mnie fory jeszcze zanim zaczęłam czytać. Zapowiadała się jak mieszanka rzeczy, które zwykle trafiają prosto w moje gusta: sportowe tło, bardziej dojrzałe wątki życiowe i relacja z różnicą wieku. Do tego wcześniejsze urywki krążące w sieci budowały obraz emocjonalnej, wciągającej opowieści. Dlatego wchodziłam w tę książkę z nastawieniem „to będzie to”. Avery została pokazana jako osoba wycofana, poukładana i skupiona głównie na przetrwaniu codzienności. Dawniej związana z łyżwiarstwem figurowym, dziś funkcjonuje w zupełnie innym trybie — między obowiązkami matki, pracą i studiami. Jej świat jest mały, zamknięty w rutynie i odpowiedzialności. Fakt, że jej ojciec prowadzi drużynę hokejową, sprawia, że siłą rzeczy znajduje się gdzieś na obrzeżach tego środowiska i bywa kojarzona, choć sama ewidentnie nie szuka uwagi ani rozgłosu. Początek książki mocno koncentruje się na jej codzienności i roli matki, ale w pewnym momencie miałam wrażenie kręcenia się w kółko. Wiele razy podkreślana jest jej więź z synem i to, że za jej spokojem stoi jakieś trudne doświadczenie z przeszłości. Zamiast budować napięcie, zaczęło to brzmieć jak ciągłe przypomnienie o czymś, co i tak dość szybko staje się oczywiste. Problem w tym, że odbudowanie zaufania nie przychodzi łatwo, zwłaszcza że Avery ma swoje powody, by trzymać dystans. Relacja między nimi rozwija się więc w cieniu dawnych niedomówień i emocjonalnych barier. Sam Mason również nie jest postacią bez skaz — jego przeszłość stopniowo odsłania, że sukces sportowy nie przyszedł bez kosztów. Przez długi czas całe jego życie było podporządkowane hokejowi, który stał się dla niego priorytetem niemal absolutnym. Jedyną stałą poza sportem była jego mama, stanowiąca dla niego punkt odniesienia i emocjonalne zaplecze. Mason został wykreowany jako ktoś, kto na lodzie jest liderem z krwi i kości, a poza nim — po prostu dobrym człowiekiem. Ambitny, zdyscyplinowany, przyzwyczajony do walki o swoje, ale jednocześnie ciepły i uważny wobec innych. W przeszłości jego drogi już raz przecięły się z Avery, jednak konflikt z jej ojcem sprawił, że ta znajomość urwała się w nieprzyjemnych okolicznościach. Gdy po latach spotykają się ponownie, Mason nie udaje, że nic się nie stało — wręcz przeciwnie, wyraźnie próbuje naprawić to, co zostało kiedyś zepsute. Tempo rozwijania się więzi między Avery a Masonem było spokojne, ale w tym przypadku działało to zdecydowanie na plus. Ta relacja nie opiera się na nagłym wybuchu uczuć, tylko na stopniowym oswajaniu się z czyjąś obecnością. Biorąc pod uwagę bagaż doświadczeń Avery, jej ostrożność wydaje się naturalna i uzasadniona, dlatego to, że nie rzuca się od razu w ramiona Masona, wypada wiarygodnie. On z kolei nie naciska w sposób nachalny, tylko cierpliwie pokazuje czynami, że można na nim polegać — i to właśnie buduje między nimi prawdziwą podstawę pod coś głębszego. Dużym plusem było dla mnie to, że historia nie zamyka się wyłącznie w wątku romantycznym. Obok relacji pojawia się też wyraźnie zarysowane sportowe tło, które nie jest tylko dekoracją, ale realną częścią życia bohaterów. Dzięki narracji z dwóch perspektyw łatwiej było zrozumieć zarówno emocjonalne rozterki Avery, jak i to, co dzieje się w głowie Masona — zwłaszcza w momentach związanych z meczami. Te fragmenty dodawały dynamiki i pozwalały poczuć napięcie rywalizacji z punktu widzenia zawodnika, co fajnie urozmaicało odbiór całej historii. Sposób pisania autorki jest bezpośredni i klarowny, przez co łatwo wejść w historię i utrzymać płynność czytania. Narracja jest uporządkowana, a wydarzenia przedstawione w przejrzysty sposób, dzięki czemu lektura nie sprawia trudności i pozwala skupić się na emocjach bohaterów oraz rozwoju fabuły. Mimo że nie wszystkie rozwiązania fabularne były w pełni w moim guście, warsztatowo książka prezentuje się solidnie. Widać dbałość o spójność historii i dopracowanie tekstu, co przekłada się na komfortowy odbiór całości.
