Recenzje
Blade. Canmore #1
„Byłam dzieckiem, które z dnia na dzień musiało przestać nim być”. Maeve LeBlanc to dziewczyna, która zamiast korzystać z uroków dorastania, została od razu wciągnięta w wir dorosłości. Strata rodzica i choroba w rodzinie spowodowały, że nastoletnie imprezy, dziecięce marzenia i zastanawianie się nad przyszłością przestały dla niej istnieć. Najważniejsze to “tu i teraz”. Nauka, praca, praca i praca to jej codzienność. A wszystko to z dala od uwagi lokalnej społeczności i żywiołowych nastolatków. Jest jednak ktoś, kto dostrzega Maeve i wszystko, co z nią związane. Tylko czy sama zainteresowana jest w stanie dostrzec szanse, jakie daje jej los, kiedy tak bardzo pogrąża się w ciemnych odcieniach życia? Na pierwszy rzut oka książkę można zaklasyfikować do literatury młodzieżowej. Jest jednak coś, co powoduje, że warto zastanowić się przed poleceniem jej naszej latorośli. Pierwsze to oznaczenie, że książka jest dla czytelników w wieku 16+. Drugi znak to kilka słów od autorki, która uprzedza czytelnika, jak trudne i ważne tematy porusza ta historia. Przemoc domowa, alkoholizm, choroba nowotworowa - to tylko część wątków, które spotkałam podczas lektury. W centrum młoda kobieta, której pewność siebie osiąga bardzo niskie noty. A wszystko to w zimowej aurze małego miasteczka w Kanadzie, gdzie łyżwiarstwo figurowe i hokej to chluby narodowe. To właśnie w tej scenerii najczęściej obraca się Maeve, co tylko potęguje jej poczucie smutku i straty, gdyż łyżwiarstwo figurowe było jej miłością, pasją i celem w życiu. Dojrzałość historii, jak i samej bohaterki była zaskakująca, co tylko świadczy o jednym - debiut autorki uznaję za ogromnie udany. Mimo że książka ma prawie pięćset stron, to nawet przez chwilę nie miała poczucia, że jest ona za długa. Opowieść płynnie przebiega między wątkami, powodując śmiech na twarzy, łzy wzruszenia, ale i smutku, aby finalnie dojść do momentu, w którym miałam mętlik w głowie. Dlatego z niecierpliwością czekam na kolejny tom, bo jeszcze dużo spraw wymaga wyjaśnienia, ujrzenia światła dziennego i sprawiedliwości. Z angielskiego “blade” to ostrze. Przedstawiona w książce historia tnie jak dobrze naostrzone i wyprofilowane ostrze łyżwy, powodując ból, rozlew krwi i blizny, które zostają z człowiekiem na zawsze. Gratuluję autorce pióra, pomysłów i dbałości o szczegóły, dzięki czemu byłam w tej opowieści na sto procent, zarywając nawet nockę. Tak więc czekając na kolejny tom, polecam z czystym sumieniem przeczytanie „Blade”.
Do wesela się zagoi
"Z każdą spędzoną z nimi chwilą obie są mi coraz bliższe, a one zapewne coraz bardziej przywiązują się do mnie. Z jakiegoś powodu na tę myśl serce kurczy mi się z niepokoju. Ale wcale nie mam ochoty się wycofać." Twórczości Ludki Skrzydlewskiej od lat nie potrafię się oprzeć, jednak „Do wesela się zagoi” to tytuł, który wygodnie rozsiadł się w mojej głowie już kilka dni temu i wciąż nie chce z niej wyjść, choć przeganiałam go już stamtąd kilkukrotnie. Zawsze wydawało mi się, że dobrą książkę budują przede wszystkim przewrotne zwroty akcji, w tym przypadku jednak nie mieliśmy do czynienia z żadnymi zdarzeniami, które mogłyby mnie w sposób dosłowny popchnąć na krawędź, a jednak czuję się rozłożona na łopatki. Każda strona tej historii pachnie wadą cukrową, a całość otula jak ramiona ulubionej osoby, w których można schować się przed przytłaczającą codziennością. Błahe na pierwszy rzut oka gesty i ciche obietnice zyskują tu niezwykłą moc, udowadniając, że prawdziwa miłość nie potrzebuje wielkich słów, a odnajduje swój najprawdziwszy sens w prostocie. To również najlepszy dowód na to, że siła historii nie tkwi w piętrzących się dramatach, lecz w szczerości uczuć i dojrzałej komunikacji, a relacja Sytton i Hugh jest tego najpiękniejszym uosobieniem. Zapewne powtórzę to już któryś raz, ale lekkość, z jaką Ludka konstruuje kręgosłupy moralne swoich literackich postaci, mimo wielu przeczytanych przeze mnie spod jej pióra książek, wciąż mnie zachwyca. Muszę jednak przyznać, że szczególną słabość czuję wobec stworzonych przez nią męskich bohaterów, którzy za każdym razem mają w sobie coś niebywale zapadającego w pamięć. Hugh jednak spośród tego sporego już dosyć grona wysunął się dla mnie na szczególne prowadzenie, od pierwszych stron urzekł mnie bowiem swoją powściągliwością i tym jego charakterystycznym, nieco wycofanym sposobem bycia. Uwielbiałam chwile, w których porzucał swoją stoicką maskę i pozwalał sobie na prawdziwe emocje; scena, w której po raz pierwszy, dzięki Susie, roześmiał się pełną piersią, na zawsze odcisnęła swoiste piętno na moim serduszku. Podobnie zresztą jak moment, w którym wbrew swoim przyzwyczajeniom oraz zamiłowaniu do faktur, zamówił dla niej z Temu naklejki z dinozaurami. Ten drobny gest powiedział o nim więcej niż najbardziej spektakularne deklaracje, których swoją drogą również sporo miał na koncie. Na docenienie zasługuje również cały przygotowany przez autorkę arsenał wątków pobocznych, pośród których każdy z czytelników zapewne odnajdzie swój ulubiony. Narty, walentynkowy ślub głównych bohaterów poprzedniego tomu o Silver Springs, niepokojąca przeszłość maleńkiej Susie, a to wszystko w akompaniamencie całej gromady przesłodkich dinozaurów, a od czasu do czasu również mumii, czy więc może być lepiej?
Akademia piłkarska #1. Gra się zaczyna
Książki o szkołach i akademiach od lat cieszą się ogromnym zainteresowaniem wśród dzieci 📚 I nic w tym dziwnego - tajemnice, nowe przyjaźnie, rywalizacja i spełnianie marzeń to połączenie, które zawsze działa! Po „Harrym Potterze” i „Szkole szpiegów” w nasze ręce wpadła I tom serii „Akademia piłkarska” ⚽️ @czytalisek_wydawnictwo. Niby książka bardziej „dla chłopców”, bo przecież o piłce… a jednak moja córka była zachwycona! I to jest najlepszy dowód na to, że dobra historia nie ma płci 😉 Głównym bohaterem jest Leo. Ma 12 lat, uwielbia piłkę nożną i gry wideo. Kocha futbol tak bardzo, że swoją jaszczurkę nazwał… Messi! 🦎⚽️ Ma też siostrę, a szkoła nie jest miejscem, które lubi. Ot, zwyczajny dzieciak. Taki jak każdy z nas był kiedyś. Leo wyjeżdża na letni obóz organizowany przez jedną z akademii piłkarskich. I tu zaczyna się prawdziwa przygoda. Nowe wyzwania, treningi, emocje, rywalizacja i pierwsze poważne decyzje. To książka napisana lekko, z humorem i dużą dawką sportowych emocji. Idealna dla młodych fanów piłki i w ogóle sportu. Ale nie tylko! Jeśli Wasze dzieci lubią historie o akademiach i marzą o wielkich przygodach, ta seria może być strzałem w dziesiątkę 🎯⚽️ Znacie już tę serię? A może macie inne książkowe polecajki o szkolnych przygodach? 😊
Pocałunki zamiast słów. Vancouver Agitators: miłość na lodzie #1
„Pocałunki zamiast słów” to idealna książka na deszczowy wieczór. Wciągnęłam się w nią tak bardzo, że wszystkie inne rzeczy, które miałam do zrobienia, odkładałam na później. Opis od razu mnie przekonał, jednak trochę inaczej wyobrażałam sobie tę historię. Cała akcja toczy się wokół hokeistów i dziewczyny, którzy przez większość czasu są zamknięci w domu. Spędzają czas na rozmowach, grają w gry, a od czasu do czasu pojawia się jakiś trudny temat. Książka jest pełna dialogów, dzięki czemu czyta się ją naprawdę szybko. W wielu momentach śmiałam się do łez, a powieść zdecydowanie poprawiła mi humor. Jednak czegoś mi w niej brakowało. Momentami historia wydawała się trochę przewidywalna i lekko nudna — liczyłam na więcej akcji. Mimo to książka jest lekka, przyjemna i łatwo się w nią wciągnąć. Pochłonęłam ją w jeden wieczór i uważam, że był to naprawdę dobrze spędzony czas.