Do wesela się zagoi
Ocena: 4,7/5 ⭐ To już kolejna książka Ludki Skrzydlewskiej, którą miałam przyjemność czytać, i śmiało mogę powiedzieć - jedna z lepszych. Ta historia ma w sobie coś niesamowicie przytulnego. Taki klimat, że siadasz, zaczynasz czytać i nagle orientujesz się, że minęło pół nocy, a Ty dalej „tylko jeszcze jeden rozdział”. Hugh to naprawdę świetny bohater. Serio, gdzie są tacy mężczyźni w realnym życiu? Poukładany (niczym idealny arkusz w Excelu), konkretny, momentami wycofany, ale kiedy trzeba - obecny w stu procentach. Jego relacja z małą Suzie? Absolutne złoto. Ciepło, troska i ta naturalność w budowaniu więzi - czytałam to z ogromnym uśmiechem. Ten wątek totalnie skradł moje serce. Sutton z kolei… wow. Ta kobieta jest chodzącą definicją zaradności. Ilość obowiązków, które bierze na siebie, jej determinacja i gotowość do robienia dosłownie wszystkiego, by zapewnić stabilność sobie i siostrzenicy - ogromny szacunek. Naprawdę ją podziwiam. A w duecie z Hugh? Chemia, przekomarzanki, napięcie i to stopniowe ocieplanie relacji - wyszło świetnie. Razem byli po prostu „wow”. Bardzo podobał mi się też klimat Silver Springs - małe miasteczko, ślub w tle, przygotowania, trochę chaosu i… dinozaur. Tak, motyw dinozaurów to absolutny hit tej książki i jeden z tych elementów, które nadają jej lekkości i uroku. Zakończenie serio mnie kupiło. Bez zbędnego przeciągania, bez kombinowania - po prostu idealnie domknięta historia, która zostawia z szerokim uśmiechem i lekkim ściskiem w sercu. Dokładnie taki finał, jaki chciałam dostać po tej całej emocjonalnej jeździe. Czytało mi się tę historię błyskawicznie, jak zresztą każdą książkę Ludki. To jedna z tych opowieści, które są lekkie, ale nie puste. Przyjemne, ale z emocjami. Ciepłe, ale z tym czymś, co sprawia, że czyta się tę historię z zapartym tchem. Jeśli szukacie romansu z sercem, humorem i bohaterami, których naprawdę chce się kibicować - „Do wesela się zagoi” zdecydowanie jest dla Was. 🦕💚
Puck Off
„Puck off” to kolejny tom serii hokejowych romansów. Książki można czytać niezależnie od siebie, bo każdy tom opowiada o innej parze! Tom, od którego zaczęłam, jest chronologicznie trzeci i jest historią Rosie, specjalistki od public relations oraz Matta, który jest nowy w drużynie i musi walczyć przede wszystkim z uprzedzeniami kolegów z drużyny, którzy kojarzą go jedynie z występkami brata. Rosie ma pomóc w ociepleniu wizerunku, a cała sprawa na początku jest dla niej dość kłopotliwa, bo nie spodziewała się, że uroczy nieznajomy z samolotu będzie jednocześnie osobą, z którą przyjdzie jej pracować. I zdecydowanie nie pomaga to, jak bewzstydnie flirtuje z nią ów hokeista, kradnący gumki do włosów… „Puck off” nie jest wcale tak słodkim i cukierkowym romansem, jak mogłaby sugerować okładka. Słodkie i urocze momenty to tylko część tej historii, ale dzieje się tu zdecydowanie więcej. Przede wszystkim jest tutaj poruszana dość trudna tematyka, m. in przypadkowej ciąży, a także straty i żałoby. To drugie zostało potraktowane dość powierzchownie, co odbiło się na moim odbiorze tej książki. Główna bohaterka pozbierała się po trudnych przeżyciach zbyt szybko, co w mojej opinii było dość mało wiarygodne. Nawet ze wsparciem bliskich osób poradzenie sobie z tak trudnymi emocjami zajmuje nieco więcej niż tylko tydzień. Dodatkowo pewne elementy, takie jak chociażby fantazje bohaterów czy dirty talk zupełnie mi tu nie pasowały i pozostawiły niesmak. Czy polecam? Jeśli szukacie romansu, który wzbudza dość skrajne emocje, możecie dać szansę. Mi nie przypadł do gustu tak, jak tego się spodziewałam, niemniej chętnie sięgnę po inne części, przedstawiajace historie innych, przewijających się tu na drugim planie bohaterów.
Volleyball Heart
Everly to dziewczyna, która nie ma łatwo, boryka się z róznymi chorobami, niechęcią ojca, który nie toleruje jej drogi zawodowej oraz skrywa tajemnicę, o której nikt nie wie. Prowadzi też vloga o lokalnej męskiej drużynie siatkarskiej. Kiedy jeden z zawodników nazywa ją stokrotką, ta jest przekonana, że zna jej tajemnicę. Zgadza się na spotkanie, ponieważ boi się konsekwencji odmowy. Nie wie, że Ethan również skrywa sekret. Jak potoczy się historia tych młodych ludzi? Czy odkrycie tajemnic obojga zniszczy to, co łączy siatkarza i młodą dziennikarkę? To świetna historia, w nurcie slowburn oraz hate to love, która porusza kilka ważnych tematów, takich jak #overthink czy #anemia . Ale przede wszystkim to książka o tym, że dzieci nie mogą żyć dla rodziców, spełniać ich marzeń. I w końcu to cudowna historia o miłosci i o walce o nią. Jednym słowem- rewelacyjna.