To nie Ty. Jak rozpoznać narcystycznych ludzi i uwolnić się od nich
Czytałam wiele książek psychologicznych, ale jeszcze żadnej o narcyzmie. A ty? To wydaje się nieco pomijany temat, ale zdecydowanie nie powinno tak być! ,,Często, gdy wychodzisz z narcystycznej relacji lub się do niej dystansujesz myślisz, że to koniec. Tymczasem w rzeczywistości uzdrowienie i wszystko, co po takiej relacji następuje, jest tak naprawdę początkiem. To dopiero początek Twojej historii, wyjście z unieważniającego cienia i nareszcie pozwolenie sobie na bycie sobą.” Autorka wyjaśnia czym jest narcyzm, jakie cechy i zachowania składają się na to pojęcie. Okazuje się, że nie jest to pojedyńcze, wąskie pojęcie, a całe spektrum. Przedstawia różne jego stopnie, od łagodnego przez umiarkowany, aż do poważnego. To właśnie umiarkowany bywa najbardziej mylący. ,,Umiarkowany narcyzm oferuje wystarczająco dużo dobrych chwil, aby zaangażować się w taki związek i jednocześnie na tyle dużo złych momentów, żeby Cię zranić i zdezorientować”. W książce przeczytamy o mitach dotyczących narcyzmu oraz o schematach, które często pojawiają się w takich relacjach. Autorka szczegółowo opisuje zjawisko gaslightingu, mechanizmy oparte na dominacji, deprywacji czy zdradzie emocjonalnej. Tłumaczy także, czym są love bombing i hoovering. To pojęcia, z którymi wcześniej sama się nie spotkałam, a które dla wielu osób niestety są codziennym doświadczeniem. Co ważne, podkreśla, że wzorce te często stają się widoczne dopiero po czasie: ,,Często dopiero po upływie roku można naprawdę zacząć postrzegać pewne zachowania jako wzorce.” To szczególnie poruszające, bo pokazuje, jak łatwo można latami tkwić w relacji, która stopniowo podkopuje poczucie własnej wartości. Narcystyczna przemoc wpływa na nasze myśli, przekonania, reakcje na stres, sposób przeżywania emocji i budowania relacji. Najdotkliwiej jednak uderza w obraz samego siebie. Ta książka nie dotyczy wyłącznie związków partnerskich. Porusza również temat narcystycznych systemów rodzinnych i ról, jakie mogliśmy w nich pełnić: złotego dziecka, kozła ofiarnego, bohatera rodziny. Każda z tych ról kształtuje sposób, w jaki patrzymy na siebie i świat. Jak się od tego uwolnić? To proces. Długa droga, która zaczyna się od zrozumienia, że problem często nie był w nas. Szczególnie poruszył mnie rozdział o „radykalnej akceptacji”. Chodzi o uznanie, że narcystyczne zachowania drugiej osoby są trwałe i że nie jesteśmy w stanie jej „naprawić”. To trudne, ale wyzwalające. Pozwala przestać inwestować czas i energię w niekończące się próby zadowolenia kogoś, kto i tak nigdy nie będzie usatysfakcjonowany. Możliwe będzie skupienie na innych, zaniedbanych aspektach życia, na których nam samym naprawdę zależy. Kolejną interesującą i nową techniką jest ,,metoda szarego i żółtego kamienia” w rozmowie z narcyzem. Chodzi o to, by być tak nudnym jak szary kamień, co sprawia, że potrzeba wywołania kłótni przez narcyza nie zostanie spełniona. Podobnie jak technika ,,DEEP”, o której polecam przeczytać wam więcej. Nawet jeśli sam nie doświadczyłeś narcystycznej przemocy, to zdecydowanie warto przeczytać tę książkę. Możesz pomóc komuś, kto jej doświadczył.